dzisiaj jest: sobota, 26.05.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 32/2010 » Wiara i Kościół »

Wózkiem do nieba

autor: Monika Białkowska

 

Jeśli do nieba prowadzą wysokie schody, to dla niego wybudowano podjazd, żeby 12 czerwca tego roku mógł tam wjechać na swoim inwalidzkim wózku. A on skorzystał z niego z szerokim uśmiechem na twarzy.

 

Kiedy Kościół ogłosił błogosławionym Manuela Lozano Garrido, odpowiedział na prośbę blisko dwóch tysięcy dziennikarzy, którzy o tę beatyfikację zabiegali. I trudno się dziwić tej prośbie – Lolo, jak nazywali go bliscy, był przecież jednym z nich, przez całe swoje życie zajmował się pisaniem. A wszystko w jego życiu zdawało się być trudniejsze niż zwykle.

 

Zaczęło się w Ogrójcu

Manuel Lozano Garrido urodził się w 1920 roku w miasteczku Linares na południu Hiszpanii. Jako młody chłopak wstąpił do Akcji Katolickiej, co wyznaczyło kierunki jego pobożności – eucharystycznej i maryjnej.

Tymczasem w kraju na początku lat 30. doszli do władzy republikanie, którzy rozpoczęli walkę ze wszystkim, co kojarzyło się z upadłą monarchią. Pierwszą ofiarą stał się Kościół. Rozwiązano zakon jezuitów, władze przejęły kościelny majątek, zlikwidowano lekcje religii w szkołach i zabroniono księżom uczyć. Po 1934 r. prześladowania stały się bardziej krwawe: zamordowano 13 biskupów, 4184 księży i seminarzystów, 2365 zakonników, 283 siostry zakonne i około 4 tysięcy świeckich, którzy udzielali pomocy lub ukrywali kapłanów. Kościoły masowo palono, starając się zniszczyć wszelkie ślady wiary – w samej Walencji zniszczono ich ponad tysiąc. Hostie wyrzucano z tabernakulów na ulicę.

Lolo miał wówczas 16 lat. Nie mógł przyglądać się temu spokojnie. Jedyny kapłan z Linares, który uniknął aresztowania, wyznaczył go do potajemnego roznoszenia Komunii św.  chorym i wszystkim, którzy tego pragnęli. Chodził więc od domu do domu z małym pudełeczkiem, w którym ukryty był Najświętszy Sakrament, wiedząc, że tą działalnością ryzykuje życie. Wkrótce potem Manuela Lozano Garrido trafił do więzienia.

Był Wielki Czwartek 1937 roku. Lolo i inni młodzi, zatrzymani za podobną działalność, przebywali w więzieniu. Lolo z włókien miotły zrobił różaniec, na którym wspólnie się modlili. Z worków i miotły urządzili w celi ciemnicę i spędzili całą noc na adoracji Najświętszego Sakramentu, który przemycono im ukryty w bukiecie kwiatów. To był ich mały, ale jakże prawdziwy Ogrójec.

 

Krzyż wbity w maszynę

Prześladowania chrześcijan ustały z chwilą przejęcia władzy przez generała Franco. Wkrótce potem wybuchła II wojna światowa, a dla Manuela rozpoczął się czas jego prywatnego, cichego męczeństwa. W 1942 roku zdiagnozowano u niego zapalenie rdzenia kręgowego, w wyniku którego jego ciało zostało zdeformowane i przykute do wózka inwalidzkiego. Miał wówczas zaledwie 22 lata, a paraliż z roku na rok postępował, powodując jednocześnie ból kości. Pod koniec życia, po 28 latach choroby, Lolo mógł poruszać już tylko kciukiem, a przez dziewięć ostatnich lat życia był ociemniały.

Jeszcze przed chorobą pasjonowało go dziennikarstwo, a paraliż nie przeszkodził mu w tej pracy. Kiedy jeszcze mógł poruszać palcami, przyjaciele podarowali mu maszynę do pisania. Pierwsze, co na niej napisał, to słowa: „Panie, dziękuję. Pierwsze słowo, twoje imię; niech będzie zawsze siłą i duszą tej maszyny”.

