Logo Przewdonik Katolicki
zdjecie

Marek Magierowski

Polacy, nic się nie stało

01.07.14r

Jak to bywa z politycznymi skandalami, także afera taśmowa przetacza się przez Polskę w formie niestabilnej sinusoidy. Najpierw uderza w premiera Tuska i Platformę, potem skręca i słabnie, potem uderza znów, i raz jeszcze gaśnie, wybucha ze zdwojoną siłą, by wreszcie stać się obciążeniem dla opozycji.

Jak to bywa z politycznymi skandalami, także afera taśmowa przetacza się przez Polskę w formie niestabilnej sinusoidy. Najpierw uderza w premiera Tuska i Platformę, potem skręca i słabnie, potem uderza znów, i raz jeszcze gaśnie, wybucha ze zdwojoną siłą, by wreszcie stać się obciążeniem dla opozycji.

Rozmowy prezesa NBP Marka Belki i ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza „przykryły” sprawę słynnej willi w Kazimierzu, którą miała kupić Jolanta Kwaśniewska. Pogawędka Radosława Sikorskiego i Jacka Rostowskiego przykryła Belkę. Sikorskiego przykrył kolejny bohater afery, czyli biznesmen Marek Falenta, podejrzewany o zakładanie podsłuchów. Można się spodziewać, że wkrótce Falentę przykryje wicepremier Elżbieta Bieńkowska albo Jan Kulczyk. Skoro istnieją taśmy z ich nagraniami, i skoro wszyscy szepczą sobie po kątach o ich bulwersującej treści, zapewne prędzej czy później ujrzą światło dzienne. Na początku więc to Platforma musiała gęsto tłumaczyć się z zachowania swoich polityków. Aczkolwiek Donald Tusk postawił na bardzo prostą i skuteczną, jak się miało okazać, taktykę: „Panowie, idziemy w zaparte”. Nikt nie poniósł żadnych konsekwencji. Bartłomiej Sienkiewicz pozostał na stanowisku, choć wydawało się, że jego dymisja jest właściwie pewna. Radosław Sikorski nie raczył nawet przeprosić za obrażanie naszych zagranicznych sojuszników. Paweł Graś oraz prezes Orlenu Jacek Krawiec mają się świetnie, mimo iż w czasie swojej rozmowy ustalali, jak naftowa spółka mogłaby wspomóc rządzącą partię w nadchodzącej kampanii samorządowej. Sławomir Nowak, eksminister transportu, sam złożył legitymację partyjną i zapowiedział odejście z polityki, ale zjawił się oczywiście w Sejmie na głosowaniu nad wotum zaufania dla premiera. Nie spadł też włos z głowy jego żonie, która miała ukrywać dochody – inspektorzy skarbowi uznali, że skoro w trakcie kontroli dokonała korekty swojego zeznania podatkowego, to właściwie wszystko jest w porządku. Nie został zwolniony, ani nawet upomniany, żaden funkcjonariusz ABW czy BOR, odpowiedzialny za to, że ktoś nielegalnie podsłuchiwał najwyższych funkcjonariuszy państwowych. Tusk mógł się czuć bezpiecznie, gdyż otrzymał – nie pierwszy już raz – dość szczelną „osłonę medialną”. Ze strony wielu publicystów mieliśmy do czynienia z festiwalem hipokryzji. Te same media, które zachwycały się „wspaniałą robotą dziennikarską” dziennikarzy TVN, gdy ci nagrywali konwersacje Renaty Beger i Adama Lipińskiego, teraz rzuciły się w obronie ministrów Platformy. Te same media, które z lubością przedrukowywały zapisy podsłuchanych rozmów polityków PSL (z Markiem Serafinem na czele) czy PiS (kandydat na prezydenta Elbląga Jerzy Wilk), twierdziły, że podsłuchiwanie to „obrzydliwa obrzydliwość”.

„Polacy, nic się nie stało” – taki przekaz sączy nam do głów zarówno premier, jak i maszerujący z nim ramię w ramię komentatorzy. W zapisach rozmów można doszukać się fragmentów, które powinny stać się przedmiotem obrad co najmniej kilkunastu komisji śledczych. Ale żadnych komisji oczywiście nie będzie, bo przecież „nic się nie stało”. Paradoksalnie, najbardziej na notowania rządu i PO wpłyną zapewne... rachunki za kolacje Sienkiewicz–Belka oraz Sikorski–Rostowski. Polacy mogą nie zauważyć albo nie docenić wagi karygodnych targów politycznych między prezesem NBP a rządem, lecz nie przebaczą komuś, kto wydaje równowartość emerytury na wystawne posiłki z pieniędzy podatników.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki