- U Pana Boga w ławce
-
Katolickie szkolnictwo stanowi prawdziwy fenomen w skali światowej. Pomimo dramatycznego spadku religijności zachodnich Europejczyków, edukacja oparta o wartości ewangeliczne znajduje cały czas ogromne grono odbiorców. Dzieje się tak, ponieważ katolickie szkoły oferują nie tylko wyższy poziom nauczania, ale także pasję i zaangażowanie nauczycieli, a nade wszystko mocny kościec moralny...więcej »
- W trosce o dobrą spowiedź
-
Środą Popielcową rozpoczynamy czterdziestodniowy Wielki Post. Czas rozważania Męki i Śmierci Pana Jezusa uświadamia nam - bardziej niż kiedykolwiek - własną grzeszność, zwłaszcza że Kościół wzywa nas do pokuty i nawrócenia. Może warto w trwającym Roku Eucharystii uczynić przedmiotem wielkopostnej refleksji sakramentalną spowiedź, która przygotowuje nas do pełnego uczestnictwa...więcej »
- Wygrać życie
-
11 lutego Światowym Dniem Chorego To nie do wiary, ale zmiana stylu życia społeczeństw może zmniejszyć nawet o 80 procent liczbę śmiertelnych zawałów serca, szacowaną na kilkanaście milionów rocznie. Gdyby zamknąć wszystkie ośrodki kardiologiczne w Polsce i jednocześnie wszyscy Polacy rzuciliby palenie, mniej osób umierałoby na zawał. Zdrowie społeczeństwa zależy tylko w ok....więcej »
- W drodze ku mądrości
-
Jakie są nasze wyższe uczelnie? Uczą myślenia i prowadzą ku mądrości? Czy też raczej produkują magistrów i doktorów? Kształcą specjalistów w dziedzinie chemii albo teologii, czy też uczą jedynie przepisów bhp? Prowadzą studentów do lepszego poznania samych siebie i otaczającego ich świata? Tego typu pytania rodzą się coraz częściej zarówno wśród studentów, jak i profesorów....więcej »
- Maryja Stolica Mądrości
-
Panna natenczas psałterz czytała... - śpiewamy w jednej z najpiękniejszych pieśni adwentowych "Po upadku człowieka grzesznego". Pochodzi ona z XVI wieku. Jest śpiewanym echem wielu wcześniejszych wyobrażeń Zwiastowania Pańskiego. W ołtarzu Wita Stwosza w kościele Mariackim w Krakowie, w asyskiej Porcjunkuli, w rzeźbach Donatella znajdujących się we florenckiej Santa Croce czy też na...więcej »
- Rewolucja lubi się powtarzać
-
Panuje powszechne przekonanie, że pomarańczowa rewolucja na Ukrainie stanowi spóźnione echo wydarzeń, do jakich doszło w 1989 roku podczas Jesieni Ludów w Europie Środkowo-Wschodniej. Rzeczywiście - patrząc na zbiorowe uniesienie Ukraińców i ich desperacką chęć zmian, mimowolnie przypominają się wydarzenia sprzed piętnastu lat. Dziś większość historyków nie ma wątpliwości,...więcej »
- Jak to było z "Przewodnikiem"
-
Upływa sto dziesięć lat od chwili powstania "Przewodnika Katolickiego", którego pierwszy numer ukazał się pod datą 17 stycznia 1895 roku. To najstarszy, nadal wydawany tygodnik katolicki, na bazie którego dwa lata później utworzono Drukarnię i Księgarnię Św. Wojciecha. Inicjatorem powołania "Przewodnika" był arcybiskup Florian Stablewski, którego zamierzeniem było wydawanie popularnego...więcej »
- Eucharystia - tajemnicą światła
-
Kult Eucharystii stanowi centrum naszego życia duchowego. Najświętszy Sakrament jest bowiem wtajemniczeniem w misterium paschalne Chrystusa, a także źródłem i szczytem chrześcijańskiego życia. Żywiąc głęboką cześć do Ciała i Krwi Zbawiciela, każdy katolik stara się więc często przyjmować Komunię świętą, ponieważ wie, że jest ona dla duszy tym, czym chleb dla ciała. Od...więcej »
- Nauka i wiara
-
Naukowcy stwierdzili, że przytarczyce - jedne z naszych gruczołów dokrewnych - powstały podczas ewolucji ze skrzeli ryb. Pierolapithecus catalaunicus, małpa żyjąca 13 mln lat temu, jest ostatnim wspólnym przodkiem dużych małp człekokształtnych i ludzi. To tylko dwa głośne doniesienia prasowe z ostatniego miesiąca, które zdają się zaprzeczać biblijnym przekazom o stworzeniu człowieka....więcej »
- Cicho! Mamo, nie przeszkadzaj!
