![]() |
||||||||||||||
Czy mamy powody, żeby nie wierzyć politykom? Tym „naszym”. Najlepszym z najlepszych, którym już od dwudziestu lat oddajemy władzę w kraju. Za każdym razem wybieramy ich w nadziei, że nawet jeśli nie zapewnią Polsce gospodarczego cudu, to przecież ze wszystkich sił będą walczyli o dobro swojej Ojczyzny. Nie wykorzystają swojej pozycji do załatwiania prywatnych interesów. Dotrzymają wszystkiego, co obiecywali: poświęcenie dla kraju, służba narodowi, troska o los każdego z wyborców... – Kiedy w polityce dochodzi do wyboru: osobista sympatia, osobista przyjaźń, a interes publiczny, to nie ma chwili zastanowienia i trzeba wybrać interes publiczny, tak jak się go rozumie, nie zawsze perfekcyjnie. Jeśli interes publiczny wymaga poświęcenia czegoś prywatnego, to trzeba to zrobić – tłumaczył niedawno swym kolegom po fachu najpopularniejszy z polskich polityków. Słowa wypowiadane przez naszych przywódców w czasie uroczystości państwowych czy telewizyjnych wywiadów brzmią nie mniej wzniośle. Niepokoić może za to fakt, że działacze partyjni, nawet w rozmowach z dziennikarzami, potwierdzają, iż dzięki zajmowanym stanowiskom, mają niemal nieograniczone możliwości „załatwiania” wybranych spraw. – Gdybym był lobbystą, mój status majątkowy byłby zupełnie inny. Ludzie z tej branży zrobiliby zrzutkę i przywieźli mi 10 milionów pod bramę – stwierdził w wywiadzie prasowym jeden z bohaterów tzw. afery hazardowej na dowód faktu, że nigdy nie wspierał naciskających na niego grup biznesowych. – Często dla zachowania pozorów mówimy: słuchaj, sprawa jest załatwiona, choć nic w tej sprawie nie robimy – przy okazji dowiedzieliśmy się, jak bardzo przedstawiciele politycznych elit przejmują się własnymi obietnicami. Nawet tymi składanymi różnego rodzaju znajomkom! Nasi wybrańcy „dla zachowania pozorów” mówią, nawet gdy wiedzą, że za ich słowami nie pójdą żadne czyny? Nie ma powodów, aby w te akurat zapewnienia nie wierzyć. Składają kłamliwe obietnice? Tak, ale tylko dla dobra państwa! Nie korzystają z lukratywnych możliwości? Nie korzystają, bo jak mówią, nie wyobrażają sobie, żeby mogli „reprezentować czyjeś interesy i przedkładać je nad dobro państwa". Kiedy to, co mówią politycy można traktować serio? Może tylko wtedy, gdy namawiają nas, żebyśmy nie wyciągali żadnych wniosków z ich słów?
|