Obiad

Wszystkich fanów "Gazety Wyborczej" uraduje zapewne fakt, że redaktor Adam Michnik wrócił do Warszawy i to wrócił w wielkim stylu. Tydzień temu, prosto na sobotni obiad z Jerzym Urbanem, redaktorem naczelnym tygodnika "NIE". Słusznie zresztą, bo Urban wydawał się ostatnio niepocieszony po wyroku sądu, który skazał go za publikację opluwającą Papieża. Żalił się nawet na pierwszej...
Czyta się kilka minut

Wszystkich fanów "Gazety Wyborczej" uraduje zapewne fakt, że redaktor Adam Michnik wrócił do Warszawy i to wrócił w wielkim stylu. Tydzień temu, prosto na sobotni obiad z Jerzym Urbanem, redaktorem naczelnym tygodnika "NIE". Słusznie zresztą, bo Urban wydawał się ostatnio niepocieszony po wyroku sądu, który skazał go za publikację opluwającą Papieża. Żalił się nawet na pierwszej stronie "NIE" na ograniczanie wolności słowa w Polsce i wojujący klerykalizm.

Nic dziwnego, że ze stanu przygnębienia rozwojem sytuacji i "szalejącą kościelną cenzurą" wyciągać go musiał niezłomny obrońca honoru i wolności, ekspert w sprawach dobrego smaku. Według relacji naocznego świadka, dziennikarza Jarosława Jakimczyka, panowie w jednej z restauracji przy Marszałkowskiej w Warszawie spożywali wykwintne potrawy kuchni tajskiej i zaśmiewali się do łez ze starych dobrych numerów, takich jak choćby wesołe opowieści o stalinowskim pułkowniku Światle czy z nowych dykteryjek o życiu towarzyskim przyjaciół z Towarzystwa. Na zdjęciach w gazecie panowie wyglądają na tryskających optymizmem, choć wypada zauważyć, że Jerzy Urban wyraźnie lepiej niż jego rozmówca opanował technikę posługiwania się pałeczkami. Po Adamie Michniku nie widać śladu przebytej choroby, co jest dobrą wiadomością dla czytelników jego publicystyki.

Rozczarowuje nieco komentarz Jerzego Urbana do spotkania, który pytany o to, czy był pierwszą osobą, z którą Adam Michnik zjadł obiad po powrocie z zagranicznej rekonwalescencji powiedział: "...komu do tego z kim ja jem obiad, i to jest cały mój komentarz". Komentarza Michnika nie było.

A szkoda. Bo jeśli rzeczywiście można się zgodzić z Jerzym Urbanem, że "komu do tego z kim on je obiad", to w wypadku Redaktora przez duże R już chyba tak nie jest. Zażyłość, jaka łączy go z Urbanem, powoduje pytania nawet w samej "Gazecie". W redakcji zresztą chyba nikt nie wiedział, że szef wrócił do Polski.

Nawet w "Wyborczej" narzekają, że alianse i sympatie szefa psują im na mieście reputację, i to w momencie, kiedy "Gazeta" występuje w pierwszym szeregu na antylustracyjnym froncie i to pod hasłami przyzwoitości, uczciwości, troski o ludzi gnębionych przez komunistów pokroju Urbana itp. Jak Michnik może w ogóle spotykać się z taką postacią jak Urban i to w wyraźnie rozrywkowym anturażu?

Można by zadać pytanie: a co złego w zjedzeniu obiadu ze starym kumplem, człowiekiem, który jest kolegą po fachu, też redaktorem i też walczy z ciemnogrodem, oszołomstwem i wstecznictwem? Myślę, że odpowiedź ich byłaby jedna: właściwie nic.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 8/2005