-
- "Mamo, dlaczego on…" - "Nie wiem. Nie mam czasu!" Dziecko albo już nam… "emigruje", zasłuchane, zapatrzone w ekran telewizyjny, kinowy, staje się nieobecne - albo zaczyna pytać, prosi o pomoc. A jeśli nie, czy nie trzeba go sprowokować do zastanowienia? Jakaż cenna okazja, by mu tłumaczyć świat, zachowania ludzi - po prostu wychowywać, usamodzielniać, bo jeszcze pyta - niedługo...więcej »
dzisiaj jest: sobota, 26.05.2012 | Imieniny:
586 dni wojny |
autor: Piotr Krysa
13 grudnia 1981 roku dla wielu Polaków jest jeszcze żywą datą. Pamiętają nadawaną na wszystkich kanałach radiowych muzykę poważną, pamiętają wystąpienie generała armii Wojciecha Jaruzelskiego, pamiętają czołgi i transportery opancerzone na ulicach swoich miast. Wszyscy powinniśmy pamiętać, że zginęli wtedy ludzie, zginęli z rąk rodaków. Winni tych wypadków do dziś często są nieznani albo w wielu przypadkach uznani za niewinnych.
Stan wojenny wprowadzony 13 grudnia 1981 roku do dziś dzieli polskie społeczeństwo na dwa obozy. Spór o to, czy był to akt terroru wymierzony przeciwko własnym rodakom, czy też ratowanie narodu przed dobrosąsiedzką inwazją wcale nie został jednoznacznie rozwiązany. Problem ten nie dotyczy jedynie historii przez duże "H", ale także setek ludzkich dramatów. Dramatów, które podręczniki za kilkanaście lat będą traktowały tylko statystycznie. Dziś, 21 lat po wprowadzeniu stanu wojennego, są to wydarzenia wciąż żywe i budzące wielkie emocje. Niestety, również coraz trudniejsze do wyjaśnienia.
Po kilkunastu latach funkcjonowania III Rzeczpospolitej wiele dowodów przemawia za tym, że polityka "grubej kreski" była błędna. Błędna, bo po prostu się nie sprawdziła, skutkując całą masą oskarżeń, pomówień i prowokacji. Jeśli idea była piękna, to ludzie do niej nie dorośli. Na dłuższą metę okazało się, że bez oceny tamtych wydarzeń, bez moralnego osądu trudno o należną państwu demokratycznemu atencję dla sprawiedliwości.
Spóźniona lustracja, dodatkowo skutecznie zepsuta głosami SLD i Samoobrony, stała się zwykłą groteską, a miała przecież jedynie wymusić przyznanie się do przeszłości osób sprawujących urzędy publiczne.
Gruba kreska i lustracja nie odnoszą się jedynie do stanu wojennego, ale do całego okresu PRL. Stan wojenny to inna kategoria zdarzeń. Skutkował przecież jawnym użyciem wojska i służb bezpieczeństwa przeciwko własnemu narodowi. Od kul, pałek czy pięści zginęli ludzie - wskutek wprowadzenia w Polsce stanu wojennego bezpośrednio lub pośrednio około 100 osób.
