Logo Przewdonik Katolicki
zdjecie

Marek Magierowski

Kumulacja lęków wokół eboli

21.10.14r

Niemal cały Zachód pogrążył się w atmosferze lęku. Tak jakby w powietrzu wisiała katastrofa dotąd niespotykana, która odbierze nam wszystko to, co było nam dotąd drogie. Tak jakby miał się nagle skończyć piękny sen o spokojnym, stabilnym życiu w bezpiecznych warunkach i względnym dobrobycie.

Niemal cały Zachód pogrążył się w atmosferze lęku. Tak jakby w powietrzu wisiała katastrofa dotąd niespotykana, która odbierze nam wszystko to, co było nam dotąd drogie. Tak jakby miał się nagle skończyć piękny sen o spokojnym, stabilnym życiu w bezpiecznych warunkach i względnym dobrobycie.

Gdy wziąć do ręki polską lub niemiecką gazetę, włączyć amerykańską lub francuską stację telewizyjną, powstaje wrażenie, że codziennie spada nam na głowę lawina złych wiadomości. Groźny, niezrównoważony Putin, nieobliczalni i brutalni w swoich działaniach bojownicy Państwa Islamskiego, wreszcie wszechogarniający strach przed globalną epidemią eboli. Dekadencja? Fin de siècle? A przecież nowe stulecie dopiero co się zaczęło...

Każdy z tych lęków jest inny, ale z drugiej strony znamy je już bardzo dobrze, bo towarzyszą nam od lat. Teraz jednak ich kumulacja jest rzeczywiście zatrważająca. Gdy prezydent Rosji mówi, iż jest w stanie „w ciągu dwóch dni” podbić Warszawę, Tallinn czy Bukareszt, ciarki przechodzą po plecach nie tylko nam. Kiedy słyszymy, że rosyjscy generałowie nie wykluczają użycia taktycznej broni jądrowej w ewentualnym konflikcie z NATO, zastanawiamy się, ile minut życia zostanie nam od wystrzelenia Iskandera z głowicą atomową do momentu, gdy śmiercionośny ładunek eksploduje nad naszymi głowami. Co gorsza, nie wiemy, czy to blef, czy rzeczywiście Putin i jego współpracownicy wierzą, że tym razem mogą wygrać wojnę nuklearną. Czy władca Kremla jest człowiekiem szalonym? A może tylko takiego udaje, naśladując – notabene – Ronalda Reagana. Wszak amerykański prezydent doprowadził do upadku Związku Sowieckiego, m.in. dlatego że stworzył wizerunek „wariata”, który w każdej chwili jest gotów nacisnąć czerwony guzik. W pierwszej połowie lat 80. to Rosjanie odczuwali podobny lęk jak my dzisiaj – lęk przed wrogiem, którego ruchów nie da się przewidzieć.

W przypadku islamskich ekstremistów sytuacja jest inna, choć strach porównywalny. Zachodnia cywilizacja zderzyła się z barbarzyństwem niespotykanym, trudnym do opisania zwyrodnieniem. Nie sposób znaleźć wspólny zbiór wartości, do którego obie strony tej wojny mogłyby się odnieść. Nie sposób wyobrazić sobie „okrągły stół”, przy którym przedstawiciele Zachodu mogliby negocjować „warunki pokojowe” z islamskimi fundamentalistami, ucinającymi głowy amerykańskim i brytyjskim dziennikarzom i dokonującymi masowych egzekucji chrześcijan.

W szeregach Państwa Islamskiego walczy już kilka tysięcy muzułmanów z europejskimi paszportami. Kiedyś wrócą do Londynu, Paryża, Berlina, świetnie wyszkoleni, zindoktrynowani, uzbrojeni. Tak jak Mehdi Nemmouchi, który najpierw spędził rok jako ochotnik w Syrii, a potem dokonał zamachu terrorystycznego w Muzeum Żydowskim w Brukseli, zabijając cztery osoby. Trzy tygodnie temu władze Holandii poprosiły swoich żołnierzy, by nie pokazywali się w środkach transportu publicznego w mundurach, albowiem mogą się w ten sposób narazić na zemstę islamskich radykałów. Kilka dni temu zaś na YouTube pojawił się filmik, na którym jeden z dżihadystów nawołuje do zabijania „Francuzów we Francji”, za pomocą „wszelkich dostępnych metod”. Nic dziwnego, że dla wielu Europejczyków widok brodatego muzułmanina na ulicy kojarzy się z zagrożeniem.

A widok gorączkującego i kichającego człowieka w samolocie? Histeria wokół eboli jest bodaj jeszcze większa i po stokroć bardziej paranoiczna. Owszem, w większości wypadków gorączka krwotoczna nadal kończy się śmiercią, warto jednak przypomnieć, że w samych Stanach Zjednoczonych 50 tys. osób rocznie umiera z powodu grypy lub powikłań po niej. Smutne jest jedynie to, że dopiero choroba (i śmierć) Thomasa Duncana w USA oraz przypadek madryckiej pielęgniarki Teresy Romero (która zwalczyła wirusa) sprawił, iż ebola trafiła na czołówki gazet i serwisów internetowych. Pięć tysięcy ofiar epidemii w Liberii, Sierra Leone i Gwinei pozostało anonimowych.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki