Machina czasu

„Gdyby każdy miał to samo nikt nikomu nie byłby potrzebny” – pisał w wierszu „Sprawiedliwość” ks. Jan Twardowski. W tym tkwi też niebezpieczeństwo fantazji o idealnym świecie: pozorna samowystarczalność zamienia się w nim w pełną sterowalność z zewnątrz.
Czyta się kilka minut
fot. Materiały prasowe Next Film
fot. Materiały prasowe Next Film

Film Julii Rogowskiej Czas, który nie nadszedł chciałem obejrzeć, bo zapowiadany był jako „polski film z gatunku science fiction (dystopijny melodramat)”. Mamy ostatnio w polskim kinie silną dominantę kina odnoszącego się do współczesnej nam rzeczywistości, albo wręcz przeciwnie – filmowe adaptacje, na czele z Lalką. Te filmy wzbudzają ogólnonarodowe dyskusje. Film Rogowskiej to jej pełnometrażowy debiut, co jeszcze bardziej zachęciło mnie do oglądania, bo daje nadzieję świeżego spojrzenia. Te nadzieje nie zawiodły. Poczynając od obsady, z główną rolą Agaty Kuleszy i jej partnera z przeszłości, zagranego przez Dobromira Dymeckiego, a także świetnie oddane przez Michalinę Łabacz, Bartosza Bielenię, Tamarę Kowalik czy Ewę Szykulską postacie drugoplanowe. Poprzez proste, ale nie tandetne środki, za pomocą których twórcy stworzyli obraz futurystycznego świata. Kończąc na tym, co poruszyło mnie najbardziej – wzbudzeniu wewnętrznego niepokoju, życiowej filozoficznej refleksji, a także pojawiającej się po seansie lawiny pytań.

Nowy świat

Twórcy filmu przedstawiają jeden z możliwych scenariuszy, który może nastąpić w efekcie rozwoju naszych społeczeństw. Otóż obywatele nieokreślonego kraju (choć pierwsze sceny mogą wskazywać na Polskę, ze względu na swojski obraz PKP) mogą w pewnym momencie przyjąć „kurację”, której efektem jest powstrzymanie procesu starzenia. Być może byłoby to nawet w jakimś zakresie dopuszczalne, jednak skuteczność kuracji sprawia, że ludzie zachowujący na wiele dekad młodość, nie chcą widzieć wokół siebie tych, których nadgryza ząb czasu. Jeśli ktoś zdecyduje się zestarzeć, jest przymusowo wysyłany do ośrodka internowania – ostoi. Tam właśnie spotykamy główną bohaterkę – Sarę. Napisałem, że akcja dzieje się w kraju nieokreślonym, bo funkcjonariusze w tym nietypowym obozie nie odnoszą się do konkretnej nazwy, mówią tylko w specyficznej nowomowie, wychwalając państwo, które osiąga coraz lepsze wyniki gospodarcze i może zaopiekować się niepoddanymi kuracji. Wszystko to jest jednak fasadą, seniorzy żyją w starych domkach wczasowych, które mogły pamiętać jeszcze czasy ustroju z XX wieku.

Stąd mój wewnętrzny niepokój. I rodzące się pytania, czy to nie my jesteśmy antenatami tak zobrazowanego społeczeństwa, czy postęp, który wydaje się być siłą napędową państw i społeczeństw, nie prowadzi do stopniowego wyzucia człowieka z jego indywidualnych właściwości. Samochód autonomiczny jest narzędziem tyleż wygodnym, co mającym kontrolę nad pasażerami, zresztą, czy możemy w takim pojeździe mówić w ogóle o kierowcy? Dziś jeszcze ma on wpływ na działanie samochodu i może przejąć nad nim sterowanie, ale jeśli pojawi się technologia, która nie będzie tego wymagać, ba, nawet sprawi, że będzie to niewskazane?

Starość się nie udała

Dużo piszemy ostatnio o sztucznej inteligencji, próbując rozpoznać jej mechanizmy i konsekwencje jej powszechnego używania. Jak każde narzędzie nie jest ono z gruntu złe. Gorzej, gdy konsekwencją jego stosowania będzie oddawanie kontroli… no właśnie komu? Choć myślimy, że algorytmom, to jednak stoją za nimi ludzie. W filmie Rogowskiej ludzie ci mają mundury, służby specjalne, symbole, określony sposób życia, nawet język na kształt mowy-trawy. Sterowane przez nich społeczeństwo ma poglądy, których nie powstydziłby się wyznawca obecnego turbokapitalizmu: człowiek musi być użyteczny, starzy ludzie są obciążeniem dla społeczeństwa, podatki nie służą dobru wspólnemu, tylko zabezpieczeniu potrzeb tych, którzy na nie łożą – odpowiednio do swojego wkładu korzystając z usług publicznych. Nie może być więc starość momentem w życiu, w którym można sobie odpuścić, wypisać się z wyścigu (w sumie za nie wiadomo czym), poświęcić czas, który pozostał, dla siebie i swoich najbliższych.

