Pielgrzymka pamięci i przyszłości. Papież udaje się do Ameryki Południowej

Papież odwiedzi trzy kraje. Czekają go trzy różne opowieści: doświadczenie społeczeństwa, które nauczyło się żyć bez religii, ojczyzny poprzednika, która nigdy nie doczekała się jego wizyty, i kraju, gdzie sam uczył się być misjonarzem i biskupem.
Czyta się kilka minut
Pielgrzymi z transparentem zapraszają papieża do Argentyny, Piazza della Libertà w Castel Gandolfo, 26 lipca 2026 r. | fot. Marco Lacobucci/Sopa Images/Light Rocket/Getty Images
Pielgrzymi z transparentem zapraszają papieża do Argentyny, Piazza della Libertà w Castel Gandolfo, 26 lipca 2026 r. | fot. Marco Lacobucci/Sopa Images/Light Rocket/Getty Images

Wizyta Leona XIV w Argentynie, Urugwaju i Peru, zaplanowana na 6–17 listopada, należy do tych podróży papieskich, których znaczenie odczytać można zarówno z mapy, jak i z biografii podróżującego. Na mapie to trasa przez metropolie, Andy i skraj Amazonii. Według biografii to droga od dziedzictwa Franciszka ku początkom własnego powołania misyjnego. W historii Kościoła – okazja, by zapytać, co zostało z dawnego przekonania, że przyszłość katolicyzmu rozstrzygnie się właśnie w Ameryce Łacińskiej.

Kraj, który nie doczekał Franciszka

Jorge Mario Bergoglio wyjechał z Buenos Aires na konklawe w 2013 roku i nie powrócił już do ojczyzny jako papież. Przez dwanaście lat pontyfikatu odwiedzał dalekie kraje, także na peryferiach świata, lecz nie przekroczył ponownie granicy własnego państwa. Wielu Argentyńczyków miało nadzieję, że jeszcze to zrobi. Padały zapowiedzi i deklaracje, rozważano terminy, w 2024 roku sam Franciszek mówił o pragnieniu podróży, do której ostatecznie jednak nie doszło. Nieobecność stała się częścią jego argentyńskiej biografii. Wśród możliwych przyczyn wymieniano także obawę przed wciągnięciem papieża w polityczne spory spolaryzowanego kraju, choć nie sposób sprowadzić jego decyzji do jednej przyczyny. Wszystko to jednak sprawia, że już nad pierwszym etapem pielgrzymki Leona XIV wisi szczególny ciężar symboliczny, ale również szansa. Następca Franciszka nie przybywa bowiem, by wyręczyć go w jego niespełnionej obietnicy. Będzie jednak przemawiał w kraju, w którym każde jego słowa będą z pewnością zestawiane ze słowami Bergoglia: z jego wezwaniem do troski o ubogich, nieufnością wobec kościelnego samozadowolenia, przekonaniem, że Ewangelia powinna być głoszona także poza murami świątyń; zarazem jednak będzie musiał pokazać własny styl – mniej związany z argentyńskimi sporami, bardziej otwarty na spojrzenie z zewnątrz.

Program jest wymowny. Papież odwiedzi Buenos Aires i Córdobę, będzie modlił się w Sanktuarium Matki Bożej w Luján, spotka ludzi pracujących, młodzież, przedstawicieli różnych wyznań i religii. Pojedzie do ośrodka opiekuńczego w Claypole, odwiedzi również więzienie. Za tymi punktami programu kryje się rzeczywistość daleka od narodowej dumy z papieża. Według oficjalnych danych w pierwszej połowie 2026 roku niemal jedna trzecia mieszkańców badanych argentyńskich aglomeracji żyła poniżej granicy ubóstwa. Żaden więc kościelny gest nie odmieni od razu tej sytuacji. Może jednak przypomnieć, że pytanie o godność człowieka jest starsze i ważniejsze od kolejnego politycznego sporu.

