Podchody do pompy



Wieści z Orlenu przypominają informacje z frontu. Kulczyk zdobył fotel prezesa zarządu, poinformowała prasa. Parę dni potem: Orlen odbity! - wykrzyczały gazetowe tytuły, informując w ten sposób o mianowaniu nowego prezesa rady nadzorczej spółki. Teraz trwają spekulacje, czy ów nowy szef rady nadzorczej, jakoby człowiek ministerstwa, wyrzuci nowo mianowanego prezesa, jakoby człowieka...
Czyta się kilka minut

Wieści z Orlenu przypominają informacje z frontu. Kulczyk zdobył fotel prezesa zarządu, poinformowała prasa. Parę dni potem: Orlen odbity! - wykrzyczały gazetowe tytuły, informując w ten sposób o mianowaniu nowego prezesa rady nadzorczej spółki. Teraz trwają spekulacje, czy ów nowy szef rady nadzorczej, jakoby człowiek ministerstwa, wyrzuci nowo mianowanego prezesa, jakoby człowieka Kulczyka. Piszę "jakoby", bo w rzeczywistości nie ma żadnego sposobu, by sprawdzić, kto tak naprawdę czuje się czyim człowiekiem. Ludźmi Kulczyka mają być ci, którzy kiedyś pracowali w jego firmach, ludźmi Skarbu Państwa ci, którzy pracowali w dawnym Banku Gdańskim i kolejnych jego mutacjach, uważanych za biznesowe zaplecze SLD i nieformalne imperium Aleksandra Kwaśniewskiego, w którym w jego imieniu sprawował władzę namiestniczą Marek Belka. Ale jeśli zmieniają przynależność posłowie, to tym bardziej mogą zmieniać się sympatie menadżerów, którzy na dodatek nie mają żadnego obowiązku ogłaszać, komu zamierzają sprzyjać, więc prasowe domniemania są skazane na domniemania.

W szkicowanym przez media obrazie homeryckich bojów między Kulczykiem a Skarbem Państwa ginie zupełnie sprawa podstawowa. Choć Orlen w chwili obecnej ma dobre wyniki (głównie dzięki polityce podatkowej państwa), to w przyszłości tak mała firma nie zdoła się utrzymać.

Lubimy globalizację czy nie, jest ona faktem i sprawia, że rynek paliw opanowywany jest przez wielkie, międzynarodowe koncerny, co zresztą dzieje się z korzyścią dla klientów, a nie musi być szkodliwe dla państw. Jeśli teraz, póki możemy stawiać warunki, nie zdecydujemy się na zacieśnienie współpracy z jednym z koncernów w sposób gwarantujący nasze interesy, to za parę lat będziemy się musieli pogodzić z wykupieniem polskich stacji benzynowych przez konkurencję. A tymczasem na nic się zdecydować nie możemy, bo w firmie, ni to prywatnej, ni to spółce Skarbu Państwa, trwają niekończące się przepychanki. Ta sytuacja jest skutkiem niezdecydowania poprzednich rządów, które z jednej strony potrzebowały pieniędzy za sprzedaż firmy, ale z drugiej bały się ją otwarcie sprywatyzować i zabrnęły w jakiś dziwny układ z udziałowcem mniejszościowym, którego dla zachęty obdarzono przywilejami udziałowca większościowego (podobnym prywatyzacyjnym potworkiem było PZU, gdzie również skończyło się to źle). Jeśli teraz do jednego kunktatorstwa dodamy następne, to skutkiem tego może być kompletna utrata przez państwo jakiegokolwiek wpływu na to, co będzie się działo w strategicznym dla gospodarki sektorze paliw.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 33/2004