 

Pisać na kolanach

Kiedy Manuel stracił władzę w prawej ręce, nauczył się pisać lewą. Kiedy i ona została sparaliżowana – nagrywał swoje teksty na magnetofon. Jego siostra Lucy spisywała jego słowa i w ten sposób powstawały nie tylko liczne artykuły i bajki, ale i dziewięć książek. Pisząc, zdawał sobie sprawę, że to nie tylko zarabianie na chleb, ale i powołanie, któremu potrzeba wsparcia modlitwy. Zorganizował więc grupę „Synaj” – małe wspólnoty osób chorych, które modliły się w intencji poszczególnych tytułów prasowych, a w zamian otrzymywały od Manuela redagowaną przez niego gazetę dla chorych.

Przy całej pobożności jego praca była niezwykle profesjonalna. Ks. Jose Luis Martin Descalzo wspomina: „Manolo był żyjącym archiwum wszystkiego: głosów, myśli, przemyśleń... Jego wspaniała pamięć klasyfikowała wszystko. Wyrecytował mi fragment jakiegoś mojego artykułu opublikowanego osiem lat temu, o którego istnieniu nawet nie pamiętałem. Będąc ślepy, miał wewnętrznie sfotografowane to, co w latach światła zobaczył”. „Szukaj, mówił siostrze, w niebieskiej teczce numer cztery, tam jest artykuł gazety „Ya” w trzech kolumnach, który mówi o śmierć Jana XXIII”.

Sam Manuel zaś pisał o swojej pracy, radząc i innym dziennikarzom: „Kiedy piszesz, musisz to czynić na kolanach, by kochać. Pracuj nad chlebem czystej informacji z solą stylu i zaczynem tego, co wieczne. Ofiarują go „pokrojonego”, ale nie pozbawiaj człowieka radości smakowania, osądzania i asymilowania”.

 

Profesjonalista nadziei

Źródłem radości i umocnieniem w cierpieniu była dla Lolo modlitwa, przede wszystkim zaś Eucharystia. Przez 28 lat spędzonych na wózku codziennie przyjmował Komunię św., przynoszoną mu przez księży z Linares. Kiedy otrzymał zezwolenie na odprawienie Mszy św. w domu, pod stołem, który służył za ołtarz, kazał ustawić swoją maszynę do pisania.  „Niech w ten sposób drzewo krzyża wbije się w klawiaturę i zapuści w niej korzenie!” – prosił.

Przyjaciel Manuela, ks. Jose Luis Martin Descalzo, wspomina:  „Bóg nie był dla niego bajką. Wierzyć i być chrześcijaninem to nie był dla niego drugorzędny przymiotnik. To stało się dla niego jak zawód: On zajmował się byciem chrześcijaninem. Zajmował się byciem wierzącym. Wskutek tego oczywiście był radosny. Paraliż nie uwięził jego duszy. Odwrotnie. Jak mocno interesował się światem! Z jakim zapałem zajmował się biegiem i życiem Kościoła! Jak bardzo rozumiał jego kryzysy i jak mało trwożył się nimi! On był profesjonalistą nadziei!”.

 

Wszystko jest łaską

Ks. Descalzo opisał również ostatnią Mszę św., którą odprawiał w pokoju Manuela Lozano Garrido. „W małym pokoju z trudnością mieścił się ołtarz, między łóżkiem i wózkiem inwalidzkim. Był przede mną, ale już przemieniony w szkielet (Kiedy kładłeś rękę na jego ramieniu, to jak byś dotykał jego kości). Odpowiadał na moje liturgiczne słowa z radością młodego kleryka. I prawie wstydziłem się z tego, że to ja odprawiałem Mszę, kiedy Manolo wydawał się być bardziej księdzem niż ja, przede wszystkim bardziej ofiarą. (...) Teraz dostałem pocztówkę, która mówi o jego śmierci.

Na pocztówce do wszystkich bliskich osób umierający Manuel napisał: «Przyjaciele: Na jakiś czas nie będziemy się widzieć; idę przed wami na spotkanie z Ojcem. Dziękuję wam za to, że byliście przy mojej śmierci, tak jak byliście obok mojego wózka inwalidzkiego. Nadal będę waszym i wznawiam spotkanie w Radości. Troszczcie się o Lucy. Pamiętajcie, że wszystko jest łaską»”.

