Na jednym z szesnastowiecznych witraży ukazujących wniebowstąpienie Chrystusa można zobaczyć następującą scenę: uczniowie wpatrują się w niebo i widzą dwie wystające z obłoku stopy. To stopy Jezusa. W tym witrażowym przedstawieniu, będącym pomieszaniem naiwności i świętej powagi, znajduje swój wyraz ważne przekonanie: Jezus odchodzi do Ojca, a jednak pozostaje blisko.
Oto Jezus jest obecny w zupełnie nowy sposób. Uczniowie nie usiądą z Nim już do stołu, nie dotkną Jego ran. Muszą porzucić dawny sposób myślenia i nauczyć się tej nowej obecności. I w dodatku staje przed nimi wielkie wyzwanie, by po wstąpieniu Jezusa do Ojca głosić Ewangelię całemu światu bez uchwytnego i dotykalnego oparcia ze strony Pana. Dzieje Apostolskie opisują bardzo jasno pierwszą reakcję apostołów: w bezruchu wpatrywali się w niebo. Ale to przecież nic nie da! Dlatego dwaj mężowie w białych szatach mówią do nich: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo?”.
Sytuacja, w której znaleźli się uczniowie, dotyczy nierzadko naszego życia. Także bywamy zmuszeni, bo pożegnać to, co dobrze znane i ukochane: osoby, miejsca, rzeczy. Codzienność stawia nas nieustannie przez nowymi wyzwaniami, również w Kościele. Nowe warunki wymagają nowych pomysłów, nowych metod duszpasterskich, a przede wszystkim nowego zapału. Przecież nic nie pomoże, jeśli będziemy tylko narzekać na otaczającą nas rzeczywistość. Mamy tak jak apostołowie ruszyć w drogę, twardo stąpając po ziemi i jednocześnie ufając Jezusowi.
Czytanie z Listu do Efezjan nie pozostawia wątpliwości, że uczniowie Jezusa zostają uzdolnieni do głoszenia Ewangelii mocą z wysoka: „Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznawaniu Jego samego, to znaczy światłe oczy dla waszego serca, tak byście wiedzieli, czym jest (…) ogrom Jego mocy względem nas wierzących – na podstawie działania Jego potęgi i siły, z jaką dokonał dzieła w Chrystusie, gdy wskrzesił Go z martwych i posadził po swojej prawicy na wyżynach niebieskich”. Uczennice i uczniowie Chrystusa dziś – tak jak wówczas apostołowie – nie muszą się bać, że w dziele głoszenia Ewangelii i życia wiarą będą zdani tylko na siebie. Są też wezwani, by stawiać czoła nowym sytuacjom. O tym, że apostołowie sprostali wtedy zadaniu postawionemu im przez Jezusa, donosi zakończenie Ewangelii św. Marka: „Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami, które jej towarzyszyły”.
Apostołowie całą swą pracę powierzyli całkowicie działaniu Ducha Świętego. I my możemy sprostać wyzwaniom, które dziś stają przed nami jako wspólnotą Kościoła tylko wówczas, gdy prosimy o Jego dary: abyśmy potrafili być Kościołem zgodnie z zamysłem Jezusa – na tej ziemi, w takich a nie innych warunkach – wspólnotą wierną naszemu Panu. Towarzyszy nam nierzadko niepewność lub może nawet lęk: gdy mija pierwszy zapał, słabnie pierwotna miłość, a przeciwności i cierpienia codziennego życia zdają się nas przytłaczać. Naśladujmy wówczas apostołów: zaufajmy Jezusowi i prośmy o Ducha Świętego.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









