Moja poczekalnia |
Już w towarzystwie studentów odmawia jutrznię z brewiarza, a później odprawia Mszę św., na której każdego dnia głosi homilię. Po Eucharystii razem ze studentami przychodzi do klasztoru na śniadanie, podczas którego załatwia bieżące sprawy lub rozmawia. Około godziny ósmej siada do swojego biurka, od którego wstaje czasem późnym popołudniem, jednak najczęściej krótko przed północą.
Od biurka odrywają go właściwie tylko wyjazdy na Jamną lub Lednicę. Kokieteryjnie wyznaje, że prowadzi bardzo monotonne i nieciekawe życie. - Drzwi do mojego pokoju są zawsze otwarte, tak aby każdy, kto tego chce, czy też potrzebuje, mógł do mnie wejść. Z tego powodu nie narzekam na brak gości. Goście są różni, i ci zapowiedziani, i ci niezapowiedziani. Przychodzą z rozmaitymi sprawami i problemami, przez cały też dzień odbieram bardzo wiele telefonów. Nauczyłem się pracować wśród ludzi - na dworcu: „ponieważ mój pokój jest jakby poczekalnią dworcową” - mówi ojciec Jan. Pod wieczór zmawia nieszpory ze studentami, którzy do niego przychodzą. Wówczas też odbywa się codziennie spotkanie formacyjne. - W związku z tym, że niemal cały dzień jestem ze studentami, mniej przebywam z braćmi zakonnymi w klasztorze. Można nawet powiedzieć, że bardziej jestem przy klasztorze niż w klasztorze - dodaje.
Mówię z serca, patrząc ludziom prosto w oczy
- Do jednych homilii się przygotowuję, do innych w ogóle tego nie czynię. Nie chciałbym, żeby mnie spotkało to co spotkało jednego z księży profesorów. Kiedy siostry zakonne poprosiły go, żeby im coś powiedział o miłości Bożej, on wymawiał się, że jest nieprzygotowany. Wówczas jedna z sióstr powiedziała półgłosem do innej: „Zostaw go, on nie ma o tym w ogóle pojęcia!”. Ja muszę żyć tym, co głoszę. Jak mi kiedyś powiedział Ojciec Święty Jan Paweł II, żyj tak, aby ludzie pytali ciebie o Boga. Znam ludzi, którzy bez przygotowania nie powiedzą jednego zdania. Ja mówię przeważnie z głowy, patrząc ludziom prosto w oczy - stwierdza ojciec Jan.
Swój pokój nazywa poczekalnią dworcową nie bez kozery. - Wiem, o jaki mi pociąg chodzi! Pragnę dać młodzieży Jezusa, ponieważ Jezus uczynił moje życie szczęśliwym, wypełnił i zorganizował moje życie. Dlatego chciałbym podzielić się tym szczęściem z innymi ludźmi. Mój pociąg to integralny człowiek. Chciałbym, aby młodzi ludzie, dzięki wierze i religii, byli ludźmi w pełni integralnymi, rozwiniętymi na umyśle, w uczuciach, w charakterze i woli. Żeby chcieli chcieć i wiedzieli, czego chcą. Ojciec Jan chce po prostu, żeby to były piękne dziewczyny, bez kompleksów, wspaniali faceci, którzy założą rodziny, wstąpią do zakonu czy też samotnie będą świadczyć o Jezusie. Dla ojca Góry życie religijne jest tak piękne i intensywne, że winno całkowicie wypełnić życie każdego człowieka.
