- Tam, gdzie rodził się Kościół
-
Dzieje początków Kościoła podważają wszelkie matematyczne obliczenia i rachuby. Wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu garstka gorliwie wierzących uczniów Jezusa, szerząc naukę Mistrza z Nazaretu, odmieniła cały świat, wprawiając tym samym w zdumienie nie tylko swoich prześladowców, ale i późniejszych badaczy fenomenu Kościoła.
więcej » - Wierzę w Ducha Świętego
-
Przedstawiany symbolicznie w postaci białej gołębicy, języków ognia, świetlanych promieni Duch Święty jest prawdziwą zagadką. Otrzymywany na chrzcie świętym dyskretnie towarzyszy człowiekowi w jego życiu i decyzjach. W sakramencie bierzmowania otwieramy się świadomie na Jego działanie, a współpracy z Nim uczymy się przez całe życie. Kim jest, gdzie jest, jak działa?
więcej » - Matczyny szturm do nieba
-
Wywodzą się z wielu kultur, wyznań i krajów. Na całym świecie, raz w tygodniu, kobiety z ruchu Matki w Modlitwie (Mothers Prayers) spotykają się, by w ciszy i skupieniu powierzać Bogu na modlitwie swoje dzieci i wnuki.
więcej » - Sklep innych wartości
-
– Arka to taki sklep, w którym towary poustawiane według wartości pieniądza niepełnosprawni poprzestawiali na swój unikalny sposób – usłyszała od Jeana Vanier, pomysłodawcy L’Arche (Arka), Aleksandra „Ala” Nawrocka. I zapragnęła mieć własny sklep.
więcej » - Kiedy pierwsza spowiedź?
-
Czy pierwsza spowiedź święta powinna być już przed Pierwszą Komunią Świętą? – To pytanie, które pojawiało się ostatnio w mediach, może niektórych szokować, innym natomiast da okazję do kontestowania sakramentu pojednania lub wołania: zmieńmy dotychczasową praktykę!
więcej » - Nowomowa czy język Ewangelii?
-
Niewielu jest takich ludzi, którzy w sposób zupełnie świadomy i dobrowolny pragną czynić zło, krzywdzić innych ludzi i samych siebie, łamać normy moralne czy lekceważyć własne sumienie. Mimo to byli, są i będą tacy ludzie i takie środowiska, które promują złe, a w konsekwencji destrukcyjne sposoby postępowania.
więcej » - Łączyć trzy wymiary
-
Rozmowa z dyrektorem i odpowiedzialnym za wspólnotę L’Arche Rafałem Ślusarczykiem ze Śledziejowic koło Krakowa, gdzie powstała pierwsza wspólnota w Polsce
więcej » - WEJDŹ NA ŚWIĘTĄ GÓRĘ!
-
W ciągu wieków nazywano Ją różnie: Przedziwną Matką Cudów, Pocieszycielką Gostyńską, Matką Świętej Nadziei. Zawsze jednak z wielką ufnością zwracano się do Niej po pomoc i wstawiennictwo, gdyż nie pozostaje obojętna na prośby swoich dzieci.
więcej » - Łowiczak, niewolnik Służebnicy
-
Rozmowa z biskupem pomocniczym diecezji łowickiej Józefem Zawitkowskim, wybitnym poetą, kompozytorem, nietuzinkowym i skromnym człowiekiem, obchodzącym półwiecze kapłaństwa i 30-lecie posługi w Łowiczu
więcej » - Zapytaj katolika
-
Przyznawać się otwarcie do swojej wiary, umiejętnie bronić katolickich zasad czy sensownie zabierać głos w ważnych społecznie tematach związanych z Kościołem wcale nie jest łatwo. Zwłaszcza w mediach. Oni to potrafią!
więcej »
dzisiaj jest: sobota, 26.05.2012 | Imieniny:
Na Bożych drogach |
autor: Błażej Tobolski
„Wiele prawdy mieści się w słowach, że «tylko godziny się wloką, natomiast lata pędzą w siedmiomilowych butach». To błąkające się po mojej pamięci zdanie głębiej dziś rozumiem, gdy dobry Bóg pozwolił mi dożyć 81 lat życia i 56 lat kapłaństwa”.
