dzisiaj jest: sobota, 26.05.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 34/2005 » Wiara »

Częstochowa po amerykańsku

autor: ks. Dariusz Madejczyk

Nazwa Doylestown brzmi trochę dziwnie dla naszego ucha. A jednak Doylestown to jedno z miejsc najbardziej znanych i najchętniej odwiedzanych przez Polaków mieszkających w Stanach Zjednoczonych. To tu znajduje się amerykańska Częstochowa - sanktuarium Matki Bożej Jasnogórskiej.



Początki sanktuarium łączą się z przybyciem w 1951 roku do Stanów Zjednoczonych ojca Michała M. Zembrzuskiego z zakonu ojców paulinów. Już od pierwszych chwil swojego pobytu na ziemi amerykańskiej nosił się on z zamiarem stworzenia miejsca, które jednoczyłoby Polonię mieszkającą w USA, a zarazem umacniało życie religijne Polaków i podtrzymywało narodowe tradycje.

Pierwsze kroki


Początki nie były oczywiście łatwe. Jednak ojciec Michał znalazł wokół siebie wielu życzliwych ludzi, którzy wsparli jego ideę i razem z nim wytyczali kierunki przyszłych działań. W maju 1953 roku, po uzyskaniu zgody kardynała Johna F. O'Hara, arcybiskupa Filadelfii, w której to diecezji miało powstać sanktuarium, rozpoczęto poszukiwania odpowiedniego terenu. Po znalezieniu i wykupieniu odpowiedniej działki w pobliżu Doylestown w stanie Pensylwania, 6 listopada 1953 roku za zgodą Stolicy Apostolskiej został erygowany pierwszy klasztor zakonu paulinów na ziemi amerykańskiej.
Ta ważna decyzja pozwoliła na rozpoczęcie konkretnej pracy zmierzającej do realizacji poczynionych wcześniej planów. W 1954 roku do Doylestown przyjechali kolejni zakonnicy, a w 1955 ojciec Michał zaczął propagować ideę amerykańskiej Częstochowy poprzez audycje radiowe w Nowym Jorku i Filadelfii. Notabene ta forma kontaktu sanktuarium z rodakami przetrwała do dziś w postaci audycji radiowych "Głos Amerykańskiej Częstochowy".
Na pierwszą kaplicę, która mogłaby służyć do odprawiania Mszy Świętych i wspólnej modlitwy, zaadaptowano starą pofarmerską stodołę, w której już w 1955 roku odprawiono pierwszą Eucharystię. Może była uboga i prymitywana, jak zauważył ojciec Zembrzuski, ale przecież - to już słowa kardynała O'Hara - "wielkie rzeczy powstają z małych. Nasze zbawienie rozpoczęło się w stajni w Betlejem".

Wizerunek Matki


Polacy wyjeżdżający z ojczyzny, czy to do Ameryki, czy w jakikolwiek inny zakątek świata, zabierali z sobą zawsze wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej. Także sercem sanktuarium stał się wizerunek Jasnogórskiej Pani. Tak jak w każdej rodzinie zajmował on szczególne miejsce i był nie tylko znakiem wiary, ale i narodowej przynależności, tak i tutaj stał się zaproszeniem do wspólnej modlitwy, odnowienia tych więzi, które łączą Polaków między sobą i z ojczystą ziemią. I na początku, kiedy do sanktuarium przybyła pierwsza grupa pielgrzymkowa z Filadelfii, i dzisiaj tym, co wszystkich porusza są oczy Matki. To do Niej przybywają pielgrzymi, by prosić o wstawiennictwo i przez Jej ręce powierzać Bogu swoje sprawy.

Pomnik Tysiąclecia


W miarę jak do Doylestown przybywało coraz więcej pielgrzymów, okazało się, że kaplica jest za mała i trzeba będzie w jakiś sposób odpowiedzieć na coraz większe potrzeby związane z napływem wiernych. Wielki ruch pielgrzymkowy stał się inspiracją, by w duchu wdzięczności za Milenium Chrztu Polski wybudować nowe, wielkie sanktuarium maryjne.
Prace związane z budową świątyni na 1.800 miejsc i dolnej kaplicy, w której miała się znaleźć kopia ołtarza z kaplicy na Jasnej Górze, ruszyły na dobre w 1965 roku, a już w następnym roku, 16 października, dokonano uroczystej dedykacji nowego sanktuarium. Uroczystościom przewodniczył kardynał Jan Król z Filadelfii, a popołudniu sanktuarium nawiedził prezydent Stanów Zjednoczonych Lyndon B. Johnson z rodziną, który podkreślił wielką rolę, jaką w historii USA odegrali polscy emigranci.

Pielgrzym w sanktuarium


Pielgrzymki do miejsc świętych każdy przeżywa na swój sposób. Z pewnością również w Doylestown inaczej czuje się ktoś, kto od lat mieszka w Ameryce, a inaczej każdy, kto znalazł się tu tylko na chwilę, jako gość na amerykańskiej ziemi. To, co zdaje się jednak szczególnie ważne, to ciągłe odkrywanie, jak bardzo wiara zakorzenia się w człowieku przez rodzinny dom i ojczyste tradycje, i jak bardzo ich potem potrzebuje, by się rozwijać i przez całe życie kształtować serce człowieka.
Patrząc trochę z boku na Polaków mieszkających za oceanem, nietrudno zauważyć, że to właśnie w kościołach, a w szczególny sposób w amerykańskiej Częstochowie, inaczej bije polskie serce. To właśnie w świątyniach odprawia się po polsku Msze Święte, przy parafiach działają polskie szkoły, które uczą kolejne pokolenia ojczystego języka, a dzieci przyjmują sakramenty święte z rąk polskich kapłanów. Choć istnieje wiele polskich organizacji i działają polskie służby dyplomatyczne, ostatecznie prawdziwe i głębokie więzi podtrzymuje się dzięki rodzinie i Kościołowi.