Czasami ginęli w czterech ścianach, czasami doprowadzeni na skraj psychicznej wytrzymałości popełniali samobójstwo. Wielu jednak zginęło w pełnym słońcu podczas pacyfikacji strajków czy manifestacji, na oczach setek świadków. Ci również częstokroć nie doczekali się zadośćuczynienia. Dzięki ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej termin przedawnienia tzw. zbrodni komunistycznych nie będących zbrodniami wojennymi, ani zbrodniami przeciwko ludzkości upłynie po 30 latach w przypadku zabójstwa i 20 latach w innych przypadkach. Te ostatnie ulegną więc przedawnieniu 1 stycznia 2010 roku. Historia jednak nie ulega przedawnieniu.
Stan wojenny oficjalnie rozpoczął się 13 grudnia 1981 roku, jednak faktycznie odbyło się to już w nocy z 12 na 13 grudnia (z soboty na niedzielę). Rozkaz wprowadzający stan wojenny został wydany 12 grudnia około godziny 16.00, a pierwsze działanie sił podległych MSW i MON zaplanowano na godzinę 23.30. Oficjalnie wojna w Polsce rozpoczęta została dekretem Rady Państwa na podstawie art. 33 II konstytucji PRL. Dekret został wydany wbrew prawu, bowiem taż sama konstytucja zabraniała wydawać dekrety w trakcie trwania sesji Sejmu, a taka właśnie wtedy miała miejsce. Zresztą Rada Państwa pod przewodnictwem Henryka Jabłońskiego przyjęła dekret dopiero 13 grudnia we wczesnych godzinach rannych, gdy postanowienia stanu wojennego były już realizowane, co nakazuje powątpiewać, że była to jej suwerenna decyzja.
Rzeczywistym autorem stanu wojennego był ówczesny I sekretarz KC PZPR, prezes Rady Ministrów i minister obrony narodowej, gen. armii Wojciech Jaruzelski. 13 grudnia objął jeszcze jedną funkcję - przewodniczącego Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON), która miała jakoby być administratorem stanu wojennego. Taką rolę pełniła jedynie oficjalnie, bo najważniejsze decyzje zapadały w nieformalnym gronie skupionym wokół gen. Jaruzelskiego. Oficjalnie stan wojenny uzasadniano załamaniem gospodarczym kraju, groźbą zamachu stanu i przejęcia władzy przez Solidarność. Faktycznie nawet w świetle obowiązującego w PRL-u prawa przejęcie władzy przez wojskową juntę pod wodzą gen. Jaruzelskiego było właśnie zamachem stanu i tak od samego początku było to określane na Zachodzie. Już w latach ‘90 gen. Jaruzelski stwierdził, że stan wojenny musiał być wprowadzony jako obrona polskiej racji stanu, ze względu na naciski władz ZSRR i zagrożenie interwencją wojsk Układu Warszawskiego.
Niemniej jednak decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego nie zapadła z dnia na dzień. Już w sierpniu roku 1980 Komitet Obrony Kraju wydał szefowi Sztabu generalnego WP gen. Florianowi Siwickiemu rozkaz rozpoczęcia prac studyjnych nad jego wprowadzeniem. Znaczącą rolę odegrał tu Sztab MSW "Lato ‘80" powołany do istnienia 16 sierpnia tegoż roku decyzją ministra spraw wewnętrznych, który miał koordynować działania wszystkich służb w celu "zapewniania bezpieczeństwa, ładu i porządku publicznego w kraju". W dwudziestolecie wprowadzenia stanu wojennego Instytut Pamięci Narodowej opublikował kilka obszernych publikacji zawierających stan badań dotyczących tych wydarzeń.
