dzisiaj jest: piątek, 25.05.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 6/2012 » Społeczeństwo »

Przy stole czy na marginesie?

autor: Jarosław Stróżyk

Negocjacje wokół paktu fiskalnego pokazały, że rola Polski w Unii Europejskiej nie jest tak znacząca jak twierdzili rządzący. W najbliższym czasie okaże się, czy nasz kraj znalazł się poza centrum decyzyjnym Wspólnoty.

 

Jeszcze w grudniu premier Donald Tusk przekonywał, że Polska odniosła na grudniowym szczycie w Brukseli sukces, że udało się ocalić jedność UE, a nasz kraj będzie współdecydował o jej przyszłości. Mieliśmy zgodnie z jego słowami zasiadać przy unijnym stole, gdzie zapadają najważniejsze decyzje.

Następne tygodnie pokazały, że były to jedynie pobożne życzenia szefa polskiego rządu. Projekt paktu fiskalnego, który ma doprowadzić do uzdrowienia sytuacji finansowej zakładał zupełną marginalizację roli Polski i innych krajów, które nie należą do strefy euro. Miały powstać nowe instytucje i odbywać się odrębne szczyty przeznaczone tylko dla państw, które przyjęły euro jako swoją walutę. Na takie rozwiązania naciskała zwłaszcza Francja, która od dawna lansuje projekt Unii dwóch prędkości.

 

Co na to Polska?

W związku z tym polskie władze zmieniły stanowisko o 180 stopni. Premier groził, że Polska takiego paktu nie podpisze, a minister finansów sugerował, że Narodowy Bank Polski nie pożyczy Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu 6 mld euro, które mają posłużyć ratowaniu strefy euro. To wszystko miało sprawić, że Polska zostanie jednak dopuszczona jako obserwator do szczytów eurogrupy.

Ostatecznie na kolejnym szczycie w ostatnich dniach stycznia zawarto kompromis w sprawie zapisów o zarządzaniu eurolandem i szczytach euro – czyli kwestii, która budziła najwięcej sporów między Francją i Polską. Zdecydowano, że kraje pozostające poza eurolandem, które ratyfikują nowy traktat, powinny uczestniczyć w szczytach dotyczących konkurencyjności oraz zmian w architekturze strefy euro, a także, jeśli to wskazane, w sprawie wdrażania traktatu przynajmniej raz w roku. Do tego każdy szczyt państw strefy euro będzie poprzedzony szczytem państw całej Wspólnoty.

Głównego celu Polski, czyli uczestnictwa we wszystkich szczytach, nie udało się zrealizować. Mimo to nasz kraj zdecydował przyłączyć się do paktu fiskalnego. – Kompromis zawarty podczas szczytu UE w Brukseli ws. paktu nie w pełni nas zadowala, jednak jest on na tyle satysfakcjonujący, że Polska zdecydowała się na podpisanie traktatu – podkreślał  premier Donald Tusk.

 

Sukces?

Mimo to politycy partii rządzącej przekonują, że szczyt zakończył się sukcesem Polski. Ma on polegać na niedopuszczeniu do podziałów w Unii i stworzeniu klubu państw, które mają większe prawa i nie oglądają się na innych. – Francuzi chcieli, by posiedzenia strefy euro w przyszłości zmieniły się w osobne ciało UE, decydujące o tak ważnych sprawach jak np. podatki. Paryż chciał stworzyć odrębną organizację z własnym sekretariatem, spotkaniami parlamentarzystów itp. Oznaczałoby to de facto utworzenie drugiej Unii – mówi europoseł PO Paweł Zalewski. – To, że udało się do tego nie dopuścić, jest sukcesem Polski, gdyż to nasz kraj najgłośniej walczył o wykreślenie takich zapisów – dodaje i podkreśla, że wiele zapisów paktu jest niedookreślonych. – To zagrożenie, ale też szansa dla Polski. To, jak będą one w przyszłości interpretowane, ustali praktyka, dlatego jest wciąż o co walczyć – przekonuje.

O tym, że ustalenia szczytu zakończyły się dla nas częściowym sukcesem, jest przekonany również prof. Zbigniew Czachór, ekspert od spraw Unii Europejskiej z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Gdyby przeszły rozwiązania lansowane przez Francję, Unia zostałaby trwale podzielona. Można powiedzieć, że Polska pomogła ją choć na chwilę posklejać. I to jest nasz sukces – podkreśla. – Tak naprawdę jednak szczyt nie rozwiązał żadnego z realnych problemów UE. Nadal mamy widmo bankructwa Grecji i innych krajów strefy euro. Zamiast przyjąć proste rozwiązania, przyjęto pakt fiskalny, który jest kolejnym skomplikowanym tworem – dodaje.

