dzisiaj jest: piątek, 25.05.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 4/2011 » Rodzina »

Lepiej z babcią i dziadkiem...

autor: Anna Karpiel-Semberecka

Duża wielopokoleniowa rodzina żyjąca zgodnie pod jednym dachem to rzadkie i dziwne zjawisko? A przecież takie „bycie razem” dziadków, rodziców i wnuków to niezwykle pozytywne doświadczenie.

Oczywiście, nie jest łatwo, ale rodzina państwa Elantkowskich z Zakopanego to dobry przykład, że jednak można. Choć nie wszystkim taki model rodziny jest bliski, to pokazuje, że warto pielęgnować rodzinne więzy. Warto, by wnuki były blisko babci i dziadka, nie tylko w dniu ich święta.

Rodzina państwa Elantkowskich nie tylko jest wielopokoleniowa, ale także duża i bardzo ze sobą zżyta. Mieszka w zacisznej dzielnicy Zakopanego, w domu nie wyglądającym wcale na taki, który może pomieścić trzynaście osób. Wkrótce zresztą pojawi się kolejny członek rodziny. W domu jest siedmioro dzieci w wieku od 2 do 10 lat, a więc ciągły ruch i gwar, w którym dobrze czują się także dziadkowie – Marianna i Andrzej. Mieszkają na parterze i do nich właśnie najchętniej zbiegają wnuki.

W domu mieszka syn Paweł z żoną Magdą i czwórką dzieci oraz córka, też Magda, z mężem Piotrem i trójką dzieci. Każda rodzina ma swoje piętro, ale granice własnego „terytorium” są dość płynne. Dzieci lubią przebywać razem i trudno je rozdzielić. W odwiedziny przyjeżdża też czasem z Krakowa kolejna córka z mężem i dwójką dzieci. Najstarsza córka jest w zakonie karmelitanek bosych.

 

Radość bycia razem

– Jest wesoło i wspaniale. Cieszymy się, że dzieci i wnuki chcą być z nami – mówi pani Marianna. – Mieszkanie razem to może trochę konieczność, a trochę wybór, ale nikt nie narzeka. Na początku nie było takiej potrzeby, ale w miarę jak przybywało dzieci, zaadaptowaliśmy dom tak, aby każda rodzina miała swoją kuchnię i łazienkę. Teraz syn myśli już o budowie własnego – dodaje. – Razem jest nam dobrze i wcale nie za ciasno – jednoznacznie reaguje na te plany 6-letnia siostrzenica Danusia.

– Żeby zobaczyć, jak to jest, trzeba tu na jakiś czas zamieszkać – żartobliwie wtrąca dziadek. I nagle znajdują się same plusy: zawsze jest się do kogo zwrócić o pomoc, można pożyczyć sól, mleko, jest z kim zaśpiewać kolędy.

– Czasem tych plusów nie widać. Wystarczy jednak, że porozmawiam z siostrą z Krakowa. Kiedy jej zachoruje dziecko, ma kłopot. U nas zawsze babcia albo dziadek zaopiekują się wnukami. Z drugiej strony my też pomagamy dziadkom – wyjaśnia Paweł Elantkowski. – A minusy? Tupiemy sobie nad głowami… To są takie drobne sprawy, które się zdarzają, gdy jest tyle osób w jednym domu. Dzieci pokłócą się o zabawkę, może czasem ktoś jest w gorszym humorze – zastanawiają się Paweł i Magda.

 

Rodzinna specjalność

– Gdybyśmy mieszkali osobno, pewnie nie byłoby takich częstych kontaktów, dzieci nie chodziłyby codziennie do babci – mówi Paweł. Wszyscy są jednak razem i bardzo wiele ich łączy. – Większość rodziny to absolwenci matematyki. To nasza rodzinna specjalność. I mali też już w szkole dobrze się pod tym względem zapowiadają – cieszy się babcia. Poza tym wszyscy kochają górskie wycieczki i jazdę na nartach. Najstarszy, Jaś, wyrusza już z dziadkiem na poważniejsze wyprawy. Wspólnie wybrali się do Warszawy z okazji beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki. – Staramy się nie kupować zbyt dużo prezentów, a wymyślać inne atrakcje. Na 8. urodziny Jasia tata i dziadek zabrali go w góry, na Lodową Przełęcz – wspomina babcia. – Kolejna rodzinna specjalność to szachy. Organizujemy też wspólne ogniska, jesteśmy po prostu razem.

 

Wzajemne obdarowywanie się

– Całe życie czerpie się z kontaktu z innymi ludźmi. Tak było, kiedy pracowałam jako nauczycielka i teraz, kiedy zajmuję się wnukami. Dzieci dają świeże spojrzenie na różne sprawy. Patrzeć na ich rozwój to coś pięknego. Dlatego bardzo lubię spędzać z nimi czas, staram się go wykorzystać, aby podsunąć im wartościowe książki, czegoś nauczyć. Cieszę się, kiedy z przedszkola dostaję wiadomość, że wiedziały coś od babci – opowiada pani Marianna.

– Dzięki wnukom dziadek i babcia są ciągle w ruchu. To duża motywacja, bo wnukami trzeba się zająć, nawet trochę poszaleć – wyjaśnia Magda.

Rodzina to bogactwo

Tak jak Andrzej i Marianna, ich dzieci zdecydowały się na duże rodziny. – Oboje z mężem od samego początku chcieliśmy mieć dużo dzieci – mówi synowa Magda. – Na pewno jest łatwiej o taką decyzję, kiedy ma się odpowiedni wzór. Człowiek się po prostu nie boi – komentuje babcia.

– Kiedyś po procesji Bożego Ciała zobaczyłam, że cała rodzina stoi przed kościołem. To był wspaniały widok. Powiedziałam, że jesteśmy bogaci, a Antoś to podchwycił: „Tak, babciu, bogaci ludźmi!” – opowiada pani Marianna. – Myślę, że nasze wnuki będą w przyszłości do takich chwil wracać, będą czuły wspólnotę rodzinną. – Mamy dużą rodzinę, dużo znajomych, dom jest otwarty i my jesteśmy otwarci na innych ludzi – dodaje Magda na potwierdzenie tych słów.

Dzień Babci  i Dziadka… i nie tylko

Wnuki pamiętają o święcie dziadków. Wyklejają i rysują laurki, przygotowują piosenki, zapraszają na przedszkolne uroczystości. Wszyscy wspólnie przychodzą z życzeniami. Są też inne ważne dni. – Na 40. rocznicę ślubu od dzieci i wszystkich wnuków dostaliśmy słoneczniki. Trochę się ich uzbierało i było to dla nas bardzo wzruszające – wspominają Marianna i Andrzej. Jak to wszystko możliwe?

– Najważniejsza jest wiara i wspólna modlitwa. Codziennie wieczorem, odmawiając „Ojcze nasz”, wybaczamy sobie nawzajem. Bez Boga ta zgoda w rodzinie nie byłaby możliwa – przyznaje pani Marianna.

Ważna jest także tradycja, którą chcą przekazać wnukom. Dlatego u dziadków w okresie świąt jest choinka, a na niej wśród innych ozdób jabłka, na stole biały obrus i Dzieciątko w żłóbku. Na ścianie wiszą stare zdjęcia zachęcające do snucia rodzinnych opowieści. W tym domu dziadkowie mają czas dla wnuków, a wnuki potrafią to docenić. – Dziadek jest fajny, bo chodzi ze mną w góry i gra w szachy, a babcia daje mi smaczne piętki chleba. Lepiej więc mieć dziadków codziennie – stwierdza na koniec Jaś.

 

 

oceń artykuł:
4.1/5 (10)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
wspaniale jest miszekać z Dziadkami, moja Babcia niestety już nie żyje, ale w moim dzieciństwie miałam do niej blisko - mieszkała w swoim pokoju na II końcu korytarza, wystarczyło tylko zapukać, a zawsze otwierała, pocieszyła, pomogła, opowiedziała coś; bardzo za Nią tęsknię, ten artykuł mi Ją przypomniał. Dziękuję!
A gdzie dziadek na zdjeciu? Wolne krzesło czeka!
Drodzy redaktorzy! Jestem katoliczką, czytuję katolickie pisma i bardzo boli mnie i dotyka jedna rzecz. Z żelazną regularnością zamieszczane są, również w przk, artykuły wychwalające liczne rodziny. Jak wirus, przenoszący się z jednego redaktora na drugiego, panuje epidemia gloryfikowania wielodzietnych. Przekaz jest prosty: "jak jesteś dobrym katolikiem, to Bóg ci błogosławi i daje mnóstwo dzieci. Jak nie masz mnóstwa dzieci, to widocznie nie jesteś takim dobrym katolikiem, jesteś egoistą, materialistą. Popatrz, oni mają tak mało pieniędzy, a i tak sobie radzą." Moja pierwsza uwaga: przedstawiani rodzice wielodzietni nieodmiennie "wiszą" na dziadkach, sąsiadach, rodzinie, którzy oczywiście "chętnie pomagają". Nie ma nic zaszczytnego w obciążaniu skutkami swojego postępowania innych ludzi. Chciałabym przeczytać kiedyś o rodzinie, która byłaby samodzielna w utrzymywaniu i wychowywaniu swoich licznych dzieci (zgłaszam się na ochotnika do wywiadu, choć zaledwie trójka dzieci to pewnie niezbyt nośny temat). Druga sprawa to potraktowanie implicite wszystkich rodziców nie-aż-tak-wielodzietnych jako gorszych, mniej kochanych przez Boga. To dotyka mnie osobiście jako mamy "tylko" trojga dzieci, cudem ocalonych i urodzonych wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu, jednak bez nadziei na kolejne dziecko. Uprzejmie proszę wziąć to pod rozwagę. Moje odczucia nie są odosobnione.
mam 4 dzieci,zero pomocy,babcię od prezentów i drugą skupioną wyłącznie na swoich dolegliwościach,1 pensję i...radzimy sobie z godnością,nic nikomu nie zawdzięczamy.
"Przekaz jest prosty: "jak jesteś dobrym katolikiem, to Bóg ci błogosławi i daje mnóstwo dzieci. Jak nie masz mnóstwa dzieci, to widocznie nie jesteś takim dobrym katolikiem, jesteś egoistą, materialistą.(...) Druga sprawa to potraktowanie implicite wszystkich rodziców nie-aż-tak-wielodzietnych jako gorszych, mniej kochanych przez Boga."

Droga Pani K. nie jestem wprawdzie wierną czytelniczką Przewodnika, czytam go jedynie dość często (podobnie jak inny tygodnik katolicki) ale ani w jednym ani w drugim piśmie nie zauważyłam tego, co Pani zarzuca w przytoczonych przeze mnie słowach. Promowanie wielodzietności nie oznacza wcale krytyki rodzin, które mają mniej dzieci. Jestem pewna, że gdyby poszukać dokładnie to okazałoby się, że tytuły katolickie piszą także o mniej licznych rodzinach. Najlepiej niech Pani zgłosi się do któregoś z tych pism i zaproponuje, że zostanie wraz z rodziną bohaterką artykułu i zobaczymy co redakcja na to. Dopiero jak odmówią mówiąc, że ma Pani za mało dzieci to będzie Pani miała niezbity argument potwierdzający Pani zarzuty. Swoją drogą sama nie jestem matką rodziny wielodzietnej i wcale nie czuję się gorsza.
Czy Pani sobie zdaje sprawę co znaczy mieć kilkoro dzieci? Proszę powiedzieć ile Pani ma dzieci i jak sobie z nimi radzi?Bo chyba nie bardzo Pani się orientuje jak trudno dzisiaj jest zapewnic dzieciom dobre warunki w dzisiejszych czasach
/ brak pracy, niskie pensje, wysokie koszty utrzymania/.
  • Czas dla najbliższych? Bezcenny
  •   – Trzeba dbać o więzy rodzinne. Jeśli między rodzicami i dziećmi panują zdrowe relacje, to na taką rodzinę nie ma mocnych – mówi „Przewodnikowi Katolickiemu” ks. Przemysław Drąg, dyrektor Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin, w przededniu rozpoczynającego się w Mediolanie VII Kongresu Rodzin.

    więcej »
  • Święta Rodzina dla rodzin
  •   Już za kilka dni, 30 maja, rozpocznie się w Mediolanie VII Światowe Spotkanie Rodzin. Od tego roku Spotkaniom Rodzin towarzyszyć będzie obraz Świętej Rodziny – mozaika wykonana przez jezuitę o. Marka Ivana Rupnika. Ten teolog i wykładowca duchowości wschodniej to również znany artysta, twórca mozaik, m.in. do papieskiej kaplicy Redemptoris Mater.

    więcej »
  • Rzeczpospolita hedonistów
  •   Rodzicielstwo budzi coraz większą niechęć wśród młodych Polek i Polaków. Prawie połowa z nich, w badaniu przeprowadzonym na zlecenie Fundacji Mamy i Taty, twierdzi, że posiadanie dzieci wymaga zbyt dużo wyrzeczeń i poświęceń.

    więcej »
  • Siostra jak mama
  •   − Nasza mama to była dobra kobieta, nie było drugiej takiej – wspomina prawie 90-letnia Franciszka Janicka. Kiedy w czasie wojny zmarli jej rodzice zdecydowała jednak, że spróbuje ją zastąpić i wychowa pięcioro swojego młodszego rodzeństwa. Miała wówczas niewiele ponad 20 lat i myślała o wstąpieniu do klasztoru. Zrezygnowała ze swoich planów. Do benedyktynów wstąpił za to jeden z jej braci.

    więcej »
  • Rodzina w centrum
  •   O trudach macierzyństwa z prof. Bogdanem Chazanem, dyrektorem i lekarzem naczelnym Szpitala Ginekologiczno-Położniczego im. Świętej Rodziny w Warszawie, rozmawia Renata Krzyszkowska

    więcej »
  • Kiedy wszystko między nami gra...
  •   Najstarsza Małgosia urodziła się w niedzielę, Michał w poniedziałek, Magda we wtorek, a Marcin w środę. − Zostały nam jeszcze trzy dni tygodnia − żartują Honorata i Sławek Pakułowie.

    więcej »
  • Rozrywka bez prądu
  •   „Para buch! Koła w ruch!” – kto pierwszy do parowozowni? Jak sprzedać z zyskiem sól z kopalni soli w Wieliczce? Na co wydać pieniądze: iść na studia, a może kupić dom? Oto fabuły... gier planszowych, które dziś przeżywają prawdziwy renesans.

    więcej »
  • Śmierć, choroba w rodzinie
  •  „Śmierć to jedyna rzecz, która nieuchronnie czeka nas wszystkich. W dzisiejszych czasach żyjemy w społeczeństwie, które stara się nad nią wykonywać egzorcyzmy”.

    G. i A. Astrei, P. Diano, Błędy mamy i taty

    więcej »
  • Lęki dziecięce
  •  Odkurzacz, czarownica, winda, błyskawica – to tylko niektóre przyczyny dziecięcych lęków. Z reguły pojawiają się nagle i w określonym porządku. Dorosłym wydają się nieracjonalne i często trudno je opanować. Jak sobie z nimi radzić?

    więcej »
  • Walka o mercedesy
  •   W tym roku urodzi się jeszcze prawie 411 tys. Polaków, ale już za 23 lata nieco ponad 272,5 tys., czyli blisko 30 proc. mniej niż w roku 2008

    więcej »
right
left
Nagroda im. Wł. Pietrzaka dla Przewodnika Katolickiego