Tak ks. infułat Marian Fąka rozpoczyna autobiografię, zmieszczoną przez „Poznańskie Studia Teologiczne” w osiemdziesiątą rocznicę urodzin tego zasłużonego kapłana, sędziego i naukowca. Niech zaprezentowane tu fragmenty tej autobiografii i spisanej rozmowy z księdzem profesorem będą zachętą do refleksji nad chrześcijańskim życiem i powołaniem.
Świadkowie wiary – droga ku kapłaństwu
„Przypominam sobie, że kiedy matka przygotowywała mnie na tę chwilę [przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej – przyp. red.], zapytałem, co trzeba robić, żeby zostać księdzem? Odpowiedziała mi, że Pan Bóg szczególnie wysłuchuje prośby dziecka w dniu Pierwszej Komunii Świętej. Toteż wiem, że moje dziękczynienie po przyjęciu Komunii św. obracało się wokół tej sprawy”. „Nadszedł pamiętny rok 1939 […] Załadowano nas do towarowego pociągu i w przeddzień wybuchu wojny ruszyliśmy w nieznane. […] po raz pierwszy poczułem trwogę”.
– Raczej umacniało to we mnie powołanie. Wszystkie okropności wojny, które widziałem, jak deportowanie Żydów w Kielcach, gdzie byliśmy wysiedleni, prowadzenie jeńców sowieckich, aresztowania wielu ludzi, kapłanów, których znałem np. proboszcza kieleckiej katedry, ks. Józefa Pawłowskiego, który był moim spowiednikiem; w Dachau został powieszony za działalność apostolską wśród więźniów – raczej umacniały we mnie powołanie. Były to dla mnie niezwykle trudne doświadczenia, ale to one ukształtowały również mój charakter, przysposobiły mnie do życia. Chciałem się jakoś temu złu, które było w świecie, przeciwstawić, walczyć z nim (działałem w szeregach Armii Krajowej). Moje nastawienie do życia było Boże. Wielka była też w tym zasługa ludzi, zwłaszcza kapłanów – prawdziwych świadków wiary, z którymi się zetknąłem. To dzięki nim umacniało się we mnie przekonanie, że trzeba swoje życie oprzeć na Bogu.
Podczas tajnych kompletów przygotowujących do matury poznałem wybitnego kapłana, ks. Szafrańskiego, urodzonego młodzieżowca, a po wojnie profesora KUL-u. Zetknąłem się też, co poczytuję za wyjątkową łaskę Bożą, z poznańskim księdzem Aleksandrem Żychlińskim, kandydatem na ołtarze, który na początku każdego spotkania pytał mnie: „Jak tam z duszą?”. Po aresztowaniu ks. Pawłowskiego Bóg postawił na mojej drodze ks. Wojciecha Piwowarczyka, ojca duchownego kieleckiego seminarium. Był moim spowiednikiem i wywarł ogromny wpływ na kształtowanie się mojego charakteru i przygotowanie do kapłaństwa.
„Po zdaniu matury wiosną 1944 roku stanąłem na rozdrożu i zastanawiałem się, jaką obrać drogę. Z jednej strony myśl o kapłaństwie nie dawała mi spokoju, z drugiej strony świat był pełen uroku i pociągał. Jednak wzbogacone życie wewnętrzne i praca nad sobą, kierowane przez spowiednika, codzienna Komunia św. i służba przy ołtarzu, kontakt z kapłanami zrobiły swoje”.
Harcerskie ideały
„Domek gliniany, w którym ostatnio mieszkaliśmy […], został kompletnie spalony od bomby. Gdy po kilku dniach chodziłem w zamyśleniu po jego zgliszczach, w pewnym momencie, grzebiąc w popiołach, coś mi błysnęło. Pochyliłem się i ku memu zdziwieniu i radości odgrzebałem mój krzyż harcerski ze złotą lilijką, który uratowałem z całej pożogi wojennej”.
