dzisiaj jest: sobota, 26.05.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 14/2011 » Wiara i Kościół »

Krzyż swój

autor: ks. Artur Stopka

„Nie szkoda wam czasu na te walki o krzyż?” – zapytał uczeń trzeciej klasy gimnazjum. „Nic nie poradzicie na to, że nie dla wszystkich ma taką samą symbolikę jak dla was. Zawsze będą tacy, dla których będzie pustym znakiem i tacy, których będzie drażnił”. Do kogo się zwracał?"

 

Rozdrażnienie

Z rozdrażnieniem czytałem komentarze po wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie krzyża we włoskiej szkole. Zarówno te przesycone poczuciem triumfu, że oto znów stanęło na naszym i „krzyż zwyciężył”, jak i te, których autorzy dawali do zrozumienia, że prawdziwie chrześcijańska postawa powinna się wyrażać w ukrywaniu krzyża przed oczami tych, którym jego widok z jakiejś przyczyny przeszkadza. I jedni i drudzy nie unikali dla podbudowania swych tez podpierania się autorytetem samego Jezusa Chrystusa.

Odkąd pamiętam, mam na szyi krzyżyk. Właściwie nigdy go nie zdejmuję. Dwa razy przez minione pół wieku zdarzyło się, że pękło ogniwko trzymające go na łańcuszku i nie czułem jego obecności. Pamiętam te kilka dni bez mojego krzyża jako czas pewnego istotnego braku i osamotnienia. Gdy zwierzyłem się z tego komuś, usłyszałem: „To chyba po prostu kwestia przyzwyczajenia. Nie wyciągaj pochopnych wniosków z takich powierzchownych odczuć”. Tych słów nie wypowiedział jakiś ateista czy wróg Kościoła. Nie. Powiedział je człowiek mądry i głęboko wierzący.

 

Dwa krzyże

Zrobiłem w życiu własnoręcznie dwa krzyże. Jeden z nich dałem w prezencie. Zrobiłem go w ośrodku internowania z dwóch deseczek, które wygładziłem, przyciąłem do odpowiednich rozmiarów i połączyłem na krzyż. Napisałem na nim, że jest to symbol zwycięstwa miłości. Dzisiaj ten napis jest ledwo widoczny. Dałem ten krzyż mojej Mamie na urodziny. Dałem go jej w czasie, który dla niej był o wiele trudniejszy do przeżycia niż dla mnie. Umieściła ten krzyż na najważniejszym miejscu w pokoju i do końca życia modliła się przed nim. Chociaż miała wiele innych, o wiele piękniejszych i wartościowszych krzyży.

 

Po jej śmierci, krzyż wrócił do mnie...

Drugi krzyż zrobiłem z dwóch cieniutkich patyczków. Takich, jakich używa się do papierowych chorągiewek. Był taki delikatny. Zwiewny i bezbronny. I lekki. Powiesiłem go na ułamanej szpilce wbitej w drzwiczki szafy. Mimo swej filigranowości, przetrwał kilkadziesiąt lat. Raz ktoś na jego widok powiedział: „Niezbyt ciężki krzyż sobie wybrałeś”. „Nie sądź po pozorach. Jego prawdziwa waga i ciężar nie są widoczne dla wszystkich oczu” – odpowiedziałem spontanicznie. Dopiero po wielu latach zrozumiałem znaczenie słów, które wtedy wypowiedziałem.

 

Zapomnienie

Znam historię człowieka, który długo chodził w glorii męczennika „za obronę krzyża”. Pracował w czasach PRL-u w publicznej instytucji. Do pracy przychodził z dużym krzyżem na piersi. Był za to szykanowany, wreszcie go zwolniono. Wszyscy patrzyli na niego z szacunkiem i podziwem. Wiele lat później, gdy w Polsce ruszyła lustracja, okazało się, że był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Ci, którzy znali go bliżej, nie chcą teraz rozmawiać o miejscu krzyża w jego życiu.

Ktoś mi opowiadał o człowieku niepełnosprawnym umysłowo, który przez wiele lat nosił krzyż na pogrzebach. Kroczył z nim dumnie i z powagą. Ludzie dawali mu za to drobne pieniądze. Pewnego razu na trasie konduktu pojawiło się stado kur. Idący na czele niepełnosprawny zaczął je rozganiać. Tym, co akurat miał w dłoniach. Krzyżem. „Trudno mieć do niego pretensje. Pewnie nie rozumiał, czym jest krzyż” – nieproszony starałem się go wytłumaczyć i usprawiedliwić. „Nie ma ksiądz racji” – usłyszałem.

