Będziesz miłował Boga... całą swoją duszą

Zalecenie miłowania całą swoją duszą nie stoi w opozycji do miłowania ciałem. Tu chodzi o totalność miłości, jaką obdarowuje nas sam Bóg.
Czyta się kilka minut
Fot. Fotoduets/Adobe Stock
Fot. Fotoduets/Adobe Stock

Kardynał Raniero Cantalamessa OFMcap w książce Żyć w Duchu pisze, że „istnieją dwa sposoby, które mogą prowadzić do czynienia lub nieczynienia pewnych rzeczy: przymus albo pociąganie; prawo jest tym pierwszym sposobem – przez przymus, przez groźbę kary; miłość prowadzi w ten drugi sposób, przez pociąganie”. 

Tylko w wolności można kochać

Wydaje się, że w Kościele zachodnim za bardzo przesunęliśmy szalę w stronę wychowywania człowieka przez prawo i przymus. Dla wielu wierzących przykazania to narzucony z zewnątrz wymóg, który należy spełnić pod sankcją kary. Zresztą, nie inaczej wygląda sprawa w coraz bardziej naszpikowanych przepisami, instrukcjami, zarządzeniami współczesnych państwach, które chcą regulować niemal wszystkie sfery naszego życia. Człowiek ma coraz mniej przestrzeni do osobistej wolności i odpowiedzialności. Nie ma prawa do popełnienia błędów i uczenia się na nich.

Miłość działa przez pociąganie, ponieważ tylko w wolności można kochać. Przymus wyklucza prawdziwą miłość, a stwarza poddańczą niewolę. Miłość rodzi się wtedy, gdy jeden drugiego zauważa i docenia. Ks. Józef Tischner powiedział kiedyś, że dramatem wielu współczesnych wierzących jest to, że nigdy nie doświadczyli w swoim życiu wybrania. Zanim przejdziemy do przyjrzenia się temu, jak kochać Boga całą swoją duszą, trzeba przypomnieć, że z biblijnego punktu widzenia przykazanie miłości Boga i bliźniego jest skutkiem wybrania człowieka i konkretnego ludu przez Boga. Wybranie oznacza zauważenie w drugim dobra i pokochanie go. Wszystko to zawiera się w biblijnej idei przymierza między Bogiem a Jego ludem. A to oznacza, że najpierw Bóg angażuje się całkowicie na rzecz ludu i konkretnego człowieka, oddaje się im na wyłączność i obiecuje wierność do końca. Kiedy św. Jan pisze, że Jezus „do końca umiłował swoich uczniów”, naszą uwagę kieruje także na krzyż, na którym Bóg objawił swoją „miłość do końca”. Bóg w Jezusie pokazał, że jest wierny sobie i człowiekowi aż po śmierć, i to niezwykle okrutną. Nie wycofuje się z danego słowa, nie łamie przymierza, bo jest wierny i święty. Jego miłość jest totalna i całkowita, nawet wtedy, gdy człowiek ją odrzuca. 

Miłość opiera się na relacji, a nie na literze prawa

Skoro celem życia człowieka jest osiągnięcie podobieństwa do Boga, konieczne jest również totalne zaangażowanie po stronie wybranego, które zawsze jest odpowiedzią na wybranie i pociąganie przez miłość. Wszystko opiera się tutaj na relacji, a nie na literze prawa. Jeśli tego nie uwzględnimy, przykazanie miłości Boga będzie nam się kojarzyć bardziej z moralnym nakazem jakiegoś dalekiego i wymagającego Boga niż z odpowiedzią na doświadczoną uprzednio miłość. Benedykt XVI już jako papież emeryt opublikował tekst Dary łaski i wezwania Boże są nieodwołalne, w którym broniąc aktualności pierwszego przymierza między Bogiem a Izraelem, jednocześnie wskazuje na jego nierówność ze względu na ludzką słabość i niedoskonałość: „Z jednej strony, przymierze między Bogiem a Izraelem jest niezniszczalne ze względu na ciągłość Bożego wyboru. Ale jednocześnie jest ono współzdeterminowane przez cały dramat ludzkiego błędu”. Przymierze z Narodem Wybranym nadal obowiązuje, ale nie z powodu wierności całego Izraela, lecz z powodu wierności i świętości Boga. Dalej Benedykt XVI dodaje: „Oczywiście, biorąc pod uwagę nieskończoną różnicę między partnerami przymierza, słowa przymierze nie można rozumieć w sensie równości partnerów. Nierówność obojga partnerów sprawia, że ​​przymierze bardziej przypomina model wschodni, w sensie otrzymywania darów od wielkiego króla”.

Wolimy sprowadzać miłość do słów albo uczuć

Dokładnie ta sama zasada obowiązuje w Nowym Przymierzu, w którym udział mają chrześcijanie. Nasza miłość do Boga zawsze będzie miłością stworzenia, czymś nieadekwatnym do nieskończonej miłości Boga, naznaczona także naszą niewiernością. I chociaż Bóg wzywa nas, abyśmy kochali Go całym sobą, to jednak nasze całkowite zaangażowanie, wyłączność, postawienie Boga w centrum, zawsze będzie zawierać w sobie pewną niedoskonałość, niepełność, możliwość upadku. Ale nawet wtedy ratunkiem jest nie tyle nasz wysiłek czy próba zaskarbienia sobie miłości Bożej na nowo, ile przyjęcie Jego miłosierdzia.

