dzisiaj jest: piątek, 25.05.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 20/2009 » Społeczeństwo »

Parlamentarna eurołamigłówka

autor: Jerzy Marek Nowakowski

 

Wybory. Jakie wybory? Tak – wedle badań socjologów wygląda reakcja większości z nas na pytanie o czerwcowe głosowanie nad kandydaturami do Parlamentu Europejskiego. Nie bardzo wiemy, że takie ciało istnieje, a jeśli już wiemy, to z wielkim trudem przychodzi nam zdefiniowanie, jakie są owego parlamentu zadania.

 

Jeden z przyjaciół kandydujący do Parlamentu Europejskiego pytał mnie o radę: „W jaki sposób mam powiedzieć wyborcom, po co kandyduję do PE”? Odpowiedziałem nieco złośliwie, że wyborcy i tak wiedzą po co – dla kasy, lepiej więc się skupić na wymyśleniu dobrego hasła i strategii wyborczej. 

Przyglądając się procesowi wyłaniania kandydatur do parlamentu i kampanii wyborczej oraz medialnym komentarzom utwierdzam się jednak w przekonaniu, że ironia była jak najbardziej usprawiedliwiona. Nasza klasa polityczna robi bardzo niewiele, by zaprzeczyć przypuszczeniom o merkantylnych motywach kandydowania swoich przedstawicieli. Przeciwnie, w gruncie rzeczy jedyną informacją, jaka przebija się przez szum informacyjny, jest właśnie komunikat o niebotycznie wysokich dochodach w Strasburgu i Brukseli. Notabene jest to część „złotej legendy” o Unii. Bo coraz częściej dla studentów czy młodych absolwentów w Polsce horyzontem marzeń jest „załapanie się” do pracy w instytucjach unijnych. I założenie jest podobne jak w przypadku potocznej wiedzy o PE. Mało pracy, dużo pieniędzy i bardzo dużo działań pozornych.

 

Mariaż ochronki i hospicjum

Wiedza potoczna nie zawsze pokrywa się wszakże z faktami. Znaczenie Parlamentu Europejskiego nieustannie rośnie. I zapewne będzie wzrastało nadal, więc jakość polskiej reprezentacji i jej kompozycja zaczyna mieć znaczenie.

Do niedawna pokpiwano, że strasburska instytucja jest połączeniem hospicjum z przedszkolem. W dużych krajach starej Unii do PE kandydowali bowiem politycy zaczynający lub kończący swoją karierę. Było całkiem oczywiste, że prawdziwa polityka rozgrywa się na poziomie narodowych parlamentów i rządów, więc do Strasburga szli ci, którzy chcieli odpocząć, ci, których starano się pozbyć z polityki krajowej oraz młodzież mająca ambicje polityczne związane z polityką europejską po to, by nawiązać konieczne znajomości i zdobyć przygotowanie przed walką o miejsce w polityce krajowej. W praktyce nie zdarzało się, by w trakcie kadencji powoływano członków europarlamentu na stanowiska rządowe. Nie zdarzało się do czasu, gdy w Strasburgu znaleźli się delegaci nowych państw członkowskich. Bałtowie, Polacy, Węgrzy wystawili bowiem do europarlamentu zawodników wagi ciężkiej. Częściowo wynikało to z faktu, że politycy naszego regionu są niesłychanie prowincjonalni i niewykształceni. A minimum wymagań wobec kandydata było jakie takie obycie w świecie i znajomość języków obcych. Aby je spełnić, partie musiały sięgnąć po polityków z górnej półki. Ci zaś mieli nieco inne ambicje niż ich koledzy z Zachodu. W Parlamencie zaczął się więc ruch spowodowany wnoszeniem przed komisje i w kuluary spraw naprawdę ważnych.

To zbiegło się ze wzrostem roli PE w polityce Unii. Generalnie wyrażano w krajach unijnych postulat „większej demokratyzacji instytucji wspólnotowych”. Ale było to takie rytualne zaklęcie pozbawione treści. Do czasu. Po kolejnych traktatach definiujących UE jako jednolity byt polityczny i przesuwających coraz więcej kompetencji z rąk rządów narodowych do Brukseli okazało się, że Komisja Europejska, składająca się z komisarzy wyznaczanych przez rządy, i Rada Europejska, czyli szczyt przywódców państw, cierpią na deficyt mandatu demokratycznego. Jedynym ciałem spełniającym – jako tako – kryteria demokratycznego wyboru okazał się ów mariaż ochronki i hospicjum, czyli europarlament.

