O Grzesiu, co chce być premierem |
Cezary Michalski napisał niedawno na łamach „Newsweeka”, że Grzegorz Napieralski stanowi nie większe zagrożenie dla Kościoła niż kiedyś Edward Gierek. Zupełnie nie zgadzam się z tą opinią.
Im większym poparciem w rankingu sondażowego zaufania cieszy się Grzegorz Napieralski, im częściej pojawia się na ekranach telewizorów, tym mniej rozumiem te wszystkie zachwyty i cmokania nad jego osobą. I nie chodzi tu nawet o jego poglądy polityczne, co raczej o wyraźnie rzucające się w oczy kwestie osobowościowo-charakterologiczne. Przewodniczący SLD ma bowiem w sobie jednocześnie serwilizm Bolesława Bieruta, upartą ograniczoność Gomułki, bezbarwność Edwarda Ochaba, europejską ogładę Gierka, koniunkturalizm Stanisława Kani, bezwzględność generała Jaruzelskiego i pragmatyczność Mieczysława Rakowskiego. To postpezetpeerowski Frankenstein z ogromnymi aspiracjami do najwyższych godności w państwie.
Gorsza kopia Olka
Napieralski to jeden z tych współczesnych polityków lewicy, którzy wyraźnie spóźnili się na pociąg historii. Ze swoją aparycją, sposobem bycia, poziomem intelektualnym oraz ugruntowanymi betonowymi poglądami idealnie nadawałby się na etatowego instruktora w szczecińskim Komitecie Wojewódzkim PZPR.
Napieralski, mimo że nie dobiega jeszcze czterdziestki, mówi jak partyjniak, myśli jak partyjniak i jak stary partyjniak działa. Ot, taki typowy partyjny „stary-maleńki”. Ów z pozoru przyjazny polityk „nowej generacji” lewicy, z wiecznie przyklejonym uśmieszkiem, wyznaje bowiem zasady ustalone przez starych, doświadczonych towarzyszy z Komitetu Centralnego: „nigdy nikomu nie ufaj, z nikim się nie przyjaźnij, miej przy sobie zawsze szczoteczkę do zębów i komplet bielizny na zmianę”.
Duchowe pokrewieństwo Grzegorza Napieralskiego z dawnym aparatem PZPR odnajdziemy także w jego intelektualnej mizerii. Przyznają to nawet sami członkowie SLD, wzdychając z żalem, że daleko mu do złotoustości Oleksego czy błyskotliwości samouka Millera. Owszem, Napieralski mówi dużo i gładko, ale jest to gadanie „na okrągło”. Taka typowa polityczna mowa-
-trawa, z której nic nie wynika, za to miło brzmi w uszach. Pod tym względem szef SLD stara się od dawna dorównać Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, niedoścignionemu mistrzowi okrągłosłownej retoryki. Tyle tylko, że były prezydent przynajmniej wyglądał na takiego, co wierzy w to, co mówi. I co najważniejsze, potrafił do tego przekonać wyborców.
Co prawda Napieralski pnie się systematycznie w sondażach społecznego zaufania, ale proces ten przypomina raczej orkę na ugorze. Spece od wizerunku nie mają w jego przypadku łatwego zadania – próbują szyć Napieralskiemu ubranie „luzaka”, z którego jednak uparcie wystaje sztywny „kitel” partyjnego aparatczyka. W rezultacie wszystko to, co mówi i robi szef SLD, razi nadal sztucznością i fałszem. Żeby się o tym przekonać, wystarczy po prostu spojrzeć w „jego zakłamane i opuchnięte oczka” – jak powiedział kiedyś o Napieralskim, w typowym dla siebie stylu, wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski.
Sen o limuzynie
W SLD krążą dziś dziesiątki legend na temat chorobliwej ambicji, bezpardonowości i cynizmu, z jakim Napieralski pozbywa się nie tylko swoich konkurentów, ale także i dawnych politycznych przyjaciół. I w tym właśnie w dużej mierze tkwi sekret jego błyskotliwej kariery – od zwykłego „przynieś, wynieś, podaj ulotkę”, aż po eseldowskiego jedynowładcę, utrącającego jednym leniwym gestem dłoni kariery swoich niedawnych sojuszników.
