dzisiaj jest: piątek, 25.05.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 3/2012 » Społeczeństwo »

Teoria spisku prochowego

autor: Łukasz Kaźmierczak

W tej sprawie z pewnością mamy więcej pytań niż odpowiedzi. Tajemniczą próbę samobójczą prokuratora wojskowego Mikołaja Przybyła można właściwie sprowadzić do długiej wyliczanki wątpliwości, rozpoczynających się od słów: „jeżeli”, „dlaczego” i „czy”.

 
 
Takie sprawy zwykło się ostatnimi czasy kwitować suchym komunikatem, w którym stwierdza się, że zawiódł czynnik ludzki. Ale tych dziwnych samobójstw było jakoś podejrzanie dużo. Szef Samoobrony Andrzej Lepper, Grzegorz Michniewicz – były dyrektor generalny Kancelarii Premiera, seria tajemniczych zgonów w polskich więzieniach osób skazanych za zabójstwo Krzysztofa Olewnika… A teraz próba samobójstwa. Do listy osób, które targnęły się na własne życie, doszedł zastępca Wojskowego Prokuratora Okręgowego w Poznaniu płk Mikołaj Przybył. Kolejny przypadek-wypadek?
Zrzucanie wszystkiego na ułomność ludzkiej psychiki, słabość charakteru czy stres
raczej nikogo już nie przekonują. Jeśli bowiem ktoś wyprasza dziennikarzy za drzwi, po czym przystawia sobie pistolet do twarzy i pociąga za spust, świadczy to przede wszystkim o powadze sprawy. Jednocześnie trudno nie zadawać sobie pytania, które sformułował „na gorąco” Bogdan Święczkowski, były szef ABW: „Kto, będąc przekonany o swojej prawości, targa się na swoje życie”? Tylko czy w przypadku płk. Przybyła w ogóle mieliśmy do czynienia z próbą samobójczą?
No i być może dwa najważniejsze w całej tej sprawie pytania: po pierwsze, jaka jest skuteczność cywilnej kontroli nad prokuraturą wojskową w naszym kraju? A po drugie – jeżeli rzecz dzieje się i dotyczy spraw hermetycznego środowiska wojskowego, to czy w tle nie powinniśmy doszukiwać się działania wojskowych służb specjalnych?
Mamy więc same pytania i raczej marne widoki na jakiekolwiek satysfakcjonujące odpowiedzi.
 
Czy to syndykat?
Zacznijmy może od oświadczenia samego płk. Przybyła, bo to jedyny „konkret”, jakim dziś dysponujemy. Teoretycznie można zakładać, że słowa wypowiedziane na kilka chwil przed samobójczą próbą muszą mieć choćby częściowe umocowanie w faktach. Po cóż byłoby bowiem kłamać akurat w takim momencie? No, chyba że rzeczywiście mamy do czynienia z samobójstwem „na niby”…
A oświadczenie to jest niezwykle mocne. Przybył sugeruje, że od dawna prowadzone są działania zmierzające do likwidacji prokuratury wojskowej, która jego zdaniem stanowi „ostatnią zaporę przed systemem zorganizowanej przestępczości pozwalającej na całkowite i bezkarne okradanie Wojska Polskiego”.Dalej pułkownik wyjaśnia, że Prokuratura Wojskowa w Poznaniu zajmuje się obecnie najpoważniejszymi śledztwami o charakterze zorganizowanym, w toku których ujawniony został „system przestępczych powiązań, na styku działania prywatnej przedsiębiorczości i funkcjonariuszy państwowych decydujących o dystrybucji środków finansowych”. To szokujące stwierdzenia, jakby żywcem wyjęte z głośnego amerykańskiego filmu Syndykat zbrodni. Przybył alarmuje, że „zagrożone są nie tylko setki milionów złotych, ale też życie i zdrowie polskich żołnierzy na misjach”. Jeśli więc pułkownik ma choć cień racji w tym, co mówi, to mamy do czynienia z wielkim przekrętem w majestacie prawa, przy którym afera Rywina wydaje się jedynie niewinną dziecinną grą w bierki.
Kto jednak ma stać za owymi wrogimi działaniami? Tego Przybył nie wyjaśnia wprost. Mówi jedynie o metodzie, czyli o instytucjonalnych działaniach ze strony Prokuratury Generalnej, zmierzających do wchłonięcia, podległej jej, prokuratury wojskowej. Pułkownik sugeruje także, że w całą grę zostali włączeni zmanipulowani dziennikarze polskich mediów. Wskazuje na serię medialnych „wrzutek” , artykułów i programów, które nazywa „zorganizowaną negatywną kampanią medialną, w toku której padają nieprawdziwe oskarżenia pod adresem Prokuratury Wojskowej”. Ma to, jego zdaniem, odciągać uwagę opinii publicznej od faktycznych problemów, czyli owych wielomilionowych nadużyć w polskim wojsku.  
 
