dzisiaj jest: piątek, 25.05.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 33/2009 » Społeczeństwo »

Kochaj ludzi mimo wszystko

autor: Dominik Górny

 

Z Anną Dymną, aktorką teatralną i filmową, prezesem Fundacji „Mimo Wszystko”, rozmawia Dominik Górny


„Warto mimo wszystko” – kiedy po raz pierwszy uwierzyła Pani w sens tej myśli?

– Nie było takiej jednej sytuacji czy zdarzenia. W moim życiu wszystko po prostu przychodzi stopniowo, łagodnie i jakoś harmonijnie się układa. Czasem mówię, że coś się stało przez przypadek, ale tak naprawdę wiem, że wszystko co się zdarza, jest gdzieś zapisane. By zacząć myśleć – „co warto” i pojąć, że „warto mimo wszystko”, trzeba po prostu chwilkę żyć, coś ważnego przeżyć, kogoś spotkać, czegoś boleśnie dotknąć, coś stracić… Wtedy nagle wiadomo, jak cenna jest każda chwila, oddech, uśmiech, obecność drugiego człowieka. Wychowanie, doświadczenia, kontakty z ludźmi wyrabiają w nas różne odruchy, przekonania, pasje… Mam szczęście do wspaniałych ludzi, niezwykłych spotkań, wykonuję magiczny zawód… To zaprowadziło mnie w miejsce, w którym jestem.

 

W jakiej mierze bycie aktorką pomaga w kontakcie z ludźmi niepełnosprawnymi intelektualnie i chorymi?

– Wykonuję zawód, w którym staram się i zarazem muszę zrozumieć drugiego człowieka. Żeby dobrze zagrać rolę, muszę przecież zrozumieć postać, w którą się wcielam. Bycie aktorką nauczyło mnie tolerancji i obserwacji tego, co się wokół mnie dzieje. Nauczyło mnie też słuchać ludzi i przekazywać jasno własne myśli – po prostu kontaktować się z drugim człowiekiem. Poza tym aktorstwo to zawód publiczny. Ludzie nas wciąż oceniają, ale też ufają nam i do nas piszą. Czasem szukają w nas autorytetów, a czasem traktują jak bęben do walenia. No i piszą listy, piszą, piszą... Te listy to skarbnica wiedzy o człowieku i naszych czasach.

 

Czego się Pani z nich dowiaduje o człowieku?

– Wszystkiego! Rzeczy pięknych i żałosnych, radosnych i tragicznych, wzniosłych i ponurych. Za komuny ludzie zwykle pisali listy o marzeniach, bali się mówić o swojej codzienności i problemach. Gdy komuna padła, listy zupełnie się zmieniły. Ludzie zaczęli odsłaniać w nich swoje tragedie, samotność, nędzę, bezradność, frustracje, skargi na los, nienawiść do świata… Czasem trudno to czytać.


Jak Panią zmienili podopieczni Fundacji?

– Może mnie nie zmienili wprost, ale sprawili, że mój świat jest jaśniejszy, lepszy, radośniejszy, że przestałam narzekać i umiem się cieszyć małymi sprawami.

Z ludźmi niepełnosprawnymi intelektualnie zetknęłam się kilkanaście lat temu – zupełnie przez przypadek, dzięki księdzu Zaleskiemu. Oni mnie zaakceptowali, a ja się z nimi zaprzyjaźniłam. Dzięki nim zrozumiałam naprawdę, że życie daje nam wiele szans, które trzeba wykorzystywać. Wszystko jedno, czy jesteśmy zdrowi, czy chorzy, możemy realizować swoje najpiękniejsze marzenia – tego właśnie uczę się od ludzi chorych i niepełnosprawnych.


Co umacnia Pani wiarę, że warto poświęcić się dla tych osób?

– Siły dodają mi ludzie. Nigdy nie musiałam działać samotnie. Mam prawdziwe szczęście do spotykania ludzi wspaniałych i uczciwych. Sama jestem tylko małą iskierką. Oni ją rozniecają i często udaje nam się zapalać piękny ogień i rozjaśniać komuś świat.

 

Jak działa Fundacja?

- Moja fundacja „Mimo wszystko” jest dobrze zorganizowana. Mam w niej świetnych, oddanych pracowników i coraz większą rzeszę wolontariuszy. Jestem dla nich wzorem i taką dymną matką, jako że też jestem najprawdziwszym wolontariuszem. Jestem bardzo wymagająca wobec siebie – a to znaczy, że oni też nie mają chyba ze mną łatwo. Nie wiem, czy czasem nie mają mnie dość, bo wiedzą, że w „Mimo wszystko” nie można zrobić niczego na pięćdziesiąt procent, tylko na dwieście pięćdziesiąt. Serce mi rośnie, gdy widzę, z jakim zapałem prowadzą tysiące ważnych spraw. Jestem z nich bardzo dumna i oni właśnie dają mi najwięcej sił.

W tej fundacyjnej pracy pomaga mi najbardziej radość, wiara, że to co robimy, jest potrzebne i logiczne myślenie. Kiedyś bardzo kochałam matematykę i fizykę, teraz mi się to chyba przydaje. A poza tym działam jak typowa kobieta – najważniejsza jest dla mnie intuicja i odruch. Ale zwykle, zanim pójdę za odruchem, zawsze „włączam” mózg, który ocenia to, co chcę zrobić. I on najczęściej przytakuje intuicji. Ale gdybym miała więcej czasu na myślenie i na przykład zaczęłabym dogłębnie analizować konsekwencje założenia Fundacji, być może stchórzyłabym i nigdy nie urodziłoby się to moje ukochane dziecko „Mimo wszystko”.

 
Która z bliskich osób jako pierwsza zaszczepiła w Pani wiarę w człowieka?

– Moja mama zawsze powtarzała, że nie ma ludzi złych, choć niektórzy wydają się czasem być „potworami”. Mówiła – oni naprawdę są nieszczęśliwi, bo nawet nie wiedzą, że mogą być dobrzy. Nie mają dobrych wzorców, nie umieją sobie poradzić ze złem, które ich kiedyś spotkało. Nie wierzą w siebie, bo nikt nie wierzy w nich. Ale gdy się im da szansę, to budzą się w nich dobre odruchy. Całe życie sprawdzam czy Mama miała rację. Na razie wychodzi mi, że na 99 proc. – tak.

 

Czy to „teatr jest życiem, czy życie jest teatrem”?

– Teatr nie jest życiem – nie powinien nim być. Nie lubię teatru, który jest werystyczny, fizjologiczny. Życie mam naokoło i to mi wystarcza. Teatr to sztuka. Wymaga dystansu do rzeczywistości, kreacji, kondensacji znaczeń, emocji. Aktor nie może być „zwierzątkiem”, które po prostu uruchamia w sobie tylko emocje. Muszę umieć je opanowywać, dawkować i wykorzystywać w odpowiedniej chwili. Jednak płacz na scenie, to nie są łzy prywatnej Anny Dymnej, lecz postaci, którą gram… I choć Jan Paweł II w „Liście do artystów” napisał, że każdy człowiek może ze swojego życia zrobić prawdziwe arcydzieło sztuki, to nie miał przecież na myśli, by zamieniać je w teatr.

 

Obcowanie ze sztuką jest terapią…

– Dla mnie to jest najwspanialsza terapia. Przyznam, że teatr pomógł mi w wielu trudnych momentach. Pamiętam, kiedy umarł mój mąż, Wiesio Dymny… Wieczorami musiałam wychodzić na scenę i grać. Ktoś mówił, że to było okrutne. A ja teraz wiem, że to było bardzo ważne, bo mogłam i musiałam choć na chwilę na scenie zapomnieć o wszystkim. To, że pracuję w teatrze, zawsze mnie ratuje. Teraz, gdy zajmuję się wieloma zbyt trudnymi rzeczami, to teatr jest dla mnie miejscem oddechu, zapomnienia, odpoczynku, najlepszym gabinetem terapeutycznym, najcudowniejszą krainą, do której uciekam.

