Logo Przewdonik Katolicki

Jan Paweł II w moim życiu

PK

Mam na imię Beata, mam 32 lata i mieszkam w Gnieźnie. Jan Paweł II jest dla mnie wszystkim. W 2007 r. urodziłam bliźniaki. Jednemu z nich dałam na imię Karol, myśląc o Wielkim Papieżu. To on właśnie przeżył walkę o życie.

Wspomina Beata Walczak z Gniezna

Lekarze nie dawali mu szans na normalne życie, jest dzieckiem upośledzonym, ale prawie samodzielnym. Z wielkim sentymentem patrzę na jego postępy i wierzę, że to wszystko dzięki jego patronowi. Zaczęłam na Karolka mówić „Lolek” i dopiero po sześciu latach zrozumiałam, że i papież miał takie przezwisko. Karol ma grupę krwi ABRH+. Karol Wojtyła też taką miał. Jak mam nie myśleć, że to jego osobisty Anioł? Jana Pawła II do końca mojego życia będę uważała za wielkiego i traktowała jak patrona mojego dziecka. Z ogromną miłością dawałam mu to imię i wierzyłam, że On mu dopomoże. I patrząc na jego postępy, jednocześnie wiedząc, co mówili lekarze, jestem tego pewna.

 

Wspomina Maciej Lorenz z Poznania

Urodziłem się w 1978 r., kiedy kard. Karol Wojtyła został wybrany przez konklawe na papieża. Oczywiście nie pamiętam samego momentu wyboru, ale Ojciec Święty na przestrzeni 35 lat mojego życia stał się dla mnie wzorem moralnym, światopoglądowym, religijnym, był swoistym głosem młodego, kształtującego swoją osobowość człowieka. Myślę, że niewątpliwie wielki wpływ na moje życie miały spotkania z Ojcem Świętym. Miałem przyjemność uczestniczyć w takim wydarzeniu w Poznaniu 3 czerwca 1997 r. na placu Adama Mickiewicza pod Poznańskimi Krzyżami. Czego wtedy nauczyło mnie to spotkanie? Myślę, iż dobrego i mądrego słuchania tego, co mówi do nas Ojciec Święty. Później procentowało to w moim życiu umiejętnym słuchaniem drugiego człowieka, dobrym przyswajaniem sobie treści Słowa Bożego i jego realizacji. To była dla mnie istotna lekcja, gdyż należałem do ruchu oazowego Światło-Życie przy swojej parafii. Biorąc udział w spotkaniach oazowych, każdy otrzymywał coroczne orędzie papieskie skierowane do młodzieży. Papież wypowiadał się tam w różnych kwestiach duchowych, religijnych, moralnych. To na pewno podziałało na mnie jako młodego człowieka. Uczyłem się przez to obcować ze słowem pisanym przez Jana Pawła II. To z kolei formowało moje sumienie, duchowość, emocjonalność religijną, otwartość na innych ludzi.

Co jeszcze wywarło wpływ na moje życie w związku z osobą Ojca Świętego? Lektura encyklik papieskich. Wszystkie niewątpliwie są bogatym źródłem nauki papieskiej, ale na mnie największe wrażenie zrobiła encyklika na temat pracy ludzkiej – Laborem exercens. Papież wypowiadał się w tym dokumencie o podmiotowości pracy i pracujących. Oto słowa, które są dla mnie szczególnie istotne: „Zakładając, że różne prace spełniane przez ludzi mogą mieć większą lub mniejszą wartość przedmiotową, trzeba jednak podkreślić, że każda z nich mierzy się przede wszystkim miarą godności samego podmiotu pracy, czyli osoby: człowieka, który ją spełnia”.

Zawsze wracam do tych słów, bo są one symbolem wzorcowego traktowania pracownika, są dla mnie wzorem na długie lata. W pracy zawsze kładłem nacisk na podmiotowe podchodzenie do człowieka. I kiedy były momenty trudne, zawsze posiłkowałem się tymi pięknymi słowami, przypominając osobom na wyższych stanowiskach, że ludzie to podmioty z duszą, a nie przedmioty do wyrzucenia. Zresztą cała encyklika do dzisiaj wzbudza moje zainteresowanie. Często była też powodem do dyskusji w rodzinie i z przyjaciółmi.

Poezja papieska to dziedzina, która wzmocniła mój związek małżeński, konkretnie myślę o utworze Przed sklepem jubilera, medytacji o sakramencie małżeństwa. Jestem od sześciu lat w sakramentalnym związku małżeńskim i muszę powiedzieć, że Ojciec Święty w tym pięknym utworze dał wspaniały przykład, jak powinno wyglądać wartościowe, dobre małżeństwo. Jeżeli przeżywamy z żoną jakieś mniejsze czy większe kryzysy, to często sięgamy w modlitwie do pięknych słów: „Ciężar tych obrączek – tak mówił – to nie ciężar metalu, ale ciężar właściwy człowieka, każdego z was osobno i razem obojga. Miłość może być bowiem zderzeniem, w którym dwie osobowości uświadamiają sobie do głębi, że powinny do siebie należeć”. Dzięki tym myślom papieskim potrafimy wraz z żoną rozmawiać o swoim małżeństwie, potrafimy rozwiązywać nie osobiste, ale nasze wspólne problemy na fundamencie, którym jest Pan Bóg. Dziękujemy Tobie, Ojcze Święty, za to, iż pokazujesz nam i przypominasz nieustannie, czym jest małżeństwo zbudowane na skale, czyli Jezusie Chrystusie.

