W obronie własnego domu

Gwałtowne zamieszki, jakie wybuchły w Belfaście po tym, gdy uchodźca z Sudanu próbował zamordować jednego z mieszkańców miasta, to najnowsza odsłona dramatu związanego z niekontrolowaną imigracją w Europie.
z Edynburga
Czyta się kilka minut
W Belfaście podczas antyimigranckich zamieszek płonęły m.in. sklepy należące do zagranicznych osiedleńców | fot. Paul Faith/AFP/East News
W Belfaście podczas antyimigranckich zamieszek płonęły m.in. sklepy należące do zagranicznych osiedleńców | fot. Paul Faith/AFP/East News

Jest przełom sierpnia i września 2015 roku. Cztery lata po Arabskiej Wiośnie, która zmotywowała mieszkańców Syrii do postawienia się autorytarnym rządom rodziny Asadów, w kraju trwa wojna domowa. Setki tysięcy Syryjczyków zmaga się z kryzysem, ratując się często ucieczką z kraju. Coraz więcej uchodźców dociera na południe Europy. To właśnie wówczas, gdy zachodni przywódcy przyglądają się bliskowschodniemu dramatowi, szukając optymalnego rozwiązania, ze strony niemieckiej kanclerz padają pamiętne słowa: „Niemcy to silny kraj. Motywem, z jakim podchodzimy do tych spraw, musi być: zrobiliśmy tak wiele – damy radę i tym razem!. A tam, gdzie coś stoi nam na przeszkodzie, przezwyciężymy to!”. 96 godzin później Angela Merkel otwiera niemieckie granice, a setki tysięcy uchodźców trafia do jej kraju, uruchamiając największą w XXI wieku falę imigracji do Europy.

Przyjęcie Syryjczyków polaryzuje europejską opinię publiczną. Z jednej strony traktowane jest jako wyraz ludzkiej solidarności i chrześcijańskiego otwarcia na dramat bliźniego, z drugiej – jako egzystencjalne zagrożenie dla kontynentu, który już wówczas zmagał się z głębokim kryzysem demograficznym i dla którego napływ dużej rzeszy imigrantów może stanowić punkt zwrotny dla przyszłej struktury społecznej. Konsekwencje pozostają jednak w sferze domysłów, a przyszłość stanowi otwartą kartę.

Ziemia obiecana

Informacja o otwarciu niemieckich granic wzmaga migracyjną falę. Wkrótce pod uchodźców wojennych z Syrii zaczynają podszywać się imigranci ekonomiczni z innych niestabilnych regionów świata. Przybywa wędrowców z Etiopii, Sudanu, Somalii i Erytrei. Niemcy stają się swoistym hubem dla migrantów. Wielu z nich rusza dalej. Ze względu na sprzyjające prawo azylowe, liczną diasporę afrykańską i azjatycką oraz ustawowy brak nakazu posługiwania się dowodem osobistym naturalnym wyborem dla wielu z nich staje się Wielka Brytania. Z Francji dopływają tam małymi łodziami.

Jak wskazują dane brytyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz niezależne analizy instytutu Migration Observatory przy Uniwersytecie w Oksfordzie, rzeczywistość brutalnie weryfikuje intencje ludzi wsiadających na gumowe pontony w Calais. Oficjalne statystyki pokazują, że w ostatnich latach blisko 40 proc. ostatecznie rozpatrywanych wniosków o azyl, składanych przez migrantów docierających tą drogą, zostaje oficjalnie odrzucona. Urzędnicy i sądy azylowe w Zjednoczonym Królestwie wprost stwierdzają, że wysoki odsetek przybyszów nie spełnia kryteriów uchodźcy wojennego. Są to w świetle prawa międzynarodowego imigranci ekonomiczni, którzy wjechali do kraju nielegalnie, omijając punkty graniczne.