Wtedy przypomniało mi się, jak w pewnej parafii wybuchła wielka awantura, gdy dostrzeżono ministranta, który wracając z cmentarza z pogrzebowym krzyżem, gonił kolegów, posługując się nim jak rycerz turniejową kopią. To nie był jakiś nieświadomy znaczenia krzyża malec. Gdy go potem pytano, dlaczego w taki sposób potraktował święty znak krzyża, odpowiadał z rozbrajającą szczerością: „Na chwilę zapomniałem, że to krzyż”.

 

Zażenowanie

To wyznanie rozbawionego ministranta wraca mi w myślach, ilekroć czuję zażenowanie, przykrość, ale też ból i oburzenie z powodu instrumentalnego potraktowania krzyża. A odczuwam je raz po raz. Odczuwam je za każdym razem, gdy widzę moich współbraci i współsiostry w wierze, którzy nie mają odwagi, aby ją wyznać właśnie znakiem krzyża. Zdarza się to coraz częściej. Odczuwam je, gdy w centrum stolicy znak mojej wiary układany jest z puszek po piwie. Ale też, gdy ludzie go sobie niemal wyrywają przed kamerami, po czym, gdy trafia do kościoła, nikt się nim już nie interesuje.

Byłem kiedyś świadkiem, jak w sklepie z dewocjonaliami prowadzonym przez kościelną instytucję sprzedawczyni długo i z pełnym przekonaniem tłumaczyła dwom młodym kobietom, że krzyżyk to nie jest dobry prezent na chrzest dziecka. „To tak, jakby się komuś życzyło, żeby jego życie było krzyżem” – argumentowała. Na nic się zdały moje protesty przeciwko takiej interpretacji. Kobiety nie kupiły krzyżyka (jedna z nich miała być chrzestną). Do dziś czuję zażenowanie.

Czuję je również wtedy, gdy przypominam sobie, że w sali sejmowej krzyż został powieszony cichaczem, w nocy, jakby umieszczenie go tam było czymś jeśli nie złym, to przynajmniej bardzo wstydliwym. I czuję je, gdy zwolennicy jednego z polityków używają znaków innych religii do prowokacji, której istotą ma być usunięcie znaku krzyża z sali obrad rady miejskiej.

 

Ukrywanie

W jednej z gazet po wyroku Trybunału w Strasburgu akcentujący swoje chrześcijaństwo i katolicyzm publicysta, idąc pod prąd triumfalistycznym reakcjom, przywołał czyjąś tezę, w myśl której „gdyby Jezus zobaczył z krzyża, że on kogoś razi, zszedłby z niego, wziął go na ramiona i zaniósł w inne miejsce”. Publicysta dodał już od siebie: „Prawdziwe zwycięstwo krzyża jest zawsze nie z tej ziemi”. Gdy publicznie zanegowałem sugestię dotyczącą przypuszczalnego zachowania Jezusa, ktoś mi złośliwie zwrócił uwagę, że przecież my, katolicy, również czasami ukrywamy krzyż. „Przecież zasłaniacie krzyże – i to w kościołach – na dwa tygodnie w Wielkim Poście” – wytykał. „Oczywiście. Ale nie, żeby go schować, lecz po to, aby go na nowo odkryć i zobaczyć” – odpowiedziałem. Aby sobie na nowo uświadomić, że to na drzewie krzyża zawisło zbawienie świata.

Chowanie i usuwanie krzyża z widoku nie leży w naturze chrześcijaństwa. Krzyż jest przecież znakiem wiary. Jego najgłębsze znaczenie odkrywa się jednak w świetle Zmartwychwstania. Gdyby Jezus Chrystus nie zmartwychwstał, krzyż miałby zupełnie inną wymowę. Co innego by symbolizował.

Krzyż jest znakiem sprzeciwu. Ale nie jest narzędziem drażnienia tych, którzy nie znają lub nie rozumieją jego znaczenia. Krzyż nie może zniknąć z przestrzeni publicznej. Jednak za każdym razem, gdy czynię krzyż znakiem publicznym, jako chrześcijanin i katolik zadaję sobie pytanie: „Po co to robię? Co chcę przez to wyrazić?”. Jezus powiedział: „Kto chce iść za Mną, niech weźmie krzyż swój...”.

