Logo Przewdonik Katolicki

Jan Paweł II w moim życiu

PK

Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że można z radości płakać; przekonałam się o tym wtedy, gdy z fal radiowych dotarła do mnie wiadomość, że Polak został papieżem. Ogromna radość, a zarazem niedowierzanie, a potem strumień łez popłynął mi z oczu. To były moje pierwsze łzy szczęścia. Ze wzruszeniem śledziłam transmisję w telewizji z uroczystości wyboru nowego papieża w 1978 r., którym został nasz rodak Karol Wojtyła.

Wspomina Maria Juszczyk z Żegociny (Małopolska)

Ogromnym przeżyciem była każda wizyta Ojca Świętego w Polsce. Miałam ten zaszczyt, że moja rodzina była włączona w konstruowanie ołtarza w Krakowie oraz ozdobienie jego kwiatami. Wczesnym rankiem w Krakowie, oczekując na pojawienie się Ojca Świętego, zachwyciłam się potężnym głosem górala, który od ołtarza śpiewał:

„Kiedy ranne wstają zorze

Tobie ziemia, Tobie morze

Tobie śpiewa żywioł wszelki

Bądź pochwalon, Boże wielki”.

Pieśń roznosiła się po krakowskich Błoniach, a ja w myślach wołałam do Pana Boga: „Bądź pochwalony, Boże wielki, za naszego papieża”. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że Ojciec Święty to niezwykła postać. My, Polacy, kochamy go z całego serca.

Dane mi było dostąpić łaski uczestnictwa w pielgrzymce do Rzymu w 2000 r., a także statystować w filmie o Janie Pawle II.

Zawsze zachwycałam się postawą Ojca Świętego i jego słowami. Bólem napawała mnie wiadomość o jego ciężkiej chorobie i ze smutkiem przyjmowałam każdą relację z jego ostatnich dni ziemskiego życia. W tym krytycznym czasie z wielkim skupieniem przed lekcją fizyki, której byłam nauczycielką, wraz z młodzieżą modliłam się w intencji Ojca Świętego. Późnym wieczorem 2 kwietnia 2005 r. o godz. 21.37, kiedy rozdzwoniły się kościelne dzwony, znów polały mi się łzy, lecz to już nie były łzy szczęścia, ale żalu z powodu odejścia do wieczności naszego wspaniałego papieża.

Do księgi kondolencyjnej wystawionej w kościele Mariackim wpisuję swoje refleksje: „Żegnając Cię, Ojcze Święty z żalem, dziękuję Ci za twoją dobroć, szlachetność, Twoją postawę i cierpienie”.

 

Wspomina Wanda Nowak z Bydgoszczy

 W 1984 r. obdarzona zostałam łaską oglądania Wiecznego Miasta – Rzymu za panowania papieża Polaka – Jana Pawła II, Karola Wojtyły z Wadowic.

Nadszedł upragniony dzień wyjazdu. Po Mszy św. radośni i pobłogosławieni przez kapłana opuszczamy Bydgoszcz autokarami „Orbisu” i wyruszamy na południe Polski (komuna nie zezwala na przejazd przez Wiedeń) w kierunku Czechosłowacji, dalej na Węgry i do Jugosławii, aby w dniu 6 września uczestniczyć w środowej audiencji z Janem Pawłem II na placu Świętego Piotra. Cóż to za siła, która kazała nam pozostawić dom i jego sprawy, pracę i wypoczynek, wakacje w górach lub nad morzem, aby jechać trzy tysiące kilometrów. O suchym prowiancie, spać po drodze byle jak i znosić trudy życia pielgrzymkowego... Ona jest właśnie znakiem solidarności, bo ludzie dzielą się wszystkim, co posiadają. W drodze wytworzyła się wspólnota. A pokarmem jej była Komunia św.

Nocleg przed stolicą. Pobudka o 4.00. Uczestnicy wrocławskiej wycieczki zabierają nas do Rzymu, abyśmy nie zbłądzili.  