 

A może porażka?

Znacznie więcej jest jednak głosów krytycznych, jeśli chodzi o rzekome polskie osiągnięcia na szczycie. – Nie udało nam się osiągnąć nawet minimalistycznego celu rządu, czyli bycia stałym obserwatorem podczas szczytu 17 państw należących do strefy euro. Oznacza to dla nas degradację na arenie międzynarodowej. Pakt fiskalny przypieczętował też podział Unii na cztery grupy: 17 państw strefy euro, wśród nich znajduje się grupa państw zagrożonych wypchnięciem jak Grecja, państw formalnie popierających pakt i tych, jak Czechy czy Wielka Brytania, zdystansowanych wobec niego – uważa dr Przemysław Grajewski vel Żurawski, ekspert unijny z Uniwersytetu Łódzkiego.

Na premierze suchej nitki nie zostawia prawicowa opozycja. – Jesteśmy w sytuacji realnego podziału Unii na tych, którzy się liczą, i tych, którzy się nie liczą, i Polsce wskazano, przy zgodzie Donalda Tuska, miejsce wśród tych, którzy się nie liczą. Nie liczą się tak bardzo, że nawet nie stwarza się wobec nich pozorów. Bo wygrana Donalda Tuska w tej sprawie, to by była wygrana w sprawie ważnej, ale prestiżowej, nie realnej – uważa Ludwik Dorn (Solidarna Polska).

Podobnie uważa europoseł PiS Konrad Szymański. Jego zdaniem kluczowym błędem polskiego rządu było pasywne przystanie w grudniu na to, aby Francja zaczęła budować Unię poza Unią. – Pakt jest takimi drzwiami, przez które tę Unię się z Unii wynosi. Niedookreśloność jego zapisów tylko w tym pomoże – przekonuje.

– Kompromis, o jakim mówi rząd, jest kompromisem niezwykle brukselskim – bardzo teatralnym i bez żadnej treści politycznej, tak aby każdy mógł poczuć cząstkową satysfakcję. Jednak dla premiera Tuska kształt paktu musi być wielkim zawodem. Premier sam chyba zaczyna sobie zdawać sprawę, że sama obecność na szczycie nie jest czymś, na co powinniśmy liczyć – podkreśla Szymański.

 

Co może zrobić Polska?

Przyjęte na szczycie rozwiązanie nie kończy dyskusji o tym, co Polska powinna z paktem fiskalnym zrobić. Z jego treści wynikają dla naszego kraju trzy możliwe scenariusze. Pierwszy – przystąpić do paktu, ale nie przyjmować wynikających z niego rygorów (kraje spoza strefy euro mają taką możliwość). Chodzi o restrykcje za przekroczenie limitu długu publicznego i tzw. deficytu strukturalnego. Zakładają one m.in. wprowadzenie kar finansowych w wysokości 0,1 proc. PKB. Do takiego rozwiązania przychyla się polski rząd. – Skoro nie udało się nam wynegocjować pełnego udziału w szczytach eurogrupy, to nie ma powodu, byśmy przyjmowali wszystkie wynikające z paktu konsekwencje – przekonuje poseł PO Robert Tyszkiewicz, wiceszef Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. – Tym bardziej że Polska ma już podobne rozwiązania dotyczące wysokości długu publicznego. Więc możemy spokojnie przyglądać się, jak rozwiązania zawarte w pakcie będą realnie funkcjonować.

Drugi – przystąpić do paktu i przyjąć wynikające z niego rygory. – Jeśli uznajemy, że pakt jest dobry dla Polski i Europy, to angażowanie się w niego na pół gwizdka nie ma sensu – uważa prof. Czachór. – Poza tym, jeśli chcemy być w unijnym mainstreamie, by nasze stanowisko było w Unii słyszalne i brane pod uwagę, to nie możemy dawać pretekstu Francji i innym krajom strefy euro, by traktować nas jako państwo drugiej kategorii – dodaje. Jego zdaniem, nie przyjmując rygorów, tak właśnie robimy.

I wreszcie trzeci, najmniej dziś prawdopodobny, czyli w ogóle nie przystępować do paktu, tak jak zrobiły to Wielka Brytania i Czechy. Za takim rozwiązaniem opowiada się zdecydowanie prawicowa opozycja. Nie mamy żadnego interesu w przystępowaniu do tego paktu – uważa prof. Krzysztof Szczerski, poseł PiS. – On leży jedynie w interesie strefy euro. A zwłaszcza Francji i Niemiec – podkreśla.

