Kiedy w 1937 r. księdza Aleksandra Woźnego poznałem jako wikariusza parafii katedralnej, był opiekunem Katolickiego Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej, w którego szeregi...
Urodził się 25 czerwca 1910 roku w Uzarzewie. Po maturze w Gimnazjum św. Marii Magdaleny i ukończeniu diecezjalnego seminarium duchownego przyjął w poznańskiej katedrze święcenia kapłańskie dnia 17 maja 1933 roku.
Kiedy w 1937 r. księdza Aleksandra Woźnego poznałem jako wikariusza parafii katedralnej, był opiekunem Katolickiego Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej, w którego szeregi wstąpiłem. Przylgnęliśmy do niego wszyscy! Ksiądz Oleś - tak poufale nazywaliśmy go między sobą - był jednym z nas. Przy nim czuliśmy się bezpieczni.
Żarliwa wiara ks. Aleksandra uczyła nas ofiarności i umiejętności trafnego wyboru między dobrem a złem, a nade wszystko szczerej i prostej miłości do Boga i bliźnich. Nie zawstydzał nas publicznym upomnieniem lub naganą. A przy tym nie wyróżniał żadnego z nas. Byliśmy mu wszyscy na równi drodzy i bliscy.
Radośnie przyjmował nasze odwiedziny w wikariacie przy Lubrańskiego. Odwiedzała go tam również jego bratanica Barbara. Któż by wówczas pomyślał, że ta młodsza ode mnie zaledwie o trzy lata dziewczyna z jasnymi włosami, będzie bez mała za lat dwadzieścia moją żoną? A przez nią ks. Aleksander Woźny także i moim stryjkiem Olesiem.
Miłość i zaufanie bliźnich zdobywał niewysłowioną dobrocią, ujmującą pokorą i prostotą. Promienną radość zachował do końca swego świątobliwego życia. Nie zdołały jej zniweczyć żadne złe siły! Ani kilkuletni pobyt w hitlerowskim obozie koncentracyjnym w Dachau, ani ubeckie prześladowania, przypieczętowane upokarzającym więzieniem w komunistycznej PRL. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek z rozgoryczeniem wspominał lata bolesnej poniewierki. Nie miał żalu do swych oprawców i prześladowców.
Ze wzruszeniem wspominał ocalenie z obozu koncentracyjnego w Dachau. Rozeszła się tam pogłoska o zaplanowanej zagładzie więźniów, zwłaszcza duchownych. W dziewiątym dniu nowenny do św. Józefa, którą odmawiali, zostali szczęśliwie uratowani przez amerykańskich zwiadowców.
Wielka przepowiednia
Po krótkim okresie rekonwalescencji ks. Aleksander opuścił Niemcy. Jeden z przyjaciół na pożegnanie powiedział mu: - Będziesz dobrym spowiednikiem. Pilnuj konfesjonału i bądź cierpliwy dla penitentów. Reszty dokona łaska Boża.
Radośnie witany przez rodzinę i przyjaciół objął 20 sierpnia 1945 r. parafię św. Jana Kantego na Grunwaldzie. Obszerna drewniana hala potargowa wnet zamieniała się w kościelną nawę z jasno oświetlonym prezbiterium. Nad bocznym ołtarzem, po lewej stronie, znajdował się obraz Wacława Taranczewskiego z wizerunkiem Jezusa Miłosiernego. Pod Jego stopami napis - Jezu, ufam Tobie. Zanim oficjalnie uznano oparty na objawieniach s. Faustyny Kowalskiej kult Bożego Miłosierdzia, ks. Aleksander był już od dawna Jego gorącym czcicielem.
Po prawej stronie nawy stał konfesjonał z fioletową zasłoną. Wydawało się, że ks. Aleksander go nie opuszczał. Pod osłoną nocy przybywali do niego ludzie, którym w jasny dzień "nie wypadało" wejść do kościoła. Nie odtrącał od siebie nikogo. Przepojony żarliwym uczuciem Bożego Miłosierdzia każdego ogarniał miłością ojcowskiego serca. Cierpliwością i dobrocią wyzwalał z więzów zła. Zachęcał do wytrwania w dobrym.
Był też żarliwym kapelanem Krajowego Duszpasterstwa Kobiet. Stanowiło ono, w okresie nasilonej walki komunizmu przeciw Kościołowi, tajne zgromadzenie silnych w wierze kobiet. Dla nich organizował dni skupienia na Jasnej Górze. Wygłaszanymi naukami umacniał w nich powołanie do chrześcijańskiego życia w małżeństwie, rodzinie, na różnych stanowiskach społecznej działalności. One skrzętnie notowały jego kazania i wyrażane myśli.
Zapiskami z tych spotkań zainteresowało się wydawnictwo Księży Chrystusowców Hlondianum, które wydało już następujące tytuły: "Bóg jest najważniejszy" (1994), "Miłość nigdy nie ustaje" (1998), "W Krzyżu miłości nauka - Rozważania Drogi Krzyżowej" (2000), a wrocławska Oficyna Współczesna wydała zbiór nauk pt. "Wychowanie dla Boga" (1994). Na wydanie czeka jeszcze siedem wartościowych pozycji.