– Harcerstwo było moim umiłowaniem od najmłodszych lat. Za czasów szkolnych, kiedy mieszkaliśmy w Ostrowie Wielkopolskim, byłem bardzo związany z „Siwym Sokołem” – ks. Lechem Ziemskim, jednym z twórców wielkopolskiego skautingu. Trudno przecenić wpływ jego i harcerskich ideałów na wychowanie młodego człowieka, którym wówczas byłem. Zaowocowało ono zresztą w późniejszym życiu. A z „Siwym Sokołem” miałem też kontakt w czasie okupacji, działając w AK. Jakimś ważnym dla mnie znakiem było dwukrotne odnalezienie mojego krzyża harcerskiego, cudem ocalałego z wojennej zawieruchy, do dziś będącego cenną pamiątką. Również w seminarium, jeszcze w czasach przed tzw. czerwonym, komunistycznym harcerstwem, razem z kolegami, już jako podharcmistrzowie, zawiązaliśmy krąg harcerski. To była dla nas dobra szkoła i nauka życia.
W cieniu katedry
„Z chwilą otwarcia odbudowanej katedry poznańskiej moje życie kapłańskie było z nią ściśle związane. Byłem dumny, że przyszło mi pracować w jej cieniu […] Podniesienie katedry do godności bazyliki [dekretem Jana XXIII z 29 grudnia 1962 r. – przyp. red.] było jakby wstępem do następnych wielkich uroczystości, jakich poznańska katedra była świadkiem. Były to przede wszystkim uroczystości rozpoczynające obchody Tysiąclecia Chrześcijaństwa w Polsce. Odbywały się one w Poznaniu z udziałem całego Episkopatu Polski w dniach od 16 do 17 kwietnia 1966 r.”.
– Jako penitencjarz katedralny, byłem w komitecie organizacyjnym obchodów milenium. Wspominam z tego okresu zwłaszcza wielki entuzjazm ludzi – a czasy nie były wtedy dla Polaków łatwe. Kiedy w niedzielę 17 kwietnia ludzie wzięli furgonetkę z obrazem Matki Bożej Częstochowskiej i przenieśli do katedry poznańskiej (było to naprawdę wzruszające, nadzwyczajne wydarzenie!), tłum ciągnął z pl. Mickiewicza, gdzie w tym samym czasie przemawiał Władysław Gomułka. Pamiętam, że Prymas Stefan Wyszyński tuż po uroczystościach, już z balkonu w rezydencji arcybiskupiej, mówił jeszcze do zgromadzonych o liście biskupów polskich do biskupów niemieckich, ze słowami przebaczenia i prośby o przebaczenie. Na jego pytanie: „czy przebaczacie?”, ludzie odpowiedzieli: „przebaczamy!”. Entuzjazm był niezwykły, wciąż mam go przed oczami. Później, przez cały tydzień, trwała w katedrze nieustanna adoracja, na którą przybywały delegacje z parafii całej diecezji.
Kapłan i sędzia
„Dnia 1 stycznia 1957 r. mianowano mnie notariuszem w Metropolitalnym Sądzie Duchownym w Poznaniu […] 31 grudnia 1984 r. arcybiskup Jerzy Stroba mianował mnie oficjałem Metropolitalnego Sądu, który to urząd sprawowałem przez okrągłe 20 lat, do roku 2004 […] Praca w Sądzie Duchownym stała się wielką szkołą życiową i wprowadziła mnie w blaski i cienie, a raczej w cienie życia małżeńskiego i rodzinnego”.
– Za owoce przeszło 50-letniej pracy w sądzie kościelnym (właściwie to moje całe życie kapłańskie) uważam przede wszystkim możliwość pomocy (także przez rozmowy, doradztwo prawne) wielu ludziom w ich dramatach małżeńskich. Kiedy była podstawa do orzeczenia nieważności małżeństwa, późniejszy wyrok sądu pozwalał na ułożenie tym ludziom dalszego życia w zgodzie z własnym sumieniem. Coraz częściej obserwuję niestety niedojrzałość psychiczną osób zawierających związki małżeńskie. W tym wszystkim poza aktami zawsze starałem się widzieć ludzi – to oni powinni być dla kapłana i sędziego najważniejsi. Choć połączenie pracy naukowej i praktyki sądowniczej odbiło się niekorzystnie na tej pierwszej, to Bogu dziękuję, że takimi właśnie drogami mnie prowadził.
„Szczęście dawała mi świadomość, że w ciągu półwiecza mej pracy sądowej wielu ludziom pomogłem uporządkować zgodnie z sumieniem sprawy małżeństwa i rodziny, że mogłem przyczynić się do wyniesienia na ołtarze bł. Edmunda Bojanowskiego, bł. siostry Sancji i bł. Matki Marii Karłowskiej”.