12 grudnia około godziny 23 przerwano wszystkie połączenia telefoniczne i teleksowe. Odcięto nawet prywatną linię telefoniczną łączącą Papieża z Polską. Około północy przestały nadawać radio i telewizja. Około trzeciej w nocy zaczęły się internowania. Prawie od razu udało się ująć 93 ze 107 członków Komisji Krajowej Solidarności. Ci, którzy włączyli radio nad ranem, usłyszeli jedynie muzykę poważną. Od szóstej nadawano też proklamację WRON i przemówienie generała Wojciecha Jaruzelskiego. Jego też, zamiast Teleranka, zobaczyły tego dnia wszystkie polskie dzieci. W kazaniu niedzielnym prymas Józef Glemp potępia stan wojenny i apeluje o spokój i rozwagę. Społeczeństwo dowiaduje się również o propagandowym internowaniu Edwarda Gierka odpowiedzialnego za kryzys gospodarczy.
Nazajutrz, w poniedziałek, pierwszy roboczy dzień stanu wojennego, pozostający na wolności działacze Solidarności organizują strajki. Tegoż samego dnia z gazet ukazuje się tylko "Trybuna Ludu", "Żołnierz Wolności" i organy KW PZPR. W Gdańsku ukazało się łączne wydanie trzech lokalnych gazet. Równocześnie wojsko otoczyło Stocznię Gdańską. Jednak to nie stoczniowcy pierwsi musieli ulec zbrojnej przemocy.
Pierwsze strzały rozległy się 15 grudnia na Śląsku, gdzie podczas pacyfikacji strajku w kopalni "Manifest Lipcowy" postrzelonych zostaje 4 górników. Nazajutrz w środę dochodzi do największych tragedii. Przeciwko protestującym robotnikom władza nie waha się wysłać nawet czołgów. Kolejno pacyfikowane są Stocznia Gdańska, Huta im. Lenina, Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego w Mielcu. W Trójmieście walki przenoszą się na ulice, gdzie pojawiają się również czołgi w asyście śmigłowców. Oddziały ZOMO atakują kopalnię "Wujek" - od kul ginie 9 górników, 21 zostaje postrzelonych...
Dzień później w Gdańsku w ulicznych starciach z ZOMO zastrzelona zostaje jedna osoba, a dwie zostają ranne. W Krakowie obywa się bez ofiar...
20 grudnia pada strajk w Porcie Gdańskim, 23 grudnia zostaje spacyfikowana Huta Katowice, pięć dni później kończy się ostatni strajk okupacyjny w kopalni "Piast".
Nie kończą się jednak ani stan wojenny ani prześladowania i represje. Rozwiązywane są związki zawodowe i różne stowarzyszenia i organizacje. Trwają internowania, których ofiarami pada w sumie ponad 10 tysięcy osób. Władze w wielu dziedzinach życia kontrolują komisarze wojskowi.
Społeczeństwo nie godzi się na rządy wojskowo-partyjnej junty i na różne sposoby manifestuje swój sprzeciw. Piątego lutego 1982 roku w Świdniku odbywa się pierwsza "manifestacja spacerowa" polegająca na masowych spacerach w czasie trwania Dziennika TV, 16 lutego w LO im. Stefana Batorego w Warszawie młodzież po raz pierwszy nie rozmawia ze sobą w czasie przerw. Pierwszego maja w wielu miastach Polski odbywają się demonstracje i kontrpochody.
Te zorganizowane 3 maja są rozbijane przez ZOMO już o wiele bardziej brutalnie. 31 sierpnia w rocznicę porozumień sierpniowych w Gdańsku od uderzenia w głowę petardą ginie jeden z demonstrantów, we Wrocławiu jedna osoba umiera wskutek pobicia, w Lubinie służba bezpieczeństwa otwiera ogień do manifestantów. Giną 3 osoby, dalszych 11 odnosi rany.
To nie wszystkie ofiary. Ludzie ginęli nie tylko podczas demonstracji, byli także brutalnie mordowani bez świadków, jak choćby maturzysta Grzegorz Przemyk, syn opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej, pobity na komisariacie.
Stan wojenny Rada Państwa zawiesiła 31 grudnia 1982 roku, natomiast zniosła 22 lipca 1983 roku.
