Od kilku lat przyglądam się z wielkim zaciekawieniem twórczości Krzysztofa Gryki, puławskiego poety, tłumacza, muzyka. Co istotne w kontekście twórczości literackiej, której chcę poświęcić ten tekst, zarówno jego znajomość i doświadczenie tłumacza języków obcych (angielskiego, romańskich), jak i wiedza z zakresu muzyki, doświadczenie gry na instrumentach (flamenco, bouzouki i wiolonczeli) miały wpływ na rozwój jego języka poetyckiego. O ile o jego poetyce trudno mi do dziś wygłaszać jednoznaczne sądy, o tyle o nim samym mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że jest artystą z krwi i kości, twórcą poszukującym.
Rola artysty
Nie mam wątpliwości, że do takich jak on odnoszą się słowa Tadeusza Różewicza: „Nowa sztuka powstaje przez wynalezienie nowej formy, nowego wyrazu, nowego języka i składni, nie przez składanie najszlachetniejszych deklaracji, nie przez angażowanie się w «słuszne» i jedyne poglądy polityczne (…) Twórca zaangażowany to twórca zaangażowany w walkę o nową formę… treści są dane wszystkim” (z mowy wygłoszonej na uniwersytecie w Ottawie 2 maja 1991 roku). Od kiedy przeczytałam te słowa, uważam je za najbardziej właściwą wykładnię twórczości i przez nią oceniam wartość dzieła literackiego, jak i samego pisarza. I właśnie ona jest w moim odczuciu największym „obrońcą” poetyki Gryki. Jestem przekonana, że większość czytelników w pierwszym kontakcie uzna ją za trudną do zrozumienia, może nawet nazwie „hermetyczną”. Sama szukam do niej klucza za każdym razem, kiedy mam do czynienia z nowym tomem. Wymaga to ode mnie ponadprzeciętnego wysiłku umysłowego i zaangażowania emocjonalnego (o czasie nie wspominając). Ale fascynujące doświadczenie „rozpracowywania” (na własny użytek) tych tekstów sprawia, że daję szansę kolejnemu tomowi poezji, nawet jeżeli stawia on poprzeczkę jeszcze wyżej. I tak było/jest w przypadku ostatnio wydanej książki poetyckiej Dwunasta kałuża (2025). Po pierwszej lekturze odłożyłam ją na kilka miesięcy, by wrócić do niej drugi i trzeci raz. Bezspornie jest wyzwaniem dla czytelnika. Pytanie kluczowe brzmi: czego oczekujemy po poezji? Niewielu jest zapewne tak wymagających czytelników jak Różewicz, by oczekiwać „nowej formy”, nowej poetyki. Ja sama szukam w poezji poczucia sensu i „poruszeń”. Wiersze Gryki są przede wszystkim wierszami sensualnymi. Sam autor lubi powtarzać, że poezji nie trzeba rozumieć, wystarczy czuć. Nie do końca jest to zbieżne z moimi oczekiwaniami wobec literatury pięknej w ogóle, ale wydaje mi się, że chodzi poecie o rodzaj intuicji, wyostrzenia swojej wrażliwości podczas lektury. No i w końcu odbieram to jako swoiste przyzwolenie na własną interpretację. Wydaje mi się, że w przypadku wierszy Gryki nie da się inaczej. Albo zaakceptujemy to, że nie poznamy – przynajmniej w wielu przypadkach – podłoża powstania wierszy, intencji autora, albo odejdziemy sfrustrowani niejasnością przekazu.
Komunikatywność wiersza
Pytanie o czytelność wiersza jest pytaniem kluczowym dla rozumienia współczesnej poezji w ogóle. Już dawno z niej zrezygnowano na rzecz wolności interpretacji. Na pytanie, czy to dobrze, czy źle, każdy czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam. Odpowiedział też na nie kiedyś Różewicz w eseju dedykowanym zmarłemu przyjacielowi pt. Zamknięcie, który znalazł się w zbiorze Przygotowanie do wieczoru autorskiego (1971):
„Są wiersze, które nic w sobie nie ukrywają. Jawne, jednoznaczne, objawiają się w świetle dziennym jak rzeczy, żyją na powierzchni. Ale są inne. Często dochodzą do głosu w mojej twórczości. Są jak ludzie milczący, którzy ukrywają w sobie do końca… grzech? słabość? nienawiść? prawdę? Boga?
Są wiersze
wewnętrzne
i wiersze zewnętrzne
są wiersze
uchwytne pełne zmysłowe
które otaczają tamte
utajone
jak skórka i miąższ
otaczają i ukrywają
nasienie owoce
Rozmawiałem (…) z moim przyjacielem na temat wiersza «ukrytego w wierszu», stojącego za wierszem. (…) wiersz napisany, zrealizowany, jest podobny do ciemności, przez którą przebija światło tamtego, właściwego, przeczutego nienapisanego utworu”.
