Płomień, który ogrzewa krańce świata

„Misjonarz nie wymaga, aby się go podziwiało, ale aby się mu pomagało” – te słowa papieża Piusa XII trafiają w samo sedno misyjnej codzienności. Przypominają nam, że za pasjonującymi opowieściami z dalekich krajów stoi po prostu twarda ewangeliczna rzeczywistość.
Czyta się kilka minut
Fot. s. Rachela Kaczmarek OP
Fot. s. Rachela Kaczmarek OP

W każdą przedostatnią niedzielę października gromadzimy się w kościołach w Polsce i na całym świecie, by gestem modlitwy i materialnego wsparcia stanąć obok tych, którzy poszli na krańce ziemi. Ten rok ma jednak wymiar wyjątkowy. Niedziela Misyjna obchodzona jest już po raz setny. Dokładnie wiek temu, w 1926 roku, papież Pius XI powołał do życia wydarzenie, które miało zburzyć mury parafialnej samowystarczalności i przypomnieć prostą i bezkompromisową prawdę: Kościół albo jest misyjny, albo przestaje być Kościołem.

Niedziela Misyjna to nie jest kolejna rutynowa zbiórka, od której można odwrócić wzrok i pospiesznie zasiąść do niedzielnego obiadu. To ten jeden moment w roku, kiedy cały Kościół bierze na siebie wspólny, wręcz rodzinny dług wdzięczności i odpowiedzialności za tych, którzy na pierwszej linii frontu oddają swoje zdrowie i życie dla Ewangelii. „Dobry Bóg zapłaci rajem temu, kto idzie oddać życie za dusze, jak też temu, kto przychodzi z pomocą misjom” – pisał św. Jan Bosko z właściwą sobie prostotą i głębokim przekonaniem. To właśnie ta międzyludzka, chrześcijańska więź stanowi o powadze i pięknie tegorocznego jubileuszu.

Wyjść poza strefę komfortu

Za całą tą wielką ideą stoi cicha, codzienna praca Papieskich Dzieł Misyjnych. To dzięki nim duchowy zapał i drobne gesty wsparcia zamieniają się w realne, dotykalne dobro na wszystkich kontynentach. System ten działa jak proste narzędzie ewangelicznej sprawiedliwości: środki zebrane na tacę we wszystkich kościołach trafiają do wspólnej, centralnej kasy, skąd – bez względu na układ sił, politykę czy uwarunkowania kulturowe – płyną bezpośrednio do najbardziej potrzebujących i ubogich wspólnot. To z tych ofiar wyrastają kaplice, szkoły, domy opieki i sierocińce w Afryce, Azji czy Ameryce Południowej. To z nich finansuje się codzienne utrzymanie i kształcenie miejscowych seminarzystów – przyszłych rodzimych duszpasterzy. Dzięki tej solidarności żadna, nawet najbardziej odcięta od świata placówka misyjna nie pozostaje samotna.

W stulecie tego wydarzenia papież Leon XIV skierował do nas orędzie pod wymownym hasłem: „Jedno w Chrystusie, zjednoczeni w misji”. Papież nie proponuje nam taryfy ulgowej. Wskazuje bez ogródek na to, co boli współczesny świat i sam Kościół. Przypomina, że im bardziej będziemy zjednoczeni w Chrystusie, tym pełniej będziemy mogli wspólnie wypełniać powierzoną nam misję.

Słowa te nie są jedynie teoretycznym wykładem – to wezwanie do wyjścia poza własną strefę komfortu i codzienne, często schematyczne, przeżywanie wiary. Jedność i misja, o których pisze papież, nie zaczynają się od wielkich struktur ani podziału zadań, ale w sercu każdego wierzącego. Zanim zapragniemy zmieniać świat, musimy najpierw pozwolić, by Ewangelia przemieniła nasze myślenie o odpowiedzialności za drugiego człowieka. Właśnie w tym punkcie rodzi się gotowość do autentycznego współuczestnictwa w misji Kościoła.

Nie szukać łatwych usprawiedliwień

Myli się jednak ten, kto sądzi, że brak paszportu zwalnia z misyjnego powołania. Św. Teresa z Lisieux, patronka misji, nigdy nie opuściła klauzurowego klasztoru, a przecież rozumiała tę sprawę głębiej niż wielu wędrowców. W swoich zapiskach wyznała wprost: „Pracować dla zbawienia dusz... Dlatego właśnie zostałam karmelitanką, a nie mogąc być misjonarką czynną, chciałam zostać misjonarką miłości i pokuty”.

Setny Światowy Dzień Misyjny zostawia nas z prostą, praktyczną zasadą: modlitwa i chociażby drobne wsparcie materialne są równie cenne jak bezpośrednia praca w afrykańskim buszu czy amazońskiej dżungli. O przyszłości Kościoła nie rozstrzyga się wyłącznie w watykańskich gabinetach czy na teologicznych sympozjach – decyduje o niej serce i portfel każdego z nas. Zamiast szukać łatwych usprawiedliwień, warto po prostu wziąć odpowiedzialność za dzieło, które od wieku tworzy żywą, spójną tkankę powszechnego Kościoła.

Ks. Przemysław Robaszkiewicz
Sekretarz krajowy Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary, kapłan archidiecezji gnieźnieńskiej

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 42/2026