Miłosierdzie ma smak ryżu

Kiedy pierwsze dziecko zasłabło w naszej szkole, w te pędy ruszyliśmy do pobliskiego ośrodka zdrowia. Lekcja, którą wtedy otrzymałam od lekarza, nauczyła mnie bardzo wiele. Spojrzał na dziecko i powiedział: „Siostro, zanim znowu przyjdziesz, zapytaj najpierw, czy ten mały człowieczek jadł coś rano. Albo zapytaj: kiedy ostatnio jadł”.
misjonarka na Madagaskarze
Czyta się kilka minut
Siostra Władysława Piróg FMM z podopiecznymi „podwórkowej stołówki”, Madagaskar | fot. Materiały prasowe/SMZ KS
Siostra Władysława Piróg FMM z podopiecznymi „podwórkowej stołówki”, Madagaskar | fot. Materiały prasowe/SMZ KS

I odpowiedzi, które słyszałam, nieraz wyciskały łzy z oczu, ściskały serce, a czasem budziły bunt. Bo jak to możliwe, że niektórzy od dwóch dni pili tylko ryżową wodę, albo zjedli kilka znalezionych przy drodze liści, albo zadowolili się jeszcze niedojrzałym owocem zerwanym z drzewa, albo…, albo…

I dlaczego tak jest, że jedni mają za dużo, wybrzydzają, wyrzucają jedzenie, nie szanują darów Bożych…

Szczerze – myślę, że ten bunt był słuszny. Bo często spotykam dzieci, dla których talerz ryżu w naszej „podwórkowej stołówce” jest jedynym posiłkiem w ciągu dnia.

Talerz ryżu

Wracając niedawno na naszą misję, patrzyłam na dojrzewający na polach ryż. W niektórych wioskach właśnie zaczęły się żniwa. W innych – po ostatnim cyklonie i obfitych deszczach – wszystkie uprawy zostały zniszczone. Widziałam ludzi patrzących na pola, gdzie ryż stoi jeszcze w wodzie. A przy ciągłych opadach nie ma już szans na uratowanie tego, co pozostało.

Tak, jestem w dalekim kraju i troszczę się o to, aby dzieci, które zostały nam powierzone, codziennie miały zapewniony talerz ryżu. Spotykam wiele dzieci, które bez słów mówią, że od dawna nie wiedzą, co to znaczy codzienny pełny posiłek. Często na śniadanie musi wystarczyć szklanka wody, a na obiad – mały garnuszek ryżu na pięć osób. Nic więc dziwnego, że Modeste, który ma 11 lat, wygląda jak pięcioletnie dziecko… Ryż z odrobiną warzyw (liści przypominających buraczane) to częste menu na malgaskim stole.

„Podwórkowa stołówka”

Wzruszająca była chwila, kiedy dzieci – od najmłodszych przedszkolaków po nastolatków – pierwszy raz stanęły w kolejce po jedzenie w naszej „podwórkowej stołówce”, wyciągając szyje, by zobaczyć, co jest w garnku. Najpierw jednak lekcja mycia rąk. Wszyscy zdali egzamin. Może nie tyle z przekonania, co ze strachu, że będą musieli odejść i nie dostaną ryżu.

Wielu patrzyło z niedowierzaniem, że każdy ma własny talerz i że jest na nim aż tyle! Oczy jadły wcześniej niż usta. Najpierw wspólna modlitwa, a potem… prawdziwy wyścig. Niektórzy „wiosłowali” łyżką tak, jakby była na sprężynie. Czasem jedzenie już nie mieściło się w ustach, ale i tak na siłę je wpychali.

Zrozumiałam wtedy, że to był strach – że ktoś im zabierze, że nie zdążą się najeść. Bo tak wyglądała ich codzienność w domu. Mówię im więc, że mają czas, że ten talerz jest tylko dla nich i że tak będzie każdego dnia. Trzeba było to powtarzać wiele razy.

Z każdym dniem zapewnienie i konkretna rzeczywistość dawały dzieciom poczucie bezpieczeństwa. Teraz jedzą spokojnie. Niezależnie od wieku każdy dostaje taką samą porcję. Nigdy jednak nic nie zostaje – młodsi dzielą się ze starszymi. Znają się dobrze, bo niedojedzony talerz zawsze trafia do konkretnej osoby.