Obecny szef SLD jest bez wątpienia niezwykle sprawnym technikiem partyjnej „wycinki”, a w dziedzinie ugłaskiwania, obiecywania i zjednywania sobie zwolenników osiągnął poziom niemal mistrzowski. Doskonale widzi i czuje, z kim może współdziałać, a kto stanowi dla niego realne zagrożenie. I dlatego chętnie otacza się dziś takimi jak on, wyciągniętymi gdzieś z partyjnych dołów, bezbarwnymi, acz sprawnymi młodymi technokratami z czystą peerelowską hipoteką. To zresztą nadal jeden z głównych politycznych atutów Napieralskiego: „Patrzcie, jestem czysty i nieuwikłany w PRL” – zdaje się mówić całym sobą. Tacy są też jego przyboczni pretorianie: młodzi, ambitni, żądni władzy. „Mam świadomość, że wśród młodych kolegów, w szczególności w zapleczu Napieralskiego, jest wiele osób, które już widzą się w roli ministrów. I to jest olbrzymi problem. (…) Jest ta chęć prestiżu, również sprawdzenia się, również tej lancii” – stwierdził niedawno bez ogródek w wywiadzie dla RMF FM poseł Ryszard Kalisz, jedna z pierwszych ofiar wyrastania ponad „napieralszczyznę”.
Napieralski jest jednak przede wszystkim urodzonym pragmatykiem. I jeśli zajdzie taka potrzeba, pójdzie na układ, koalicję czy polityczny deal z każdym, kto zagwarantuje mu współudział w rządzeniu krajem. Z lewicowymi hasłami na ustach, albo i bez nich – co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Szef SLD niczym atrakcyjna panna na wydaniu, świadoma zainteresowania ze strony licznych absztyfikantów, daje sobie jednak czas do namysłu. I nie mówi „nie” żadnemu z pretendentów do „ręki”. Nawet jeśli wśród nich jest „brzydki” PiS. Tyle że taki układ to dla niego ostateczność, chwilowy związek podparty „intercyzą” – bez wzajemnego zaufania, bez wierności i bez większych politycznych perspektyw.
Urban wiecznie żywy
Szef SLD nie byłby jednak sobą, gdyby nie odwoływał się właściwie każdego dnia do peerelowskich reminiscencji, obyczajowego nowinkarstwa i uderzania w mocne antyklerykalne tony – bo to właśnie na tych hasłach ufundował całą swoją dotychczasową karierę polityczną. Gołym okiem widać zresztą, że przewodniczący Sojuszu ma o wiele większy kompleks Kościoła niż Gierek i Jaruzelski razem wzięci. Na dodatek sprzyja mu ogólny klimat debaty światopoglądowej. Na Zachodzie od dawna zwycięża bowiem retoryka lewicowa z postulatami rozdziału Kościoła od państwa, ochrony świeckości i neutralności przestrzeni publicznej i prawami reprodukcyjnymi kobiet na czele. A takie hasła to muzyka dla uszu człowieka nazywanego nieco na wyrost „polskim Zapatero”.
Dziś Napieralski zapowiada wielką wiosenną ofensywę legislacyjną. Wśród postulatów SLD-owskich reform próżno jednak szukać konkretnych planów ratowania finansów państwa albo systemowych rozwiązań dotyczących polityki prorodzinnej. Zamiast tego wkrótce Sojusz złoży w Sejmie projekt ustawy legalizującej związki partnerskie, która umożliwić ma formalizację związków osób tej samej płci. Jednocześnie Sojusz chce szybkiej nowelizacji Kodeksu karnego i wprowadzenia do niego surowych kar za propagowanie tzw. mowy nienawiści przeciwko osobom homoseksualnym. Napieralski zapowiada także, że po wyborach wróci do sprawy nowelizacji obecnej ustawy antyaborcyjnej. „Obawiam się, że będzie taki opór i krzyk i jeszcze w kontekście wydarzeń w kwietniu i maju, iż będzie to duży problem. (…) Należy jednak wrócić do ustawy i zmienić jej treść” – stwierdził kilka dni temu.
Oczkiem w głowie Napieralskiego pozostaje jednak nadal przede wszystkim walka z Kościołem. Po niedawnym boju przeciwko Komisji Majątkowej teraz przyszedł czas na Fundusz Kościelny i opodatkowanie kościelnej tacy. Już wkrótce SLD rusza więc z kampanią medialną, której „pilotażowym odcinkiem” ma być materiał pod wielce wymownym tytułem: „Spowiadam się z Funduszu Kościelnego – czyli przychodzi ksiądz do księdza”. W taki oto sposób Grzegorz ze Szczecina puka dziś do władzy bram.
| oceń artykuł: |
|
2.3/5 (22) |
| poprzedni | następny | wróć |
|
|
dodaj komentarz
|
- Cyberkracja
-
Podczas gdy media głównego nurtu serwują nam wielodniowe seriale z udziałem niezrównoważonego polityka, popychającego dziennikarki, w zaciszach rządowych gabinetów przygotowywane są przepisy, które mają istotne znaczenie dla demokracji. Tylko o nich prawie w ogóle się nie dyskutuje.
więcej » - Krajobraz po rewolucji
-
Rok temu mówiono wiele o arabskiej wiośnie ludów. Hm, wiosna może i nastała, ale na pewno nie dla chrześcijan z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Oni nadal żyją w warunkach antydemokratycznej arktycznej zimy.
