Przyzwyczailiśmy się patrzeć na ludzi przez pryzmat podziałów, które sami tworzymy. Dzielimy świat na swoich i obcych, wierzących i niewierzących, godnych naszej uwagi i tych, których lepiej ominąć. Także w wierze łatwo wejść w określone schematy i uznać, że dobrze wiemy, kto jest blisko Boga, a kto powinien pozostać na zewnątrz. Kananejka, która wychodzi na spotkanie Jezusa w okolicach Tyru i Sydonu, burzy taki porządek. Jest poganką, obcą, a mimo to przychodzi do Nauczyciela z wielką wiarą i nadzieją.
Kobieta nie daje się zniechęcić ani pozornemu milczeniu Jezusa, ani niechęci uczniów, którzy chcą ją odprawić. „Panie, dopomóż mi!” – woła. Miłość do cierpiącej córki budzi w niej siłę, nieustępliwość i odwagę. Nie przestaje prosić, nawet gdy odpowiedź Jezusa wystawia jej wiarę na próbę. To nie pobożni uczniowie, lecz pogardzana przez nich poganka daje świadectwo wiary, budząc podziw Nauczyciela. Jej nadzieja okazuje się silniejsza od słów, które mogłyby ją zranić i odesłać z niczym.
Uczniowie chcą postawić granicę między Jezusem a kobietą: „Odpraw ją, bo krzyczy za nami”. Nie spodziewają się, że za chwilę sami będą musieli nauczyć się czegoś o Bożej miłości. Człowiek, którego chcieliby usunąć z drogi, staje się dla nich nauczycielem wiary. Także dziś łatwo ulec pokusie stawiania granic Bożej łasce i decydowania, kto jest jej godny. Tymczasem Bóg nie daje się zamknąć w granicach wyznaczonych przez człowieka. Jego miłość przekracza nasze podziały, oczekiwania i przyzwyczajenia.
Bóg lubi przekraczać granice. Nie da się Go zamknąć w ramach wyznaczonych przez ludzi, Kościół czy świat. Jest zawsze zaskakujący i nie zawsze dociera do człowieka drogą, której się spodziewamy. Czasem przychodzi przez ludzi, których nie spodziewalibyśmy się spotkać na drodze wiary: przez człowieka wierzącego inaczej niż my, przez niewierzącego, przez kogoś obojętnego, a nawet przez tego, kto stawia nam trudne pytania. Może się okazać, że właśnie on pomoże nam zobaczyć Boga na nowo.
Wszyscy znamy takie Kananejki – ludzi, którzy zmuszają nas do stawiania trudnych pytań o wiarę. Co wtedy robimy? Bronimy się przed nimi? Odpychamy ich od Jezusa? Udajemy, że nie widzimy i nie słyszymy? A może próbujemy ich usłyszeć? Człowiek, który burzy nasze dobre samopoczucie, może okazać się kimś, przez kogo Bóg zaprasza nas do głębszej wiary.
Po latach spędzonych na modlitwie, we wspólnotach i w Kościele łatwo nabrać przekonania, że znamy najlepsze drogi do Pana. Możemy zacząć wierzyć, że dobrze rozumiemy Jego miłość i wiemy, w jaki sposób powinien ją okazywać człowiekowi. Spotkanie z Kananejką przypomina jednak, że Boga nie można zamknąć w naszych wyobrażeniach. Jej wiara podważa pewność uczniów i może podważyć także naszą. Gdy pojawiają się pytania, nie musimy się ich bać. Mogą stać się początkiem głębszego poszukiwania i odkrywania na nowo własnej wiary.
Spotkanie Jezusa z Kananejką kończy się nie tylko uzdrowieniem jej córki, ale także pochwałą jej wiary. Kobieta, którą uczniowie chcieli odprawić, staje się świadkiem tego, że Bożej miłości nie można reglamentować. Jest ona dla każdego – także dla tego, kto potrafi jedynie zawołać: „Panie, dopomóż mi!”. Może więc warto czasem spojrzeć inaczej na tych, których najchętniej odsunęlibyśmy od siebie. Być może Bóg stawia ich na naszej drodze nie po to, by zachwiać naszą wiarą, ale by ją pogłębić. Czasem właśnie przez nich przypomina nam, że Jego miłość jest większa niż nasze podziały i wyobrażenia.
Z Ewangelii według św. Mateusza
Jezus podążył w okolice Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych stron, wołała: «Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko nękana przez złego ducha». Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem.
Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: «Odpraw ją, bo krzyczy za nami».
Lecz On odpowiedział: «Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela».
A ona przyszła, padła Mu do nóg i prosiła: «Panie, dopomóż mi».
On jednak odparł: «Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom».
A ona odrzekła: «Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów».
Wtedy Jezus jej odpowiedział: «O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!» Od tej chwili jej córka była zdrowa.
Mt 15, 21-28
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.