Czy to inwigilacja?
Mikołaj Przybył jest niewątpliwie oficerem z bogatym, wieloletnim doświadczeniem prokuratorskim. Jako prokurator wojskowy prowadził i nadzorował śledztwa dotyczące m.in. ustawiania przetargów na remonty pojazdów i sprzętu dla polskiego kontyngentu w Afganistanie, sfingowanych przetargów na modernizację obiektów wojskowych, a także przywłaszczenia i kradzieży mienia wojskowego liczonego w setkach milionów złotych. Wystarczy tylko wspomnieć sprawę nieprawidłowości przy modernizacji kutrów rakietowych klasy Orkan, przy której wojsko miało stracić 17 mln złotych. Z całą pewnością jest więc człowiekiem, którego wiedza w niektórych sprawach wykracza nie tylko poza wiadomości dostępne dla zwykłych śmiertelników, ale także i dla 99 proc. polskich prokuratorów.
Ale nazwisko pułkownika Przybyła pada również w związku ze sprawą nieuprawnionej inwigilacji dziennikarzy przez poznańską prokuraturę wojskową. Chodzi o postępowanie dotyczące ujawnienia przez jednego z cywilnych prokuratorów osobie nieuprawnionej tajemnicy służbowej dotyczącej śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. W toku śledztwa wojskowi prokuratorzy zażądali od operatora jednej z sieci komórkowych nie tylko bilingów, ale także treści SMS-ów z telefonów dziennikarzy śledczych – Macieja Dudy z TVN24 i Cezarego Gmyza z „Rzeczpospolitej”. Operator odmówił. Również prokuratura apelacyjna uznała, że było to działanie bezprawne, ponieważ ujawnienie tajemnicy korespondencji jest możliwe jedynie za zgodą sądu.
Tymczasem płk Przybył tłumaczył, że badano wyłącznie bilingi prokuratorów prowadzących śledztwo smoleńskie, a nie dziennikarzy. „Miałem istotne wątpliwości co do tożsamości osób, które próbowały uzyskać od prokuratorów informacje o charakterze niejawnym. Dopiero po uzyskaniu informacji od operatorów sieci telefonicznych na temat danych abonentów mogłem określić, czy numer użytkowany jest przez policjanta, księdza, lekarza, czy też przez dziennikarza” – stwierdził w swoim oświadczeniu.
Skoro jednak wojskowa prokuratura dysponowała już informacją, że numery telefonów należą do dziennikarzy, to po co w takim razie dalej starała się o ujawnienie treści ich SMS-owej korespondencji? I czy to przypadek, że samobójcza próba płk. Przybyła wydarzyła się  tuż przed tym, gdy Prokuratura Generalna miała przedstawić swoją decyzję w tej sprawie?
 
Czy to bunt?
Zapewne gdyby nie strzał płk. Przybyła, nie dowiedzielibyśmy się tak szybko, jak głęboki jest konflikt między światami prokuratur wojskowej i cywilnej. Teraz mamy wyłożoną kawę na ławę. I nawet mało bystry obserwator nie może nie skojarzyć tak oczywistej sytuacji jak dwie następujące bezpośrednio po sobie konferencje prasowe, w czasie których zwierzchnicy obu prokuratur mówią rzeczy kompletnie sobie zaprzeczające.
Spójrzmy zresztą na sekwencję wydarzeń. Najpierw Przybył oświadcza, że „proponowane przejście prokuratorów wojskowych do cywilnych struktur prokuratury jest rozwiązaniem nieprawidłowym. Sprawy karne dotyczące wojska rozmyją się w setkach innych i nie będzie już możliwości prowadzenia śledztw z taką dokładnością i skrupulatnością jak dotychczas”.
Następnie oddaje do siebie strzał. Wywołany tym niejako do tablicy prokurator generalny Andrzej Seremet zaprzecza, jakoby „kierunek zmian strukturalnych w prokuraturze wojskowej miał degradować prokuratorów”. Na to kontruje szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej, a przy tym bezpośredni podwładny Seremeta, gen. Krzysztof Parulski, stwierdzając, że zgadza się ze wszystkimi tezami postawionymi przez Przybyła.
Co ciekawe, jego oświadczenie zostaje uznane zgodnie (!) – zarówno przez opozycję, jak i przez większość polityków obozu rządowego – za jawną próbę buntu, wypowiedzenia posłuszeństwa czy wręcz podważenia żelaznej demokratycznej zasady cywilnej kontroli nad armią. I co? I nic – Parulski zostaje dalej na swoim stanowisku. A to już rodzi pole do dalszych spekulacji na temat podskórnej próby sił między obozem „cywilów Tuska” a „siłownikami” skupionymi wokół prezydenta Komorowskiego.
Tak czy owak, to nie płk Przybył, ale jego mentor i wychowawca gen. Parulski staje się najważniejszą postacią poznańskiego „spisku prochowego”. Potwierdzają to zresztą słowa samego Przybyła, wypowiedziane dzień po samobójczej próbie: „Broniłem honoru ludzi, których znałem i którzy świetnie pracują. Chciałem, aby prokuratura przetrwała i to pod dowództwem gen. Parulskiego”…
oceń artykuł:
0/5 (0)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
  • Cyberkracja
  •  Podczas gdy media głównego nurtu serwują nam wielodniowe seriale z udziałem niezrównoważonego polityka, popychającego dziennikarki, w zaciszach rządowych gabinetów przygotowywane są przepisy, które mają istotne znaczenie dla demokracji. Tylko o nich prawie w ogóle się nie dyskutuje.

