Można mieć piękną lampę i tkwić w ciemności. Wszystkie panny wyszły na spotkanie pana młodego. Wszystkie miały lampy. Na pierwszy rzut oka trudno stwierdzić, która z nich jest gotowa na jego przyjście. Różnica ujawnia się dopiero wtedy, gdy oblubieniec się opóźnia. Jedne zabrały zapas oliwy, inne nie. Wszystkie zasnęły, ale nie wszystkie były przygotowane na chwilę, w której rozlegnie się wołanie: „Oto pan młody! Wyjdźcie mu na spotkanie!”.
Jezus nie przeciwstawia tych, które zdołały pokonać zmęczenie, tym, które okazały się za słabe. Roztropne panny również zasnęły. Czuwanie nie oznacza nieustannego napięcia, a odpoczynek nie jest zdradą. Różnica nie polega na tym, kto potrafił czuwać bez przerwy, lecz na tym, kto był przygotowany na przyjście oblubieńca. Dlaczego jednak nie można było nadrobić zaniedbania w ostatniej chwili? Przypowieść przypomina, że na spotkanie trzeba być gotowym, zanim rozlegnie się wołanie.
Łatwo zaczynamy z zapałem: małżeństwo, posługę, modlitwę, pracę nad sobą. Trudniej trwać, kiedy nic szczególnego się nie dzieje, nie widać owoców, a Bóg zdaje się spóźniać. Wtedy wychodzi na jaw, czym naprawdę żyjemy. Czy nasze zaangażowanie jest wyrazem tęsknoty? A może ją zagłusza? Co jest dla nas ważniejsze: troska o lampę czy spotkanie z Bogiem?
Można troszczyć się o lampę i zapomnieć o oliwie. Utrzymujemy dom, ale nie mamy czasu dla bliskich. Zabiegamy o przyszłość dzieci, ale coraz mniej wiemy o ich radościach i lękach. Angażujemy się w życie parafii i dobre dzieła, lecz wracamy tak zmęczeni, że dla rodziny zostaje kilka szorstkich słów.
Czemu służą w Kościele spotkania, plany, debaty i kolejne inicjatywy? Mają sens, gdy ktoś dzięki nim doświadcza bliskości Boga: samotny znajduje miejsce przy stole, skrzywdzony zostaje wysłuchany, a w człowieku rozczarowanym Kościołem na nowo rozbłyska iskra nadziei. Potrzebujemy struktur i dobrej organizacji, ale ich sens ujawnia się dopiero wtedy, gdy służą życiu i budowaniu więzi. Lampa sama z siebie nie da światła.
Nasze zaangażowanie wiele mówi o tym, co jest dla nas ważne. Można jednak zatracić się w staraniach i uwierzyć, że samo wypełnianie obowiązków, przestrzeganie przykazań i spełnianie dobrych uczynków wystarczy. Za takim zapracowaniem może kryć się brak bliskości z Bogiem i drugim człowiekiem. Można mówić o Jezusie i nie mieć czasu Go słuchać. Można służyć ludziom i przestać ich zauważać. Oliwy nie gromadzi się przez samo mnożenie zajęć. Niekiedy trzeba z czegoś zrezygnować, żeby się pomodlić lub ucieszyć czyjąś obecnością.
Dlaczego roztropne panny nie podzieliły się oliwą z tymi, którym jej zabrakło? Hojność i bezinteresowna pomoc są przecież wyrazem miłości. Przypowieść nie zachęca do odmawiania pomocy. Przypomina, że są rzeczy, których nie można przeżyć za drugiego człowieka. Nikt za nas nie dokona naszych wyborów ani nie zbuduje naszej relacji z Bogiem. Wspólnota pomaga nam wierzyć i wzajemnie się wspierać, ale nie zwalnia nas z osobistej odpowiedzi na miłość Boga.
Zamknięte drzwi i słowa „nie znam was” budzą niepokój. Po co zajmować się wszystkim, co ma nas przygotować na spotkanie z Oblubieńcem, jeśli zapominamy o Nim samym? Jakim sprawom oddajemy najlepszą część swoich sił? Co mówią o tym nasze codzienne wybory? Może wystarczy zrobić w zabieganiu miejsce na spotkanie z Bogiem i człowiekiem. Lampa jest po to, żeby świeciła. Kościół jest po to, by dzięki ludziom żyjącym blisko Boga Jego światło docierało do innych.
Z Ewangelii wg św. Mateusza (Mt 25, 1–13)
Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść:
«Podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły.
Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!”. Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”.
Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam!”. Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”.
Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny».
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.