– Uczestnictwo w przygotowaniu procesów beatyfikacyjnych to żmudna i absorbująca praca: przesłuchiwanie świadków, badanie życiorysów kandydatów na ołtarze. Ci ludzie nie zabiegali przecież o świętość. Często żyli bardzo skromnie, jak siostra Sancja. Proces informacyjny ma na celu wykazanie heroiczności cnót tych osób, także na podstawie ich pism, kiedy nie można już dotrzeć do bezpośrednich świadków ich życia. Potrzebne są też uznane cuda, uzyskane za przyczyną kandydata, a nie tylko doświadczone łaski. Jednak ta praca daje wiele satysfakcji, pozwalając obcować z dziełami pozostawionymi przez osoby zmarłe w opinii świętości.
Miałem też sposobność poznać tych, którzy doznali łask i cudów. Choć Kościół jest bardzo ostrożny w orzekaniu o cudach, to jednak nie zatraca się wiary w nie, badając je od strony naukowej, spoglądając na nie „mędrca szkiełkiem i okiem”.
„Spojrzenie wstecz pozwala mi stwierdzić, że życie moje było cudem darmo danym przez Stwórcę i w każdej chwili przez Niego podtrzymywanym […] Dziękuję Bogu za to, że kazał mi iść drogą trudną, że «dane mi było doświadczyć osobiście rzeczywistości ideologii zła» (Jan Paweł II), ale też drogą przynoszącą tak wiele radości” – podsumowuje autobiografię ksiądz profesor.
Wykorzystano: „Autobiografię”
zawartą w „Poznańskich Studiach Teologicznych”, t. 19 (2005)
Tak ks. infułat Marian Fąka rozpoczyna autobiografię, zmieszczoną przez „Poznańskie Studia Teologiczne” w osiemdziesiątą rocznicę urodzin tego zasłużonego kapłana, sędziego i naukowca. Niech zaprezentowane tu fragmenty tej autobiografii i spisanej rozmowy z księdzem profesorem będą zachętą do refleksji nad chrześcijańskim życiem i powołaniem.
Świadkowie wiary – droga ku kapłaństwu
„Przypominam sobie, że kiedy matka przygotowywała mnie na tę chwilę [przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej – przyp. red.], zapytałem, co trzeba robić, żeby zostać księdzem? Odpowiedziała mi, że Pan Bóg szczególnie wysłuchuje prośby dziecka w dniu Pierwszej Komunii Świętej. Toteż wiem, że moje dziękczynienie po przyjęciu Komunii św. obracało się wokół tej sprawy”. „Nadszedł pamiętny rok 1939 […] Załadowano nas do towarowego pociągu i w przeddzień wybuchu wojny ruszyliśmy w nieznane. […] po raz pierwszy poczułem trwogę”.
– Raczej umacniało to we mnie powołanie. Wszystkie okropności wojny, które widziałem, jak deportowanie Żydów w Kielcach, gdzie byliśmy wysiedleni, prowadzenie jeńców sowieckich, aresztowania wielu ludzi, kapłanów, których znałem np. proboszcza kieleckiej katedry, ks. Józefa Pawłowskiego, który był moim spowiednikiem; w Dachau został powieszony za działalność apostolską wśród więźniów – raczej umacniały we mnie powołanie. Były to dla mnie niezwykle trudne doświadczenia, ale to one ukształtowały również mój charakter, przysposobiły mnie do życia. Chciałem się jakoś temu złu, które było w świecie, przeciwstawić, walczyć z nim (działałem w szeregach Armii Krajowej). Moje nastawienie do życia było Boże. Wielka była też w tym zasługa ludzi, zwłaszcza kapłanów – prawdziwych świadków wiary, z którymi się zetknąłem. To dzięki nim umacniało się we mnie przekonanie, że trzeba swoje życie oprzeć na Bogu.
Podczas tajnych kompletów przygotowujących do matury poznałem wybitnego kapłana, ks. Szafrańskiego, urodzonego młodzieżowca, a po wojnie profesora KUL-u. Zetknąłem się też, co poczytuję za wyjątkową łaskę Bożą, z poznańskim księdzem Aleksandrem Żychlińskim, kandydatem na ołtarze, który na początku każdego spotkania pytał mnie: „Jak tam z duszą?”. Po aresztowaniu ks. Pawłowskiego Bóg postawił na mojej drodze ks. Wojciecha Piwowarczyka, ojca duchownego kieleckiego seminarium. Był moim spowiednikiem i wywarł ogromny wpływ na kształtowanie się mojego charakteru i przygotowanie do kapłaństwa.