Więcej informacji w Internecie: www.czestochowa.us
poprzedni   |   następny wróć
  • 2011 - Rokiem św. Maksymiliana
  • Św. Rajmund - Maksymilian Maria Kolbe przyszedł ma świat w 1894 r. w Zduńskiej Woli. Został franciszkaninem, a dziełem swego życia uczynił Niepokalanów, „Gród Maryi”, usytuowany w Paprotni, na terenie gminy Teresin. Podczas wojny - jako więzień Auschwitz nr 16670 - zgłosił się dobrowolnie, w zamian za Franciszka Gajowniczka, na śmierć w bunkrze głodowym.

    więcej »
  • Dziękuję za telefon...
  • Ostry dzwonek wyrwał mnie ze snu. „Co jest? Co to?” – przez moment nie wiedziałem, o co chodzi, ale już po paru sekundach dotarło do mnie, że ktoś na dole, przy drzwiach wejściowych do plebanii nacisnął na „Dzwonek do chorego”.

    więcej »
  • Świętość Karola Boromeusza
  • Natura nie obdarzyła go urodą. Uchodził za człowieka szpetnego, był cherlawy, a na dodatek się jąkał. Był potomkiem sławnego rodu Hohenzollernów i już w dzieciństwie przeznaczono go do stanu duchownego.

    więcej »
  • Czy wiesz, co kupujesz?
  •  

    Wielu z nas, stojąc przed sklepową półką, wybiera produkty, kierując się ich ceną. Czy kiedykolwiek pomyśleliśmy o tym, że podjęta przez nas decyzja może mieć wpływ na życie innych ludzi?

    więcej »
  • Na filmowym planie z komarami
  • „Bagahadhi, mwarobaini [czyt. młarobaini], koto, kariato” – tak Yusufu, który przygotowywania leków według tradycyjnych receptur nauczył się od ojca, wymienia poszczególne składniki potrzebne do sporządzenia wywaru do leczenia malarii.

    więcej »
  • Trzeba mieć misję na misje
  •  

    W 1799 r. rodzi się w Lyonie szóste dziecko bogatego przemysłowca, fabrykanta jedwabiu. Nie byłoby w tym wydarzeniu nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ta francuska piękna dziewczyna o życzliwym spojrzeniu zainicjowała dzieło znane obecnie w całym Kościele. Papieskie Dzieła Misyjne to tak naprawdę inicjatywa Pauliny Jaricot.

    więcej »
  • Jezus, którego szukamy
  • W imię Boże witamy nowy rok. Zawsze mamy nadzieję na czas lepszy, bardziej radosny, bogatszy w dobro i to, co do życia jest potrzebne. Mamy nadzieję na miłość, zdrowie i pokój. Z tą nadzieją przychodzimy do żłóbka, patrzymy na owieczki i pasterzy, na Mędrców i wielbłądy, wyglądamy wraz z nimi Dzieciątka, Świętej Rodziny. Chcielibyśmy ofiarować Mu wszystko, co mamy, chcielibyśmy...więcej »
  • KOŚCIÓŁ W POLSCE - ROK 2005
  • Pożegnanie Papieża Polaka Drugiego kwietnia 2005 roku na wieść o śmierci Jana Pawła II Polska, jak żaden inny kraj na świecie, pogrążyła się w żałobie. Swój indywidualny ból po śmierci Papieża Polacy starali się przeżywać wspólnotowo, w wymiarze społecznym. W całej naszej ojczyźnie miliony ludzi uczestniczyły we Mszach Świętych w intencji Ojca Świętego. W hołdzie zmarłemu...więcej »
  • KOŚCIÓŁ NA ŚWIECIE - ROK 2005
  • Śmierć 264. Następcy Świętego Piotra Jan Paweł II zmarł 2 kwietnia o godzinie 21.37. Jego pontyfikat trwał 26 lat 5 miesięcy i 16 dni i był trzecim co do długości w historii papiestwa. Przy łożu zmarłego byli najbliżsi współpracownicy Ojca Świętego m.in.: abp Stanisław Dziwisz, osobisty sekretarz Papieża, ks. prof. Tadeusz Styczeń, jego uczeń z KUL, ks. prałat Mieczysław...więcej »
  • Ksiądz odpowiada
  • (...) Dlaczego człowiek nie może raz na zawsze wyzbyć się choćby niektórych swoich wad? Zawsze zadaję sobie to pytanie z okazji świąt, kiedy szykuję się trochę jakby dokładniej do spowiedzi. Przyznam się, że jestem trochę zły na siebie, a może i mam trochę pretensji do Pana Boga. Czemu nas skazał na tyle słabości? Tak mi jakoś głupio, bo widzę, że prawie się nie zmieniam....więcej »
right
left
Nagroda im. Wł. Pietrzaka dla Przewodnika Katolickiego