Szlachetnie wrodzeni

Bez zamiłowania do historii trudno być na serio chrześcijaninem – teza śmiała, ale nie sądzę, żeby była przesadzona. Co poniżej postaram się uzasadnić.
Czyta się kilka minut
Wierni modlą się, dotykając szklanej gabloty, w której znajduje się relikwia krwi papieża Jana Pawła II. Krew została pobrana w czasie, gdy zmagał się on z chorobą Parkinsona – na wypadek, gdyby zaistniała konieczność przeprowadzenia transfuzji w trybie nagłym, Manila 20 maja 2018 r. | fot. Gerard Seguia/SOPA Images/Light Rocket/Getty Images
Wierni modlą się, dotykając szklanej gabloty, w której znajduje się relikwia krwi papieża Jana Pawła II. Krew została pobrana w czasie, gdy zmagał się on z chorobą Parkinsona – na wypadek, gdyby zaistniała konieczność przeprowadzenia transfuzji w trybie nagłym, Manila 20 maja 2018 r. | fot. Gerard Seguia/SOPA Images/Light Rocket/Getty Images

Jedną z kwestii w życiu Kościoła, w której to najwyraźniej widać, jest kult świętych. Tematowi powiązania historii i świętości zaś była poświęcona konferencja, która się odbyła 21 października tego roku w Watykanie, organizowana przez Dykasterię Spraw Kanonizacyjnych. Na zakończenie tego spotkania głos zabrał Leon XIV i to jego wystąpienie było dla mnie inspiracją do napisania tego artykułu, bo odnalazłam w nim precyzyjne podsumowanie zarówno znaczenia dla życia wiernych historii, szczególnie tej widzianej z perspektywy konkretnych biografii, jak i wskazań, jak właściwie pielęgnować kult świętych. Papież wskazał trzy główne aspekty powiązania czci świętych, szerzej: życia duchowego wiernych, z historią. Przyjrzyjmy się im.

Nie chodzi o tworzenie doskonałego dzieła hagiograficznego

Myślę, że nie bez powodu na pierwszym miejscu znalazła się rzetelność badań historycznych, mających na celu wykazanie, czy istnieją w pełni wiarygodne dowody i świadectwa świętości danej osoby. Wierzymy, że akt kanonizacji jest jedną z sytuacji, kiedy papież posługuje Kościołowi swoim charyzmatem nieomylnego nauczania. Nie możemy jednak zrzucać całej odpowiedzialności na Ducha Świętego – konieczne jest wcześniej gruntowne sprawdzenie, czy są podstawy do takiego publicznego i uroczystego stwierdzenia. Tu przykładem mogą być niedawne i wciąż tlące się w publicznej debacie kwestie związane z biografią św. Jana Pawła II, a dokładnie pytanie, czy właściwie reagował, jeszcze jako arcybiskup krakowski, na przypadki przestępstw księży w swojej diecezji. Te kwestie powinny były być wydobyte i wyjaśnione w trakcie procesu kanonizacyjnego, ale tak się nie stało, co podważyło nie tylko autorytet kanonizowanego, ale i orzeczeń kościelnych. Badania polskich historyków Tomasza Krzyżaka i Piotr Litki wykazały, że nie ma podstaw do potępienia działań podjętych przez abp. Wojtyłę (zrobił wszystko, co był w stanie, w ówczesnym zakresie prawa), ale mleko się wylało i krytycy niechętni Kościołowi dostali do ręki wygodny kij do jego okładania.

Wróćmy do wystąpienia Leona XIV. W omawianym aspekcie papież podkreślił, dla uzyskania koniecznej równowagi, dodatkową kwestię: w szukaniu prawdy o świętości danej osoby nie chodzi o tworzenie doskonałego dzieła historiograficznego, ale głównym celem jest odpowiedź na trzy pytania: na czym polegał wyjątkowy charakter kandydata na ołtarze, czym charakteryzowała się jego duchowość i wreszcie czy jest obecna, a jeśli tak, to na czym opiera się opinia o jego świętości. 

Nie jest to negowanie poprawności badań, ale wskazanie tego, pod jakim kątem należy patrzeć na źródła. Przede wszystkim ma to być spojrzenie wiary poszukującej prawdy, a więc trzeźwe i jednocześnie potrafiące dostrzec to, co w danej biografii pochodzi z Ducha. Był taki okres w badaniach biblistycznych (które w sporej mierze posługują się narzędziami badawczymi historii), kiedy w księgach historycznych Starego Testamentu widziano tylko politykę i rozgrywki o władzę, podejrzewając wszystkie główne postacie o traktowanie religii jako narzędzia w tej walce. To idealny przykład podejścia, które neguje motywacje płynące od Boga w imię przyjętych przedzałożeń. Na przykład takich, że On nie istnieje/ nie angażuje się w doczesność, a wszyscy ludzie, zwłaszcza liderzy, są cyniczni.