 

Zatwierdzanie i współdecydowanie

Kolejnym czynnikiem wzmacniającym rolę parlamentu stały się ambicje międzynarodówek partyjnych, zwłaszcza tych największych - Europejskiej Partii Ludowej i Europejskich Socjalistów. Dzieląc i rządząc w PE międzynarodówki chciały nie tylko synekur i zaszczytów, ale i realnej władzy. Uzyskał ją kosztem Rady Unii Europejskiej i Komisji. Realne uprawnienia parlamentu to zatwierdzanie i ewentualnie votum nieufności (większością 2/3 głosów) dla Komisji. Prawo, z którego parlament korzysta, że przypomnę głośną sprawę włoskiego chadeka Rocco Buttilione, którego kandydatura na komisarza upadła, gdyż nie wykazał wystarczającego entuzjazmu dla mniejszości seksualnych, a co gorsza „obnosił się” ze swoim katolicyzmem. A przede wszystkim tak zwana procedura współdecydowania, czyli zatwierdzanie i współtworzenie unijnych ustaw wspólnie z Radą Unii. Bez zgody PE nie może zostać wprowadzona żadna unijna ustawa.

Poprawa jakości posłów do PE w połączeniu z przesunięciem do niego części realnej władzy sprawiły, iż parlament stał się miejscem atrakcyjnym dla polityków. Nie bez znaczenia – zwłaszcza w krajach takich jak Polska – jest też doskonały status materialny europosła. Wynagrodzenie i diety to ponad 11 tys. euro (netto). Do tego dochodzi prawie 20 tys. euro na koszty biura i asystentów. No i jeszcze obfite diety na podróże. W porównaniu z dochodami posła do Sejmu polskiego to ponad pięć razy więcej.

Logika życia politycznego jest taka, że skoro w Parlamencie Europejskim będzie więcej polityków z krajowych „pierwszych lig”, to będą oni działali na rzecz przesunięcia do Strasburga decyzji dotyczących coraz bardziej strategicznych kwestii.

 

Iluzoryczna kontrola

Pozostaje otwarte pytanie, czy jako wyborcy i obywatele jesteśmy na to przygotowani? Bo po 20 latach demokracji powoli i z oporami uczymy się rozliczania posłów i partii z działalności w polskim Sejmie. Oglądamy sprawozdania, zaczynamy pamiętać, jak poszczególni posłowie głosowali. To proces będący wciąż w powijakach, ale jakoś tam, lepiej czy gorzej, postępujący. Tymczasem kontrola działalności naszych eurodeputowanych jest czysto iluzoryczna. Dowiadujemy się a to o jakichś ekscesach, a to o pojedynczych inicjatywach. I tyle. To samo dotyczy zresztą innych państw. Strasburg i Bruksela są na tyle daleko, że mało który wyborca zadaje sobie trud przebrnięcia przez polityczną nowomowę, zwłaszcza że trzeba do niej docierać za pomocą Internetu i niejednokrotnie przebijając się przez barierę angielskiego bądź francuskiego.

Mówiąc krótko, w czerwcu, przy małej frekwencji (w Polsce bywa to ok. 20 proc. w innych krajach z wyjątkiem Belgii niewiele lepiej), wybierzemy posłów, których działania kontrolujemy wyłącznie poprzez relacje dziennikarskie, a którzy mają coraz większy wpływ na nasze codzienne życie. Kiedy irytujemy się, że mityczna Bruksela coś nam narzuca czy zakazuje, to powinniśmy wzywać na dywanik naszego lokalnego europosła i rozliczać go, a nie ciskać gromy w próżnię.