Biblijne rozumienie miłości oznacza też pewną totalność i konkretną formę. Myślenie hebrajskie dalekie jest od abstrakcji. Wyraża się w obrazach, porównaniach przykładach z życia. Używając współczesnego języka, powiedzielibyśmy, że mamy kochać Boga całą naszą osobą, ale też w konkretny sposób, wyrażony w naszym ciele. Często okazuje się, że dla nas ludzi nie zawsze jest jasne, co to oznacza. Lubimy sprowadzić miłość albo do słów, albo tylko do uczuć. Nie zawsze miłość rozumiana jest jako pewna wyłączność w relacji, całkowite oddanie. Dlatego w przykazaniu miłości pojawiają się te różne „części” ludzkiej osoby, by pokazać, że miłość posiada wiele aspektów, wymaga zaangażowania całej osoby i działa konkretnie.

Kochać całą duszą nie znaczy bez ciała

Dopiero teraz możemy zapytać się o to, jak kochać Boga swoją duszą. W chrześcijaństwie średniowiecznym dość popularne stało się hasło „Ratuj duszę swoją”. Najczęściej chodziło nie tyle o to, by bardziej umiłować Boga, ile o to, aby uniknąć potępienia w piekle. Większy nacisk położony był na to, czego nie czynić i czego unikać, niż na to, co dobrego czynić i jak dawać świadectwo w tym świecie o dobroci Boga. Kiedy życiem człowieka zaczyna kierować miłość, wtedy zaczyna przeważać pragnienie dzielenia się dobrem, pomimo że nasz świat nie jest rajem. W miejsce negatywnej motywacji pojawia się pozytywna motywacja. Człowiek bardziej skupia się na dobru niż na złu.

Kochać duszą, nie znaczy bez ciała

Hebrajskie słowo nephesz oznacza „życie” i „duszę”. Ale nigdy nie jest to dusza oddzielona od ciała, jak myśleli starożytni Grecy. Kochać Boga całą duszą, to kochać Go całym swoim życiem, każdym jego momentem i tchnieniem. Nie tylko wtedy, gdy jest dobrze i chce nam się podskakiwać z radości. Także wtedy gdy jest źle. W ostateczności chodzi o to, by poświęcić swoje życie – tchnienie Boga w sobie – wtedy, gdy ktoś oczekuje, aby wyrzec się Boga lub uznać Go za niegodnego miłości. Wielu żydowskich męczenników umierało z przykazaniem miłości Boga na swoich ustach. Wydaje się, że do tego nawiązuje Jezus, kiedy mówi do swoich uczniów: „Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (Mt 16, 25). Jezus domaga się postawienia Go ponad wszystko, co często zakłada utratę reputacji, odrzucenie, wyśmianie, poniżenie. Kochać Boga duszą to dawać świadectwo, że istnieje większa, ważniejsza rzeczywistość nawet niż nasze obecne życie. Wierność miłości może doprowadzić do tego, że człowiek straci swoje życie.

Rozwijanie cnót moralnych 

Nieco inną interpretacją miłości Boga całą swoją duszą dzieli się z nami św. Tomasz z Akwinu. W Sumie teologicznej pisze, że miłowanie duszą polega na odpowiednim przeżywaniu i regulowaniu naszych uczuć, potrzeb biologicznych, psychicznych, popędów i seksualności zgodnie z porządkiem ustalonym przez Boga. Ten aspekt miłości do Boga osiąga się przez stopniowe nabywanie cnót moralnych. Być może w tej dziedzinie widać najwyraźniej, że przykazanie miłości Boga całym sobą jest zadaniem całożyciowym, jest powolnym osiąganiem podobieństwa do Boga na wzór Chrystusa. Nikt z nas nie rodzi się jako „cnót wszelkich bezdenna głębina”. Cnoty zdobywamy przez ćwiczenie, a nie przez siłę woli i rozkazy. Cnotę możemy rozwijać jedynie wtedy, gdy widzimy w niej jakieś dobro dla siebie, gdy pociąga nas to, co dobre, gdy daje nam radość i przyjemność. Katechizm Kościoła uczy nas, że każda cnota pozwala „osobie nie tylko wypełniać dobre czyny, ale także dawać z siebie to, co najlepsze” (KKK, 1803). Czasem zapominamy, że tak podstawowe umiejętności jak chodzenie, umiejętność jedzenia sztućcami, jazda na rowerze czy samochodem, pisanie, czytanie to są cnoty – trwałe zdolności człowieka, które z jednej strony mają jakiś zaczątek w naszym człowieczeństwie, ale wymagają rozwinięcia, udoskonalenia przez wytrwałe ćwiczenie i powtarzanie w czasie. Gdy już nauczymy się jeździć na rowerze lub pisać płynnie na klawiaturze komputera, robimy to bez większego stresu czy napięcia, z przyjemnością i łatwo. Co więcej, gdy raz nabędziemy te umiejętności, pozostają z nami na zawsze, chyba że zdrowie zacznie nam szwankować i uniemożliwi wykonywanie pewnych czynności. 

Cnoty moralne domagają się od nas nie tyle tłumienia uczuć, popędów i rozmaitych impulsów, ile przeżywania ich w taki sposób, by nie przynosiły szkody nam i innym ludziom, lecz pożytek i dobro. Cnota łagodności, dla przykładu, nie polega na tym, byśmy nie odczuwali gniewu, lecz bardziej na tym, abyśmy odczuwając go, nie dali się mu ponieść, krzywdząc innych. Działanie impulsywne wyklucza wolność i porządek. Życie cnotliwe wprowadza porządek do naszego życia, który wyznacza Boża miłość. Czasami wierność temu, aby nie oddawać złem za zło, nie stosować przemocy, nie wykorzystywać na różne sposoby drugiego człowieka, może postawić człowieka wierzącego przed największą próbą oddania życia po to, by zaświadczyć, że istnieje absolutna i bezwarunkowa miłość, która nigdy nie ucieka się do przemocy i niesprawiedliwości, by bronić samą siebie.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 40/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Kochaj duszą swoją