To nie jest jednak tak, że w tym dystopijnym świecie znaleziono drzewo z owocem nieśmiertelności, o nie. Bohaterowie wyglądają młodo, ale umierają. Właściwie „wyłączają się”, czy jeszcze lepiej mówiąc: coś ich „odcina”. Znamienne, że moment ten jest ukrywany – bohaterowie ulegają złudzeniu, że śmierć ich nie dotyczy. Et in Arcadia ego – śmierć jest nawet w Arkadii, choć nie widać jej w pałacach ze szkła wypełnionych młodymi, pięknymi i bogatymi ludźmi. Gdy jeden z bohaterów mówi przedstawicielce młodszego pokolenia, że wszyscy umrzemy, wywraca to niemalże jej świat. Jak głosi oklepane porzekadło „Starość się Panu Bogu nie udała”, więc eliminujemy ją ze społeczeństwa, o swoim wieku w tej perfekcyjnej utopii w ogóle nie rozmawiamy. Nie mogę nie przyznać, że te refleksje prowadziły mnie w rejony przeżyć, które miałem oglądając filmy z gatunku kina moralnego niepokoju.

Ciało i dusza

Bohaterowie nie powiedzieliby, że starość nie udała się Panu Bogu. Moim zdaniem istotne jest, że ten nowy wspaniały świat jest zupełnie pozbawiony duchowości. Nie tylko nie ma w nim religii, rytuałów, czegoś, co rozróżniałoby sacrum i profanum. Nie ma tam też wiary w potęgę przyrody czy żywiołów. Jak pisał Leszek Kołakowski, gdy każdy dzień jest niedzielą, to nie ma niedzieli. Odrzucenie sacrum jest szkodliwe i dla świętości, i dla profanum. Nie ma prawdziwego rozwoju, jeśli nie ma tego napięcia między dobrem a złem, winą i karą, sacrum i profanum. Według mnie taki świat byłby okropnie nudny i chyba jego uczestnicy też tak uważają. Po pracy wszakże znajdują mnóstwo zajęć, każdy dzień to jakieś „wyjście”. Z kolei „świętowanie” to impreza z mocną muzyką techno, alkoholem i innymi używkami. Wszystko po to, by zagłuszyć jakikolwiek głos refleksji.

Nie ma tam też miłości. W tej futurystycznej „urawniłowce" jest może jakiś rodzaj przywiązania, wspólnota interesów, wspólne mieszkanie, a nawet łoże. Jednak pozbawione napięcia, romantyzmu, świadomej decyzji i chęci poznawania czyjegoś świata i dzielenia z nim swojego. Sara, która po latach pojawia się w życiu Oskara, przypomina mu o tym ożywczym doświadczeniu, o tym, że miłość pozwala przekraczać swoją rzeczywistość.

Pozostaje jednak jeszcze kwestia moralnych konsekwencji przyjęcia kuracji. Zdaje się, że pozbawienie siebie samego kolejnych etapów rozwoju pozostawia człowieka w pozornie bezpiecznej sytuacji, w której nie musi rozstrzygać skomplikowanych i delikatnych życiowych dylematów, życiowa stagnacja nie stawia w konieczności bronienia swoich wartości. Osoba religijna powie o sprzedaniu swojej duszy, ale także w naturalnym porządku, gdzie nie ma konsekwencji – nie ma odpowiedzialności. Łatwiej wtedy uznać jakąś grupę – najpierw osób starszych – za niepotrzebną czy niegodną. Skojarzenia są słuszne, już w historii przeżywaliśmy systemy oparte na tego typu myśleniu, a w imaginarium filmu Rogowskiej być może wykluczane są też inne grupy, ale im się po prostu nie przyglądamy.

Coś nadchodzi

Ciekawie się złożyło, że po prezentacji na kilku festiwalach film Czas, który nie nadszedł ma premierę na jesień. Trochę to banalne, ale chyba każdy z nas odczuwa wtedy nieuchronność przemijania. Jedni uwielbiają tę porę roku, inni najchętniej by ją pominęli. Jednak cykl przemian życiowych, nim przechodzi w kolejny etap, pozwala doświadczać nadziei. Nadziei na to, że coś kryje się za horyzontem, że teraz nie determinuje naszego życia. Czas staje się wtedy dobrodziejstwem, nie warto go zatrzymywać, prowokować faustowskiego: „Chwilo trwaj, jesteś piękna”. Choć bywa, że przeraża nas niewiadoma, rozwija nas to, że coś zawsze nadchodzi.

Czas, który nie nadszedł
reż. Julia Rogowska
Belgia, Polska 2026

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 45/2026