Czas radości

Pierwotny Kościół był brutalnie prześladowany, a mimo to, jak będziemy w tym czasie słuchać w Dziejach Apostolskich, chrześcijanie żyli radością wynikającą z prawdy o pustym grobie.
Czyta się kilka minut
Na okładce: Anna Makać „Ukazanie się Anioła kobietom niosącym mirrę” fot. iconart gallery
Na okładce: Anna Makać „Ukazanie się Anioła kobietom niosącym mirrę” fot. iconart gallery

Zdarzyło mi się być na mszy, gdy podczas ogłoszeń proboszcz miał zwyczaj opowiadać dowcip. Trudno mi znaleźć uzasadnienie dla tej praktyki, poza tym, żeby było „milusio”. Dowcip był raczej z cyklu „żenujący żart prowadzącego”. Ale, jak pisze Elżbieta Wiater, jest dzień, a nawet i zwyczaj, by jednak na twarzach uczestników liturgii uśmiech wywołać. Nie mówię, by silić się na żart, ile raczej wykorzystać szczególny charakter tego dnia. Uśmiech, który jest zewnętrznym wyrazem radości, nie przeczy powadze celebrowanych tajemnic. Naturalnie, chodzi o Wielkanoc. Wszyscy się zgodzą, że to czas radości, a teologowie od razu dodadzą: paschalnej radości! Tak, sama liturgia pobrzmiewa radością, zarówno przez powrót anielskiego hymnu czy uroczyste (i radosne) odśpiewanie Alleluja!

Przy okazji, samo słowo „alleluja” jest nośnikiem radości. Właściwie zupełnie bez sensu jest życzyć komuś „radosnego alleluja”, jak było nieraz napisane na kartkach świątecznych (gdy jeszcze je sobie wysyłaliśmy zamiast SMS-ów). Alleluja nie może być smutne, bo to przeczy istocie tego słowa. Dosłownie to hebrajskie słowo oznacza „chwalcie Jahwe”. Może niezbyt to stosowne porównanie, ale kibice skandujący swoją miłość do drużyny, której kibicują, nie robią tego w sposób stonowany ani melancholijny, ale ich okrzyki wyrywają się z ich serc, są przekonujące i oczywiście radosne, choć i zupełnie poważne. Wszak poważny kibic nie traktowałby swojej drużyny niepoważnie. Czasem nasze wykonanie aklamacji Alleluja! bywa niestety nieprzekonujące o autentycznej radości, ale samo to zawołanie jest wyrywającym się z piersi okrzykiem uwielbienia Boga. Ostatnio oglądałem, jak chrześcijanie ewangelikalni w Stanach Zjednoczonych tańczą, albo bardziej dosłownie: pląsają, wznosząc ręce i wołając charakterystyczne: „halelu-yah”, co zresztą brzmi blisko z hebrajskim oryginałem. Jest w tym jakiś rodzaj uzewnętrznionej radości, która jest autentyczna. Chwalę Boga tańcem, ponieważ cieszy się całe moje ciało, cały ja, całym sobą uwielbiam Pana.

Doprecyzuję, by nie było wątpliwości: nie zachęcam do takich pląsów w trakcie naszej rzymskiej liturgii, z natury swej bardziej powściągliwej w gestach. Chodzi mi raczej o autentyczne wewnętrzne przeżywanie i zewnętrzny wyraz tego, co stanowi istotę świąt paschalnych – radość z naszego wyzwolenia, radość ze zwycięstwa Chrystusa, które jest także przez chrzest naszym zwycięstwem – mamy w nim udział.

W dawnej starszej liturgii rytu rzymskiego, tuż przed rozpoczęciem mszy świętej, podczas aspersji, czyli pokropienia wiernych wodą święconą, odmawiało się antyfonę. W ciągu roku miała ona typowy charakter pokutny – w końcu to właśnie element aktu pokutnego. Ale w okresie wielkanocnym tę pokutną antyfonę zastępowała inna, o wyraźnie radosnym wydźwięku, nawiązującym do proroctwa Ezechiela. Pisze o tym Jakub Klamecki. Liturgia ma więc swoją dynamikę, która w czasie paschalnym więcej ma w sobie elementów radości, które warto odkryć i – jak to z przeżywanymi w liturgii tajemnicami – dać się im przeniknąć, aby i nam udzielił się właściwy im nastrój.

Sobór nicejski w 325 roku nakazywał, by w okresie wielkanocnym wszelkie modlitwy zanosić do Boga na stojąco. Potwierdzają to również pisma pisarzy starożytności chrześcijańskiej i ojcowie Kościoła: Tertulian, Bazyli Wielki, Hieronim, Augustyn. Klęczenie było gestem pokutnym. Dopiero z czasem – i to głównie w Kościele zachodnim – stało się też gestem czci i adoracji. Stąd przyjął się w średniowieczu zwyczaj przyjmowania Komunii Świętej na klęcząco, choć pierwotna forma znana ze starożytności chrześcijańskiej preferowała tu raczej postawę stojącą (i na dłoń, a nie do ust).

Czas paschalny jest więc czasem radości. Nawet jeśli to, co dzieje się dokoła, niespecjalnie nią napawa. Pierwotny Kościół był brutalnie prześladowany, a mimo to, jak będziemy w tym czasie słuchać w Dziejach Apostolskich, chrześcijanie żyli radością wynikającą z prawdy o pustym grobie. I właśnie tej radości, którą umacnia chrześcijańska nadzieja i która tę nadzieję w nas umacnia, pomimo niesprzyjających nieraz zewnętrznych okoliczności, Czytelnikom serdecznie życzę w imieniu całej Redakcji „Przewodnika Katolickiego”.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 14/2026