Prześladowania
Kaznodziejstwem ks. Woźnego interesowały się nie tylko kobiety, którymi się opiekował. Dobrze wiedział, że na niedzielne nabożeństwa przychodzili dziwni panowie z niezręcznie ukrywanymi magnetofonami. Potem były wezwania i przesłuchania w Wydziale Wyznań Religijnych w gmachu Wojewódzkiej Rady Narodowej. Z takich spotkań wracał radosny. Jeszcze bardziej duchowo umocniony. Najbliższym - rodzinie i przyjaciołom - polecał bardzo skuteczny środek nie tylko przeciw komunistycznym prześladowcom: modlitwę do ich Aniołów Stróżów.
Swego czasu, kiedy Kościół pozbawiony dostępu do prasy mógł bronić swych racji lub informować wiernych o pracach Episkopatu tylko za pośrednictwem ambon, proboszczowie otrzymali pasterski list biskupów polskich z poleceniem odczytania w najbliższą niedzielę. W poprzedzające niedzielę sobotnie popołudnie dwaj "smutni panowie" złożyli ks. Aleksandrowi krótką wizytę i zagrozili najsurowszymi konsekwencjami, jeśli odważy się ten list przed parafianami odczytać.
W niedzielę ks. Woźny nie odczytał tego listu, ale, ponieważ nie było takiego zakazu, jak sam stwierdził, przedstawił jego treść parafianom. Po tym wydarzeniu ubeccy towarzysze zdecydowali, by ks. Aleksandra uwięzić.
Odbyła się rozprawa sądowa. Wszyscy myśleli, że ks. Aleksander dostanie co najmniej pięć lat we Wronkach, a może w Rawiczu. Zeznają podstawieni fałszywi świadkowie. W rękach ks. Aleksandra przesuwają się paciorki różańca. Na wezwanie sędziego, czy chce coś powiedzieć na swoją obronę, ksiądz wstaje i oznajmia: - Przy pomocy św. Józefa szczęśliwie wróciłem z obozu w Dachau. On mi też pozwoli w odpowiednim czasie wrócić do mojej parafialnej rodziny. Poddaję się całkowicie woli Bożej.
Wyrok sądu był nieoczekiwany - uznając za karę okres aresztu, przywrócił oskarżonemu wolność!
Troskliwy opiekun
Z zapałem do pracy wracał ks. Aleksander do swojej parafii. Kto widział jego mieszkanie, nie mógł mu zarzucić skłonności do zbytku. Mały pokój, w którym sypiał, przypominał celę zakonu o surowej regule. Nie udało mu się też ukryć, że otrzymany na imieniny materiał na przyzwoitą sutannę, ukradkiem porozcinał na komunijne ubranka dla kilku najbiedniejszych chłopców z parafii.
Ks. Aleksander Woźny - często nazywany Ojcem - był rzeczywiście całym sercem i duszą silnie związany ze swoją parafialną rodziną. Starał się uczestniczyć w rodzinnych uroczystościach. Lubił i nas często odwiedzać wczesnym rankiem. Zaraz po odprawionej Mszy św. wsiadał na rower i pędził na Groblę, gdzie przy kościele Wszystkich Świętych byłem organistą. Na prośbę stryjka Olesia napisałem też utrzymaną w archaizującym stylu melodię do słów św. Ignacego Loyoli "Duszo Chrystusowa", która wnet rozpowszechniła się po całej Polsce.
Na pięć lat (1978) przed swoim Złotym Jubileuszem Kapłaństwa ks. prałat Aleksnader podjął ze swymi parafianami trud budowy wielkiej dwupoziomowej świątyni według projektu architekta profesora Jana Węcławskiego. Budowę dokończył następca ks. Aleksandra ks. prałat Aleksy Stodolny.
17 maja 1983 r. w 50. rocznicę święceń kapłańskich ks. Woźny odprawił jubileuszową Mszę św. w częściowo już wykończonym fragmencie dolnego kościoła.
Ostatnie dni
W pamiętny dzień odwiedzin Ojca Świętego Jana Pawła II ks. prałat Aleksander Woźny uczestniczy na Łęgach Dębińskich przy boku umiłowanego polskiego Papieża w koncelebrowanej Mszy świętej, a dwa miesiące później 21 sierpnia 1983 r. umarł na oddziale intensywnej terapii szpitala przy Lutyckiej. Celebrowane trzy dni później uroczystości żałobne z tłumnym udziałem duchowieństwa i wiernych stały się niezapomnianą manifestacją wdzięczności wobec wielkiego Kapłana i pokornego sługi Bożego.
Na grobie ks. Aleksandra Woźnego, który spoczywa przed cmentarną kaplicą na Górczynie obok swego przyjaciela śp. ks. kanonika Józefa Jasińskiego, palą się ustawicznie znicze. Widomy znak nie kończącej się nigdy miłości jego wiernych parafian i przyjaciół, którzy dla celów beatyfikacyjnych gromadzą liczne świadectwa i dowody świętości umiłowanego Ojca Aleksandra.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!






