(...) Mam poważne i trudne do rozwiązania problemy osobiste i rodzinne. Nie chcę się nad nimi tutaj rozwodzić. Prosiłam o rozmowę kilku znajomych kapłanów, opowiedziałam wszystko dokładnie. Oczekiwałam rady i wskazówki, jakiejś konkretnej pomocy, pokazania mi jakiegoś rozwiązania, a we wszystkich tych rozmowach usłyszałam, że mam się modlić. Strasznie się zdenerwowałam. Ja wiem, że mam się modlić, ale to dla mnie za mało! Dlaczego księża unikają konkretnych rad i rozwiązań? Sama zachęta do modlitwy nie pomoże nikomu w jego problemach!
Czuję, że pisząc do mnie, chciałaś dać ujście nurtującej Cię złości, poczuciu osamotnienia i bezsilności. Oczekując pomocy bowiem, usłyszałaś coś, co potraktowałaś jako zepchnięcie z siebie odpowiedzialności za Twoje problemy. Być może też odebrałaś zachętę do modlitwy jako łatwą i zdawkową pociechę. Lecz przecież na pewno nie o to chodziło Twoim rozmówcom.
Rada jest najtańszym towarem na świecie. Łatwo rozdawać rady na lewo i prawo. I rzeczywiście wielu ludzi tak czyni. Częstokroć bezmyślnie i nieodpowiedzialnie dają rady, które, zamiast pomóc, jeszcze bardziej krzywdzą. Każdy mądry duszpasterz wie, iż człowiek postawiony wobec swoich problemów musi sam się z nimi uporać. Przepraszam, nie sam, lecz z Bożą pomocą. Stąd właśnie między innymi bierze się wezwanie do modlitwy.
Sam Pan Jezus zresztą unikał zbyt szczegółowego wtrącania się w ludzkie spory. Poproszony, by zajął stanowisko w sprawie podziału spadku, stwierdził wyraźnie, że nie jest sędzią ani rozjemcą. Księża, z którymi rozmawiałaś, na pewno dobrze znają ten fragment Ewangelii i po prostu zgodnie z nim postępują.
Uważam też, że zaproszenie do modlitwy jest najważniejszym drogowskazem we wszelkich problemach osobistych i rodzinnych. Modlitwa wydaje się być czymś błahym, ponieważ chcielibyśmy wszystko rozwiązywać sami i po swojemu. I ciągle łapie nas złość, irytacja, bo nic nie idzie po naszej myśli. Plany możemy mieć niesamowicie przemyślane i rozsądne, a tu nikt nie chce nas słuchać i do nich się dostosować. Inni ludzie nie chcą postępować według naszych scenariuszy. Doświadczamy więc niemożności zmiany i bezsilności wobec problemów.
Modlitwa wydaje się być tak słabym środkiem, bo jest zaniechaniem działania. Jesteśmy ludźmi czynu. Chcemy kształtować nasz los. A tu ktoś mówi nam, że nie wszystko zależy tylko od nas i naszej pracy. Trudno to zaakceptować!
Modlitwa jest bardzo świadomym przyznaniem się do bezsilności. Jest najpierw aktem niesamowitej odwagi. Bo człowiek w tym momencie przestaje za wszelką cenę kurczowo ściskać ster swego życia i oddaje go w miłujące ręce Boga. Jest aktem niezwykłej pokory, a więc rozpoznaniem w prawdzie swego miejsca w świecie. Zauważeniem, co zmienić mogę i potrafię, a co jest poza moimi możliwościami.
Modlitwa to zaproszenie Boga. Przedstawienie Mu całego problemu, wszystkich spraw. To kolejne potwierdzenie słów z "Ojcze nasz": "Bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi". Pan Bóg ma pierwszeństwo, bo On jest najmądrzejszy, a człowiek, który się modli, wyznaje tym wiarę w Jego dobroć, miłość i wszechmoc.
Modlitwa to wreszcie znak, że postrzegamy życie nasze w nadprzyrodzonym świetle. Po ludzku i przyziemnie oceniając, wiele spraw i problemów życiowych urasta do zbyt wielkiej rangi. Każde niepowodzenie wydaje się być druzgoczącą klęską, a nie kolejnym etapem życiowego rozwoju. Dla człowieka wiary nawet niepowodzenie i bezsilność są stopniami prowadzącymi do Pana Boga. Modlitwa pomaga kształtować w sobie taką wiarę. Pewnie dlatego tyle razy usłyszałaś zaproszenie do niej. Ja też je powtarzam. To najlepszy sposób na znalezienie rozwiązania Twych problemów.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.