 

 

 

 

oceń artykuł:
0/5 (0)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
  • Tam, gdzie rodził się Kościół
  •   Dzieje początków Kościoła podważają wszelkie matematyczne obliczenia i rachuby. Wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu garstka gorliwie wierzących uczniów Jezusa, szerząc naukę Mistrza z Nazaretu, odmieniła cały świat, wprawiając tym samym w zdumienie nie tylko swoich prześladowców, ale i późniejszych badaczy fenomenu Kościoła.

    więcej »
  • Wierzę w Ducha Świętego
  •   Przedstawiany symbolicznie w postaci białej gołębicy, języków ognia, świetlanych promieni Duch Święty jest prawdziwą zagadką. Otrzymywany na chrzcie świętym dyskretnie towarzyszy człowiekowi w jego życiu i decyzjach. W sakramencie bierzmowania otwieramy się świadomie na Jego działanie, a współpracy z Nim uczymy się przez całe życie. Kim jest, gdzie jest, jak działa?

    więcej »
  • Matczyny szturm do nieba
  •  Wywodzą się z wielu kultur, wyznań i krajów. Na całym świecie, raz w tygodniu, kobiety z ruchu Matki w Modlitwie (Mothers Prayers) spotykają się, by w ciszy i skupieniu powierzać Bogu na modlitwie swoje dzieci i wnuki.

     

    więcej »
  • Sklep innych wartości
  •   – Arka to taki sklep, w którym towary poustawiane według wartości pieniądza niepełnosprawni poprzestawiali na swój unikalny sposób – usłyszała od Jeana Vanier, pomysłodawcy L’Arche (Arka), Aleksandra „Ala” Nawrocka. I zapragnęła mieć własny sklep.

    więcej »
  • Kiedy pierwsza spowiedź?
  •   Czy pierwsza spowiedź święta powinna być już przed Pierwszą Komunią Świętą? – To pytanie, które pojawiało się ostatnio w mediach, może niektórych szokować, innym natomiast da okazję do kontestowania sakramentu pojednania lub wołania: zmieńmy dotychczasową praktykę!

    więcej »
  • Nowomowa czy język Ewangelii?
  •   Niewielu jest takich ludzi, którzy w sposób zupełnie świadomy i dobrowolny pragną czynić zło, krzywdzić innych ludzi i samych siebie, łamać normy moralne czy lekceważyć własne sumienie. Mimo to byli, są i będą tacy ludzie i takie środowiska, które promują złe, a w konsekwencji destrukcyjne sposoby postępowania.

    więcej »
  • Łączyć trzy wymiary
  • Rozmowa z dyrektorem i odpowiedzialnym za wspólnotę L’Arche Rafałem Ślusarczykiem ze Śledziejowic koło Krakowa, gdzie powstała pierwsza wspólnota w Polsce

    więcej »
  • WEJDŹ NA ŚWIĘTĄ GÓRĘ!
  • W ciągu wieków nazywano Ją różnie: Przedziwną Matką Cudów, Pocieszycielką Gostyńską, Matką Świętej Nadziei. Zawsze jednak z wielką ufnością zwracano się do Niej po pomoc i wstawiennictwo, gdyż nie pozostaje obojętna na prośby swoich dzieci.

    więcej »
  • Łowiczak, niewolnik Służebnicy
  • Rozmowa z biskupem pomocniczym diecezji łowickiej Józefem Zawitkowskim, wybitnym poetą, kompozytorem, nietuzinkowym i skromnym człowiekiem, obchodzącym półwiecze kapłaństwa i 30-lecie posługi w Łowiczu

     

    więcej »
  • Zapytaj katolika
  •   Przyznawać się otwarcie do swojej wiary, umiejętnie bronić katolickich zasad czy sensownie zabierać głos w ważnych społecznie tematach związanych z Kościołem wcale nie jest łatwo. Zwłaszcza w mediach. Oni to potrafią!

    więcej »
right
left
Nagroda im. Wł. Pietrzaka dla Przewodnika Katolickiego