Czy tak musiało być? Józef Kurowski, funkcjonariusz MO z Myślenic na pewno nie chciał nikogo zabić podczas tłumienia manifestacji 11 listopada w Krakowie. Skrytykowany przez przełożonych za "zbyt łagodne postępowanie" popełnił samobójstwo. To też ofiara tej "wojny".
Za zbrodnie stanu wojennego przed sądami III RP odpowiedzieli tylko nieliczni funkcjonariusze PRL. Próby ich ścigania podejmowano zaraz po przełomie 1989 roku. Większość z nich napotkała jednak na duży opór. Lewica straszyła "polowaniem na czarownice", prawica zarzucała pierwszym solidarnościowym rządom niechęć do ścigania tych zbrodni. Ich zdaniem, był to skutek tajnych układów przy okrągłym stole.
Wiele dla tej sprawy zrobiła specjalna komisja sejmowa pod kierownictwem Jana Marii Rokity, która w latach 1989-1991 ustaliła, że w wyniku działań aparatu państwowego śmierć poniosło co najmniej 91 osób.
Niewiele z tych spraw doczekało się finału, śledztwa podejmowano jedynie w najważniejszych sprawach, z których nieliczne zakończyły się wyrokami skazującymi. Część wyroków orzekało o winie, ale uwalniało od kary, w wielu sprawach ukaraniu, a nawet w prowadzeniu samych spraw przeszkodził zły stan zdrowia oskarżonych, niektóre po apelacjach w sądach wyższych instancji wróciły do ponownego rozpatrzenia. Niestety, nie wszystkie te sprawy upadają jedynie ze względu na obiektywne trudności. Szerokim echem odbił się proces oskarżonych o masakrę w kopalni "Wujek". Z jednej strony opinii publicznej nie uszedł fakt masowej dezercji sędziów nie chcących orzekać w tej sprawie, z drugiej sądowego dramatu zeznających górników narażonych na szydercze spojrzenia i buńczuczne wypowiedzi oskarżonych z plutony specjalnego ZOMO. Po dwóch długotrwałych procesach w październiku 2001 roku 11 oskarżonych uniewinniono, wobec pozostałych umorzono postępowanie. Większość komentarzy na ten temat można streścić w dwóch słowach - wstyd i hańba.
Od sierpnia 2000 roku przestępstwa aparatu władzy PRL ściga pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej. Zajmuje się on zarówno konkretnymi pojedynczymi przypadkami, jak też ustalaniem tak zwanego sprawstwa kierowniczego wysokich funkcjonariuszy PRL.
Oddziałowe Komisje Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu prowadzą obecnie łącznie 42 śledztwa i postępowania sprawdzające związane ze stanem wojennym wprowadzonym 13 grudnia.
Stan wojenny wprowadzony 13 grudnia 1981 roku do dziś dzieli polskie społeczeństwo na dwa obozy. Spór o to, czy był to akt terroru wymierzony przeciwko własnym rodakom, czy też ratowanie narodu przed dobrosąsiedzką inwazją wcale nie został jednoznacznie rozwiązany. Problem ten nie dotyczy jedynie historii przez duże "H", ale także setek ludzkich dramatów. Dramatów, które podręczniki za kilkanaście lat będą traktowały tylko statystycznie. Dziś, 21 lat po wprowadzeniu stanu wojennego, są to wydarzenia wciąż żywe i budzące wielkie emocje. Niestety, również coraz trudniejsze do wyjaśnienia.
Pułapka grubej kreski
Po kilkunastu latach funkcjonowania III Rzeczpospolitej wiele dowodów przemawia za tym, że polityka "grubej kreski" była błędna. Błędna, bo po prostu się nie sprawdziła, skutkując całą masą oskarżeń, pomówień i prowokacji. Jeśli idea była piękna, to ludzie do niej nie dorośli. Na dłuższą metę okazało się, że bez oceny tamtych wydarzeń, bez moralnego osądu trudno o należną państwu demokratycznemu atencję dla sprawiedliwości.
