Logo Przewdonik Katolicki

Chciałbym się mylić

Ks. Krzysztof Skowroński
Fot.

Właśnie prezydent elekt zapoznał się z tajnymi raportami CIA na temat sytuacji w świecie. Barack Obama poznał prawdę o sytuacji w Iraku, Afganistanie, Iranie i wszystkich innych miejscach świata, w których prowadzona jest wojna, w których wrogowie Ameryki knują zamachy i spiski. Nie wiadomo, czy pierwsza lektura tajnych dokumentów przy...









Właśnie prezydent elekt zapoznał się z tajnymi raportami CIA na temat sytuacji w świecie. Barack Obama poznał „prawdę” o sytuacji w Iraku, Afganistanie, Iranie i wszystkich innych miejscach świata, w których prowadzona jest wojna, w których wrogowie Ameryki knują zamachy i spiski. Nie wiadomo, czy pierwsza lektura tajnych dokumentów przy porannej kawie (wyobrażenie) zmieniła nastrój prezydenta elekta, czy dowiedział się czegoś, czego nie wiedział, czy przypadkiem nie zmienił optyki i czy nie stał się już innym Barackiem Obamą niż ten, którego Amerykanie wybrali w wyborach prezydenckich. Tajne dokumenty i posiadanie wiedzy tajemnej, dostęp do informacji przenosi człowieka w inny wymiar. Ludzie władzy, podobnie jak kapłani w Egipcie, z pewnym dystansem patrzą na płynący ulicami tłum. Bo tłum myśli zawsze o czymś, co nie jest istotne. Wyciąga wnioski, a przecież nie zna tajnych raportów. Spotkanie między prezydentem a tajnymi dokumentami jest istotne. Tajność i służby specjalne manipulują zarówno opinią publiczną, jak i politykami. Politycy, którzy wierzą służbom specjalnym, stają się ich instrumentem. Tajny świat, który znamy z filmów i książek, oparty na kłamstwie, intrydze i zbrodni, wypiera – dając realne instrumenty sprawowania władzy – świat wartości. Dlatego ta pierwsza lektura tajnych dokumentów, te pierwsze spotkanie z uśmiechniętymi kapłanami służb, którzy kreślą (tak myślę) czarny obraz świata, jest bardzo ważne – jeśli im uwierzy, będzie stracony, a z nim stracone będą nadzieje. Bo pozycja prezydenta elekta, rola, której się podjął, i odpowiedzialność, która na nim spoczywa, są zupełnie inne niż każdego dotychczasowego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Obama w czasie kampanii wyborczej stał się ikoną świata. Jego twarz stała się znakiem wiary w lepsze jutro. Zwycięstwo Baracka Obamy w wyborach prezydenckich dla wielu ludzi na świecie jest przeżyciem podobnym do przeżyć, jakie nam towarzyszyły 16 października 1978 roku. Prezydent Obama dał poczucie dumy tym, którzy od zawsze czuli się niedowartościowani. Cały świat zobaczył wybuch euforii w Chicago i innych amerykańskich miastach, taniec zwycięstwa i radości na ulicach w Kenii, prawdziwe uśmiechy radości ludzi na wszystkich kontynentach. Barack Obama stał się prezydentem nadziei w globalnej wiosce i jeśli ją zawiedzie, to konsekwencją może być odwrócenie się ludzi od demokracji, wolności, zmiana aksjologicznej postawy człowieka. Sytuacja, z jaką mamy dziś do czynienia, ma w sobie coś z hazardu. Amerykanie powierzyli los cywilizacji zachodniej w ręce kogoś, kto tak naprawdę nie wiadomo, kim jest. Demokracja telewizyjna posługująca się w sposób doskonały instrumentami marketingu politycznego może wprowadzić w błąd. Gdy podejmujemy decyzje wyborcze, nie wiemy, czy głosujemy na człowieka, czy na produkt człekopodobny. Nie wiemy, czy Obama, którego poznaliśmy dzięki telewizji, to Obama, którego znają jego doradcy. Wiemy, że lubi pizzę z salami, ale nie wiemy – i dopiero gdy zacznie działać poznamy – czy to, co mówi jest tym, co zrobi. A Obama, jeśli okaże się człowiekiem bez fundamentów, rozsypie się jak domek z kart. Dziś nie można udawać, bo czasy są trudne. Kryzys gospodarczy i finansowy mimo euforii politycznej w Ameryce nie ustępuje, co więcej przewidywania specjalistów od gospodarki (gdzie byliście panowie rok temu) są złe. Wyjść z tej pętli można tylko odwołując się do fundamentalnych wartości, do oglądania świata z perspektywy miłości bliźniego. Można wyjść z kryzysu, ale tylko wtedy, gdy jest się gotowym, by pójść pod prąd – zarówno tajnym raportom, jak i doradcom, którzy postanowili rozwiązać problemy gospodarcze za pomocą pieniędzy, których nie mają. Ekspertów, którzy myśląc perspektywą krótką, zastępują udawanie jeszcze większym udawaniem. Sprawdzianem prezydenta Obamy będzie gospodarka. Jeśli przesteruje strumień pieniędzy i obudzi Afrykę, zacznie zło dobrem zwyciężać, pomagać, nie wystawiając rachunku, to pokaże, że cywilizacja zachodnia ma jeszcze siłę, by konkurować z Chinami i krajami arabskimi, i nie chodzi tu o konkurencję gospodarczą, ale o fundamenty – wolność jednostki, kolektywizm czy absolutyzm (Arabia Saudyjska). Pytanie, czy uda się Obamie, jest pytaniem o wolność człowieka. Obawiam się, że Obama nie zda egzaminu, choć chciałbym się mylić.






Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki