Logo Przewdonik Katolicki

Co dalej pomarańczowa rewolucjo?

Maria Przełomiec
Fot.

Ukraina ma nowego prezydenta. Został nim lider opozycji, były szef Narodowego Banku Ukrainy i były premier Wiktor Juszczenko. Zwycięstwo nie przyszło łatwo. Nie ograniczyło się bowiem do walki o głosy elektoratu. Pokonać trzeba było fałszujący wybory aparat władzy, popierany w dodatku wyraźnie przez Rosję. Zwyciężyć mróz, śnieg i strach, jaki przynajmniej z początku, musieli odczuwać...

Ukraina ma nowego prezydenta. Został nim lider opozycji, były szef Narodowego Banku Ukrainy i były premier Wiktor Juszczenko. Zwycięstwo nie przyszło łatwo. Nie ograniczyło się bowiem do walki o głosy elektoratu. Pokonać trzeba było fałszujący wybory aparat władzy, popierany w dodatku wyraźnie przez Rosję. Zwyciężyć mróz, śnieg i strach, jaki przynajmniej z początku, musieli odczuwać stojący tysiącami, dzień i noc na kijowskim Placu Niepodległości ludzie. Pomarańczowa rewolucja ma swoich victorów. To nie tylko, a nawet nie przede wszystkim, Wiktor Juszczenko, ale nagle przebudzony ukraiński naród, dziennikarze, którzy jeszcze podczas trwania przedwyborczej kampanii zbuntowali się przeciwko naciskom władz, sędziowie Sądu Najwyższego, którzy nie patrząc na te naciski unieważnili drugą, sfałszowaną turę głosowania. W wyborczą noc Wiktor Juszczenko zapewnił swych zwolenników, iż zdaje sobie sprawę z ciążącej na nim odpowiedzialności i dodał, że zrobi wszystko, aby za kilka lat każdy, niezależnie od przekonań politycznych, mógł być dumny, z tego, że jest obywatelem Ukrainy. Nie będzie to jednak proste. Zakończona właśnie zwycięstwem Pomarańczowa Rewolucja może okazać się najłatwiejszym etapem ukraińskiej walki o demokrację. Łatwiej jest bowiem stać dzień i noc na mrozie nawet przez kilka tygodni, niż latami godzić się na zaciskanie pasa, trudne reformy, wyrzeczenia. Przekonali się już o tym Polacy. To prawda, że protestujący teraz na Ukrainie ludzie nie domagali się chleba, czy podwyżek wynagrodzeń, ale wolności i życia w normalnym państwie. Osiągniecie tego będzie jednak równie trudne jak wprowadzenie nie oligarchicznej, ale normalnej, kapitalistycznej gospodarki.
Ukraina z ostatnich wyborów wychodzi podzielona. Nie grozi to co prawda rozpadem, jak przekonywały władze, niemniej brudna, ostra kampania stworzyła głębokie podziały pomiędzy południowo-wschodnimi obwodami a resztą kraju. Teraz Juszczenko będzie musiał cierpliwie te rowy zasypywać. Jest to tym trudniejsze, że właśnie na wschodzie znajdują się kopalnie i wielkie przemysłowe zakłady, które przynajmniej częściowo trzeba będzie zamknąć, a w dużej części sprywatyzować. Sytuację ekonomiczną dodatkowo mogą komplikować stosunki z Rosją. Wiktor Juszczenko co prawda deklaruje gotowość współpracy i zapowiada, że z pierwszą wizytą uda się do Moskwy. Jeżeli jednak ukraiński przywódca chce budować naprawdę niezależne demokratyczne państwo - kontakty z "Wielkim, wschodnim bratem" trzeba będzie znormalizować. To zaś oznacza także koniec pewnych gospodarczych przywilejów, takich jak chociażby niższe ceny za ropę i gaz, którymi za polityczne posłuszeństwo płaciła Kijowowi Moskwa.
Nie będzie to łatwe, ale jak już wspomniałam Ukraina startuje z dobrego punktu - nagle obudzona świadomość, dojrzalszego niż ktokolwiek myślał społeczeństwa, sprzyjająca sytuacja międzynarodowa. Rosja jest stosunkowo słaba, Stany Zjednoczone wyraźnie wspierają ukraińskie przemiany. Niezwykle jak na europejskie standardy zainteresowana Ukrainą wydaje się Unia Europejska. A o to by Bruksela nie zapomniała o Kijowie powinni dalej dbać Polacy. Dotychczas udawało im się to naprawdę świetnie. I można chyba zaryzykować twierdzenie, że nowa tym razem naprawdę głęboka polsko-ukraińska więź, jest już trwałą zdobyczą pomarańczowej rewolucji.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki