dzisiaj jest: sobota, 26.05.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 51/2011 » Wiara i Kościół »

Święty dla zwykłych ludzi

autor: Agnieszka Niewińska

Założyciel Opus Dei zawsze kierował się swoim powołaniem i do końca życia żył ubóstwem – mówi ks. Jan O’Dogherty. Z zastępcą wikariusza regionalnego Opus Dei na Polskę o książce Pedra Casciaro Josemaría Escrivá. Przekroczyć marzenia rozmawia Agnieszka Niewińska.

 
Pedro Casciaro, jeden z pierwszych członków Opus Dei, opisuje w swojej książce lata spędzone u boku św. Josemaríi Escrivy i okres, gdy tworzył on Opus Dei w latach 30. w Hiszpanii ogarniętej wojną domową. Escrivá jawi się w niej jako nieustraszony kapłan, który działa mimo prześladowań Kościoła. I jak magnes przyciąga do współpracy młodych ludzi, zafascynowanych nim. Taki był, czy takim go widział Casciaro?
-Absolutnie takim był. Przekaz Casciaro jest bardzo wiarygodny. Ja poznałem niemal wszystkich pierwszych członków Opus Dei, znam wiele historii, anegdotek związanych ze św. Josemaríą Escrivą, dzięki którym mogę nakreślić jego osobowość. Opowieści Casciaro są zbieżne z tym, co przekazywały inne osoby znające założyciela Opus Dei.
 
Sam przyszywał guziki do sutanny, mimo biedy i głodu swoimi posiłkami dzielił się z innymi, dla oszczędności wszędzie chodził piechotą, a zdarte buty skrupulatnie ukrywał pod sutanną, zamiast wymienić je na nowe?
-Do końca swojego życia żył ubóstwem. Kiedy zmarł w 1975 r., członkowie Opus Dei weszli do jego mieszkania, żeby zrobić inwentaryzację rzeczy, które po sobie pozostawił. To było aż nie do wiary. Nie miał prawie niczego. W szafie wisiało kilka koszul i dwie sutanny. Jedna nowsza, odświętna, a druga na co dzień, do pracy.
 
Casciaro w swojej książce w wielu miejscach pisze o tym jak ks. Escrivá podkreślał znaczenie ubóstwa.
Jego rodzina była dość zamożna, ale firma ojca zbankrutowała. To było dla nich straszne upokorzenie. Wyjechali do innego miasta i ojciec, który wcześniej miał własny sklep z tekstyliami, musiał pracować jako sprzedawca w cudzym sklepie. Josemaría Escrivá mówił, że jako nastolatek buntował się przeciw temu, ale potem zrozumiał, co Pan Bóg chciał mu powiedzieć. Nauczył go pokory, ubóstwa, ale i przeżywania go z godnością. Mimo biedy zawsze był ubrany schludnie. To jest właśnie ubóstwo Opus Dei. Takie, którego na zewnątrz nie widać. Na przykład domy członków Opus Dei: są zadbane, ale nie ma w nich bogactwa.
 
Ks. Escrivá mógł przecież przyjąć znaczącą posadę kościelną i uchronić się przed biedą?
- Tak, miał takie propozycje, ale zawsze rozpatrywał je pod kątem swojego powołania. Zastanawiał się, czy ta posada pomoże mu w budowaniu Opus Dei. Jeśli nie, to jej nie przyjmował. Pan Bóg chciał, żeby Opus Dei było ubogie od początku. Św. Escrivá założył Dzieło jako młody ksiądz, bez środków do życia. Wojna zrujnowała wszystko to, co zbudował. Po niej też przyszły trudne lata. Pojechał do Rzymu, by tam budować Opus Dei. Długi czas pracował w biedzie, śpiąc na podłodze. Na kilka lat przed śmiercią napisał do Hiszpanii list, w którym pochwalił się dobrą wiadomością, że ma wreszcie narzutę na łóżko.
 
Mimo tych trudności pozostał człowiekiem pogodnym, jak pisze Casciaro.
- Miał takie brytyjskie poczucie humoru. Lubił żartować. Pedro Casciaro pięknie to opisuje, był człowiekiem, który szczególnie kochał ks. Escrivę. Ta książka jest jak opowieść syna, który kocha swojego ojca.
 
Niewiele w książce jest napisane o rzeczach nadprzyrodzonych, jakie przytrafiały się ks. Escrivie. Nie lubił on o tym mówić.
- Nie lubił mówić o cudach, bo uważał, że nasza droga do świętości wiedzie przez sprawy codzienne. Podkreślał, że wszystko spisze i zostawi nam do przeczytania po swojej śmierci. I rzeczywiście wszystko było w zamkniętych kartonach, które po sobie pozostawił. Spisał wszystkie szczegóły dotyczące założenia Opus Dei. Chyba nie ma człowieka w XX wieku, o którym wiemy więcej niż o św. Josemaríi Escrivie. W tych kartonach było wszystko. On zbierał nawet rachunki z restauracji czy hoteli, w których był.
 
