Alternatywa dla Niemiec (AfD) wygrała wybory w landzie Saksonia-Anhalt. Donald Tusk ogłosił natychmiast w internecie: „W Polsce tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z tryumfu AfD w Niemczech. Trochę się ich nazbierało w Konfederacjach i PiS”. Potem podpierał się wypowiedziami polityków prawicy. Sławomir Mentzen miał nazwać AfD najbardziej propolską partią niemiecką, a Mateusz Morawiecki nawoływać, aby z jej działaczami dyskutować i ich przekonywać.
Ten wynik wywołał wśród polskich liberałów i lewicowców istną histerię. W social mediach powtarzało się jak refren, że oto do władzy maszeruje partia nazistowska. W tych kręgach sentyment do Niemiec, symbolizujących politycznie poprawny system, był ugruntowany. I oto nagle Niemcy zaczęli się zmieniać w symbol czegoś bardzo złego, dosłownie z godziny na godzinę.
AfD nie jest partią nazistowską, acz niektórzy jej politycy mają pokusę relatywizowania czasów nazizmu. Zupełnie jak w Polsce działacze postkomunistycznej lewicy pracowicie relatywizowali totalitarny komunizm, i to ten w stalinowskim, zbrodniczym wydaniu (jeden z „upiększaczy” został marszałkiem polskiego Sejmu). AfD ma inne odpychające poglądy, choćby pokusę dogadywania się z Rosją kosztem Ukrainy, a w szerszym sensie pewnie również kosztem Polski czy państw bałtyckich. Część polskiej prawicy na ten zarzut reaguje uwagą, że cała niemiecka scena polityczna jest prorosyjska. Ta analogia nie jest jednak do końca prawdziwa. Dziś AfD, będąca klasyczną alt-prawicą, idzie w tych skłonnościach najdalej.
A zarazem nie znam wypowiedzi Mentzena czy Morawieckiego cytowanych, być może wyjętych z kontekstu, przez Tuska. Rozmawiać warto z każdym niemieckim politykiem, czego dowiódł prof. Andrzej Nowak, jadąc do Berlina i prezentując ludziom AfD pryncypialny punkt widzenia na historię i politykę historyczną.
Ale po ataku Tuska na „idiotów i zdrajców” przejrzałem internetowe reakcje ludzi PiS i Konfederacji na wybory w Saksonii-Anhalt. Nie znalazłem radości z powodu ich rezultatu. Jeśli pobrzmiewał w ich komentarzach ton pewnej satysfakcji, on dotyczył czegoś innego. Mianowicie tego, że Tusk kompletnie nie jest w stanie rozpoznać przyczyn tego, co się stało, że uderza w tony wyłącznie spiskowe. Czyżby Niemcy, których dopiero co ten sam Tusk traktował jako uosobienie racjonalności, ulegli zbiorowemu szaleństwu? Nie, po prostu reagują na dwie społeczne niedogodności: wręcz samobójczą strategię migracyjną swojego rządu i na częściowo unijną, a częściowo krajową politykę klimatyczną, która nakłada na mieszczańskie gospodarstwa domowe obciążenia ponad siły. Polski premier z pozycji sojusznika niemieckiego mainstreamu kilka razy próbował radzić unijnym elitom, aby pomyślały o jakiejś rewizji obu tych polityk. Ale na co dzień wystarczą mu inwektywy rzucane na nielubiane siły polityczne.
A tu w kolejnym landzie, tym razem w Meklemburgii, AfD odnosi sukces. Niemiecki kanclerz Friedrich Merz mówi o katastrofie. Co dzieje się w tym czasie w Polsce? Marszałek Włodzimierz Czarzasty nie tylko okadza Armię Czerwoną. – Jeżeli wam nie pasuje Unia Europejska, zobaczcie, co się stało w Polsce dzięki Unii Europejskiej i dzięki pracy Polaków – krzyczy na lewicowym konwentyklu, odnosząc się do współczesnych wyzwań. – Jeżeli ktoś tego nie widzi, nie widzi infrastruktury, nie widzi tego kraju, to jest albo z PiS-u, albo z Konfederacji, albo od Nawrockiego, albo jest idiotą – to dalszy ciąg jego „dyskursu”. To tacy jak pan Czarzasty torują drogę antyunijnej kontestacji w imię tego, aby dostać nie 6, a 8 procent głosów dla swojej partii.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.