Ukrywanie krzyża nie leży w naturze chrześcijaństwa. Ale z pewnością leży w niej rozumne stosowanie tego unikalnego na skalę światową znaku i symbolu.

 

 

 

 

oceń artykuł:
5/5 (3)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
  • Tam, gdzie rodził się Kościół
  •   Dzieje początków Kościoła podważają wszelkie matematyczne obliczenia i rachuby. Wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu garstka gorliwie wierzących uczniów Jezusa, szerząc naukę Mistrza z Nazaretu, odmieniła cały świat, wprawiając tym samym w zdumienie nie tylko swoich prześladowców, ale i późniejszych badaczy fenomenu Kościoła.

    więcej »
  • Wierzę w Ducha Świętego
  •   Przedstawiany symbolicznie w postaci białej gołębicy, języków ognia, świetlanych promieni Duch Święty jest prawdziwą zagadką. Otrzymywany na chrzcie świętym dyskretnie towarzyszy człowiekowi w jego życiu i decyzjach. W sakramencie bierzmowania otwieramy się świadomie na Jego działanie, a współpracy z Nim uczymy się przez całe życie. Kim jest, gdzie jest, jak działa?

    więcej »
  • Matczyny szturm do nieba
  •  Wywodzą się z wielu kultur, wyznań i krajów. Na całym świecie, raz w tygodniu, kobiety z ruchu Matki w Modlitwie (Mothers Prayers) spotykają się, by w ciszy i skupieniu powierzać Bogu na modlitwie swoje dzieci i wnuki.

     

    więcej »
  • Sklep innych wartości
  •   – Arka to taki sklep, w którym towary poustawiane według wartości pieniądza niepełnosprawni poprzestawiali na swój unikalny sposób – usłyszała od Jeana Vanier, pomysłodawcy L’Arche (Arka), Aleksandra „Ala” Nawrocka. I zapragnęła mieć własny sklep.

    więcej »
  • Kiedy pierwsza spowiedź?
  •   Czy pierwsza spowiedź święta powinna być już przed Pierwszą Komunią Świętą? – To pytanie, które pojawiało się ostatnio w mediach, może niektórych szokować, innym natomiast da okazję do kontestowania sakramentu pojednania lub wołania: zmieńmy dotychczasową praktykę!

    więcej »
  • Nowomowa czy język Ewangelii?
  •   Niewielu jest takich ludzi, którzy w sposób zupełnie świadomy i dobrowolny pragną czynić zło, krzywdzić innych ludzi i samych siebie, łamać normy moralne czy lekceważyć własne sumienie. Mimo to byli, są i będą tacy ludzie i takie środowiska, które promują złe, a w konsekwencji destrukcyjne sposoby postępowania.

    więcej »
  • Łączyć trzy wymiary
  • Rozmowa z dyrektorem i odpowiedzialnym za wspólnotę L’Arche Rafałem Ślusarczykiem ze Śledziejowic koło Krakowa, gdzie powstała pierwsza wspólnota w Polsce

    więcej »
  • WEJDŹ NA ŚWIĘTĄ GÓRĘ!
  • W ciągu wieków nazywano Ją różnie: Przedziwną Matką Cudów, Pocieszycielką Gostyńską, Matką Świętej Nadziei. Zawsze jednak z wielką ufnością zwracano się do Niej po pomoc i wstawiennictwo, gdyż nie pozostaje obojętna na prośby swoich dzieci.

    więcej »
  • Łowiczak, niewolnik Służebnicy
  • Rozmowa z biskupem pomocniczym diecezji łowickiej Józefem Zawitkowskim, wybitnym poetą, kompozytorem, nietuzinkowym i skromnym człowiekiem, obchodzącym półwiecze kapłaństwa i 30-lecie posługi w Łowiczu

     

    więcej »
  • Zapytaj katolika
  •   Przyznawać się otwarcie do swojej wiary, umiejętnie bronić katolickich zasad czy sensownie zabierać głos w ważnych społecznie tematach związanych z Kościołem wcale nie jest łatwo. Zwłaszcza w mediach. Oni to potrafią!

    więcej »
right
left
Nagroda im. Wł. Pietrzaka dla Przewodnika Katolickiego