W Polsce Josemaría Escriva jest jednak świętym szerzej nieznanym. 
- W Hiszpanii jest dużo bardziej znany, ale nie mogę powiedzieć, że w Polsce znany nie jest. Jego książka Droga osiągnęła już sprzedaż 100 tys. egzemplarzy. I powstają nowe jej wydania. Ci, którzy poznają postać ks. Escrivy, są nią zafascynowani.
 
To chyba święty dla zwykłych ludzi?
- O to właśnie chodzi. Josemaría Escrivá stworzyłduchowość świecką, a nie – jak inni przed nim – dostosowywał duchowość zakonną do świeckich. Uczył jak praca, rodzina, sport, kultura, polityka, gospodarka mogą zbliżać do Boga, a nie oddalać nas od Niego. Ks. Escrivá mówił, że praca, w zależności od tego jak pracujemy, może być modlitwą. Brakuje nam świętych w dżinsach i w krawacie. Podkreślał to też Jan Paweł II, który dobrze rozumiał Opus Dei. Zachęcał biskupów, by szukali przykładów świętych małżonków. Tego w Kościele brakuje. Ciągle pokutuje przekonanie, że święty to zakonnik lub pobożny ksiądz diecezjalny. Świętość przypisujemy też niektórym królom. Ale świętość tylko dla duchownych i królów? To jest dziwne…
 
W czym tkwi problem? Świętych małżeństw raczej nie przybywa.
- Proces beatyfikacyjny jest długi, skomplikowany, kosztowny. Gdy umiera zakonnik, jego współbracia wiedzą, co robić, a dzieci zmarłego małżeństwa nie wiedzą.
 
Opus Dei jest popularne w Polsce?
- Mamy 500 członków. To osoby różnych zawodów, które mają powołanie do Opus Dei. Ale kontakt z nami, z duchowością Opus Dei ma w Polsce kilka tysięcy osób.
 
Dzieło jest dla każdego? Panuje przekonanie, że to instytucja zamknięta, elitarna.
- Nie. Każdy może wziąć udział w rekolekcjach, dniach skupienia, konferencjach. Zachęcamy, aby najpierw poczytać o Opus Dei, a potem przyjść na spotkanie i zobaczyć, czy to jest coś, co nam odpowiada, czy podoba nam się taka duchowość. Staramy się stawiać na pracę indywidualną. Dużo czasu poświęcamy rozmowom z ludźmi. Nasza formacja duchowa jest dostosowana do dzisiejszej rzeczywistości. Nierzadko spotykamy się w kawiarni, czy w jakimś pomieszczeniu w miejscu pracy. Wychodzimy tam, gdzie są ludzie, dostosowujemy się do pracujących. Zdarzają się nawet krótkie spotkania w przerwach obiadowych.
 
Wokół Opus Dei narosło też wiele kontrowersji. Panuje przekonanie, że to tajemnicza grupa, do której należy wielu polityków.
 - Wśród członków Opus Dei jest akurat najwięcej gospodyń domowych, choć oczywiście zdarzają się też politycy. W Polsce prasa nieprzychylna Kościołowi często powiela mity krążące o Opus Dei. Banały i nieprawdy rozpowszechniła też książka Kod Leonarda da Vinci. Obraz wykreowany przez nią jest głupi, ale niestety zostaje w świadomości ludzi. My się tym jednak nie martwimy. Pracujemy, informujemy o naszej działalności. Poza tym Polacy mają ducha krytycznego. To chyba pozostałość po epoce komunizmu. Nierzadko gdy ktoś czyta krytyczny tekst w prasie, myśli sobie, że skoro coś jest tak bardzo krytykowane, to musi być w tym coś dobrego.
 
To w Hiszpanii Dzieło cieszy się największą popularnością?
- Tak, ale również w Meksyku, Argentynie, USA, na Filipinach.
 
A Ksiądz jak trafił do Opus Dei?
- Banalnie. Szkolny kolega zaprosił mnie na spotkanie. Po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że mi to pomaga, że zaczynam się rozwijać duchowo. Studiowałem wówczas medycynę, a gdy ją skończyłem, postanowiłem zmienić fartuch. Z białego na czarny.
 
 

 
Opus Dei (łac. Dzieło Boże) jest Prałaturą Personalną Kościoła Katolickiego, czyli instytucją do specjalnych działań duszpasterskich. Zostało założone w Hiszpanii w 1928 r. przez ks. Josemarię Escrivę de Balaguera. Dziś działa w 67 krajach świata. Według danych watykańskich w 2010 r. do Dzieła należało ponad 88 tys. osób. Członkowie Opus Dei prowadzą pracę apostolską, nauczają o powszechnym powołaniu do świętości, którą można osiągnąć m.in. dzięki dobremu wypełnianiu obowiązków zawodowych i rodzinnych. Status Prałatury Personalnej Opus Dei przyznał w 1982 r. Jan Paweł II. Dwadzieścia lat później papież Polak kanonizował założyciela Dzieła.
 
 
oceń artykuł:
0/5 (0)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
  • Tam, gdzie rodził się Kościół
  •   Dzieje początków Kościoła podważają wszelkie matematyczne obliczenia i rachuby. Wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu garstka gorliwie wierzących uczniów Jezusa, szerząc naukę Mistrza z Nazaretu, odmieniła cały świat, wprawiając tym samym w zdumienie nie tylko swoich prześladowców, ale i późniejszych badaczy fenomenu Kościoła.

    więcej »
  • Wierzę w Ducha Świętego
  •   Przedstawiany symbolicznie w postaci białej gołębicy, języków ognia, świetlanych promieni Duch Święty jest prawdziwą zagadką. Otrzymywany na chrzcie świętym dyskretnie towarzyszy człowiekowi w jego życiu i decyzjach. W sakramencie bierzmowania otwieramy się świadomie na Jego działanie, a współpracy z Nim uczymy się przez całe życie. Kim jest, gdzie jest, jak działa?

    więcej »
  • Matczyny szturm do nieba
  •  Wywodzą się z wielu kultur, wyznań i krajów. Na całym świecie, raz w tygodniu, kobiety z ruchu Matki w Modlitwie (Mothers Prayers) spotykają się, by w ciszy i skupieniu powierzać Bogu na modlitwie swoje dzieci i wnuki.

     

    więcej »
  • Sklep innych wartości
  •   – Arka to taki sklep, w którym towary poustawiane według wartości pieniądza niepełnosprawni poprzestawiali na swój unikalny sposób – usłyszała od Jeana Vanier, pomysłodawcy L’Arche (Arka), Aleksandra „Ala” Nawrocka. I zapragnęła mieć własny sklep.

    więcej »
  • Kiedy pierwsza spowiedź?
  •   Czy pierwsza spowiedź święta powinna być już przed Pierwszą Komunią Świętą? – To pytanie, które pojawiało się ostatnio w mediach, może niektórych szokować, innym natomiast da okazję do kontestowania sakramentu pojednania lub wołania: zmieńmy dotychczasową praktykę!

    więcej »
  • Nowomowa czy język Ewangelii?
  •   Niewielu jest takich ludzi, którzy w sposób zupełnie świadomy i dobrowolny pragną czynić zło, krzywdzić innych ludzi i samych siebie, łamać normy moralne czy lekceważyć własne sumienie. Mimo to byli, są i będą tacy ludzie i takie środowiska, które promują złe, a w konsekwencji destrukcyjne sposoby postępowania.

    więcej »
  • Łączyć trzy wymiary
  • Rozmowa z dyrektorem i odpowiedzialnym za wspólnotę L’Arche Rafałem Ślusarczykiem ze Śledziejowic koło Krakowa, gdzie powstała pierwsza wspólnota w Polsce

    więcej »
  • WEJDŹ NA ŚWIĘTĄ GÓRĘ!
  • W ciągu wieków nazywano Ją różnie: Przedziwną Matką Cudów, Pocieszycielką Gostyńską, Matką Świętej Nadziei. Zawsze jednak z wielką ufnością zwracano się do Niej po pomoc i wstawiennictwo, gdyż nie pozostaje obojętna na prośby swoich dzieci.

    więcej »
  • Łowiczak, niewolnik Służebnicy
  • Rozmowa z biskupem pomocniczym diecezji łowickiej Józefem Zawitkowskim, wybitnym poetą, kompozytorem, nietuzinkowym i skromnym człowiekiem, obchodzącym półwiecze kapłaństwa i 30-lecie posługi w Łowiczu

     

    więcej »
  • Zapytaj katolika
  •   Przyznawać się otwarcie do swojej wiary, umiejętnie bronić katolickich zasad czy sensownie zabierać głos w ważnych społecznie tematach związanych z Kościołem wcale nie jest łatwo. Zwłaszcza w mediach. Oni to potrafią!

    więcej »
right
left
Nagroda im. Wł. Pietrzaka dla Przewodnika Katolickiego