Spóźniona lustracja, dodatkowo skutecznie zepsuta głosami SLD i Samoobrony, stała się zwykłą groteską, a miała przecież jedynie wymusić przyznanie się do przeszłości osób sprawujących urzędy publiczne.
Gruba kreska i lustracja nie odnoszą się jedynie do stanu wojennego, ale do całego okresu PRL. Stan wojenny to inna kategoria zdarzeń. Skutkował przecież jawnym użyciem wojska i służb bezpieczeństwa przeciwko własnemu narodowi. Od kul, pałek czy pięści zginęli ludzie - wskutek wprowadzenia w Polsce stanu wojennego bezpośrednio lub pośrednio około 100 osób.
Czasami ginęli w czterech ścianach, czasami doprowadzeni na skraj psychicznej wytrzymałości popełniali samobójstwo. Wielu jednak zginęło w pełnym słońcu podczas pacyfikacji strajków czy manifestacji, na oczach setek świadków. Ci również częstokroć nie doczekali się zadośćuczynienia. Dzięki ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej termin przedawnienia tzw. zbrodni komunistycznych nie będących zbrodniami wojennymi, ani zbrodniami przeciwko ludzkości upłynie po 30 latach w przypadku zabójstwa i 20 latach w innych przypadkach. Te ostatnie ulegną więc przedawnieniu 1 stycznia 2010 roku. Historia jednak nie ulega przedawnieniu.
Zamach stanu
Stan wojenny oficjalnie rozpoczął się 13 grudnia 1981 roku, jednak faktycznie odbyło się to już w nocy z 12 na 13 grudnia (z soboty na niedzielę). Rozkaz wprowadzający stan wojenny został wydany 12 grudnia około godziny 16.00, a pierwsze działanie sił podległych MSW i MON zaplanowano na godzinę 23.30. Oficjalnie wojna w Polsce rozpoczęta została dekretem Rady Państwa na podstawie art. 33 II konstytucji PRL. Dekret został wydany wbrew prawu, bowiem taż sama konstytucja zabraniała wydawać dekrety w trakcie trwania sesji Sejmu, a taka właśnie wtedy miała miejsce. Zresztą Rada Państwa pod przewodnictwem Henryka Jabłońskiego przyjęła dekret dopiero 13 grudnia we wczesnych godzinach rannych, gdy postanowienia stanu wojennego były już realizowane, co nakazuje powątpiewać, że była to jej suwerenna decyzja.
Rzeczywistym autorem stanu wojennego był ówczesny I sekretarz KC PZPR, prezes Rady Ministrów i minister obrony narodowej, gen. armii Wojciech Jaruzelski. 13 grudnia objął jeszcze jedną funkcję - przewodniczącego Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON), która miała jakoby być administratorem stanu wojennego. Taką rolę pełniła jedynie oficjalnie, bo najważniejsze decyzje zapadały w nieformalnym gronie skupionym wokół gen. Jaruzelskiego. Oficjalnie stan wojenny uzasadniano załamaniem gospodarczym kraju, groźbą zamachu stanu i przejęcia władzy przez Solidarność. Faktycznie nawet w świetle obowiązującego w PRL-u prawa przejęcie władzy przez wojskową juntę pod wodzą gen. Jaruzelskiego było właśnie zamachem stanu i tak od samego początku było to określane na Zachodzie. Już w latach ‘90 gen. Jaruzelski stwierdził, że stan wojenny musiał być wprowadzony jako obrona polskiej racji stanu, ze względu na naciski władz ZSRR i zagrożenie interwencją wojsk Układu Warszawskiego.