Prawdziwa świętość jest ponadczasowa

Drugi wskazany przez Leona XIV aspekt to kwestia zmian w tym, co postrzegamy jako świętość, oraz jak widzimy samych kanonizowanych. Każda epoka i krąg kulturowy mają swój wzorzec, ale na tym nie można zamknąć tej kwestii, ponieważ ludzie są wynoszeni na ołtarze nie dla danego pokolenia (które na ogół już przeminęło – w końcu kanonizacje są po czasie) albo jako przykład, że, dajmy na to, takich ludzi uważano za świętych w średniowieczu. Jak to ujął papież, wierni szukają w nich wzorów życia chrześcijańskiego oraz mocnych wstawienników pomagających zarówno w pokonywaniu wyzwań, jak i dostrzeganiu obecnych w życiu możliwości. Ich wpływ nie może jednak ograniczać się do jednej epoki – prawdziwa świętość jest ponadczasowa. Oznacza to, że historia ich życia jest tak zakorzeniona w Ewangelii, że przekracza doczesność, ale też, że każda epoka jest w stanie dostrzec w ich świadectwie coś nowego, świeżego, odpowiadającego jej właśnie.

Jest jeszcze aspekt wstawiennictwa – w biografii św. Jacka napisałam, że wraz ze śmiercią świętego jego życie się nie kończy, ale dopiero zaczyna, i nadal podtrzymuję to stwierdzenie. Umierając, chrześcijanie wchodzą w życie, a to oznacza, że mogą nas wspierać. Każda wysłuchana modlitwa jest dowodem nie tylko ich bliskości z Bogiem, ale i prawdziwości nauczania Kościoła o świętych obcowaniu. Wielu z nich – Dominik, Mała Tereska – mówiło, że w niebie będą jeszcze lepiej służyć swoim siostrom i braciom, i do dziś wywiązują się ze swojej obietnicy. Czasem mam wrażenie, że skuteczność wstawiennictwa bywa właśnie tym, co najczęściej decyduje o popularności: do św. Antoniego z Padwy o znalezienie zagubionych rzeczy modlą się nie tylko katolicy a uzdrowienia dzięki prośbie o modlitwę do św. Rity z Casci doświadczają nie tylko głęboko wierzący. 

Ważne więc jest rozpoznanie, na czym polegała świętość życia danej osoby w kontekście jej epoki, ale i przyjrzenie się, czy to przekonanie jest podtrzymywane pomimo upływu czasu.

Bóg jest obecny w historii i nigdy nas nie opuszcza

Najmocniej w całym wystąpieniu Leona XIV uderzyło mnie zdanie: „Historia świata bez świętych byłaby zdecydowanie uboższa; mówiąc inaczej, mniej ludzka”. Chrystus od wniebowstąpienia działa w świecie przez swoich uczniów, przez nas. Kolejne pokolenia chrześcijan zmieniały oblicze świata, do tego stopnia, że współcześnie wielu dumnie stwierdzających, że nie potrzebują do bycia dobrym człowiekiem wiary w Boga, nawet nie zdaje sobie sprawy, że tę dobroć w dużej mierze definiują za pomocą chrześcijańskich norm. Odwagę przyznania się do tego miał Richard Dawkins, wcześniej agresywnie atakujący wiarę, co tylko pokazuje, że zaczyn Królestwa, mimo wszystkich trudności i potknięć, jednak przemienił i przemienia sposób myślenia, a więc i działania społeczeństw. 

Jeśli spojrzymy na dzieje pod tym kątem, a więc starając się dostrzec w nich złotą nić Dobrej Nowiny, może to stać się dla nas źródłem nadziei. Papież nazwał życie oraz wpływ świętych „świadectwem odnawiającej i przemieniającej mocy Paschy” i jest to w pełni uzasadnione stwierdzenie. Szczególnie że patrząc na przeszłość, widzimy nie tylko bezpośrednie działania danej osoby, ale i ich skutki. To pozwala nam uczyć się zarówno na błędach, jak i na właściwych decyzjach, w ich epoce często po ludzku szalonych, tych, którzy zostali wyniesieni na ołtarze. Uświadamia nam także, że Bóg jest obecny w historii i nigdy nas nie opuszcza. Chrześcijańską odpowiedzią na pytanie, gdzie On był w Auschwitz, jest o. Maksymilian Kolbe i s. Julia Rodzińska: był w tych, którzy mieli odwagę pozwolić Mu w sobie działać. 

W jednym ze swoich artykułów dominikański historyk o. Tomasz Gałuszka przypomniał nauczanie św. Augustyna, który pamięć wiązał z Osobą Boga Ojca. Władza ta, także w metodycznej formie, jaką jest historiografia, to wracanie wciąż do Początku, także tego duchowego. W taki sposób odnajdujemy wciąż na nowo i budujemy własną tożsamość a nasi przodkowie w wierze są gotowi nieustannie nam w tym pomagać swoim świadectwem życia i wstawiennictwem. Parafrazując więc stwierdzenie Jana Pawła II: chrześcijanie, którzy tracą pamięć, tracą Życie.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 45/2026