Urugwaj. Ewangelia w kraju bez oczywistości

Zanim papież dotrze do Argentyny, zatrzyma się w Urugwaju – kraju, który ostatnio gościł następcę Piotra w 1988 roku – był nim Jan Paweł II. To przystanek łatwy do przeoczenia w cieniu wielkiej argentyńskiej historii i peruwiańskiego powrotu, być może jednak właśnie dlatego szczególnie interesujący. Urugwaj od dawna jest jednym z najbardziej zsekularyzowanych społeczeństw kontynentu. Według danych przywołanych przez Pew Research Center był wręcz jedynym krajem Ameryki Łacińskiej i Karaibów, w którym w 2020 roku ponad połowa mieszkańców nie identyfikowała się z żadną religią. Tutaj katolicyzm nie jest już naturalnym językiem większości ani oczywistym składnikiem narodowego życia. Papież nie jedzie tam więc jako do kraju czekającego na przywrócenie utraconego porządku, ale do świata, w którym ludzie mogą prowadzić przyzwoite, zaangażowane życie, nie uznając wiary za własną sprawę. Dla Kościoła jest to trudne doświadczenie, ale i cenne oczyszczenie: trzeba nauczyć się mówić o Chrystusie tak, jakby rozmówca słyszał o Nim po raz pierwszy, a nie jedynie przypominać mu o obowiązkach, które dawno odrzucił. Hasło urugwajskiej części podróży – „Zwiastuję wam wielką radość” – brzmi w tym kontekście nie jak triumfalny okrzyk, lecz jak propozycja spotkania. Za świeckim obliczem Urugwaju kryje się jednak również codzienność społeczna. W pierwszym półroczu 2026 roku, według tamtejszego urzędu statystycznego, około 15 proc. mieszkańców żyło poniżej krajowej granicy ubóstwa. Stabilność nie unieważnia nierówności ani lęku o przyszłość, dlatego w rozpisanym programie ważne miejsce zajmuje spotkanie ze społecznością Casavalle, jednej z uboższych części Montevideo, a także ze środowiskiem edukacyjnym. Między modlitwą na stadionie a wizytą wśród mieszkańców dzielnicy trudno nie dostrzec napięcia, które towarzyszy dziś całemu Kościołowi: jak łączyć widzialną obecność z rzeczywistą bliskością?

Peru, czyli powrót do własnej historii

Najbardziej osobisty rozdział pielgrzymki zacznie się 11 listopada w Limie. Leon XIV jest pierwszym papieżem urodzonym w Stanach Zjednoczonych. Dla wielu Peruwiańczyków pozostaje jednak kimś bliskim: ojcem Robertem, później biskupem Robertem, człowiekiem, który zna ich język, codzienność i kościelne problemy, a nawet domowe obyczaje. Nie jest to sentyment dopisany do życiorysu po wyborze na Stolicę Piotrową – Prevost ma obywatelstwo peruwiańskie, uzyskane w 2015 roku, a lata spędzone w tym kraju nie były krótką egzotyczną przygodą misjonarza. Przyjechał do Peru jako młody augustianin w 1985 roku, do Chulucanas. Potem były lata pracy w Trujillo: formacja zakonników, wykłady, sąd kościelny, parafie i zwyczajne obowiązki duszpasterskie. W 2014 roku Franciszek powierzył mu administrację apostolską diecezji Chiclayo, a w 2015 mianował go jej biskupem, stamtąd zaś w styczniu 2023 roku wezwał go do Rzymu, by stanął na czele Dykasterii ds. Biskupów i Papieskiej Komisji ds. Ameryki Łacińskiej. Droga od lokalnego Kościoła do decydowania o nominacjach biskupich na świecie, a następnie do urzędu Biskupa Rzymu, miała więc swój ważny przystanek właśnie w północnym Peru.