I dalej Mistrz (z wykształcenia historyk sztuki!) radzi, jak postępować z odczytaniem tego właściwego wiersza: „Powoli i ostrożnie trzeba zdejmować obraz z obrazu, słowo ze słowa, wiersz z wiersza. Tak jak się zdejmuje obraz ze zniszczonego płótna, deski, muru”.
Uważam, że dopiero w kontekście tych dwóch przytoczonych cytatów Różewicza warto zacząć oceniać poetykę Krzysztofa Gryki, również tę zastosowaną w Dwunastej kałuży.
Aktualność poezji
Istnieje ugruntowane przekonanie, że pisarz powinien mówić językiem swoich czasów, a współczesna sztuka powinna opowiadać o obecnym świecie. Z tej perspektywy w poetyce Gryki znajdujemy jedno i drugie. Mówiąc kolokwialnie, jego język jest „przebodźcowany”, co oznacza tyle, co nagromadzenie w wierszu mnóstwa metafor prowadzących do różnych skojarzeń. Lektura przypomina trochę patrzenie przez kalejdoskop ze zmieniającymi się układami kolorowych, migotliwych szkiełek. Za każdym kolejnym odczytaniem – przez tę samą osobę – wiersz może ułożyć się w inną mozaikę. Ja przynajmniej tak mam z tekstami Gryki. Nazwałam je wierszami sensualnymi, mając również na myśli to, jak wiele w nich odniesień do odczuwania ciała, dotyku. I tak rozumiana sensualność towarzyszy poecie od początku jego poetyckiej drogi. Od niej już tylko krok do podejmowania tematu miłości. Gryko uczynił z niego jeden ze swoich sztandarowych tematów. Ale jak wszystko, co robi na niwie twórczej, również on jest podawany nam w sposób niesztampowy, czyli na przykład jak w wierszu otwierającym tom – Ulotki:
(…)
gdybym potrafił latać
zrzucałbym ci na głowę
ulotki słowa ładunki
od których nikt by nie zginął
za mało decybeli
(…)
mógłbym przy okazji
umawiać się z tobą w wierszu
na cokolwiek w kolejnym
miłość wojnę i pokój
(…)
gdyby się udało
popatrz czyje światło
przecieka przez twoje ręce
Wracając jednak do „przebodźcowanego” świata z „rozjeżdżanymi ulicami” i „wymierzonymi w nas obietnicami” (Umowa zlecenie). Rozgorączkowany podmiot liryczny szuka w nim ciszy, chwilowej ulgi chociażby w powietrzu po deszczu, który notabene jest jednym z wiodących motywów poetyki Gryki.
błogosławione powietrze
które dostaje się do środka
pachnie glorią kałuż
dziś się nie udusimy
(…)
(Bossa nova)
A od deszczu już blisko do kałuży, kolejnego powracającego motywu. W tym tomie Gryko uczynił z niej metaforę kobiety. W wierszu Dwanaście kałuż przedstawia cały ich wachlarz.
(…) w pierwszej kałuży
od dawna topi się księżyc
bezskutecznie
(…)
druga kałuża drży
podszedł do niej pies
chciał sprawdzić jak smakuje
trzecia kałuża jest bombowa
wszyscy chcą na nią patrzeć
ale nikt nie chce jej wziąć do rąk
bojąc się że wybuchnie
w nich ostatnia czułość
(…)
siódma kałuża istnieje
leży na plecach patrzy w niebo
(…)
lecz leżąc spokojnie wysycha na twoich oczach
to nic mówisz to nic
będą następne
były
przy jedenastej kałuży
po prostu zasypiamy
Gryko lubi „komplikować” sens, używając oksymoronów, niedopowiedzeń i jak się już rzekło – nadmiaru metafor. Dlaczego? Czy chodzi tylko o szukanie nowego języka? Wiersz No to co daje mi podstawy przypuszczać, że chodzi też o zawoalowanie tego, co najintymniejsze chciałby poeta wyrazić.
pod kartką białego papieru nie ma nic
co mogłoby nas bardziej zgubić
(…)
mimo słów rozwiń mnie do ostatecznej wersji
gdzie będę zawsze trochę innym zdaniem
w którym wszystko przetrwa (…)
za oknem etniczny wiatr przywiewa lub zabiera miłość
(…)
nie ma nic co mogłoby
nas jeszcze bardziej zdradzić
I tu wracamy do „skórki i miąższu” z wiersza Różewicza. Jeżeli poczuliście smak tego drugiego podczas lektury zacytowanych fragmentów wierszy Gryki, to znaczy, że jego Dwunasta kałuża i wcześniej wydane tomiki czekają na wasze „miękkie podniebienia”. Smakowitej uczty życzę.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









