Bardzo często opisuje się dzieło stworzenia – pierwsze działanie Boga w naszym świecie – poprzez powołanie go z nicości, jako akt artystyczny. Według opisu biblijnego Bóg stworzył roślinność trzeciego dnia. Stworzył i określił ją jako dobrą, by dojść do korony swojego dzieła – człowieka. Już z samej tej kolejności powinien wynikać nasz szacunek dla przyrody. Może właśnie dlatego roślinność była niemal od początku kulturowej działalności człowieka tematem sztuki.
Między obrazem a interpretacją
Relacja natury i kultury od wieków stanowi jedno z podstawowych zagadnień ludzkiej refleksji nad światem. Natura bywa postrzegana jako rzeczywistość pierwotna, niezależna od człowieka, kultura zaś jako przestrzeń, w której człowiek nadaje światu znaczenia, porządkuje go i przekształca zgodnie z własnymi potrzebami. Podobne napięcie pojawia się na styku natury i sztuki. Czy dzieło artystyczne jest próbą wiernego odtworzenia przyrody, czy raczej świadectwem tego, jak człowiek ją widzi, rozumie i interpretuje? Przyroda nigdy nie funkcjonuje w kulturze jako całkowicie neutralny przedmiot obserwacji. To, co uznajemy za piękne, dzikie, harmonijne czy warte ochrony, zależy w dużej mierze od historycznych wyobrażeń, systemów wiedzy i przyjętych sposobów patrzenia. Kwiat może być jednocześnie organizmem biologicznym, obiektem naukowej klasyfikacji, symbolem przemijania i motywem dekoracyjnym. Natura zostaje w ten sposób wpisana w różne porządki znaczeń, a jej przedstawienia mówią nie tylko o niej samej, lecz także o człowieku i jego kulturze. Sztuka zajmuje w tej relacji szczególne miejsce. Z jednej strony dąży do uchwycenia materialności i zmienności świata przyrody, z drugiej – poddaje go selekcji i interpretacji. Obraz, rysunek czy kompozycja artystyczna wyodrębniają fragment rzeczywistości, nadają mu formę i utrwalają to, co w naturze często nietrwałe. Nie oznacza to jednak wyłącznie podporządkowania przyrody ludzkiej perspektywie. Sztuka może również uczyć uważności, ujawniać złożoność procesów naturalnych i podważać przekonanie o człowieku jako centrum świata.
W średniowiecznej sztuce europejskiej natura pełniła przede wszystkim funkcję symboliczną: podporządkowana religijnej wizji świata, stanowiła narzędzie przekazywania treści teologicznych, a niekoniecznie wiernego odtwarzania rzeczywistości. Zmiana nastąpiła wraz z rozwojem renesansu, kiedy przyroda stała się przedmiotem uważnej obserwacji, a jej przedstawianie zaczęło łączyć się z zainteresowaniem anatomią, perspektywą i prawami rządzącymi widzialnym światem. Nie oznaczało to jednak prostego przejścia od symbolu do realizmu. Artyści renesansowi dążyli nie tylko do naśladowania natury, lecz także do jej przewyższenia. Przyroda stawała się więc zarówno wzorem, jak i materiałem twórczej interpretacji. W kolejnych stuleciach rozwijało się zainteresowanie pejzażem, martwą naturą oraz botaniczną dokładnością przedstawień. Natura stopniowo zyskiwała autonomię jako temat sztuki, choć nigdy nie była wolna od kulturowych znaczeń. Jej obraz mówił bowiem nie tylko o świecie roślin i zwierząt, lecz także o zmieniającym się sposobie, w jaki człowiek rozumiał swoje miejsce w świecie.
Rośliny nowożytne
Od XVII wieku opis świata zostaje zintensyfikowany wraz z poznawaniem nowych ziem i roślinności nieznanej na Starym Kontynencie. Równocześnie nauka Oświecenia wchodzi w proces obiektywizacji, potrzebę jak najbardziej realnego odwzorowania zagadnień, którymi się zajmuje. Także w naukach o przyrodzie powstają coraz obszerniejsze leksykony czy zielniki. Wiele z nich jednak nie jest tylko technicznym opisem i zapisem danego gatunku czy odmiany rośliny, ale też kunsztownym rysunkiem czy obrazem. Zielnik nie jest wyłącznie narzędziem porządkowania wiedzy o roślinach, lecz także kulturowym zapisem ludzkiego stosunku do przyrody, łączącym naukę, estetykę i potrzebę utrwalania tego, co zmienne. Suszone okazy, ilustracje botaniczne i atlasy pozwalały rozpoznawać gatunki, gromadzić wiedzę oraz przekazywać ją kolejnym pokoleniom. Jednocześnie wymagały uważnej obserwacji i niekiedy niezwykłej precyzji artystycznej. Granica między dokumentacją naukową a dziełem sztuki okazuje się więc płynna: piękno przedstawienia może służyć poznaniu, a naukowa dokładność nie wyklucza walorów estetycznych.