Pozorne wyjście

Co dzieje się z ludźmi, których wnioski ugrzęzły lub zostały ostatecznie odrzucone? Przepisy nakładają na nich bezwzględny zakaz podejmowania legalnej pracy podczas prowadzenia procedury weryfikacyjnej. Odcięci od normalnego rynku pracy, pozbawieni perspektyw asymilacji i często wykorzenieni ze swoich struktur społecznych, młodzi mężczyźni – bo to oni stanowią więcej niż trzy czwarte wszystkich przybyszy – wchodzą na drogę przestępczą. Ta ścieżka stała się na tyle częsta, że władze wielu krajów Europy zaczęły dopuszczać się – budzącego duże wątpliwości – zatajania danych o kraju pochodzenia przestępców.

W lipcu 2025 roku brytyjskim miastem Epping wstrząsnęła sprawa molestowanej 14-latki. Dziewczynka, która z czystej empatii zaoferowała zaniedbanemu mężczyźnie kawałek pizzy, padła ofiarą brutalnego molestowania seksualnego z jego strony. Gdy we wrześniu tego samego roku sąd w Chelmsford uznał go za winnego wszystkich czynów, do mediów wypłynęła jego tożsamość. Sprawcą okazał się 41-letni imigrant z Etiopii, Hadush Gerberslasie Kebatu. Mężczyzna, będąc zakwaterowanym w oficjalnym hotelu dla azylantów, korzystał ze wszystkich kosztownych przywilejów, jakie przysługują przybyszom. Sytuacja wywołała masowe protesty i nakręciła spiralę niechęci wobec imigrantów.

Jeszcze tragiczniejszy przebieg miała sprawa z grudnia 2025 roku z Southampton. 18-letni student polskiego pochodzenia, Henry Nowak, został śmiertelnie ugodzony na ulicy przez 23-letniego Vickruma Singha Digwę. Sikh nie tylko odebrał życie młodemu człowiekowi rytualnym nożem, ale też cynicznie wykorzystał mechanizm poprawności politycznej i strachu wobec oskarżenia o rzekomy rasizm. Po przybyciu funkcjonariuszy Digwa skłamał interweniującym, że to on stał się ofiarą rasistowskiej napaści ze strony konającego Nowaka. Sparaliżowani strachem przed oskarżeniami o ksenofobię policjanci zakuli w kajdanki umierającego nastolatka, ignorując wielokrotnie powtarzane im: „Nie mogę oddychać...”. Prawda wyszła na jaw dopiero w czerwcu 2026 roku po upublicznieniu nagrań z policyjnych kamer, co podpaliło ulice w Southampton, doprowadzając do kolejnych zamieszek.

Paraliż Starego Kontynentu

Ten sam tragiczny schemat – połączenie przemocy i manipulacji pojęciem rasizmu – trawi całą Europę. Zaledwie kilka tygodni temu północny Belfast stał się areną krwawych starć po tym, jak 30-letni azylant z Sudanu zaatakował nożem 40-letniego mieszkańca. Zadał mu głębokie rany twarzy, wykłuł oko, a na koniec – mimo interweniującego tłumu – próbował odciąć mu głowę. Odpowiedzią były kilkudniowe, antyimigranckie zamieszki, podczas których płonęły autobusy, a także sklepy należące do zagranicznych osiedleńców.

Niemal dokładnie w tym samym czasie w Brukseli doszło do linczu na polskim właścicielu restauracji Lil Bao, Michale Mytkowskim, i jego żonie z Tajwanu. Gdy Polak próbował odzyskać krzesła wynoszone z jego ogródka przez północnoafrykańskich przybyszów, złodzieje zaczęli krzyczeć do zgromadzonego tłumu, że Polak jest rasistą. To słowo wytrych oznaczało natychmiastowy wyrok. Rozwścieczony tłum, rzekomo walczący o tolerancję, dotkliwie pobił niewinnego przedsiębiorcę. Co szczególnie wstrząsające, do przemocy wobec Polaka miały zachęcać również starsze osoby, które przyglądały się zajściu.

Europejska poprawność polityczna stała się skutecznym narzędziem terroru, który paraliżuje zarówno organy ścigania, jak i obronę konieczną obywateli.