W trakcie pontyfikatu Jana Pawła II słyszeliśmy wiele wartościowych i głębokich słów skierowanych do ludzi całego świata, do uczniów Chrystusa. Na mnie największy wpływ wywarły słowa: „Wymagajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali”. To stało się dla mnie życiowym credo. Dzięki tym słowom zacząłem bardziej pracować nad swoim życiem i wnętrzem, zacząłem dbać o miłość do Chrystusa, drugiego człowieka, chciałem od siebie więcej wymagać, tzn. bezgranicznie opowiedzieć się po stronie Boga, wymagać od siebie takiej hierarchii wartości, która oprze się na Jezusie i Ewangelii, szczerości i prawdzie, uczciwości i otwartości w życiu.

 

Wspomina Elżbieta z Bydgoszczy

Będąc licealistką, pewnego październikowego wieczoru usłyszałam w dzienniku telewizyjnym wiadomość, że kard. Karol Wojtyła został wybrany na papieża. Zobaczyłam wtedy łzy radości w oczach mojego ojca. Wśród wszystkich wokoło zapanowała wtedy euforia radości, szczęścia, a nawet dumy. Od tego czasu śledziliśmy wszystkie informacje w telewizji, jakie dochodziły z Watykanu. Z niecierpliwością oczekiwaliśmy odwiedzin papieża w Polsce. Kiedy przybył, każde jego słowo było dla nas na wagę złota. W tym samym czasie mój ojciec wprowadził codzienną wspólną modlitwę rodziny w godzinę Apelu Jasnogórskiego, tj. o godz. 21.00. Modlitwa obejmowała dziesiątkę Różańca i Litanię loretańską do Najświętszej Maryi Panny. Niestety, jako dorośli ludzie nie kontynuowaliśmy tej modlitwy w naszych rodzinach, jednak Bóg był i jest w naszym życiu na pierwszym miejscu.

Po śmierci Jana Pawła II odczuwałam głęboką stratę, jakby odszedł najlepszy ojciec. Wtedy okazało się, że data jego śmierci jest datą urodzin moich dwóch synów – Mateusza (2.04.1988 r.) oraz Wojciecha (2.04.2002 r.), a data chrztu św. córki Lidii (22.10.1995 r.) jest datą wspomnienia bł. Jana Pawła II. Ogłoszenie go błogosławionym nastąpiło 1 maja 2011 r., a był to dzień Pierwszej Komunii Świętej mojego syna Wojciecha. Tak więc kilka razy w roku ważne dni dla naszej rodziny są też ważnymi dniami związanymi z Janem Pawłem II.

 

Wspomina Karol Porankiewicz z Poznania

Mam na imię Karol. Do 16 listopada 1978 r. nie lubiłem swojego imienia (ze względu na niepolskie pochodzenie). Od tego dnia mówiłem, że jestem niegodnym imiennikiem papieża. I tak było przez 27 lat. Teraz cieszę się z tego, że żyłem w czasach jego pontyfikatu. Wiem, że wielu chciałoby żyć w tym czasie, a nie jest, nie było i nie będzie im to dane.

Co dla mnie uczynił Jan Paweł II? Jeśli powiem, że zesłał anioła, którym jest moja żona, to niektórzy nie uwierzą. A było to tak...

18 maja 1979 r. stanął na mojej drodze anioł. Ma na imię Urszula. Gdy pierwszy raz ją ujrzałem, oniemiałem z wrażenia. To pozwoliło usłyszeć wewnętrzny głos (prawdopodobnie Anioła Stróża): „Tą osobą będziesz się opiekował”. I opiekuję się do dziś, i nie zamieniłbym na żadnego innego aniołka. 20 czerwca 1983 r. nasze miasto odwiedził z pielgrzymką Jan Paweł II. Oczywiście byłem tam z moim Aniołem. Po skończeniu ceremonii udało nam się stanąć na trasie przejazdu papieża do katedry. Wówczas Jan Paweł II wszystkim ludziom błogosławił. Pobłogosławił i nam. I już nie było innego wyjścia. Trzeba było zacząć załatwiać formalności kościelno-urzędowe. Trochę to trwało, ale 22 października 1983 r. zawarliśmy związek małżeński w urzędzie i w kościele. I choć po siedmiu latach szczęścia przyszła choroba, to nie zamieniłbym tego wszystkiego na nic innego. Nawet wiedząc, co mnie czeka, drugi raz wybrałbym tak samo.

Teraz w domu mam wiele książek i publikacji oraz modlitewników i portretów błogosławionego (niedługo świętego) Jana Pawła II, aby nasze wnuki miały z czego korzystać, poszukując informacji.

I choć w domu jest skromnie, bł. Jan Paweł II nadal nam z nieba błogosławi. Bo najważniejsze to umieć dawać szczęście. A z każdą chorobą da się żyć. Aż do śmierci.

 

Skróty nadesłanych świadectw pochodzą od Redakcji.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki