Nawiązująca do tradycji carskiej Rosji procesja nie jest jedynym dowodem wskazującym, iż Rosjanie traktują prawosławie nie tyle jako religię, co element narodowej tożsamości i argument wspierający imperialne narracje władz. „Rosja – katechon”, „Moskwa – trzeci Rzym, a czwartego nie będzie” – głosiły niesione przez wiernych (?) transparenty. W ten sposób reżim Władimira Putina wrócił do haseł, którymi szermowało imperium carów, a które dla wielu pozostają wykładnią misji dziejowej i niezawodnym wytrychem interpretacyjnym do historii państwowości rosyjskiej. Wytrychem niebezpiecznym, bo w rządową wersję historii i wynikające z niej posłannictwo uwierzyło wielu obywateli Federacji Rosyjskiej, gotowych w imię historycznych mitów znosić złą sytuację gospodarczą i dronowe ataki, a przede wszystkim popierać trwającą ponad cztery lata pełnoskalową wojnę na Ukrainie oraz prowokacje wobec państw NATO.
Ruskich czy rosyjskich?
Rosyjskiemu fenomenowi poświęcona jest wydana ostatnio w Polsce książka o dosyć jednoznacznym tytule: Historia, która zabija. Jej autor – historyk Bartłomiej Gajos, wieloletni współpracownik Centrum Mieroszewskiego, a obecnie współautor poświęconego rosyjskiej historii programu „Polihistor 2.0” na YouTube – wyjaśnia na wstępie: „Historycy piszą zazwyczaj historie wojen. O wiele rzadziej powstają publikacje dotyczące tego, jak spreparowana wizja przeszłości prowadzi do wojny. Dlatego postanowiłem napisać książkę o politycznym wykorzystywaniu historii przez rosyjską elitę”.
Mitologizowanie własnych dziejów tak, by można je wykorzystać do kolejnych podbojów ma w Rosji długą tradycję. Już 200 lat temu carat sięgnął po nacjonalistyczną, wielkoruską retorykę. W efekcie rosyjscy historycy zaczęli tworzyć nieistniejące historyczne byty. Gajos podaje przykład znanego XIX-wiecznego naukowca Nikołaja Karamzina, który w swojej Historii państwa rosyjskiego dokonał manipulacji mającej udowodnić długowieczność tegoż państwa i uzasadnić pretensje do podporządkowania sobie wszystkich wschodnich Słowian. Otóż według Karamzina kniaź Oleg (845–912) miał w miejscu, gdzie założono Kijów, powiedzieć: „To będzie matka rosyjskich grodów”. Problem w tym, że w średniowiecznych dokumentach ten cytat brzmi inaczej: „To będzie matka ruskich (czyt. rusińskich) grodów”. Tymczasem właśnie przeświadczenie o tysiącletniej państwowości rosyjskiej stało się jednym z najistotniejszych składników rosyjskiej idei narodowej. Mimo że w IX wieku Moskwa była niewielką osadą, zamieszkaną głównie przez plemiona fińskie, a Księstwo Moskiewskie, które można uznać za kolebkę obecnego państwa rosyjskiego, powstaje w końcu XII wieku i do końca wieku XV wieku jest lennikiem Złotej Ordy.
W tym czasie obecni Białorusini i Ukraińcy, zwani wówczas Rusinami, byli obywatelami Wielkiego Księstwa Litewskiego, połączonego od XIV wieku dobrowolną unią personalną z Polską, co zresztą jest jedną z przyczyn tradycyjnej niechęci Moskwy do Warszawy. Rosyjskie władze uważają bowiem Polskę za odwiecznego konkurenta do panowania nad terenami Ukrainy i Białorusi. Mit o istnieniu jednego rosyjskiego narodu składającego się z trzech gałęzi – Wielkorusów, Małorusinów i Białorusinów – uporczywie lansowany przez Putina, był jednym z istotnych argumentów usprawiedliwiających pełnoskalową agresję w 2022 roku. Dodajmy, że w pielęgnowaniu tegoż mitu intensywnie pomaga władzom przywołana na początku cerkiew nieprzestająca walczyć „o całość i niepodzielność historycznej Rosji”. Walczyć nie tylko w duchowo, ale także dosłownie poprzez święcenie broni jądrowej czy zapewniania idących na front żołnierzy, że w razie śmierci natychmiast pójdą do nieba.
Zaślepieni mitami
Odwieczna „niepodzielna Rosja” to tylko jeden z przykładów manipulacji. Najnowsza historia jest właściwie ich nieustannym pasmem, poczynając od obarczania II Rzeczpospolitej odpowiedzialnością z wywołanie II wojny światowej, po szczególnie bliską Kremlowi legendę „wielkiej wojny ojczyźnianej” – legendę, którą putinowski reżim pielęgnuje, nie szczędząc środków i karząc wszystkich próbujących „odbrązowić” dokonania „bohaterskiej Armii Czerwonej”. Bartłomiej Gajos opisuje najbardziej jaskrawe przypadki tej polityki. Chodzi nie tylko o stawianie pomników nigdy nie istniejącym bohaterom czy zakłamane lekcje historii, ale o walkę z każdym, kto neguje oficjalną wersję rosyjskich dziejów (np. mające ogromne zasługi dla badania zbrodni komunistycznych stowarzyszenie „Memoriał” zostało zdelegalizowane i wpisane na listę „zagranicznych agentów”, a część jego historyków wylądowała w więzieniu pod fałszywymi pretekstami).
W końcowym rozdziale swojej książki Gajos cytuje publicystę „Kultury Paryskiej” Juliusza Mieroszewskiego, twórcy doktryny ULB, zgodnie z którą niezbędnym warunkiem bezpieczeństwa i suwerenności Polski jest suwerenność Ukrainy, Litwy oraz Białorusi. Otóż według Mieroszewskiego „polityka w 70, a może 80 procentach jest dyskusją na temat historii”. Przy czym rezultatem tej dyskusji bywają często konkretne działania – pozytywne bądź negatywne. Oparta na faktach historyczna debata, której wynikiem stała się doktryna ULB, zaowocowała stosunkiem wolnej Polski do jej wschodnich sąsiadów. Tymczasem, jak zauważa Bartłomiej Gajos, kremlowska elita „zafiksowała” się na historii fałszywej i właśnie ta zakłamana przeszłość przesłoniła Putinowi teraźniejszość. Wpatrzony w imperialną narrację rosyjski prezydent nie zauważył istnienia ukraińskiego państwa i narodu, nie zauważył, że kraje Europy środkowowschodniej przestały być nieznaczącymi buforami pomiędzy Berlinem a Moskwą.
„Pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę przyznała – niestety – rację słowom Paula Valéry'ego, że historia jest najbardziej niebezpiecznym produktem powstałym z chemii mózgu” – pisze na zakończenie autor, pokazując jak „historia zabija”. Na razie kremlowski reżim ma na sumieniu ponad 2 mln rannych i zabitych Ukraińców oraz Rosjan, a jak wskazują narastające ataki na zachodnich sąsiadów, to jeszcze nie koniec.
Historia, która zabija. Polityka historyczna putinowskiej Rosji
Bartłomiej Gajos
Wydawnictwo Prześwity 2026
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