Przy biurku siedzę pół dnia i dłużej…
Poznański dominikanin podkreśla, że jest człowiekiem starej daty, człowiekiem książki jako towarzyszki życia, dlatego wszędzie, o każdej porze dnia, stara się ją mieć przy sobie. Jego zdaniem książka jest towarzyszem trudnym, ale wdzięcznym. Towarzyszem dialogu, milczenia oraz modlitwy. Stąd będąc człowiekiem piszącym, stara się, aby to co robi, znalazło komentarz w tym co pisze. Jego pisanie nie istnieje samodzielnie jako takie. Nie uważa się też za pisarza, pisanie jedynie towarzyszy jego duszpasterzowaniu. – Moje duszpasterzowanie znajduje rezonans w pisaniu, a pisanie odsyła do duszpasterzowania. Biurko dla mnie jest pewnym wyznacznikiem kapłaństwa. Bez biurka nie ma poważnego człowieka. Zawsze zwracam uwagę, czy w pokoju kapłana jest ława do leżenia przed telewizorem czy stoi biurko, miejsce pracy. Książka i kartka muszą na czymś leżeć, podobnie jak komputer musi na czymś stać. Dlatego jestem człowiekiem ołtarza i biurka - stwierdza ojciec Góra.
W rozmowie podkreśla też, że jest typowym dominikaninem, ponieważ w jego życiu nie brakuje zarówno dużo pracy, jak i apostolstwa, kreatywności, indywidualności, kaznodziejstwa mówionego bądź pisanego. - Cały jestem wychylony ku ludziom, ale zakotwiczony w Bogu. Nie ma wychylenia ku ludziom bez zakotwiczenia w Bogu ani zakotwiczenia w Bogu bez wychylenia ku ludziom. Stwierdzenie, że moje życie jest monotonne, nie jest żadną kokieterią, albowiem ktoś, kto bliżej mnie nie zna, uważa mnie za showmana. Inni myślą, że jestem mrukiem siedzącym przy biurku, ale prawda o mnie znajduje się pośrodku. Nie jest tak, że gwiazdorstwo mnie pociąga. Absolutnie! Świetnie spełniam się w ciszy, przy mądrej lekturze czy przy pisaniu. Z drugiej strony widzę, że ludzie oczekują ode mnie przewodnictwa duchowego, wskazania kierunku, gromadzenia, dlatego staram się tego nie unikać - konstatuje ojciec Góra.
Nie wyobrażam sobie życia bez studentów
Jak zauważa, nic innego przez całe życie nie robił, tylko od zawsze zajmował się młodymi ludźmi. Już jako młody kapłan został wydelegowany do pracy z młodzieżą. - Dziś może to brzmi czupurnie, że nie pracowałem w parafii, nie chrzciłem dzieci, nie udzielałem sakramentu małżeństwa, nie grzebałem też zmarłych. Uprawiałem to, co nie wszyscy rozumieją - duszpasterstwo. Byłem z ludźmi z powodu Pana Boga, towarzyszyłem ludziom także z powodu Pana Boga. Nie robiłem nic innego tylko od zawsze siedziałem i siedzę przy otwartych drzwiach w swojej dworcowej poczekalni. To jest tak mało kwalifikowana praca, że przez wiele lat była traktowana jako hobby. Liczyła się tylko Msza św. i godzinna spowiedź, jaką klasztor mi wyznaczał. Dzięki tej dworcowej poczekalni, „niewykwalifikowanej” pracy, niejedno życie zostało wyprostowane lub otrzymało odpowiedni kierunek, a może też zostało uratowane, jednak o tym ojciec Jan mówić już nie chce.
Wieczorem, czasami ze studentami, zmawia nieszpory, idzie do siebie i stara się jeszcze „coś pożytecznego poczytać”, ale nie zawsze ma na to siły. Przy łóżku gromadzi wiele książek o różnej skali trudności, tak aby w zależności od stanu duszy sięgnąć po odpowiednią lekturę. Jednak coraz częściej odkłada wybraną książkę, robi znak krzyża i natychmiast zasypia.