W Poznaniu mamy okazję zobaczyć wybitne dzieła z tego zakresu. Szczególnie interesujące są prace Marii Sibylli Merian, która na przedstawieniach roślin uwzględniała również żyjące na nich owady i kolejne stadia ich rozwoju. W pracy Ślaz i stadia rozwoju powszelatka malwowca roślina nie jest odizolowanym obiektem, lecz częścią większego układu zależności. Przyroda jawi się tu jako dynamiczny system, a nie zbiór osobnych, nieruchomych okazów. Z kolei Hortus Eystettensis Basiliusa Beslera, reprezentowany na wystawie przez kartę z trzema odmianami bodziszka, ukazuje, jak botaniczna klasyfikacja może przybierać formę wizualnego katalogu, w którym różnorodność świata zostaje uporządkowana i poddana estetycznej kontemplacji. Merian jest ciekawą artystką także z innego powodu. Żyjąc na przełomie XVII i XVIII wieku, wyprzedzała swoje czasy pod względem niezależności wobec mężczyzn. Utrzymywała się ze swojej pracy, w której określała się jako botaniczka. Jej twórczość była sposobem na zarobek, co nie odbiera jej artystycznej pieczołowitości. Przedstawienie stadium rozwoju owadów także uruchamia skojarzenia o cyklu życia i jego przeznaczeniu.
Inna bohaterka wystawy, Elizabeth Blackwell, tworzyła, żeby spłacić długi przebywającego w więzieniu męża. Jej ilustracje przeznaczone były do stworzonego przez nią podręcznika A Curious Herbal, przeznaczonego dla lekarzy i aptekarzy. Mąż siedział w więzieniu, ale był lekarzem, w związku z tym Elizabeth malowała, po czym zanosiła zielnik do celi męża, gdzie on je opisywał. Zielnik z kolei był ciekawy (curious), bo opisywał także rośliny z Nowego Świata.
Przyroda nie zna granic
Odmienny sposób patrzenia na przyrodę reprezentuje japoński artysta Watanabe Seitei. Jego drzeworyt Słowiki czarnolice na gałęziach surmii wpisuje się w tradycję kachō-ga, czyli przedstawień kwiatów i ptaków będących nie tylko hołdem oddanym naturze, lecz także nośnikiem głębokich znaczeń symbolicznych. W japońskiej kulturze poszczególne rośliny i zwierzęta kojarzone są z określonymi wartościami, porami roku, przemijaniem czy odradzaniem się życia. Przyroda nie stanowi zatem jedynie dekoracyjnego motywu, ale staje się językiem, za pomocą którego można opowiadać o ludzkim doświadczeniu i porządku świata. Seitei łączy precyzję obserwacji z subtelnością kompozycji, wydobywając piękno codziennych, pozornie zwyczajnych zjawisk. Jego prace można odczytywać jako wyraz uważności wobec świata, w którym nawet drobny szczegół ma znaczenie. Zestawienie japońskich przedstawień z europejskimi ilustracjami botanicznymi ujawnia różne sposoby rozumienia relacji człowieka z naturą: od naukowego poznania i klasyfikacji po kontemplację i symboliczne odczytywanie jej rytmów. Zielnik staje się tym samym nie tylko archiwum przyrody, lecz także świadectwem kulturowych wyobrażeń, dzięki którym człowiek próbuje zrozumieć swoje miejsce w świecie. Współcześnie, w obliczu kryzysu ekologicznego, takie spojrzenie przypomina o wartości i kruchości różnorodnego życia.
To pięknie zestawić dzieła japońskich mistrzów na przykład z twórcami Młodej Polski (zielnik tworzył m.in. Stanisław Wyspiański). Artyści ci postrzegali naturę nie tylko jako temat malarski, lecz także źródło emocji i doświadczeń duchowych. Pejzaż stawał się odbiciem stanów wewnętrznych, nastroju i niepokojów twórcy. Impresjoniści, jak Władysław Podkowiński, skupiali się na świetle i ulotności wrażeń, natomiast symboliści (m.in. Jan Stanisławski, którego też zobaczymy na wystawie) dostrzegali w przyrodzie tajemnicę i ukryte sensy. Natura przestawała być jedynie odtwarzanym widokiem – stawała się językiem wyrażania tego, co niewidzialne. Przyroda nie zna więc granic i jest przedmiotem twórczego przedstawienia pod każdą szerokością geograficzną. Przekracza też granice czasu.
Do powyższych refleksji wprowadzają nas bowiem dzieła artystów współczesnych. Szczególnie praca Pień Wojciecha Ireneusza Sobczyka. W sali widzimy jakby powalone drzewa, być może spalone. Gdy podchodzimy bliżej, widzimy błyszczącą fakturę. Rzeźba wykonana jest z ceramiki, gliny, pokrytej glazurą. Rośliny, i szerzej mówiąc przyroda, podlegają działaniu żywiołów, tańca atomów i zasadom misternej kompozycji. Korespondencja sztuki nowożytnej i nowoczesnej pokazuje, jak wiele w przyrodzie się zmienia. Także jak zmienia się nasze podejście do niej, w dobie kryzysu klimatycznego i coraz większej ekologicznej świadomości.
Świat jak zielnik. Natura w sztuce od XVII do XXI wieku
Centrum Kultury Zamek w Poznaniu
wystawa czynna do 6 grudnia
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.











