Wyrok dla biskupa

Dotychczas nie słyszeliśmy o tym, by ktokolwiek został pociągnięty do odpowiedzialności karnej za niezgłoszenie przestępstwa pedofilii. Nigdy dotąd zarzutów takich nie postawiono biskupowi – mówi Tomasz Krzyżak.
Czyta się kilka minut
Tomasz Krzyżak | Il. Zosia Komorowska/PK
Tomasz Krzyżak | Il. Zosia Komorowska/PK

29 października sąd w Tarnowie uznał bp. Andrzeja Jeża za winnego tuszowania pedofilii. Kuria zapowiada apelację. Czy dopóki wyrok się nie uprawomocni, można to uznać za historyczne wydarzenie?

– Dobrze, że zwracasz na to uwagę: wyrok jest nieprawomocny. Biskup będzie odwoływał się do wyższej instancji, więc do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia trzeba uważać go za niewinnego. Niemniej orzeczenie tarnowskiego sądu jest wydarzeniem historycznym. Dotychczas bowiem nie słyszeliśmy o tym, by ktokolwiek został pociągnięty do odpowiedzialności karnej za niezgłoszenie przestępstwa pedofilii. Nigdy dotąd zarzutów takich nie postawiono biskupowi Kościoła rzymskokatolickiego. To oznacza, że przepis nie jest martwy, ale też że przed odpowiedzialnością karną nie chronią biskupie fiolety. Każdy z nas jest równy wobec prawa.

Co oznacza proces dla Kościoła w Polsce? Bo takich spraw jest więcej.

– Proces i wyrok, który zapadł, to ostatni dzwonek, wręcz syrena alarmowa dla polskich biskupów. W wielu diecezjach i prowincjach zakonnych są „stare sprawy”, o których nigdy nie zawiadomiono organów ściągania. Kiedy w 2017 roku wchodziła w życie nowelizacja Kodeksu karnego, abp Wojciech Polak apelował do biskupów, by przejrzeli archiwa i takie sprawy zgłosili. Wielu to zrobiło, wielu nie – i to może się mścić. Powinniśmy pamiętać też o tym, że na początku przepis art. 240 kk był różnie interpretowany. Część prawników stała na stanowisku, że spraw, o których posiadło się wiedzę przed nowelizacją, zgłaszać nie trzeba. Debaty uciął Sąd Najwyższy, orzekając: przepis dotyczy także spraw sprzed 2017 roku. Gdyby po orzeczeniu Sądu Najwyższego biskupi zgłosili wszystko, o czym wiedzą, nie byłoby problemów. Dałoby się ich uniknąć, dając pierwszeństwo państwu w ocenie danej sprawy, bo ono ma więcej narzędzi pozwalających na dojście do obiektywnej prawdy.

Niezależnie od prawa jest ocena etyczna – ocena aborcji, przykładowo, nie zależy od ustawy. Dlatego dziwi oświadczenie kurii: „należy podkreślić […], że w obu przypadkach ze strony Kurii zostały dokonane formalne zgłoszenia do organów ścigania, a […] wiedzę o tych sprawach posiadały też inne osoby oraz instytucje państwowe”. Per analogiam: ksiądz wie o aborcjach, nie reaguje, bo „inni też wiedzą”! To moralnie byłoby ok? 

– Wchodzimy na grząski grunt. Przepis art. 240 kk mówi o tym, że podejrzenie przestępstwa na szkodę osoby poniżej 15. roku życia należy zgłosić niezwłocznie, ale nie trzeba tego robić, gdy ma się wiedzę o tym, że organy ścigania już się sprawą zajmują. Obrońcy biskupa Jeża szli tą ścieżką, co można wyczytać w zacytowanym oświadczeniu. Niemniej wydaje się, że – nawet dla spokoju sumienia – trzeba było sprawę zgłosić i już.

Powiem o własnym doświadczeniu z komisji sosnowieckiej. Trafiliśmy na sprawę, którą – wedle oświadczenia pokrzywdzonej i jej rodziny – miały się już w przeszłości zajmować organy ścigania. Oskarżany utrzymywał, że sprawa została umorzona. Problem polegał na tym, że nie było na to żadnych dowodów; pism, orzeczeń itp. A na dodatek instytucje, które miały się tym zajmować, o sprawie nie wiedziały. W związku z tym jako przewodniczący komisji złożyłem doniesienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. W innej sprawie, gdy miałem powody sądzić, że sprawa jest znana organom ścigania, ale nie miałem potwierdzenia, nawiązałem kontakt z prokuratorem. Dowiedziałem się, że sprawa jest znana i w związku z tym nie muszę pisać odrębnego zawiadomienia.

Jeśli troska o dziecko dominuje, zgłasza się sprawę wszędzie, gdzie się da! W uzasadnieniu wyroku sędzia podkreślała egoizm, przedkładanie swojego interesu ponad dzieci. Postulat synodalności brzmi: „nawrócenie na relacje”, co trafi w egoistów. To chyba konieczne?

– Nie mam wątpliwości. Jestem przekonany, że „nawrócenie na relacje” przyczyni się do zmiany mentalności w odniesieniu do przestępstw seksualnych. Do poważnego traktowania tych spraw, drobiazgowego ich wyjaśniania; troski o skrzywdzonych. Bo choć mówimy o tym od lat, ciągle mam wrażenie, że podchodzi się do troski z lekceważeniem. Także w tym kontekście orzeczenie tarnowskiego sądu, choć nieprawomocne, trzeba traktować jak grom z jasnego nieba. Grom, który ma nas obudzić.

Tomasz Krzyżak
Kierownik działu krajowego „Rzeczpospolitej”, absolwent studiów podyplomowych „Profilaktyka przemocy seksualnej wobec dzieci i młodzieży” w Centrum Ochrony Dziecka Akademii Ignatianum w Krakowie, przewodniczący Komisji „Wyjaśnienie i Naprawa” Spraw Wrażliwych Diecezji Sosnowieckiej

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 45/2026