„Po zdaniu matury wiosną 1944 roku stanąłem na rozdrożu i zastanawiałem się, jaką obrać drogę. Z jednej strony myśl o kapłaństwie nie dawała mi spokoju, z drugiej strony świat był pełen uroku i pociągał. Jednak wzbogacone życie wewnętrzne i praca nad sobą, kierowane przez spowiednika, codzienna Komunia św. i służba przy ołtarzu, kontakt z kapłanami zrobiły swoje”.
Harcerskie ideały
„Domek gliniany, w którym ostatnio mieszkaliśmy […], został kompletnie spalony od bomby. Gdy po kilku dniach chodziłem w zamyśleniu po jego zgliszczach, w pewnym momencie, grzebiąc w popiołach, coś mi błysnęło. Pochyliłem się i ku memu zdziwieniu i radości odgrzebałem mój krzyż harcerski ze złotą lilijką, który uratowałem z całej pożogi wojennej”.
– Harcerstwo było moim umiłowaniem od najmłodszych lat. Za czasów szkolnych, kiedy mieszkaliśmy w Ostrowie Wielkopolskim, byłem bardzo związany z „Siwym Sokołem” – ks. Lechem Ziemskim, jednym z twórców wielkopolskiego skautingu. Trudno przecenić wpływ jego i harcerskich ideałów na wychowanie młodego człowieka, którym wówczas byłem. Zaowocowało ono zresztą w późniejszym życiu. A z „Siwym Sokołem” miałem też kontakt w czasie okupacji, działając w AK. Jakimś ważnym dla mnie znakiem było dwukrotne odnalezienie mojego krzyża harcerskiego, cudem ocalałego z wojennej zawieruchy, do dziś będącego cenną pamiątką. Również w seminarium, jeszcze w czasach przed tzw. czerwonym, komunistycznym harcerstwem, razem z kolegami, już jako podharcmistrzowie, zawiązaliśmy krąg harcerski. To była dla nas dobra szkoła i nauka życia.
W cieniu katedry
„Z chwilą otwarcia odbudowanej katedry poznańskiej moje życie kapłańskie było z nią ściśle związane. Byłem dumny, że przyszło mi pracować w jej cieniu […] Podniesienie katedry do godności bazyliki [dekretem Jana XXIII z 29 grudnia 1962 r. – przyp. red.] było jakby wstępem do następnych wielkich uroczystości, jakich poznańska katedra była świadkiem. Były to przede wszystkim uroczystości rozpoczynające obchody Tysiąclecia Chrześcijaństwa w Polsce. Odbywały się one w Poznaniu z udziałem całego Episkopatu Polski w dniach od 16 do 17 kwietnia 1966 r.”.
– Jako penitencjarz katedralny, byłem w komitecie organizacyjnym obchodów milenium. Wspominam z tego okresu zwłaszcza wielki entuzjazm ludzi – a czasy nie były wtedy dla Polaków łatwe. Kiedy w niedzielę 17 kwietnia ludzie wzięli furgonetkę z obrazem Matki Bożej Częstochowskiej i przenieśli do katedry poznańskiej (było to naprawdę wzruszające, nadzwyczajne wydarzenie!), tłum ciągnął z pl. Mickiewicza, gdzie w tym samym czasie przemawiał Władysław Gomułka. Pamiętam, że Prymas Stefan Wyszyński tuż po uroczystościach, już z balkonu w rezydencji arcybiskupiej, mówił jeszcze do zgromadzonych o liście biskupów polskich do biskupów niemieckich, ze słowami przebaczenia i prośby o przebaczenie. Na jego pytanie: „czy przebaczacie?”, ludzie odpowiedzieli: „przebaczamy!”. Entuzjazm był niezwykły, wciąż mam go przed oczami. Później, przez cały tydzień, trwała w katedrze nieustanna adoracja, na którą przybywały delegacje z parafii całej diecezji.