| oceń artykuł: |
|
4.3/5 (11) |
| poprzedni | następny | wróć |
|
|
dodaj komentarz
|
- Tam, gdzie rodził się Kościół
-
Dzieje początków Kościoła podważają wszelkie matematyczne obliczenia i rachuby. Wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu garstka gorliwie wierzących uczniów Jezusa, szerząc naukę Mistrza z Nazaretu, odmieniła cały świat, wprawiając tym samym w zdumienie nie tylko swoich prześladowców, ale i późniejszych badaczy fenomenu Kościoła.
więcej » - Wierzę w Ducha Świętego
-
Przedstawiany symbolicznie w postaci białej gołębicy, języków ognia, świetlanych promieni Duch Święty jest prawdziwą zagadką. Otrzymywany na chrzcie świętym dyskretnie towarzyszy człowiekowi w jego życiu i decyzjach. W sakramencie bierzmowania otwieramy się świadomie na Jego działanie, a współpracy z Nim uczymy się przez całe życie. Kim jest, gdzie jest, jak działa?
więcej » - Matczyny szturm do nieba
-
Wywodzą się z wielu kultur, wyznań i krajów. Na całym świecie, raz w tygodniu, kobiety z ruchu Matki w Modlitwie (Mothers Prayers) spotykają się, by w ciszy i skupieniu powierzać Bogu na modlitwie swoje dzieci i wnuki.
więcej » - Sklep innych wartości
-
– Arka to taki sklep, w którym towary poustawiane według wartości pieniądza niepełnosprawni poprzestawiali na swój unikalny sposób – usłyszała od Jeana Vanier, pomysłodawcy L’Arche (Arka), Aleksandra „Ala” Nawrocka. I zapragnęła mieć własny sklep.
więcej » - Kiedy pierwsza spowiedź?
-
Czy pierwsza spowiedź święta powinna być już przed Pierwszą Komunią Świętą? – To pytanie, które pojawiało się ostatnio w mediach, może niektórych szokować, innym natomiast da okazję do kontestowania sakramentu pojednania lub wołania: zmieńmy dotychczasową praktykę!
więcej » - Nowomowa czy język Ewangelii?
-
Niewielu jest takich ludzi, którzy w sposób zupełnie świadomy i dobrowolny pragną czynić zło, krzywdzić innych ludzi i samych siebie, łamać normy moralne czy lekceważyć własne sumienie. Mimo to byli, są i będą tacy ludzie i takie środowiska, które promują złe, a w konsekwencji destrukcyjne sposoby postępowania.
więcej » - Łączyć trzy wymiary
-
Rozmowa z dyrektorem i odpowiedzialnym za wspólnotę L’Arche Rafałem Ślusarczykiem ze Śledziejowic koło Krakowa, gdzie powstała pierwsza wspólnota w Polsce
więcej » - WEJDŹ NA ŚWIĘTĄ GÓRĘ!
-
W ciągu wieków nazywano Ją różnie: Przedziwną Matką Cudów, Pocieszycielką Gostyńską, Matką Świętej Nadziei. Zawsze jednak z wielką ufnością zwracano się do Niej po pomoc i wstawiennictwo, gdyż nie pozostaje obojętna na prośby swoich dzieci.
więcej » - Łowiczak, niewolnik Służebnicy
-
Rozmowa z biskupem pomocniczym diecezji łowickiej Józefem Zawitkowskim, wybitnym poetą, kompozytorem, nietuzinkowym i skromnym człowiekiem, obchodzącym półwiecze kapłaństwa i 30-lecie posługi w Łowiczu
więcej » - Zapytaj katolika
-
Przyznawać się otwarcie do swojej wiary, umiejętnie bronić katolickich zasad czy sensownie zabierać głos w ważnych społecznie tematach związanych z Kościołem wcale nie jest łatwo. Zwłaszcza w mediach. Oni to potrafią!
więcej »
Tematy numeru:
- Aktualności
- Nagroda dla "Przewodnika"
- Społeczeństwo
- Krajobraz po rewolucji
- Cyberkracja
- Książka feministki pomoże w walce z pornografią



drukuj