    więcej »
  • Krajobraz po rewolucji
  •   Rok temu mówiono wiele o arabskiej wiośnie ludów.  Hm, wiosna może i nastała, ale na pewno nie dla chrześcijan z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Oni nadal żyją w warunkach antydemokratycznej arktycznej zimy.

    więcej »
  • Książka feministki pomoże w walce z pornografią
  •   Wielu z nas nie dostrzega tego problemu, bo nie czyta „takich” pism  ani nie ogląda „tych” filmów. Tymczasem także u nas pornografia zadomowiła się w większości kiosków z prasą i oczywiście w internecie. Regularny kontakt z nią w naszym kraju deklaruje już połowa nastolatków w wieku 14–15 lat. Najwyższy czas, by temu przeciwdziałać.

    więcej »
  • Konserwatyści już nie milczą
  • Rozmowa z Jackiem Żalkiem, posłem Platformy Obywatelskiej, o klauzuli sumienia i zbliżającej się wojnie ideologicznej

    więcej »
  • Podatek od wiary
  • To nie ma być dobry scenariusz dla Kościoła. Im dłużej trwają negocjacje z rządem na temat kościelnych finansów, tym bardziej wierni mogą mieć dość informacji o nich, bo dla nich Kościół to nie biznes ani firma i nie o podatkach chcą rozmawiać z kapłanami. Ale niestety, tym razem wszyscy powinniśmy stać się kościelnymi księgowymi.

    więcej »
  • Modlitwa na stuletnim placu budowy
  •  Barcelona. Rok 1926. 74-letni mężczyzna wpada pod tramwaj. Nierozpoznany przez nikogo trafia do szpitala dla ubogich Santa Creu, gdzie umiera. Kiedy wyjaśnia się, kim był ów biedak, miasto wyprawia mu pogrzeb godny króla.

    więcej »
  • Dyplomacja w piaskownicy
  •   Bomba wybuchła w środku długiego weekendu, gdy prezes PiS Jarosław Kaczyński wezwał do bojkotu ukraińskiej części Euro 2012 i zasugerował, że rząd Donalda Tuska powinien zrobić to samo.

    więcej »
  • Kościół - państwo - finanse [dodatek - PDF do pobrania]
  • Redakcje sześciu tygodników katolickich przygotowały wspólną wkładkę: „Kościół – państwo – finanse”. W nakładzie 450 tys. egzemplarzy została ona włączona w tym tygodniu do: „Gościa Niedzielnego”, „Idziemy”, Niedzieli”, „Przewodnika Katolickiego”, „Wiadomości KAI” oraz „Źródła”.

    więcej »
  • Przebić szklany sufit
  • Deregulacja zawodów przygotowywana przez ministra Jarosława Gowina ma stworzyć ok. 100 tys. nowych miejsc pracy. Najwięcej mają na niej skorzystać młodzi Polacy.

    więcej »
  • Gaszą pożary nie tylko wiary
  •   Kiedyś pożary gasili w długich habitach. Od trzynastu lat strojem nie różnią się od innych strażaków. Poza napisem „OSP Niepokalanów” i herbem z Matką Boską i zakonnikiem z sikawką. Do dziś strażakiem w Niepokalanowie może zostać tylko franciszkanin.


    więcej »
right
left
Nagroda im. Wł. Pietrzaka dla Przewodnika Katolickiego