Ziomeny, Christophe i Fara

Po obiedzie jest tyle radości i energii! Starsze dzieci myją naczynia – było tylu chętnych, że trzeba było wprowadzić dyżury. Mimo ogromnego upału dzieci biegają po podwórku, rozkrzyczane i szczęśliwe. Widać też ich wyraźny postęp w nauce.

Ziomeny to najmłodszy z trójki rodzeństwa, które korzysta ze stołówki. Pochodzą z wioski w buszu. Często byli chorzy, słabi i niedożywieni. Chłopiec jest z natury milczący, poważny i trzeba mieć szczęście, by zobaczyć jego uśmiech. Robi postępy w rytmie moramora – czyli powoli.

Tym bardziej byłam zaskoczona, gdy zobaczyłam go przy zmywaniu naczyń, śmiejącego się i oblewającego wodą koleżanki. W pewnym momencie krzyknął do mnie: „Siostro, jak nam tu dobrze! Tu jest często Boże Narodzenie!”. „Boże Narodzenie?” – zapytałam zdziwiona. „Tak! Bo w stołówce jemy mięso, a w domu tylko raz na Boże Narodzenie”.

Rzeczywiście, mięso udaje nam się podawać nawet raz w tygodniu, jeśli pozwalają na to otrzymane dary.

15-letni Christophe, którego dziadek przyprowadził do nas z dalekiego buszu, jest sierotą. Jego wioska to zupełnie inny świat, w którym trudno dostrzec oznaki rozwoju. Ale nie wolno tracić nadziei! Christophe rozpoczął naukę od czytania i pisania. Wcześniej trochę się uczył, ale niewiele pamiętał. Robił duże postępy i po roku zdał egzamin do szkoły podstawowej. Teraz uczy się bardzo dobrze.

Fara, ośmioletnia dziewczynka, nie kryje radości, gdy przychodzi do stołówki. Widać, jak z dnia na dzień przybiera na wadze – do ryżu zawsze jest jakiś dodatek, a najbardziej zaniedbane dzieci otrzymują także witaminy.

„Wiesz” – powiedziała kiedyś – „napisz im, że bardzo ich kocham. Oni są dobrzy, bo ja już nie jestem głodna. Kiedy najem się w południe, wieczorem mogę tylko wypić wodę. Nasza mama nad rzeką pierze ludziom ubrania, ale są dni, kiedy nie zarobi nawet na ryż. Mamisoa, mój brat bliźniak, ciągle płakał, bo był głodny. Ja się modliłam, bo chociaż tak bardzo chciało mi się jeść, wierzyłam, że Pan Bóg nam pomoże. Potem szybko szłam spać, aby nie myśleć o głodzie. I popatrz – Pan Bóg nam pomógł. Jacy u was ludzie są dobrzy”.

Ręce zniszczone przez miłosierdzie

Pewnego razu, będąc w Polsce, odwiedziłam znajomą rodzinę. Ja dzieliłam się doświadczeniem misyjnym, oni słuchali z zainteresowaniem. Był z nami mały Kuba – raczej niechętny do dzielenia się czymkolwiek, jak mówili jego rodzice.

Nagle Kuba zniknął. Ale tylko na chwilę. Wrócił i wręczył mi 20 zł – swoje kieszonkowe na cały tydzień – mówiąc: „Kup za to ryż dla dzieci”. Wszyscy zamarli – ze wzruszenia i wdzięczności.

Święty Kamil powiedział: „Daj Boże, abym mógł umierać z rękami zniszczonymi przez miłosierdzie”. Bądźmy każdego dnia pielgrzymami Nadziei, która nie zawodzi, bo jej źródłem jest nasz dobry Pan. Za każdy ofiarowany talerz ryżu, za każdą radość i każdą nadzieję – z całego serca dziękuję.

Galeria zdjęć

Obraz
Siostra Władysława Piróg FMM z podopiecznymi „podwórkowej stołówki”, Madagaskar | fot. Materiały prasowe/SMZ KS
Obraz
Dla wielu dzieci talerz ryżu w „podwórkowej stołówce” to jedyny pełnowartościowy posiłek dnia | fot. Materiały prasowe/SMZ KS

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 30/2026