W ostatnim czasie uczestnicząc w liturgii, spotykaliśmy Zmartwychwstałego Pana, a spotkania te miały także w nas, jakże podobnych do owych uczniów z drogi do Emaus, którzy szli smutni i pozbawieni nadziei, umocnić wiarę i przywrócić nadzieję. Uwieńczeniem tego okresu chrystofanii była miniona niedziela, która skoncentrowała naszą uwagę na prawdzie o Bożym Miłosierdziu. Myślę, że nie będzie przesadą twierdzenie, że odkrycie właśnie tej prawdy stanowi warunek przetrwania człowieka i świata. Tymczasem ciągle widzimy i doświadczamy, że „świadomość ludzka, ulegając sekularyzacji, traci poczucie sensu samego słowa miłosierdzie(...), a desakralizacja prowadzi nieuchronnie do dehumanizacji”. Jakże mocno brzmi ta przestroga, którą w encyklice „Dives in misericordia” pozostawił nam, dziś już Sługa Boży, Jan Paweł II.
Ową dehumanizację widać wyraźnie w upadku i odrzuceniu wielu podstawowych wartości, które stanowią niewątpliwe dobro nie tylko chrześcijańskiej, ale i ogólnoludzkiej moralności. A są nimi m.in.: poszanowanie dla ludzkiego życia od momentu jego poczęcia aż po naturalną śmierć; poszanowanie dla trwałości małżeństwa i jej nieodzowności dla stałości rodziny; kierowanie się prawdą, jako zasadą prawa moralnego; uszanowanie podmiotowości każdego człowieka i szacunku dla wypowiadanego przez niego słowa; uszanowanie dobra wspólnego; uznanie sakralności świata i człowieka. Ich upadek może i musi niepokoić, zwłaszcza że dotyka to nie tylko poszczególnych wartości, lecz wszystkich razem, a wspomniane wyżej tendencje, zmierzające do dystansowania się od tych wartości, bez wątpienia upoważniają do stwierdzenia, że faktycznie istnieje swego rodzaju „kryzys cywilizacji”, na który trzeba odpowiedzieć „cywilizacją miłości”, budowaną na prawdzie o Bogu, który w Jezusie Chrystusie objawił się jako „bogaty w miłosierdzie”.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.




