Logo Przewdonik Katolicki

Formował moją duchowość

Wojciech Łączkowski
Fot.

Arcybiskupa Jerzego Strobę poznałem bliżej pod koniec lat 70. ubiegłego wieku. Był to czas krzepnięcia zorganizowanej opozycji antykomunistycznej, a następnie rodzenia się wielkiego ruchu solidarnościowego i ogromnych oczekiwań związanych z wyborem Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową.

 

 

Pierwsze spotkania z metropolitą poznańskim nie były zbyt ciepłe i spontaniczne. Arcybiskup Stroba robił wrażenie człowieka niezwykle ostrożnego i powściągliwego w wyrażaniu swoich emocji. Na początku chłodno traktował swoich rozmówców. Być może ten sposób bycia powodował, że niektórzy działacze opozycji, oczekując od Niego bardziej spektakularnych zachowań o charakterze politycznym, kierowali pod Jego adresem różne pretensje. Ja też, po kilku ostrzejszych rozmowach, miałem nawet wątpliwości, czy kontynuować nasze spotkania.

Tymczasem Ksiądz Arcybiskup, mimo mojej początkowej hardości, zaproponował mi udział w Radzie Społecznej, z którą spotykał się regularnie aż do ostatnich dni swego życia. Miał niezwykłą cechę słuchania, nigdy nie przerywał rozmówcy, a odpowiadał po namyśle trwającym nieraz kilka dni. Dopiero z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że prawie zawsze miał rację. Także dopiero po dłuższym czasie znajomości okazywał się, że był wewnętrznie ciepłym, wrażliwym i życzliwym człowiekiem, potrafiącym wybaczać wszystkim, nawet tym, którzy usiłowali Mu zaszkodzić. Im więcej lat mija od Jego śmierci, tym bardziej fascynuje mnie Jego osobowość. Być może jestem mało skromny, ale mam wrażenie, że również On czuł wobec mnie sympatię i obdarzał życzliwością oraz niespotykanym w owych czasach zaufaniem. Z czasem zrozumiałem ostrożność Księdza Arcybiskupa, a nawet dystans wobec osób, które niekiedy pod pretekstem patriotycznej walki dążyły do osiągnięcia bardzo przyziemnych, partykularnych celów osobistych. Arcybiskup wyczuwał to bardzo dobrze, umiejąc odróżniać prawdziwe, dalekosiężne dobro Ojczyzny związane z rzeczywistą destrukcją komunizmu, od emocjonalnych, niekiedy czysto spektakularnych akcji, mających na celu jedynie zamanifestowanie sprzeciwu wobec wrogich władz. Podobnie jak Jan Paweł II, często podkreślał, że najważniejsza jest odnowa duchowa każdego z nas i całych narodów deprawowanych od dziesięcioleci przez nieludzkie, bezbożne ideologie. Jako duszpasterz w tym upatrywał największe szanse na gruntowne i trwałe przezwyciężanie komunizmu. Natomiast mniejsze znaczenie przykładał do manifestacji i często jedynie widowiskowej walki, która – jak mawiał – może wprawdzie doprowadzić do powierzchownego zwycięstwa, ale nie usunie jadu wrogiej ideologii, zatruwającej ludzkie dusze. Dwadzieścia lat po załamaniu się ustroju komunistycznego słowa te skłaniają do poważnej refleksji...

Po tak długim okresie współpracy ze zmarłym przed dziesięciu laty Księdzem Arcybiskupem Strobą mam też wiele wspomnień natury bardzo osobistej. Co więcej, mogę przyznać, że Ksiądz Arcybiskup w dużym stopniu formował moją duchowość. Ujawnię tylko jedno zdarzenie. Wróciłem kiedyś z Częstochowy. Było to chyba z 30 lat temu. Arcybiskup dość oschle zapytał, czy mi się tam podobało. Widząc moje zażenowanie, dodał: „Tylko proszę odpowiedzieć szczerze”. Zdobywając się na tę szczerość, wydukałem, że nie potrafię tam się modlić. Komercja uprawiana wtedy na podejściu do Jasnej Góry, nachalni handlarze medalikami, obrazkami Matki Bożej i tandetnymi pamiątkami, ogłoszenia, by uważać na złodziei, krzykliwa dewocja – wszystko to powodowało, że stojąc przed Cudownym Obrazem bardziej myślałem o tym, aby ktoś nie wyciągnął mi z kieszeni portfela aniżeli o prawdziwej modlitwie. Arcybiskup wysłuchał tego w spokoju, pokiwał głową i przytomnie stwierdził, że jestem człowiekiem płytkiej wiary i że muszę nad sobą pracować, a On chętnie mi w tym pomoże. Wygłosił nawet małe, ale bardzo piękne „kazanie” na ten temat. Pamiętam, jak mówił, że stojąc w nocy na leśnej polanie, przy pełni księżyca, patrząc na liście poruszane łagodnym wiatrem i słysząc śpiew słowika, nietrudno jest uświadomić sobie obecność Boga, a słowa modlitwy same cisną się na usta. Jest to bowiem wpisane w naturę każdego człowieka, nie wymaga jednak większego wysiłku. Natomiast Chrystus będąc oczywiście obecny także na tamtej polanie, przede wszystkim znajduje się w tym, jak się wyraził Ksiądz Arcybiskup, spoconym, hałaśliwym, często irytującym tłumie ludzkim. Świadome spotkanie Boga w tym tłumie wymaga wysiłku oraz głębszej, aniżeli tam w lesie, wiary. Jest także okazją do okazywania szczerej miłości bliźniego. Lekcja ta, podobnie jak wiele innych, nie poszła na marne. Ile razy odwiedzam Jasną Górę wmieszany w tłumy ludzkie, przypominam sobie słowa Arcybiskupa i łatwiej wtedy przychodzi mi skupić się nad prawdziwym sensem tych odwiedzin.

Jestem szczęśliwy, że znalazłem się na drodze tego mądrego i dobrego Człowieka oraz że udało mi się poznać Jego prawdziwe, szlachetne oblicze.

 

 


Wojciech Łączkowski - autor wspomnienia jest profesorem prawa na UAM i KUL, sędzią Trybunału Konstytucyjnego w st. spoczynku, przewodniczącym Kościelnej Komisji Historycznej. Należał do Rady Społecznej przy abp. Strobie, był też przewodniczącym Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” w Poznaniu, szefem Państwowej Komisji Wyborczej i członkiem Rady Polityki Pieniężnej. 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki