dzisiaj jest: czwartek, 24.07.2014 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 25/2010 » Społeczeństwo »

Jakie będzie lato?

autor: Joanna Sopyło

 

Polacy, Chińczycy, Brytyjczycy uwielbiają rozmowy o pogodzie, choć nie wszystko z niej rozumieją. Pogodowe tajemnice odsłania Tomasz Zubilewicz, prezenter pogody w TVN24 i TVN Meteo

 


Trudno wyobrazić sobie Tomasza Zubilewicza bez pogody i pogody bez Tomasza Zubilewicza.
- Pogoda to mój sposób na życie. Zanim wyjdę z redakcji, pójdę spać i zaraz po obudzeniu oglądam mapy pogodowe.

Co pasjonuje Pana w pogodzie?
- Na studiach geograficznych zacząłem się dowiadywać o powiązaniach różnych zjawisk atmosferycznych, np. gdy idzie front atmosferyczny ciśnienie spada, a jednocześnie wzrasta wilgotność powietrza. Te zależności mnie zafascynowały.
Nasi synoptycy dostają gotowe prognozy ze Stanów Zjednoczonych, ale muszą przełożyć je na polskie realia. Ich podstawowym elementem pracy są ołówek i gumka, bo pogoda szybko się zmienia i to, co narysują, muszą zetrzeć. To jest praca koncepcyjna, wybiega w przyszłość i każdy element musi pasować do innych na poziomie pogody dla regionu, Polski i Europy. Złożenie tego w całość, a więc odkrywanie przyrody, to coś rewelacyjnego.

Polacy często narzekają na pogodę. W zimie czekają na upały, a w lecie pytają, kiedy będzie chłodniej. Istnieje coś takiego jak pogoda idealna?
- Gdy świeci słońce, działkowcy chcieliby, żeby padało, ale plażowicze chcą mieć cały czas słońce. W 38-milionowym narodzie trudno wszystkim dogodzić. Pogodę można byłoby nazwać idealną, gdyby w nocy padało, a w dzień nie, temperatura wynosiłaby 18-23 st. C, wiałby słaby wiatr z południa, ciśnienie 1000 hPa, a zachmurzenie byłoby niewielkie.

Słuchając rozmów Polaków, można odnieść wrażenie, że pogoda to jeden z najważniejszych tematów. Patrząc jednak na tegoroczną powódź, wniosek, że rozmawiają i słuchają, ale nie rozumieją, nasuwa się sam.
- Gdy kolega z redakcji potrzebował informacji do programu o stanie wiedzy na temat pogody, przeprowadził sondę, z której wynikało, że 1 z 12 osób wiedziała co to jest front atmosferyczny. Z pogodą jest jak z pieniędzmi – lubimy je mieć, ale nie interesuje nas, skąd się biorą i z czego są wykonane.

A front atmosferyczny to...?
- To strefa, która oddziela dwie różne masy powietrza. Na początku czerwca w Suwałkach było 23 st. C, a w Szczecinie tylko 14 st. C. To, co oddziela te dwie masy powietrza, to front atmosferyczny, który powoduje, że między nimi jest pochmurno.

Pogoda zmienia bieg historii. Podobno drzewa, z których Stradivarius tworzył pierwsze skrzypce, rosły w okresie chłodniejszym niż lata wcześniejsze, a więc rosły wolniej i ich struktura była bardziej ścisła, co nadało takie, a nie inne brzmienie skrzypcom.
- Takich przypadków historia zna wiele. W Finlandii, gdzie jest zimniej niż w Polsce, drzewa są twardsze i bardziej proste, więc Finowie nie boją się budować drewnianych domów, bo budulec zatrzymuje ciepło.
Zamach na Hitlera też nie udał się przez pogodę. Samolot, który miał na pokładzie bombę, leciał przez burzę lub w czasie jego lotu obniżyło się ciśnienie i bomba nie wybuchła.

Jak można to przewidzieć?
- Na pogodę składa się wiele czynników: stan i rodzaj zachmurzenia, temperatura termometru suchego i zwilżonego, prędkość i kierunek wiatru, wartość i tendencja ciśnienia, minimalna i maksymalna temperatura. One są ze sobą połączone i tworzą niezliczone możliwości kombinacji. Jeżeli jeden element się wyłamie, wszystko może się zmienić.
Są różne modele matematyczne, w oparciu o które konstruuje się prognozy i z tego wynikają różnice. W TVN Meteo i TVN 24 korzystamy z danych amerykańskich i sprawdzalność pogody wynosi 80-90 proc., inne polskie telewizje z danych niemieckich lub z prywatnych biur meteorologicznych.

Przecież to matematyka – nie powinno być możliwości zmian.
- Jedni pracują na ułamkach, inni na całkach, a jeszcze inni na ciągach matematycznych. To tak jak z kolorem – mamy czerwony jasny, czerwony ciemny, bordowy, ale wszystko jest nadal czerwone.

Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla prezentera?
- Prezenter ma przemówić ludzkim językiem, który zrozumie każdy widz. Gdy zacząłem pracę w telewizji, wiele osób podkreślało, że wniosłem nowy styl prowadzenia prognozy, mniej sztywny niż dotychczas. Używam zrozumiałych pojęć, podaję informacje praktyczne i zabawne. Jeżeli następnego dnia mają być burze, sugerujemy, że należy założyć odpowiednie ubranie, sprzątnąć niepotrzebne rzeczy z balkonu, a jak zbliżają się upały, mówimy, żeby unikać słońca między godz. 11 a 15.
Przy okazji wieczorów w TVN Meteo musimy w każdej godzinie poprowadzić 40-minutowe wejście na żywo. Tematy ustalamy z wydawcą. Decydujemy, czy warto mówić o Hiszpanii, gdzie było 37 st. C, czy o wyspach Ny-Ålesund w Norwegii, gdzie było minus 2 st. C. Z tego zestawu wybieramy Hiszpanię, bo jest bliższa Polakom. Standardowa prognoza pogody to 2-3 minuty, w ciągu których trzeba zainteresować widza.

Czym Pan przyciąga widzów przed ekrany?
- Jeździłem już na sankach, nadawałem pogodę podczas burzy w Chorwacji. Burza z wichurą były tak silne, że chociaż wyskoczyłem z wozu emisyjnego 30 s przed wejściem na wizję, a postałem minutę, byłem całkowicie przemoczony. Za mną szalały fale, wiał wiatr, a ja ze spokojem powiedziałem, że jesteśmy w Chorwacji, gdzie pogoda jest zmienna i po takiej burzy może wyjść piękne słońce, a poza tym, że wiatr sprzyja żeglarzom. Z Istebnej nadawałem pogodę, kiedy podczas jednego wieczoru przeszły cztery burze.

Dzisiaj prognozie pogody bliżej do show niż do informowania. Show trzeba mieć jednak z czego zrobić.
- Najwięcej korzyści przynoszą mi rozmowy z synoptykami, bo to oni w dużej mierze pracują na nasz sukces. Gdy przychodzę na popołudniowy dyżur, synoptycy wiedzą, że będzie mi potrzebna mapa Europy z zaznaczonymi miejscami, w których było najzimniej, najcieplej, najmocniej wiało i padało. Później siadamy razem do mapy Polski i Europy. Informacji o pogodzie szukam wśród znajomych, słucham rozmów ludzi i staram się znajdować coś wyjątkowego, czego nikt inny nie odkrył. Lubię niecodzienne zjawiska pogodowe jak to, że na przełomie maja i czerwca Suwałki – polski biegun zimna, były cieplejsze niż Wrocław i Szczecin.

Najstarsi górale by tego nie przewidzieli?
- Sprawdzalność góralskich prognoz wynosi 60-70 proc., czyli jest dość wysoka. Wynika to z faktu, że pracują oni na polu, obserwują to, co się dzieje. Gdy pojechałem kilka lat temu do Szczyrku, w zimową sobotę mieszkanka miasteczka powiedziała, że jeżeli mgła kładzie się na pole, za dwa dni będzie padał śnieg i rzeczywiście w poniedziałek spadł śnieg. Górale uzależnieni są od pogody, wielu z nich ma swoje pola uprawne, więc zależy im, żeby wstrzelić się w dobrą pogodę i zebrać to, co mają zebrać, więc obserwują pogodę i to przynosi efekty.

A co przepowiadają na wakacje?
- Kwiecień był zimny, maj deszczowy, więc atmosfera na półkuli północnej nie miała czasu się nagrzać. Obawiam się więc, że lato nie będzie zbyt ciepłe. Będzie więcej deszczu niż słonecznych dni. To nie musi się jednak sprawdzić.
 