 

Wnioski z lekcji

Niezależnie od tego, na jakie rozwiązanie się Polska zdecyduje, już dziś warto wyciągnąć wnioski z lekcji, jaką były negocjacje wokół paktu fiskalnego. Okazało się, że polityka bliskiego sojuszu z Niemcami i Francją w ramach UE nie do końca musi zapewniać sukces. Co prawda pod adresem Polski padało w ostatnich miesiącach wiele ciepłych słów, ale nie przełożyło się to na żadne realne osiągnięcia. Może warto więc powrócić do koncepcji, w której Polska buduje w UE szersze sojusze oparte na państwach średniej wielkości, zwłaszcza z Europy Środkowo-Wschodniej.

Konflikt wokół paktu fiskalnego pokazał też, że między bajki można włożyć mówienie o solidarności europejskiej i nadrzędnym interesie całej Unii. Kiedy przychodzi do naprawdę ważnych negocjacji, wciąż liczy się przede wszystkim interes narodowy poszczególnych państw członkowskich. Warto o tym pamiętać.

 

 

 

 

oceń artykuł:
0/5 (0)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
  • Cyberkracja
  •  Podczas gdy media głównego nurtu serwują nam wielodniowe seriale z udziałem niezrównoważonego polityka, popychającego dziennikarki, w zaciszach rządowych gabinetów przygotowywane są przepisy, które mają istotne znaczenie dla demokracji. Tylko o nich prawie w ogóle się nie dyskutuje.

    więcej »
  • Krajobraz po rewolucji
  •   Rok temu mówiono wiele o arabskiej wiośnie ludów.  Hm, wiosna może i nastała, ale na pewno nie dla chrześcijan z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Oni nadal żyją w warunkach antydemokratycznej arktycznej zimy.

    więcej »
  • Książka feministki pomoże w walce z pornografią
  •   Wielu z nas nie dostrzega tego problemu, bo nie czyta „takich” pism  ani nie ogląda „tych” filmów. Tymczasem także u nas pornografia zadomowiła się w większości kiosków z prasą i oczywiście w internecie. Regularny kontakt z nią w naszym kraju deklaruje już połowa nastolatków w wieku 14–15 lat. Najwyższy czas, by temu przeciwdziałać.

    więcej »
  • Konserwatyści już nie milczą
  • Rozmowa z Jackiem Żalkiem, posłem Platformy Obywatelskiej, o klauzuli sumienia i zbliżającej się wojnie ideologicznej

    więcej »
  • Podatek od wiary
  • To nie ma być dobry scenariusz dla Kościoła. Im dłużej trwają negocjacje z rządem na temat kościelnych finansów, tym bardziej wierni mogą mieć dość informacji o nich, bo dla nich Kościół to nie biznes ani firma i nie o podatkach chcą rozmawiać z kapłanami. Ale niestety, tym razem wszyscy powinniśmy stać się kościelnymi księgowymi.

    więcej »
  • Modlitwa na stuletnim placu budowy
  •  Barcelona. Rok 1926. 74-letni mężczyzna wpada pod tramwaj. Nierozpoznany przez nikogo trafia do szpitala dla ubogich Santa Creu, gdzie umiera. Kiedy wyjaśnia się, kim był ów biedak, miasto wyprawia mu pogrzeb godny króla.

    więcej »
  • Dyplomacja w piaskownicy
  •   Bomba wybuchła w środku długiego weekendu, gdy prezes PiS Jarosław Kaczyński wezwał do bojkotu ukraińskiej części Euro 2012 i zasugerował, że rząd Donalda Tuska powinien zrobić to samo.

    więcej »
  • Kościół - państwo - finanse [dodatek - PDF do pobrania]
  • Redakcje sześciu tygodników katolickich przygotowały wspólną wkładkę: „Kościół – państwo – finanse”. W nakładzie 450 tys. egzemplarzy została ona włączona w tym tygodniu do: „Gościa Niedzielnego”, „Idziemy”, Niedzieli”, „Przewodnika Katolickiego”, „Wiadomości KAI” oraz „Źródła”.

    więcej »
  • Przebić szklany sufit
  • Deregulacja zawodów przygotowywana przez ministra Jarosława Gowina ma stworzyć ok. 100 tys. nowych miejsc pracy. Najwięcej mają na niej skorzystać młodzi Polacy.

    więcej »
  • Gaszą pożary nie tylko wiary
  •   Kiedyś pożary gasili w długich habitach. Od trzynastu lat strojem nie różnią się od innych strażaków. Poza napisem „OSP Niepokalanów” i herbem z Matką Boską i zakonnikiem z sikawką. Do dziś strażakiem w Niepokalanowie może zostać tylko franciszkanin.


    więcej »
right
left
Nagroda im. Wł. Pietrzaka dla Przewodnika Katolickiego