Furia ekspedycyjna

Trudno komentatorowi politycznemu być prorokiem - do ostatniej chwili przyjmowałem zakłady, że koalicja PSL z SLD utrzyma się. Co więcej, dotąd nie rozumiem, dlaczego się rozpadła. Nie zadecydowały o tym żadne "kwestie programowe", o których zresztą w ogóle polscy politycy przypominają sobie tylko na użytek wystąpień publicznych. Ale nie poszło też, wbrew utartej opinii, o stołki...
Czyta się kilka minut

Trudno komentatorowi politycznemu być prorokiem - do ostatniej chwili przyjmowałem zakłady, że koalicja PSL z SLD utrzyma się. Co więcej, dotąd nie rozumiem, dlaczego się rozpadła. Nie zadecydowały o tym żadne "kwestie programowe", o których zresztą w ogóle polscy politycy przypominają sobie tylko na użytek wystąpień publicznych. Ale nie poszło też, wbrew utartej opinii, o stołki i partyjne wpływy, choć tych właśnie kwestii dotyczyło swoiste ultimatum, które PSL postawiło koalicjantowi i którego niespełnienie spowodowało obstrukcję w sprawie winiet, a w konsekwencji rozpad koalicji. Rzecz w tym, że poza koalicją PSL nie tylko nie zdobędzie więcej niż ma dotąd - przeciwnie, poza koalicją straci wszystko. A ma co tracić. Przez kilkanaście lat PSL brał bez żenady i od prawicy, i od lewicy, jednym i drugim był niezbędny. I nagle tak wytrawny gracz wstaje od kart, ba, przewraca stolik, dlatego że wykiwano go w jednym rozdaniu?

Ano tak. Okazuje się, że politycy nie zawsze kierują się wyrachowaniem; czasem górę biorą emocje. Psychologia opisuje tzw. furię ekspedycyjną, zbadaną na przykładzie wypraw arktycznych. Ich członkowie, zmuszeni przez długi czas do przebywania w swoim towarzystwie, w pewnym momencie skaczą sobie bez powodu do oczu z nieopanowaną wściekłością, tym większą, im trudniej przebiega wyprawa. Coś takiego właśnie przydarzyło się nieboszczce koalicji: w sytuacji, gdy stopień zadowolenia z jej rządów był coraz mniejszy, gdy nie udało się rozwiązać żadnego problemu, a tylko je pomnożono, zarówno SLD jak i PSL zaczęły wyładowywać wściekłość na koalicjancie. Jedni złościli się - tacy mali, a tak pazerni, ciągle im mało, drudzy - traktują nas z góry, lekceważą, dość tego! Ta wściekłość wzbierała, aż musiała eksplodować. I eksplodowała: w emocjonalnej decyzji PSL, by odrzucić ustawę o winietach, i równie emocjonalnej decyzji premiera, by zerwać koalicję.

Po małżeńskiej awanturze, kiedy już wykrzyczane zostaną wzajemne żale i wytłuczone talerze, przychodzi czas, żeby usiąść w kuchni, policzyć do dziesięciu i zacząć obliczać straty. Są one obustronne, ale na pewno więcej straciło PSL. Imperium, które budowało latami, może się teraz rozsypać jak domek z kart. Ministrowie, sekretarze stanu, wojewodowie i wicewojewodowie "polecą" pierwsi. Po nich zaczną tracić posady peeselowcy usadzeni w państwowych mediach i spółkach Skarbu Państwa. Część - myślę, że spora - zechce się ratować, zmieniając przynależność partyjną. Na miejsce innych już widać sporo chętnych. Wystarczająco wielu, żeby Leszek Miller mógł spać spokojnie - jakkolwiek mu pisane skończyć (coraz więcej wskazuje, że marnie), na pewno nie skończy jeszcze w tym roku.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 10/2003