Kapłan i sędzia
„Dnia 1 stycznia 1957 r. mianowano mnie notariuszem w Metropolitalnym Sądzie Duchownym w Poznaniu […] 31 grudnia 1984 r. arcybiskup Jerzy Stroba mianował mnie oficjałem Metropolitalnego Sądu, który to urząd sprawowałem przez okrągłe 20 lat, do roku 2004 […] Praca w Sądzie Duchownym stała się wielką szkołą życiową i wprowadziła mnie w blaski i cienie, a raczej w cienie życia małżeńskiego i rodzinnego”.
– Za owoce przeszło 50-letniej pracy w sądzie kościelnym (właściwie to moje całe życie kapłańskie) uważam przede wszystkim możliwość pomocy (także przez rozmowy, doradztwo prawne) wielu ludziom w ich dramatach małżeńskich. Kiedy była podstawa do orzeczenia nieważności małżeństwa, późniejszy wyrok sądu pozwalał na ułożenie tym ludziom dalszego życia w zgodzie z własnym sumieniem. Coraz częściej obserwuję niestety niedojrzałość psychiczną osób zawierających związki małżeńskie. W tym wszystkim poza aktami zawsze starałem się widzieć ludzi – to oni powinni być dla kapłana i sędziego najważniejsi. Choć połączenie pracy naukowej i praktyki sądowniczej odbiło się niekorzystnie na tej pierwszej, to Bogu dziękuję, że takimi właśnie drogami mnie prowadził.
„Szczęście dawała mi świadomość, że w ciągu półwiecza mej pracy sądowej wielu ludziom pomogłem uporządkować zgodnie z sumieniem sprawy małżeństwa i rodziny, że mogłem przyczynić się do wyniesienia na ołtarze bł. Edmunda Bojanowskiego, bł. siostry Sancji i bł. Matki Marii Karłowskiej”.
– Uczestnictwo w przygotowaniu procesów beatyfikacyjnych to żmudna i absorbująca praca: przesłuchiwanie świadków, badanie życiorysów kandydatów na ołtarze. Ci ludzie nie zabiegali przecież o świętość. Często żyli bardzo skromnie, jak siostra Sancja. Proces informacyjny ma na celu wykazanie heroiczności cnót tych osób, także na podstawie ich pism, kiedy nie można już dotrzeć do bezpośrednich świadków ich życia. Potrzebne są też uznane cuda, uzyskane za przyczyną kandydata, a nie tylko doświadczone łaski. Jednak ta praca daje wiele satysfakcji, pozwalając obcować z dziełami pozostawionymi przez osoby zmarłe w opinii świętości.
Miałem też sposobność poznać tych, którzy doznali łask i cudów. Choć Kościół jest bardzo ostrożny w orzekaniu o cudach, to jednak nie zatraca się wiary w nie, badając je od strony naukowej, spoglądając na nie „mędrca szkiełkiem i okiem”.
„Spojrzenie wstecz pozwala mi stwierdzić, że życie moje było cudem darmo danym przez Stwórcę i w każdej chwili przez Niego podtrzymywanym […] Dziękuję Bogu za to, że kazał mi iść drogą trudną, że «dane mi było doświadczyć osobiście rzeczywistości ideologii zła» (Jan Paweł II), ale też drogą przynoszącą tak wiele radości” – podsumowuje autobiografię ksiądz profesor.
Wykorzystano: „Autobiografię”
zawartą w „Poznańskich Studiach Teologicznych”, t. 19 (2005)
Ks. infułat Marian Fąka ur. 1924 r. w Ostrowie Wlkp., kanonik senior Kapituły Katedralnej w Poznaniu, prof. dr hab. nauk prawnych, emerytowany profesor UKSW w Warszawie oraz docent Wydziału Teologicznego UAM w Poznaniu. Sędzia Metropolitalnego Sądu Duchownego w Poznaniu i jego długoletni oficjał (wikariusz sądowy). Członek Międzynarodowego Stowarzyszenia Kanonistów, Międzynarodowego Stowarzyszenia Prawa Kościołów Wschodnich i Komisji Teologicznej Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.
| poprzedni | następny | wróć |
Tematy numeru:
- Aktualności
- Nagroda dla "Przewodnika"
- Społeczeństwo
- Krajobraz po rewolucji
- Cyberkracja
- Książka feministki pomoże w walce z pornografią



drukuj












