Wiedza o tym przedmiocie zawarta w wydawnictwach dotyczących historii Poznania i jego zabytków w najlepszym przypadku ogranicza się...
Wiedza o tym przedmiocie zawarta w wydawnictwach dotyczących historii Poznania i jego zabytków w najlepszym przypadku ogranicza się do stwierdzenia, że jest to serce dzwonu kolegiaty św. Marii Magdaleny.
Czy tak jest faktycznie? Kiedy zwróciłem się przed kilkoma laty do Biura Miejskiego Konserwatora Zabytków o informacje na ten temat, okazało się, że nie dysponuje ono żadnymi danymi.
Piorun czy pożar
Dwa wydarzenia uznałem za te, które mogły się przyczynić do zniszczenia dzwonu: uderzenie pioruna w wieżę w 1773 i pożar w 1780 roku. Rok 1657 (potop) z uwagi na zbyt odległy w czasie wydawał się mniej prawdopodobny. Za takim wyborem przemawiał fakt odlania nowych dzwonów (w 1791 roku), z myślą o rychłej odbudowie świątyni, co wskazywać mogło na niedawne zniszczenie poprzedniego instrumentu.
Przyglądając się historii kolegiaty farnej, zastanawiałem się, czy można przyjąć jako najbardziej prawdopodobną datę odlania pierwszego wielkiego dzwonu rok 1473? Wtedy bowiem zakończono budowę masywnej kościelnej wieży, której wysokość sięgnęła aż 90 metrów.
Jak to się stało, że stary dzwon uległ zniszczeniu i nowy został odlany w 1791 roku, a jego serce ostało się do dnia dzisiejszego?
Analizując stare ryciny budowy wieży kościelnej, powstawały w mojej głowie różne hipotezy. Zwróciłem się z prośbą o opinię do Odlewni Dzwonów Janusza Felczyńskiego w Przemyślu. Ogromne było moje zaskoczenie, kiedy pan Janusz Felczyński na podstawie przesłanych fotografii oznajmił kategorycznie, że "jest to niewątpliwie serce dzwonu (lub jego część) - bardzo stare i z bardzo dużego dzwonu". W jego opinii czytamy także, że serce to wykonane jest starą sztuką "szwajsowania". Nie mając możliwości wytoczenia kuli o odpowiednich wymiarach, na zimny kawał metalu zawijano kawał rozgrzanego do czerwoności żelaza i tak długo obrabiało się go młotami kowalskimi - na przemian kując i grzejąc - aż otrzymano kształt zbliżony do owalu, który przypominał dzisiejszą kulę serca. Zespolenie tych dwóch elementów następowało poprzez "zeszwajsowanie" (dziś zgrzewanie). Technika ta wymagała wielkiego doświadczenia. Wykonanie tego serca zajęło około 20 godzin bezustannej pracy 2-3 silnych kowali.
Po dokonaniu obliczeń, według podanych wymiarów, wspomniany ludwisarz pisze dalej, że serce poznańskie powinno ważyć około 280 kilogramów. Jednak, biorąc pod uwagę niedokładności jego wykonania, a także zużycie, można z całą pewnością powiedzieć, że było to serce dzwonu o wadze 11600 kg i o wymiarach 264x264 cm - czyli większego od dzwonu krakowskiego.
Spadło jak bomba
A dlaczego stoi ono na chodniku? Wytłumaczenie pana Janusza Felczyńskiego jest zaskakująco proste. Otóż serca były mocowane ówcześnie do dzwonu przy pomocy rzemienia - pasa z surowej skóry bydlęcej - który to pas miał naturalną tendencję do wycierana się i pękania. Pękał zawsze podczas dzwonienia i to dokładnie wtedy, gdy serce miało największą prędkość. Pas urywał się i serce wylatywało z dzwonnicy niczym bomba o wadze 300 kg, przeważnie raniąc lub zabijając tych, którzy akurat dzwonem dzwonili. Jeżeli kogoś zabiło - nie było ponownie używane.
Dzwon i serce były w ówczesnych czasach konsekrowane i traktowane jako narzędzie liturgiczne, nie mogło być skalane krwią ludzką - wtedy zakładano nowe serce. Przypuszczać należy, że poznańskie serce w taki właśnie sposób wyleciało z dzwonnicy (w tym przypadku z wysokości ok. 60 m) i zostało tam, gdzie się wbiło.
Wytłumaczenie pana Felczyńskiego jest jednym z możliwych. Ciekawe, że w informacjach na temat tego serca często pojawia się stwierdzenie, iż zostało "wmurowane w narożnik fary". Może jakieś dokumenty historyczne tłumaczą ten fakt.
Przed kilkoma dniami przeczytałem w Kronice Miasta Poznania 2003/3 pierwszy bodaj artykuł o dzwonach starej fary. Waldemar Karolczak pisze w nim, powołując się na źródła historyczne, że w roku 1681 na wieży kolegiaty farnej zawieszono ogromny dzwon o wadze 112 cetnarów. Dzwon ten uległ zniszczeniu podczas pożaru w 1773 roku.
Z tego, co już wiemy o opisanym fragmencie poznańskiego serca wynika, że pochodzi ono z największego dzwonu ówczesnego Poznania, a jako datę jego powstania można przyjąć wiek XVII. Być może dzwon ten był także największym dzwonem ówczesnej Polski. Serce to jest równocześnie najokazalszym poznańskim zabytkiem tego typu sztuki ludwisarskiej. Dziwić może jednak fakt, że jeden z nielicznych reliktów nie istniejącej już kolegiaty farnej pod wezwaniem św. Marii Magdaleny stoi wkopany w chodnik przy ul. Gołębiej. Jestem przekonany, że rychło znajdzie ono swoje miejsce w Muzeum Miasta Poznania. Jeśli tak się stanie, będzie to najpiękniejszy "dar", jaki Przemyśl "przekazał" Poznaniowi na jego 750-lecie.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!