W obronie domu

W obliczu tych faktów rodzi się kluczowe pytanie o moralną postawę chrześcijanin. Czy powoływanie się na słowa Jezusa „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie” oznacza zgodę na rezygnację z własnego bezpieczeństwa? Odpowiedź katolickiej nauki społecznej jest wolna od skrajności. Chrześcijańskie miłosierdzie nie stoi w sprzeczności z porządkiem, ale też porządek nie może zabić miłosierdzia. Św. Tomasz z Akwinu sformułował zasadę ordo caritatis – uporządkowanej miłości bliźniego, która przypomina, że mamy moralny obowiązek dbać w pierwszej kolejności o bezpieczeństwo i byt własnej rodziny oraz ojczyzny. Zgoda na zniszczenie własnego domu pod pretekstem przyjmowania gości byłaby grzechem lekkomyślności. Jednak współczesne nauczanie Kościoła, która zostało ujęte m.in. przez papieża Leona XIV w jego adhortacji Dilexit te, rzuca nowe światło na tę hierarchię miłości: ład nie może oznaczać wykluczenia, a kluczem pozostaje nienaruszalna godność człowieka. „Tam gdzie świat widzi zagrożenia, [Chrystus – red.] widzi dzieci; tam gdzie buduje się mury, on buduje mosty” – pisze papież. W każdym odrzuconym człowieku kołacze do nas sam Chrystus, a Ewangelia staje się wiarygodna tylko wtedy, gdy przekłada się na gesty bliskości.

Jak zatem połączyć te dwie racje: odpowiedzialność państwa i ewangeliczny radykalizm? Po pierwsze, należy odrzucić dyktat poprawności politycznej. Prawo musi być egzekwowane bezwzględnie, niezależnie od pochodzenia etnicznego przestępcy, a każdy akt przemocy powinien spotkać się z jednoznaczną reakcją. Jednak taka sprawiedliwość musi iść w parze z szacunkiem dla ludzkiej godności tych, którzy prawa nie łamią. Chrześcijanie nie powinni zamykać oczu na dramat niewinnych ludzi. Po drugie, ochrona granic zewnętrznych Europy i zablokowanie nielegalnych szlaków przemytniczych są bezwzględną koniecznością. Państwo ma prawo i obowiązek dbać o bezpieczeństwo dla dobra wspólnego. Jednak chrześcijańska odpowiedź na chaos nie może polegać na bezduszności, lecz na mądrej alternatywie. Miejscem, w którym ład spotyka się z miłosierdziem, są korytarze humanitarne. Organizowane przez instytucje takie jak Caritas, stanowią jedyną bezpieczną drogę: pozwalają na pełną weryfikację tożsamości i intencji przybyszów jeszcze przed przekroczeniem granicy, odbierają krwawy zarobek przestępczym mafiom przemytników i, co najważniejsze, niosą ratunek najbardziej bezbronnym: kobietom i dzieciom uwięzionym w strefach wojny. Jak przypomina papież, nie wystarczy zarządzać przybywającymi czy wzmacniać granice, musimy dać światu bezpieczną alternatywę dla dramatu łodzi, na których ludzie ocierają się o śmierć, by szukać życia. Po trzecie i najważniejsze: obrona dorobku zachodniej cywilizacji nie powiedzie się poprzez nieukierunkowaną agresję czy uliczne zamieszki, które same w sobie są zaprzeczeniem chrześcijaństwa. Europa ulega kryzysowi nie dlatego, że napływowe kultury są tak silne, ale dlatego, że nasza własna tożsamość stała się słaba i pusta. Najskuteczniejszą tarczą nie są druty kolczaste, ale nasza wewnętrzna odnowa duchowa: powrót do tradycyjnych wartości, odbudowa silnej rodziny oraz odwaga w przeżywaniu wiary, która nie boi się obcych, bo jest pewna swoich fundamentów. Chrześcijańskie dziedzictwo przetrwa tylko wtedy, gdy sami przestaniemy się go wstydzić, a uchodźców i migrantów zaczniemy traktować nie jako bezosobowe zagrożenie, lecz jako wyzwanie dla naszej własnej wiarygodności w miłości.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 27/2026