Spotkanie ze Zmartwychwstałym nigdy nie jest łatwe. Wydaje się, że przecież oni mieli lepiej – ci, którym On się ukazał. Przecież mieli pewność. Widzieli Go po Jego śmierci. A jednak wcale niełatwo było im uwierzyć. Maria Magdalena płacze – chce znaleźć Pana Jezusa, ale szuka nie tam, gdzie może Go znaleźć; szuka między umarłymi, szuka, żeby opłakać, zatrzymać dla siebie; kocha, ale miłością, która skupia się na żalu, zatrzymuje na śmierci. Piotr idzie łowić ryby, bo co mu pozostało? Przeszłość wypełniona pracą, bolesnymi wspomnieniami słów Pana Jezusa o miłości? Doświadczenie własnej słabości i zdrady? Uczniowie uciekają z Jerozolimy, bo przecież może być różnie, lepiej gdzieś przeczekać to wszystko w ukryciu, przecierpieć rozczarowania, no bo miało być przecież inaczej. Spodziewali się tryumfu, a zamiast tego zobaczyli bezsensowną w ich oczach śmierć.
Pan Jezus nie wkracza w te doświadczenia jak Superman, w blasku chwały zmartwychwstania, nie pozostawiając cienia złudzenia co do swojej mocy. Nie, On im wszystkim pozwala przeżyć doświadczenia smutku i rozczarowania, ale nie chce, żeby tkwili w nich na zawsze. Chce, żeby uwierzyli, że On przynosi życie, otwiera na nowy wymiar miłości.
Czy oni tak bardzo różnią się od nas? Przecież my też słyszeliśmy, że On zmartwychwstał. Ale często zachowujemy się tak, jak oni po Jego śmierci. Zamykamy się we własnym bólu i smutku, rozczarowaniach. A przecież widzieliśmy znaki, tyle razy uczestniczyliśmy w łamaniu chleba, a może czasem pałało w nas serce, kiedyśmy słuchali Jego słów. Więc? Trzeba nam tylko i aż odważyć się i uwierzyć. Wejść do grobu i zobaczyć, że naprawdę jest pusty.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.




