U progu Wielkiego Postu

Celem Wielkiego Postu nie jest ani odhaczenie wykonania wyznaczonych zadań, ani jakiś rodzaj samodoskonalenia. Celem jest raczej stworzenie warunków, które pozwolą nam lepiej odczytywać znaki Bożej obecności.
redaktor naczelny
Czyta się kilka minut
Fot. Getty Images
Fot. Getty Images

Przed tygodniem Elżbieta Wiater pisała o przedpościu. To okres, który wyznaczały trzy niedziele poprzedzające pierwszą niedzielę Wielkiego Postu lub Środę Popielcową. Przedpoście nie ostało się po reformie liturgicznej po Soborze Watykańskim II. Wciąż obecne jest jednak w starszej formie rytu rzymskiego, ale też w innych rytach, a nawet tradycjach liturgicznych niekatolickich, jak choćby w kalendarzu ewangelicko-augsburskim, czyli u luteranów. Zgodnie z tym okresem mielibyśmy teraz niedzielę Pięćdziesiątnicy, a zatem pięćdziesiąt dni przed Wielkanocą. W polskiej tradycji ta niedziela miała swoją nazwę – zapustnej – i związana była z ludowymi zwyczajami. Ślad tego znajdziemy w pieśni, którą z dużym prawdopodobieństwem śpiewać będziemy w najbliższą środę: „Posypmy głowy popiołem, uderzmy przed Panem czołem; zapustne śmiechy na stronę, cierniową wijmy koronę”.

Jeśli ktoś nie miał okazji przeczytać tekstu o przedpościu, nic straconego. Przypominam, że od listopada działa nasza odnowiona strona internetowa, gdzie mamy dostęp do bieżących i archiwalnych artykułów, dostępnych po wykupieniu subskrypcji – w bardzo korzystnej w stosunku do papieru cenie. W tym numerze Elżbieta Wiater kontynuuje nasze stopniowe wchodzenie w wielkopostny klimat i wyjaśnia, skąd właściwie wziął się zwyczaj sypania głów popiołem. W Starym Testamencie miał on nie tylko wymiar pokutny, ale także oczyszczający. To pozwala nam głębiej spojrzeć na różne ćwiczenia duchowe podejmowane w tym czasie. Ich ani celem, ani środkiem, nie jest jedynie umartwienie i wyrzeczenie, ile – owszem, często przez nie właśnie – oczyszczenie. Oczyszczenie z czego? Z tego, co przeszkadza nam w komunii z Bogiem.

Wielki Post jest obrazem drogi naszego życia. Celem jest Wielkanoc, a zatem życie, i to wieczne życie, w jedności, czyli komunii, z Bogiem. Doświadczenie pełni miłości, co powodować będzie nasze szczęście, którego nic już nie zdoła zakłócić. Tak jak sam Bóg ogołocił się w swoim Synu, najpierw przyjmując ludzką postać, a potem dając się przybić do krzyża, tak i my mamy się ogołocić z tego, co utrudnia nam osiągnięcie tego celu. To ważne, by wielkopostnych postanowień nie podejmować dla nich samych. Celem nie jest ani odhaczenie wykonania wyznaczonych zadań, ani jakiś rodzaj samodoskonalenia. Odważę się powiedzieć, że celem nie jest też osiąganie tak zwanej doskonałości chrześcijańskiej. To, jak w znanej reklamie środka wspomagającego trawienie, efekt uboczny. Celem jest stworzenie warunków, które pozwolą nam lepiej odczytywać znaki Bożej obecności. A to zakłada, by na początku drogi określić, co nam w tym przeszkadza. Rozpraszaczy i złodziei naszego czasu jest w naszym życiu wiele. Może więc warto wyjść poza standardowe niejedzenie słodyczy i niepicie alkoholu, a zmierzyć się z czymś, co naprawdę jest naszą piętą achillesową? Może tym, co będzie dla nas wyzwaniem, a jednocześnie pomoże w lepszej komunikacji z Bogiem, będzie chodzenie spać o właściwej porze i regularne wstawanie rano, na przykład na pierwszy budzik. Wypoczęci, odkryjemy, że łatwiej nam zorganizować czas w ciągu dnia, także na modlitwę, spotkanie z Bogiem w Jego słowie czy sakramentach. Być może wyzwaniem będzie dla nas ograniczenie używania telefonu do minimum, do tego, co naprawdę jest potrzebne, albo rezygnacja z przeglądania mediów społecznościowych? A może skorzystamy z podpowiedzi ks. Artura Stopki, który zauważa, że liturgia, która oddziałuje na nasze zmysły, poprzez brak radosnego hymnu Chwała na wysokości oraz aklamacji Alleluja, chce wprowadzić nas w stan wyciszenia; może więc i my w tym czasie zrezygnujemy z głośnej muzyki, może nieco wyciszymy nasze zmysły, abyśmy w ten sposób wyostrzyli je na Boga, który – jak wiemy – przychodzi raczej w lekkim powiewie wiatru niż w burzy i grzmotach, a więc bardziej w ciszy, poprzez milczenie, niż w hałasie.

Życząc dobrego wejścia w Wielki Post, już teraz – wraz z reklamą po prawej stronie – zapraszam do wyruszenia w drogę, na której – wraz z Agatą Rujner – spróbujemy odkryć, co znaczy być uczniem-misjonarzem.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 7/2026