Niemniej jednak decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego nie zapadła z dnia na dzień. Już w sierpniu roku 1980 Komitet Obrony Kraju wydał szefowi Sztabu generalnego WP gen. Florianowi Siwickiemu rozkaz rozpoczęcia prac studyjnych nad jego wprowadzeniem. Znaczącą rolę odegrał tu Sztab MSW "Lato ‘80" powołany do istnienia 16 sierpnia tegoż roku decyzją ministra spraw wewnętrznych, który miał koordynować działania wszystkich służb w celu "zapewniania bezpieczeństwa, ładu i porządku publicznego w kraju". W dwudziestolecie wprowadzenia stanu wojennego Instytut Pamięci Narodowej opublikował kilka obszernych publikacji zawierających stan badań dotyczących tych wydarzeń.
Obudzeni o świcie
12 grudnia około godziny 23 przerwano wszystkie połączenia telefoniczne i teleksowe. Odcięto nawet prywatną linię telefoniczną łączącą Papieża z Polską. Około północy przestały nadawać radio i telewizja. Około trzeciej w nocy zaczęły się internowania. Prawie od razu udało się ująć 93 ze 107 członków Komisji Krajowej Solidarności. Ci, którzy włączyli radio nad ranem, usłyszeli jedynie muzykę poważną. Od szóstej nadawano też proklamację WRON i przemówienie generała Wojciecha Jaruzelskiego. Jego też, zamiast Teleranka, zobaczyły tego dnia wszystkie polskie dzieci. W kazaniu niedzielnym prymas Józef Glemp potępia stan wojenny i apeluje o spokój i rozwagę. Społeczeństwo dowiaduje się również o propagandowym internowaniu Edwarda Gierka odpowiedzialnego za kryzys gospodarczy.
Nazajutrz, w poniedziałek, pierwszy roboczy dzień stanu wojennego, pozostający na wolności działacze Solidarności organizują strajki. Tegoż samego dnia z gazet ukazuje się tylko "Trybuna Ludu", "Żołnierz Wolności" i organy KW PZPR. W Gdańsku ukazało się łączne wydanie trzech lokalnych gazet. Równocześnie wojsko otoczyło Stocznię Gdańską. Jednak to nie stoczniowcy pierwsi musieli ulec zbrojnej przemocy.
Polak strzela do Polaka
Pierwsze strzały rozległy się 15 grudnia na Śląsku, gdzie podczas pacyfikacji strajku w kopalni "Manifest Lipcowy" postrzelonych zostaje 4 górników. Nazajutrz w środę dochodzi do największych tragedii. Przeciwko protestującym robotnikom władza nie waha się wysłać nawet czołgów. Kolejno pacyfikowane są Stocznia Gdańska, Huta im. Lenina, Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego w Mielcu. W Trójmieście walki przenoszą się na ulice, gdzie pojawiają się również czołgi w asyście śmigłowców. Oddziały ZOMO atakują kopalnię "Wujek" - od kul ginie 9 górników, 21 zostaje postrzelonych...
Dzień później w Gdańsku w ulicznych starciach z ZOMO zastrzelona zostaje jedna osoba, a dwie zostają ranne. W Krakowie obywa się bez ofiar...
20 grudnia pada strajk w Porcie Gdańskim, 23 grudnia zostaje spacyfikowana Huta Katowice, pięć dni później kończy się ostatni strajk okupacyjny w kopalni "Piast".
Nie kończą się jednak ani stan wojenny ani prześladowania i represje. Rozwiązywane są związki zawodowe i różne stowarzyszenia i organizacje. Trwają internowania, których ofiarami pada w sumie ponad 10 tysięcy osób. Władze w wielu dziedzinach życia kontrolują komisarze wojskowi.
Cichy opór
Społeczeństwo nie godzi się na rządy wojskowo-partyjnej junty i na różne sposoby manifestuje swój sprzeciw. Piątego lutego 1982 roku w Świdniku odbywa się pierwsza "manifestacja spacerowa" polegająca na masowych spacerach w czasie trwania Dziennika TV, 16 lutego w LO im. Stefana Batorego w Warszawie młodzież po raz pierwszy nie rozmawia ze sobą w czasie przerw. Pierwszego maja w wielu miastach Polski odbywają się demonstracje i kontrpochody.