 

 

 

 

 

oceń artykuł:
0/5 (0)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
  • Cyberkracja
  •  Podczas gdy media głównego nurtu serwują nam wielodniowe seriale z udziałem niezrównoważonego polityka, popychającego dziennikarki, w zaciszach rządowych gabinetów przygotowywane są przepisy, które mają istotne znaczenie dla demokracji. Tylko o nich prawie w ogóle się nie dyskutuje.

    więcej »
  • Krajobraz po rewolucji
  •   Rok temu mówiono wiele o arabskiej wiośnie ludów.  Hm, wiosna może i nastała, ale na pewno nie dla chrześcijan z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Oni nadal żyją w warunkach antydemokratycznej arktycznej zimy.

    więcej »
  • Książka feministki pomoże w walce z pornografią
  •   Wielu z nas nie dostrzega tego problemu, bo nie czyta „takich” pism  ani nie ogląda „tych” filmów. Tymczasem także u nas pornografia zadomowiła się w większości kiosków z prasą i oczywiście w internecie. Regularny kontakt z nią w naszym kraju deklaruje już połowa nastolatków w wieku 14–15 lat. Najwyższy czas, by temu przeciwdziałać.

    więcej »
  • Konserwatyści już nie milczą
  • Rozmowa z Jackiem Żalkiem, posłem Platformy Obywatelskiej, o klauzuli sumienia i zbliżającej się wojnie ideologicznej

    więcej »
  • Podatek od wiary
  • To nie ma być dobry scenariusz dla Kościoła. Im dłużej trwają negocjacje z rządem na temat kościelnych finansów, tym bardziej wierni mogą mieć dość informacji o nich, bo dla nich Kościół to nie biznes ani firma i nie o podatkach chcą rozmawiać z kapłanami. Ale niestety, tym razem wszyscy powinniśmy stać się kościelnymi księgowymi.

    więcej »
  • Modlitwa na stuletnim placu budowy
  •  Barcelona. Rok 1926. 74-letni mężczyzna wpada pod tramwaj. Nierozpoznany przez nikogo trafia do szpitala dla ubogich Santa Creu, gdzie umiera. Kiedy wyjaśnia się, kim był ów biedak, miasto wyprawia mu pogrzeb godny króla.

    więcej »
  • Dyplomacja w piaskownicy
  •   Bomba wybuchła w środku długiego weekendu, gdy prezes PiS Jarosław Kaczyński wezwał do bojkotu ukraińskiej części Euro 2012 i zasugerował, że rząd Donalda Tuska powinien zrobić to samo.

    więcej »
  • Kościół - państwo - finanse [dodatek - PDF do pobrania]
  • Redakcje sześciu tygodników katolickich przygotowały wspólną wkładkę: „Kościół – państwo – finanse”. W nakładzie 450 tys. egzemplarzy została ona włączona w tym tygodniu do: „Gościa Niedzielnego”, „Idziemy”, Niedzieli”, „Przewodnika Katolickiego”, „Wiadomości KAI” oraz „Źródła”.

    więcej »
  • Przebić szklany sufit
  • Deregulacja zawodów przygotowywana przez ministra Jarosława Gowina ma stworzyć ok. 100 tys. nowych miejsc pracy. Najwięcej mają na niej skorzystać młodzi Polacy.

    więcej »
  • Gaszą pożary nie tylko wiary
  •   Kiedyś pożary gasili w długich habitach. Od trzynastu lat strojem nie różnią się od innych strażaków. Poza napisem „OSP Niepokalanów” i herbem z Matką Boską i zakonnikiem z sikawką. Do dziś strażakiem w Niepokalanowie może zostać tylko franciszkanin.


    więcej »
right
left
Nagroda im. Wł. Pietrzaka dla Przewodnika Katolickiego