Poznanie naukowe, rozumienie, mądrość – za pomocą tych cnót można analizować, poznawać przedmioty niezmienne, konieczne, wieczne. Nie wyczerpują one jednak całości rzeczywistości. Istnieją wszak przedmioty niekonieczne i zmienne. W tym miejscu – zdaniem starożytnych – otwierało się miejsce dla sztuki. Pojmowano ją jako trwałą dyspozycję do opartego na trafnym rozumowaniu tworzenia. Tworzenie odróżniano od działania (tutaj trwała dyspozycja w tym zakresie oznaczała roztropność).
Arystoteles uważał, że sztuka to dyspozycja do wytwarzania, oparta nie tylko na trafnym, ale i prawdziwym rozumowaniu. Zastanawiającą w tej definicji jest „prawdziwość”. Oznacza ona adekwatność poznania materiału, ale też zorganizowanie (przyporządkowanie) jego elementów do całości, a także stopień zgodności dzieła z celem. Uważano bowiem, że natura nie naśladuje sztuki, lecz sztuka naturę i sztuka istnieje po to, by pomagać naturze i wypełniać luki przez nią pozostawione. Natura działa celowo, a zatem sztuka naśladuje naturę. Stąd też zadaniem twórcy było tak zorganizować materiały wytworu, by całość uzyskana spełniała zamierzone funkcje. Jego dzieło stawało się w ten sposób pomocą naturze i uzupełnianiem braków przez nią pozostawionych. Charakter pomocy naturze sprawiał, że wytwory sztuki są bądź narzędziami służącymi do czegoś (stanowią o użyteczności), bądź przedmiotami kontemplacji (stanowią piękno).
Arystoteles uważał, że „brakiem sztuki jest trwała dyspozycja do wytwarzania opartego na fałszywym rozumowaniu w odniesieniu do tych rzeczy, które mogą być tak lub inaczej [wykonane]”. To zdanie warto zestawić z manifestami współczesnej „sztuki”.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