Chiclayo nie jest przy tym diecezją o wielowiekowej instytucjonalnej historii. Pius XII ustanowił ją 17 grudnia 1956 roku. W tym roku kończy zaledwie siedemdziesiąt lat. To piękna klamra: papież, który kiedyś służył temu młodemu Kościołowi jako biskup, wraca w roku jego jubileuszu jako następca Piotra. Nie sposób wykluczyć wielkich emocji, ale ważniejsze mogą okazać się spotkania mniej widowiskowe: z dawnymi współpracownikami, księżmi, zakonnikami, ludźmi pamiętającymi go z czasów, kiedy papieska godność nie oddzielała go od zwyczajnego rytmu życia diecezji. Peruwiański etap nie ograniczy się jednak do wspomnień. W Cusco papież spotka przedstawicieli religijności ludowej, w Pucallpie – misjonarzy i reprezentantów ludów Amazonii. To obraz społecznej różnorodności kraju. Pytania o prawa ludności rdzennej, ochronę środowiska, ubóstwo i sposób obecności Kościoła poza centrami władzy nie są w Ameryce Łacińskiej dodatkiem do duszpasterstwa, ale jego codziennością. Właśnie tutaj okaże się, czy papież potrafi przemówić nie tylko do Peru, które go zna, ale także do Peru, które domaga się wysłuchania.

Jest jeszcze wymiar tej podróży, którego nie sposób było przewidzieć, gdy ogłaszano jej plan. W październiku Leon XIV przeszedł w rzymskiej poliklinice Gemelli operację. Lekarze usunęli dolny płat prawego płuca; badanie potwierdziło gruczolaka. Późniejsze wyniki wskazały, że choroba była ograniczona miejscowo i nie wymaga dalszego leczenia onkologicznego. Watykan poinformował 26 października, że rekonwalescencja przebiega pomyślnie, a według opiekującego się papieżem doktora Luigiego Carbonego nie ma medycznych przeciwwskazań do listopadowej podróży. Program pozostaje bez zmian. Nie ma powodu, by kwestionować te ustalenia ani snuć spekulacje o stanie zdrowia papieża, nie sposób jednak udawać, że operacja nie zmieniła sposobu patrzenia na pielgrzymkę. Dwanaście dni, liczne loty, wielkie liturgie, spotkania, różnice wysokości i temperatur: taki program jest wymagający nawet dla człowieka całkowicie zdrowego. Dla Leona XIV będzie także powrotem do publicznej intensywności po tygodniach, w których musiał podporządkować codzienność leczeniu i odpoczynkowi. Warto odnotować nie domniemany heroizm chorego, ale decyzję, by odpowiedzialność za zdrowie połączyć z odpowiedzialnością za posługę.

Przyszłość czy przeszłość?

Przez dziesięciolecia powtarzano, że przyszłość Kościoła leży w Ameryce Łacińskiej. Przemawiały za tym liczby, katolicka kultura i bogactwo religijności ludowej. Dziś jednak podobne zdanie wymaga zastrzeżeń. Badania Pew Research Center, ogłoszone w 2026 roku, pokazują, że w sześciu dużych krajach regionu udział katolików w dorosłej populacji zmniejszył się przez dekadę co najmniej o dziewięć punktów procentowych. Przybyło osób nieidentyfikujących się z żadną religią. A jednak wiara w Boga pozostaje rozpowszechniona, podobnie jak modlitwa i przekonanie, że religia może nadawać sens codzienności. Prosta opowieść o triumfie lub upadku nie wytrzymuje więc zderzenia z rzeczywistością. Być może dlatego trzy państwa wybrane na trasie tej pielgrzymki układają się w tak interesującą całość. Argentyna stawia pytanie o dziedzictwo papieża, którego ojczyzna nie doczekała się powrotu. Urugwaj pokazuje Kościół, który nie może liczyć na przywilej kulturowej oczywistości. Peru odsłania zaś źródła duszpasterskiej tożsamości jego następcy, wieńcząc niejako całą podróż.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 45/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Pielgrzymka pamięci i przyszłości