Te zorganizowane 3 maja są rozbijane przez ZOMO już o wiele bardziej brutalnie. 31 sierpnia w rocznicę porozumień sierpniowych w Gdańsku od uderzenia w głowę petardą ginie jeden z demonstrantów, we Wrocławiu jedna osoba umiera wskutek pobicia, w Lubinie służba bezpieczeństwa otwiera ogień do manifestantów. Giną 3 osoby, dalszych 11 odnosi rany.
To nie wszystkie ofiary. Ludzie ginęli nie tylko podczas demonstracji, byli także brutalnie mordowani bez świadków, jak choćby maturzysta Grzegorz Przemyk, syn opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej, pobity na komisariacie.
Stan wojenny Rada Państwa zawiesiła 31 grudnia 1982 roku, natomiast zniosła 22 lipca 1983 roku.
Czy tak musiało być? Józef Kurowski, funkcjonariusz MO z Myślenic na pewno nie chciał nikogo zabić podczas tłumienia manifestacji 11 listopada w Krakowie. Skrytykowany przez przełożonych za "zbyt łagodne postępowanie" popełnił samobójstwo. To też ofiara tej "wojny".
Został wstyd
Za zbrodnie stanu wojennego przed sądami III RP odpowiedzieli tylko nieliczni funkcjonariusze PRL. Próby ich ścigania podejmowano zaraz po przełomie 1989 roku. Większość z nich napotkała jednak na duży opór. Lewica straszyła "polowaniem na czarownice", prawica zarzucała pierwszym solidarnościowym rządom niechęć do ścigania tych zbrodni. Ich zdaniem, był to skutek tajnych układów przy okrągłym stole.
Wiele dla tej sprawy zrobiła specjalna komisja sejmowa pod kierownictwem Jana Marii Rokity, która w latach 1989-1991 ustaliła, że w wyniku działań aparatu państwowego śmierć poniosło co najmniej 91 osób.
Niewiele z tych spraw doczekało się finału, śledztwa podejmowano jedynie w najważniejszych sprawach, z których nieliczne zakończyły się wyrokami skazującymi. Część wyroków orzekało o winie, ale uwalniało od kary, w wielu sprawach ukaraniu, a nawet w prowadzeniu samych spraw przeszkodził zły stan zdrowia oskarżonych, niektóre po apelacjach w sądach wyższych instancji wróciły do ponownego rozpatrzenia. Niestety, nie wszystkie te sprawy upadają jedynie ze względu na obiektywne trudności. Szerokim echem odbił się proces oskarżonych o masakrę w kopalni "Wujek". Z jednej strony opinii publicznej nie uszedł fakt masowej dezercji sędziów nie chcących orzekać w tej sprawie, z drugiej sądowego dramatu zeznających górników narażonych na szydercze spojrzenia i buńczuczne wypowiedzi oskarżonych z plutony specjalnego ZOMO. Po dwóch długotrwałych procesach w październiku 2001 roku 11 oskarżonych uniewinniono, wobec pozostałych umorzono postępowanie. Większość komentarzy na ten temat można streścić w dwóch słowach - wstyd i hańba.
Od sierpnia 2000 roku przestępstwa aparatu władzy PRL ściga pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej. Zajmuje się on zarówno konkretnymi pojedynczymi przypadkami, jak też ustalaniem tak zwanego sprawstwa kierowniczego wysokich funkcjonariuszy PRL.
Oddziałowe Komisje Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu prowadzą obecnie łącznie 42 śledztwa i postępowania sprawdzające związane ze stanem wojennym wprowadzonym 13 grudnia.
| poprzedni | wróć |
Tematy numeru:
- Aktualności
- Nagroda dla "Przewodnika"
- Społeczeństwo
- Krajobraz po rewolucji
- Cyberkracja
- Książka feministki pomoże w walce z pornografią


drukuj