Obawiam się jednak, że jest to postulat zdecydowanie na wyrost. Przyznam szczerze, że nie wiem, czy zwiększanie uprawnień PE to rzeczywisty wzrost demokracji, czy tylko parawan dla konstytuowania się w Brukseli wyalienowanej kasty ludzi zarządzających Europą poza kontrolą, a często i wiedzą obywateli. Niewątpliwe jest tylko jedno: jeśli nie przemyślimy dobrze naszych wyborów i nie zaczniemy już teraz mówić o sposobach kontrolowania i rozliczania naszych europosłów, to możemy obudzić się w świecie, na który wcale nie głosowaliśmy.

 

 

 

 

oceń artykuł:
0/5 (0)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
  • Cyberkracja
  •  Podczas gdy media głównego nurtu serwują nam wielodniowe seriale z udziałem niezrównoważonego polityka, popychającego dziennikarki, w zaciszach rządowych gabinetów przygotowywane są przepisy, które mają istotne znaczenie dla demokracji. Tylko o nich prawie w ogóle się nie dyskutuje.

    więcej »
  • Krajobraz po rewolucji
  •   Rok temu mówiono wiele o arabskiej wiośnie ludów.  Hm, wiosna może i nastała, ale na pewno nie dla chrześcijan z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Oni nadal żyją w warunkach antydemokratycznej arktycznej zimy.

    więcej »
  • Książka feministki pomoże w walce z pornografią
  •   Wielu z nas nie dostrzega tego problemu, bo nie czyta „takich” pism  ani nie ogląda „tych” filmów. Tymczasem także u nas pornografia zadomowiła się w większości kiosków z prasą i oczywiście w internecie. Regularny kontakt z nią w naszym kraju deklaruje już połowa nastolatków w wieku 14–15 lat. Najwyższy czas, by temu przeciwdziałać.

    więcej »
  • Konserwatyści już nie milczą
  • Rozmowa z Jackiem Żalkiem, posłem Platformy Obywatelskiej, o klauzuli sumienia i zbliżającej się wojnie ideologicznej

    więcej »
  • Podatek od wiary
  • To nie ma być dobry scenariusz dla Kościoła. Im dłużej trwają negocjacje z rządem na temat kościelnych finansów, tym bardziej wierni mogą mieć dość informacji o nich, bo dla nich Kościół to nie biznes ani firma i nie o podatkach chcą rozmawiać z kapłanami. Ale niestety, tym razem wszyscy powinniśmy stać się kościelnymi księgowymi.

    więcej »
  • Modlitwa na stuletnim placu budowy
  •  Barcelona. Rok 1926. 74-letni mężczyzna wpada pod tramwaj. Nierozpoznany przez nikogo trafia do szpitala dla ubogich Santa Creu, gdzie umiera. Kiedy wyjaśnia się, kim był ów biedak, miasto wyprawia mu pogrzeb godny króla.

    więcej »
  • Dyplomacja w piaskownicy
  •   Bomba wybuchła w środku długiego weekendu, gdy prezes PiS Jarosław Kaczyński wezwał do bojkotu ukraińskiej części Euro 2012 i zasugerował, że rząd Donalda Tuska powinien zrobić to samo.

    więcej »
  • Kościół - państwo - finanse [dodatek - PDF do pobrania]
  • Redakcje sześciu tygodników katolickich przygotowały wspólną wkładkę: „Kościół – państwo – finanse”. W nakładzie 450 tys. egzemplarzy została ona włączona w tym tygodniu do: „Gościa Niedzielnego”, „Idziemy”, Niedzieli”, „Przewodnika Katolickiego”, „Wiadomości KAI” oraz „Źródła”.

    więcej »
  • Przebić szklany sufit
  • Deregulacja zawodów przygotowywana przez ministra Jarosława Gowina ma stworzyć ok. 100 tys. nowych miejsc pracy. Najwięcej mają na niej skorzystać młodzi Polacy.

    więcej »
  • Gaszą pożary nie tylko wiary
  •   Kiedyś pożary gasili w długich habitach. Od trzynastu lat strojem nie różnią się od innych strażaków. Poza napisem „OSP Niepokalanów” i herbem z Matką Boską i zakonnikiem z sikawką. Do dziś strażakiem w Niepokalanowie może zostać tylko franciszkanin.


    więcej »
right
left
Nagroda im. Wł. Pietrzaka dla Przewodnika Katolickiego