więcej » - Książka feministki pomoże w walce z pornografią
-
Wielu z nas nie dostrzega tego problemu, bo nie czyta „takich” pism ani nie ogląda „tych” filmów. Tymczasem także u nas pornografia zadomowiła się w większości kiosków z prasą i oczywiście w internecie. Regularny kontakt z nią w naszym kraju deklaruje już połowa nastolatków w wieku 14–15 lat. Najwyższy czas, by temu przeciwdziałać.
więcej » - Konserwatyści już nie milczą
-
Rozmowa z Jackiem Żalkiem, posłem Platformy Obywatelskiej, o klauzuli sumienia i zbliżającej się wojnie ideologicznej
więcej » - Podatek od wiary
-
To nie ma być dobry scenariusz dla Kościoła. Im dłużej trwają negocjacje z rządem na temat kościelnych finansów, tym bardziej wierni mogą mieć dość informacji o nich, bo dla nich Kościół to nie biznes ani firma i nie o podatkach chcą rozmawiać z kapłanami. Ale niestety, tym razem wszyscy powinniśmy stać się kościelnymi księgowymi.
więcej » - Modlitwa na stuletnim placu budowy
-
Barcelona. Rok 1926. 74-letni mężczyzna wpada pod tramwaj. Nierozpoznany przez nikogo trafia do szpitala dla ubogich Santa Creu, gdzie umiera. Kiedy wyjaśnia się, kim był ów biedak, miasto wyprawia mu pogrzeb godny króla.
więcej » - Dyplomacja w piaskownicy
-
Bomba wybuchła w środku długiego weekendu, gdy prezes PiS Jarosław Kaczyński wezwał do bojkotu ukraińskiej części Euro 2012 i zasugerował, że rząd Donalda Tuska powinien zrobić to samo.
więcej » - Kościół - państwo - finanse [dodatek - PDF do pobrania]
-
Redakcje sześciu tygodników katolickich przygotowały wspólną wkładkę: „Kościół – państwo – finanse”. W nakładzie 450 tys. egzemplarzy została ona włączona w tym tygodniu do: „Gościa Niedzielnego”, „Idziemy”, Niedzieli”, „Przewodnika Katolickiego”, „Wiadomości KAI” oraz „Źródła”.
więcej » - Przebić szklany sufit
-
Deregulacja zawodów przygotowywana przez ministra Jarosława Gowina ma stworzyć ok. 100 tys. nowych miejsc pracy. Najwięcej mają na niej skorzystać młodzi Polacy.
więcej » - Gaszą pożary nie tylko wiary
-
Kiedyś pożary gasili w długich habitach. Od trzynastu lat strojem nie różnią się od innych strażaków. Poza napisem „OSP Niepokalanów” i herbem z Matką Boską i zakonnikiem z sikawką. Do dziś strażakiem w Niepokalanowie może zostać tylko franciszkanin.
więcej »
Tematy numeru:
- Aktualności
- Nagroda dla "Przewodnika"
- Społeczeństwo
- Krajobraz po rewolucji
- Cyberkracja
- Książka feministki pomoże w walce z pornografią



drukuj














K
to tkwi W komunie ?Napieralski cz y brat Leon ?Kto bawi się w cenzurę? Prawda kłuje i dlatego nie macie śmiałości wydrukować mój komentarz.Wstyd igrzech którym obciążam brata Leona.
Czy p. red. Kazmierczak jest psychologiem że z takim zapałem analizuje kwestie "osobowościowo-charakterologiczne" innych. A gdyby ktoś o jego pracy dziennikarskiej napisał, że "epatuje tanim populizmem w stylu Urbana, propagandą Goebbelsa, retoryką wiecowa Kadafiego, mową nienawiści faszystów" itd., to jakby się czuł? Trzeba pisac krytycznie o poczynaniach lewicy, ale taki ton frustracji i argumentów ad personam osmiesza publicystykę katolicką, która powinna unikać ataków na osoby, a celować w trafnych diagnozach i opisach - nawet najbardziej krytycznych - zachowań i decyzji politycznych.
PRZYPOMINAM PANU DZIENNIKARZOWI, ŻE OBRAŻANIE INNYCH POPRZEZ UZYCIE CUDZYCH CYTATÓW RÓWNIEŻ KWALIFIKUJE SIĘ DO POZWÓW CYWILNYCH W ZAKRESIE NARUSZENIA DÓBR
§ 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną nie mającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności,
podlega grzywnie, karze ograniczenia albo pozbawienia wolności do roku.
§ 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 3. W razie skazania za przestępstwo określone w § 1 lub 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.
§ 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.