 

 

 

oceń artykuł:
4.3/5 (12)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
  • Dziurawy raport o in vitro
  • Sukces został odtrąbiony, liberalne media są zadowolone, zarobiły i to sporo kliniki zapłodnienia pozaustrojowego, ale pytania wciąż zostają. A jest ich po roku obowiązywania refundacji in vitro nawet więcej niż wcześniej. 

    więcej »
  • Polska - Stolica Apostolska. 25 lat od wznowienia stosunków dyplomatycznych
  •  Rozmowa z Hanną Suchocką, premier Polski w latach 1992–1993, ambasador Rzeczypospolitej Polskiej przy Stolicy Apostolskiej w latach 2001–2013, o konkordacie.

    więcej »
  • Kolejny konflikt w Ziemi Świętej
  •  12 czerwca na Zachodnim Brzegu Jordanu uprowadzonych i zamordowanych zostało trzech izraelskich nastolatków. Ich ciała odnaleziono po ponad dwóch tygodniach. To był początek kolejnego kryzysu między Izraelem a Autonomią Palestyńską.

    więcej »
  • Mundial z Jezusem w tle
  •  Gwiazdy światowej piłki to chrześcijanie. Swoją wiarę przeżywają jednak różnie. Manifestują ją przed całym światem, jak brazylijski obrońca David Luiz czy znakomity bramkarz z Kostaryki Keylor Navas, albo modlą się w zaciszu – jak najlepszy piłkarz świata Portugalczyk Christiano Ronaldo czy holenderski internacjonał Wesley Sneijder. 

    więcej »
  • Szkoła do generalnego remontu
  • Wakacje w pełni, jednak o szkole nie sposób zupełnie zapomnieć. Szczególnie trudno przychodzi to tym, którzy nie zdali w tym roku matury, czyli... blisko jednej trzeciej maturzystów. Ta smutna statystyka pokazuje głęboki kryzys polskiego systemu oświaty.

    więcej »
  • Drużyna jest jak rodzina
  •  Biskup Piotr Greger jak sam przyznaje przez obowiązki duszpasterskie opuścił kilka spotkań fazy grupowej piłkarskich mistrzostw świata w Brazylii. Fazę pucharową oglądał już regularnie, choć sam i bez ekscytacji podobnej do tej, która zwykle towarzyszy mu na trybunach Podbeskidzia Bielsko-Biała. Rozmowa o mundialu z najbardziej zagorzałym kibicem piłkarskim wśród polskich biskupów.

    więcej »
  • Fotografia rodziny
  •  Tymi krótkimi słowami kard. Lorenzo Baldisseri zapowiadał treść dokumentu roboczego III Zgromadzenia Nadzwyczajnego Synodu Biskupów. Czytając go, trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to rzeczywiście szeroki obraz problemów współczesnej rodziny oraz wyzwań duszpasterskich z nią związanych.

    więcej »
  • O Bogu w elementarzu
  • Kilkadziesiąt tysięcy protestów wysłanych do Ministerstwa Edukacji Narodowej pomogło przywrócić Boże Narodzenie do projektu bezpłatnego podręcznika dla najmłodszych. To z jednej strony sukces pokazujący, że aktywne działania ze strony katolików mają olbrzymią wagę, z drugiej zaś kolejne poważne ostrzeżenie przed wdzierającą się do Polski dyktaturą poprawności politycznej.

    więcej »
  • W obronie profesora Chazana
  • Czy profesor rzeczywiście naruszył prawo, skrzywdził pacjentkę, zachował się bezdusznie, czy może przeciwnie, skorzystał z przysługujących mu uprawnień, otoczył swoich pacjentów (matkę i jej nienarodzone dziecko) troskliwą opieką i zachował się tak, jakbyśmy tego od niego, jako pacjenci, oczekiwali?

    więcej »
  • Grzywna za uratowanie życia
  •  70 tysięcy złotych kary dla szpitala Świętej Rodziny za to, że jej szef nie zabił dziecka i nie wskazał innego prenatalnego zabójcy – to kolejna próba wymuszania na lekarzach aborcji.

    więcej »
right
left
Papież Franciszek w Ziemi Świętej