Zatrzymujemy się na placu Świętego Piotra przy Międzynarodowym Kolegium Misjonarzy, gdzie wita nas ojciec Konrad Hejmo, wręczając nam przepustkę do sektora polskiego, najbliżej papieża. Udaje nam się zająć miejsce blisko barierki, gdzie papież będzie przejeżdżał i błogosławił pielgrzymów. Pogoda zapowiada się wspaniała, żar bije z nieba. Olbrzymi plac wypełniony jest po brzegi. Słychać mowę w różnych językach. Wszystkie oczy zwrócone w górę. Z niecierpliwością spoglądamy na zegarki. Dochodzi godzina 10.00 Słychać radosny okrzyk. JEST! My, pielgrzymi blisko barierki, ściskamy papieżowi dłoń. Ufni w jego siłę, zabieramy ją do Polski, do naszych miast, rodzin i bliskich. Ojciec Święty co chwilę odwraca się w innym kierunku, a tłum skanduje: „Niech żyje papież”, „Papież z nami”, „My cię kochamy” – I ja Was też – odpowiada papież. Za chwilę Jan Paweł II zajmuje miejsce na swoim tronie; jego postać wydaje się nam bardzo mała. To sprawa odległości, jaka nas dzieli. Ojciec Święty w towarzystwie biskupów i księży różnych narodowości, w kilkunastu językach wita przybyłych pielgrzymów z kilku kontynentów. Po polsku wita nas, Polaków, w tym naszą grupę z Bydgoszczy. Machamy biało-czerwonymi chorągiewkami.

Za kilka dni była wyznaczona prywatna audiencja z Ojcem Świętym w jego rezydencji w Castel Gandolfo, tylko dla Polaków. Ranek pogodny, słoneczny; wszyscy radośni, ale skupieni, wystrojeni odświętnie na spotkanie z Janem Pawłem II. Są nasi znajomi z Wrocławia – chór męski, który śpiewa na Mszy św. Wchodzi Jego Świątobliwość – Ojciec Święty Jan Paweł II, wszyscy z pochylonymi głowami padamy na kolana, przestajemy oddychać... Ojciec Święty odprawia już Mszę, a my jeszcze trwamy w skupieniu, dopiero straż wyzwala nas z letargu i każe uczestniczyć we Mszy na siedząco.

Po ceremonii ks. Stanisław Dziwisz oznajmia, że wszyscy po kolei, każdy z osobna podejdzie do papieża, uściśnie dłoń i może coś przekazać lub o coś zapytać.

Byłam na końcu, więc miałam czas, by pomyśleć o powitaniu. Poprosiłam Ojca Świętego o błogosławieństwo dla rodziny i synów. Starszy był już wtedy żonaty, młodszy w 4. klasie technikum. „Jedź, córko, do domu i zabierz im Chrystusa” – odpowiedział następca Świętego Piotra. Wszyscy otrzymaliśmy w darze książkę o Ojcu Świętym.

To nic, że wróciłam do domu zmęczona i niewyspana. Zachęcam wszystkich do pielgrzymowania w święte progi Najświętszego Polaka. Pielgrzymka uczy nas, jak być do dyspozycji Pana Boga, jak żyć, liczyć przede wszystkim na Niego.

 

Wspomina Kazimierz Kowalski z Wrześni

 W roku 1991 byli studenci (1965–1974), uczestnicy Duszpasterstwa Akademickiego przy kościele św. Rocha w Poznaniu, wraz ze swoim duszpasterzem ks. Stefanem Schudym „Arturem” zorganizowali pielgrzymkę do Włoch z okazji 25-lecia duszpasterstwa. Przed wyjazdem z Poznania zostaliśmy poproszeni o dostarczenie papieżowi dokumentacji związanej z „wypadkami poznańskimi” 28 czerwca 1956 r.

Z Janem Pawłem II spotkaliśmy się dwukrotnie: na audiencji generalnej, w bazylice św. Piotra, i prywatnej – na dziedzińcu w Castel Gandolfo. Tutaj papież odprawił Mszę św. wraz z kapłanami opiekunami obecnych tam dziesięciu grup, a później podszedł do każdej grupy na krótką rozmowę – byliśmy pierwsi. Wręczyliśmy papieżowi przygotowane dary: ornat, wyszywany obraz oraz wspomnianą dokumentację, którą podałem osobiście.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki