- Syzyf
-
Mityczny Syzyf wtaczał głaz na górę za karę. We współczesnym świecie również spotykamy syzyfów: zgarbieni przemykają ulicami, pchając przed sobą ciężary, nie za karę, lecz „za kawałek chleba”. Mijamy ich na ulicy, trąbimy na nich jadąc samochodem, gdy blokują drogę swoim powolnym krokiem. Przechodząc obok, odwracamy głowę w inną stronę, aby nie spojrzeć im w...więcej »
- A pani Ania zagrała kurę
-
Wystąpili w kilkudziesięciu spektaklach. W swoim mieście są większymi gwiazdami niż bohaterowie seriali telewizyjnych. Na co dzień pracują w biurze, szkole. Są kupcami, przedsiębiorcami. Dwoje z nich to osoby bezrobotne. - Lubię bawić się w teatr. Traktuję naszą scenę jako odskocznię od powszechności dnia. Ciężkiej pracy. Kiedyś po robocie chodziłem na piwo. Dzisiaj biegnę...więcej »
- Proboszcz z PGR-u
-
Nie ma dla niego spraw niemożliwych. Uważa, że wszystko można załatwić, jeśli taka jest wola Boża. Ale do niej potrzebna jest też chęć ludzi. I tę u swoich parafian rozbudza. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1989 roku. Dziś jest czterdziestolatkiem, poetą. Wydał tomik wierszy. Przez kilka lat pracował w wydawnictwie diecezjalnym w Szczecinie, ale wychowywał się w maleńkim...więcej »
- Rajd katyński
-
Przejechali na motocyklach pięć tysięcy kilometrów podczas czwartego już rajdu. Chcieli na własne oczy zobaczyć ślady nieodległej historii i złożyć hołd pomordowanym przez sowiecki imperializm. Wyjechali w końcu sierpnia, żegnani na placu Piłsudskiego przed Grobem Nieznanego Żołnierza przez księdza Prymasa i kapelana rodzin katyńskich Zdzisława Peszkowskiego. Wrócili we wrześniu. Odwiedzili...więcej »
- Marzenie Adama: całuski od Otylii
-
Chciał tylko kibicować siatkarzom, a spotkał najlepszych sportowców świata, zwiedził wioskę olimpijską, a wieczory spędzał w otoczeniu VIP-ów. Tego lata spełniło się największe marzenie czternastoletniego Adama ze Skoków. Wśród wielu schorzeń, które trapią Adama, na pierwszych miejscach lekarze wymieniają skrzywienie kręgosłupa oraz niedowład od pasa w dół. Jednak fakt,...więcej »
- Projekt Nowa Huta
-
- Zaproponowaliśmy nowe podejście do działań artystycznych na terenie Nowej Huty. Jest tu o wiele ciekawiej niż w miejscach centralnych Krakowa, gdzie można wpaść w turystyczno-pocztówkowy obraz rzeczywistości - mówi Jakub Szreder. W Alei Róż, w miejscu, gdzie jeszcze kilkanaście lat temu stał ogromny pomnik Lenina, zebrał się kilkutysięczny tłum. Wszyscy podziwiają niesamowite...więcej »
- Talerz ludzkiej godności
-
Początek był dramatyczny - kucharka przybiegła, rozłożyła ręce w geście bezradności i stwierdziła: - Mamy tylko jeden worek kartofli! Nazajutrz planowano otwarcie stołówki dla najbardziej potrzebujących. Pani Danuta Siewkowska pobladła, ale nie straciła animuszu. Zbyt wiele trudu włożono w Szubinie (diecezja bydgoska) w przygotowanie jadłodajni, zbyt wiele osób na nią czekało…...więcej »
- Teatr Terapeutyczny
-
Grają od sześciu lat. Wystąpili przed trzydziestoma tysiącami dzieci. Nazwali się Pogotowiem Teatralnym. Są zdobywcami wielu nagród. Otrzymali, między innymi, wyróżnienie w konkursie Pro Publico Bono. Klaun przepycha się do płaczącego dziecka leżącego na wysokim łóżku w, na kremowo pomalowanym, oddziale onkologicznym w szczecińskim szpitalu. Z kolorowych baloników robi figurki...więcej »
- Marazm i sława
-
Własny, "specjalny bagdadzki wysłannik" to dziś dla wielu gazet sprawa honorowa. Nawet kilka dzienników lokalnych pchnęło do Bagdadu swoje "oczy i uszy"… Cóż było robić? - też pojechałem, pełen nie najlepszych przeczuć. Panie, co się działo! Ale dawno temu, na wiosnę… Różne telewizje przyjeżdżały, nawet niemiecka. I z Poznania… - wyrwało się w rozmowie telefonicznej...więcej »
- Pruskie pojednanie
-
Aleksander von Waldow po raz pierwszy swój rodzinny majątek chciał odzyskać na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Dziś jest przekonany, że dzięki Trybunałowi w Strasburgu majątek odzyska w ciągu najbliższych lat. Osiemnastowieczny biały kościół pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny kontrastuje z niebem wieczoru i zasłoną zieleni. Osadzony na niewielkim wzniesieniu...więcej »
dzisiaj jest: piątek, 25.05.2012 | Imieniny:
Bo Chrystus jest radosny |
autor: Arkadiusz Jakubowski
Wpadał do pokojów i śpiewał wymyślony przez siebie psalm: „Wstawaj, nie udawaj”
Był bardzo zajętym człowiekiem. Działał w Ochotniczej Straży Pożarnej, banku spółdzielczym, gminnej spółdzielni, radzie wsi i ludowym zespole sportowym. A do tego jeszcze prowadził własne gospodarstwo rolne. Mało brakowało, a zostałby sołtysem. No, ale kiedy trzecia dziesiątka wskoczyła na kark, zrealizował pragnienia, które od lat nosił w sercu.
– Poszedłem do seminarium – mówi ksiądz Grzegorz Gałkowski. Teraz jest wikariuszem u świętego Józefa w Lesznie. Jedno się nie zmieniło: nadal jest bardzo zajęty.
Kiedy młody faryzeusz wpadł w kościelną nawę i na całą świątynię huknął bez ogródek, że kobietę jak nic trzeba ukamienować, parafianie siedzący dotąd w nabożnym skupieniu w kościelnych ławach aż podskoczyli z wrażenia. Wzdrygnęła się też Maria Magdalena, bo to przecież o nią chodziło. Sytuację uspokoił dopiero stojący koło ambony Chrystus.
– Kto z was jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem – powiedział spokojnie, a wtedy tamci odeszli. Potem pochylił się nad kobietą i powiedział: – Idź i nie grzesz więcej.
Ona wstała i poszła do zakrystii, żeby się przebrać i w spokoju wysłuchać do końca Mszy świętej. A w kościele rozległy się nieśmiałe brawa. Nieśmiałe, bo parafianie przecież nie przywykli, by kazanie kończyć owacjami.
– Takie samo przedstawienie, czyli nawrócenie Marii Magdaleny zaprezentowaliśmy na środku wiejskiej drogi w Raczycach, podczas pieszej pielgrzymki do Częstochowy – tłumaczy Piotr Łakomski. – Scenariusz przygotował ksiądz Grzegorz, my na ten czas staliśmy się aktorami.
Piotr mieszka na leszczyńskim Zatorzu, obecnie studiuje na AWF–ie w Lesznie, a od dwóch lat gra na gitarze. Kto przychodzi do kościoła na młodzieżowe Msze o 10.30, na pewno go zna.
– Dwa lata temu, jak do parafii przywędrował ksiądz Grzegorz i zaczęliśmy śpiewać na młodzieżowych Mszach, był potrzebny ktoś, kto zagra na gitarze – tłumaczy. – No to się nauczyłem i gram.
– Chrystus wobec każdego z nas ma swoje plany – mówi ksiądz Grzegorz. – Mnie pozwolił wstąpić do seminarium dopiero, gdy skończyłem trzydzieści lat. Wcześniej utrzymywałem kontakty z salezjanami i myślałem, że zostanę jednym z nich, ale Bóg chciał, żebym trafił do seminarium diecezjalnego.
Był najstarszy na roku. – Różnica dobrych kilku lat, ale jakoś nikt nie nazywał mnie dziadkiem. Może dlatego, że zawsze potrafiłem jakoś ułożyć sobie kontakty z młodzieżą. W moich rodzinnych Brodach Poznańskich też. Razem z młodymi założyliśmy tam zespół piłkarski: Sparta Brody, który gra do dziś.
Po święceniach trafił do Czarnkowa, potem do Pniew i do Lubasza na skraju Puszczy Noteckiej.
W Lubaszu razem z drugim wikarym, księdzem Krzysztofem i proboszczem przygotowali i przeżyli uroczystości koronacji cudownego obrazu Matki Bożej Królowej Rodzin. Krótko po tym ksiądz proboszcz zmarł. – Był dla mnie wielkim przyjacielem. To był dla mnie bardzo ważny okres – wspomina. Dwa lata temu skierowano go do Leszna.
– Była wcześniej grupa młodzieży w naszej parafii, skupiona wokół kościoła – wspomina Ania. – Spotykaliśmy się, ale nie tak często i nie tak chętnie. Przejął nas ksiądz Grzegorz i to się zmieniło. Spotykamy się jako Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży.
– To wspaniali młodzi ludzie – mówi wikary. – Zaproponowałem im, by co piątek spotykać się w kręgach biblijnych i wspólnie rozważać Pismo Święte. I tak to się odbywa.
W wyziębionej o tej porze roku salce katechetycznej przy kościele widać ślady tych spotkań. Ustawione w kręgu krzesła, na nich płachty szarego pakowego papieru: popisane i pokolorowane:
– Ksiądz wie, że z nami trzeba jak z dziećmi – uśmiecha się Ania. – Najlepiej zacząć od rysowania.
– W ostatni piątek rysowaliśmy nasze bożki – tłumaczy Bartek. – Ktoś narysował komputer, ktoś butelkę, papierosy, techno i fastfoody.
Najciekawszy jest chyba rysunek, który przedstawia olbrzymią pajęczynę, a w niej wpisany internetowy znak, tak zwana małpa. Księdzu Grzegorzowi też się chyba spodobał, bo w niedzielę wykorzystał rysunek podczas kazania dla dzieci.
– Z księdzem nie ma tematów tabu – mówi Jakub.
– To taki gość. Trochę filozof – dopowiada Grzegorz. – Czasami jest wkurzający, bo wymaga od nas, ale tak musi być.
– Stara się stopować nasz luz, gdy trochę przesadzamy – przyznaje Ania. – I to mu wychodzi.
– No i poświęca dla nas swój wolny czas – mówi z uznaniem Grzegorz. – Co chwilę wymyśla coś nowego.
Na Ani największe wrażenie zrobiły dwie godziny absolutnego milczenia nad Pismem Świętym. Pojechali kiedyś całą grupą do klasztoru benedyktynów w Lubiniu. Z Leszna to jakieś trzydzieści kilometrów. Siedli w kościelnych ławach z Biblią w rękach i milczeli, kontemplując tekst. Nie każdy wytrzymał. Ania tak.
Jakub, który na pieszej pielgrzymce w leszczyńskiej grupie numer XVI był, jak mówią koledzy, głównym tubowym (od tuby, czyli przenośnego głośnika, który niósł na trasie), nigdy nie zapomni rowerowych wypraw z księdzem. W ubiegłym roku zjeździli Mazury, w tym – Kaszuby.
– Wieczorami, wiadomo, siedziało się długo przy ogniskach – wspomina. – A pobudka bez litości o godzinie siódmej. Ksiądz wpadał do pokojów i śpiewał wymyślony przez siebie psalm 23: „Wstawaj, nie udawaj”.
Piotrowi wryła się w pamięć Lednica: – Dwie i pół godziny przechodziliśmy pod rybą w deszczu. Resztę nocki spędziliśmy w autobusie. Było bombowo.
Daria zapamiętała za to rekolekcje w Wonieściu: – To był czerwiec w zeszłym roku – wspomina. – Skończył się akurat rok szkolny. Ksiądz Grzegorz wymyślił, że pojedziemy rowerami z Leszna do Wonieścia nad jezioro. To były nasze pierwsze dłuższe rekolekcje. W kręgach dzieliliśmy się Ewangelią, a wieczorami śpiewaliśmy przy ognisku.
Daria uważa, że ten wyjazd był dla nich przełomowy. – Uwierzyliśmy, że wspólnie możemy wiele zrobić dla siebie i innych.
Po tamtym wyjeździe zrozumieli, że można przygotować kilka przedstawień ewangelicznych scen: nawrócenie Marii Magdaleny, misterium Męki Pańskiej i przypowieść o Synu Marnotrawnym. – Przy okazji objawiły się talenty aktorskie. Choćby Tomek Kajdanowicz – chwali ksiądz Grzegorz. Że można zorganizować koncerty pieśni religijnych, które gra powołany do życia zespół muzyczny ,,W cieniu Józefa’’ ze swoją liderką Asią Flak. Można odwiedzać chorych z opłatkiem i dobrym słowem. Można też w Wigilie poświęcić swój czas, pójść na dworzec kolejowy i w poczekalni zagrać kolędy bezdomnym, którym Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie zorganizował kolację wigilijną. Można też pójść do noclegowni dla bezdomnych, usiąść z jej mieszkańcami przy ognisku i zaśpiewać o tym, że Bóg kocha wszystkich ludzi.
– To było duże przeżycie – wspomina Ania. – Oni byli bardzo życzliwi.
Przyznają jednym głosem, że gdyby nie ich ksiądz, nie byłoby tego wszystkiego.
– W tym roku to poświęcił dla nas cały swój urlop – mówi Grzegorz. – Najpierw na tydzień z dziećmi pojechał do Tarnowa Podgórnego. Potem była pielgrzymka na południe Polski śladami pielgrzymek Jana Pawła II.
W lipcu ksiądz był przewodnikiem naszej grupy pielgrzymkowej – opowiada dalej Grzegorz. – I chociaż raz nas wyprowadzili w zboże i tak było niesamowicie. Wtedy powstał kultowy już dla nas tekst. Ksiądz Grzegorz, gdy już byliśmy bardzo zmęczeni i trochę źli, podchodził i pytał: Czy masz Chrystusa w sercu?
Zaraz po pielgrzymce był rowerowy wyjazd na Kaszuby.
– Na pielgrzymce byłem dumny z nich – mówi ksiądz Grzegorz. – Młodzież z Zatorza stanowiła trzon grupy XVI. Silny trzon.
Jego pragnieniem jest, by zgromadzić jak najwięcej młodzieży przy parafii i „ukazywać im Chrystusa radosnego, którego tak pięknie ukazuje nam Papież, mówiąc do młodych, by się nie lękali”.
– My jesteśmy normalnymi młodymi ludźmi. – Żadni święci, czy nieskazitelni. Ale te spotkania, przebywanie w tej grupie z księdzem Grzegorzem budują nasze fundamenty na całe życie – mówi Piotr.
I dodaje: – A do tego ksiądz wie, że obok duchowości, modlitwy, skupienia, musi być jeszcze kupa dobrej zabawy.
Był bardzo zajętym człowiekiem. Działał w Ochotniczej Straży Pożarnej, banku spółdzielczym, gminnej spółdzielni, radzie wsi i ludowym zespole sportowym. A do tego jeszcze prowadził własne gospodarstwo rolne. Mało brakowało, a zostałby sołtysem. No, ale kiedy trzecia dziesiątka wskoczyła na kark, zrealizował pragnienia, które od lat nosił w sercu.
– Poszedłem do seminarium – mówi ksiądz Grzegorz Gałkowski. Teraz jest wikariuszem u świętego Józefa w Lesznie. Jedno się nie zmieniło: nadal jest bardzo zajęty.
Krzyknął, że kobietę trzeba ukamienować
Kiedy młody faryzeusz wpadł w kościelną nawę i na całą świątynię huknął bez ogródek, że kobietę jak nic trzeba ukamienować, parafianie siedzący dotąd w nabożnym skupieniu w kościelnych ławach aż podskoczyli z wrażenia. Wzdrygnęła się też Maria Magdalena, bo to przecież o nią chodziło. Sytuację uspokoił dopiero stojący koło ambony Chrystus.
– Kto z was jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem – powiedział spokojnie, a wtedy tamci odeszli. Potem pochylił się nad kobietą i powiedział: – Idź i nie grzesz więcej.
Ona wstała i poszła do zakrystii, żeby się przebrać i w spokoju wysłuchać do końca Mszy świętej. A w kościele rozległy się nieśmiałe brawa. Nieśmiałe, bo parafianie przecież nie przywykli, by kazanie kończyć owacjami.
– Takie samo przedstawienie, czyli nawrócenie Marii Magdaleny zaprezentowaliśmy na środku wiejskiej drogi w Raczycach, podczas pieszej pielgrzymki do Częstochowy – tłumaczy Piotr Łakomski. – Scenariusz przygotował ksiądz Grzegorz, my na ten czas staliśmy się aktorami.
Piotr mieszka na leszczyńskim Zatorzu, obecnie studiuje na AWF–ie w Lesznie, a od dwóch lat gra na gitarze. Kto przychodzi do kościoła na młodzieżowe Msze o 10.30, na pewno go zna.
– Dwa lata temu, jak do parafii przywędrował ksiądz Grzegorz i zaczęliśmy śpiewać na młodzieżowych Mszach, był potrzebny ktoś, kto zagra na gitarze – tłumaczy. – No to się nauczyłem i gram.
Najstarszy na roku, ale nie dziadek
– Chrystus wobec każdego z nas ma swoje plany – mówi ksiądz Grzegorz. – Mnie pozwolił wstąpić do seminarium dopiero, gdy skończyłem trzydzieści lat. Wcześniej utrzymywałem kontakty z salezjanami i myślałem, że zostanę jednym z nich, ale Bóg chciał, żebym trafił do seminarium diecezjalnego.
Był najstarszy na roku. – Różnica dobrych kilku lat, ale jakoś nikt nie nazywał mnie dziadkiem. Może dlatego, że zawsze potrafiłem jakoś ułożyć sobie kontakty z młodzieżą. W moich rodzinnych Brodach Poznańskich też. Razem z młodymi założyliśmy tam zespół piłkarski: Sparta Brody, który gra do dziś.
Po święceniach trafił do Czarnkowa, potem do Pniew i do Lubasza na skraju Puszczy Noteckiej.
W Lubaszu razem z drugim wikarym, księdzem Krzysztofem i proboszczem przygotowali i przeżyli uroczystości koronacji cudownego obrazu Matki Bożej Królowej Rodzin. Krótko po tym ksiądz proboszcz zmarł. – Był dla mnie wielkim przyjacielem. To był dla mnie bardzo ważny okres – wspomina. Dwa lata temu skierowano go do Leszna.
– Była wcześniej grupa młodzieży w naszej parafii, skupiona wokół kościoła – wspomina Ania. – Spotykaliśmy się, ale nie tak często i nie tak chętnie. Przejął nas ksiądz Grzegorz i to się zmieniło. Spotykamy się jako Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży.
– To wspaniali młodzi ludzie – mówi wikary. – Zaproponowałem im, by co piątek spotykać się w kręgach biblijnych i wspólnie rozważać Pismo Święte. I tak to się odbywa.
W wyziębionej o tej porze roku salce katechetycznej przy kościele widać ślady tych spotkań. Ustawione w kręgu krzesła, na nich płachty szarego pakowego papieru: popisane i pokolorowane:
– Ksiądz wie, że z nami trzeba jak z dziećmi – uśmiecha się Ania. – Najlepiej zacząć od rysowania.
– W ostatni piątek rysowaliśmy nasze bożki – tłumaczy Bartek. – Ktoś narysował komputer, ktoś butelkę, papierosy, techno i fastfoody.
Najciekawszy jest chyba rysunek, który przedstawia olbrzymią pajęczynę, a w niej wpisany internetowy znak, tak zwana małpa. Księdzu Grzegorzowi też się chyba spodobał, bo w niedzielę wykorzystał rysunek podczas kazania dla dzieci.
Trochę filozof
– Z księdzem nie ma tematów tabu – mówi Jakub.
– To taki gość. Trochę filozof – dopowiada Grzegorz. – Czasami jest wkurzający, bo wymaga od nas, ale tak musi być.
– Stara się stopować nasz luz, gdy trochę przesadzamy – przyznaje Ania. – I to mu wychodzi.
– No i poświęca dla nas swój wolny czas – mówi z uznaniem Grzegorz. – Co chwilę wymyśla coś nowego.
Na Ani największe wrażenie zrobiły dwie godziny absolutnego milczenia nad Pismem Świętym. Pojechali kiedyś całą grupą do klasztoru benedyktynów w Lubiniu. Z Leszna to jakieś trzydzieści kilometrów. Siedli w kościelnych ławach z Biblią w rękach i milczeli, kontemplując tekst. Nie każdy wytrzymał. Ania tak.
Jakub, który na pieszej pielgrzymce w leszczyńskiej grupie numer XVI był, jak mówią koledzy, głównym tubowym (od tuby, czyli przenośnego głośnika, który niósł na trasie), nigdy nie zapomni rowerowych wypraw z księdzem. W ubiegłym roku zjeździli Mazury, w tym – Kaszuby.
– Wieczorami, wiadomo, siedziało się długo przy ogniskach – wspomina. – A pobudka bez litości o godzinie siódmej. Ksiądz wpadał do pokojów i śpiewał wymyślony przez siebie psalm 23: „Wstawaj, nie udawaj”.
Piotrowi wryła się w pamięć Lednica: – Dwie i pół godziny przechodziliśmy pod rybą w deszczu. Resztę nocki spędziliśmy w autobusie. Było bombowo.
Daria zapamiętała za to rekolekcje w Wonieściu: – To był czerwiec w zeszłym roku – wspomina. – Skończył się akurat rok szkolny. Ksiądz Grzegorz wymyślił, że pojedziemy rowerami z Leszna do Wonieścia nad jezioro. To były nasze pierwsze dłuższe rekolekcje. W kręgach dzieliliśmy się Ewangelią, a wieczorami śpiewaliśmy przy ognisku.
Daria uważa, że ten wyjazd był dla nich przełomowy. – Uwierzyliśmy, że wspólnie możemy wiele zrobić dla siebie i innych.
Kupa dobrej zabawy
Po tamtym wyjeździe zrozumieli, że można przygotować kilka przedstawień ewangelicznych scen: nawrócenie Marii Magdaleny, misterium Męki Pańskiej i przypowieść o Synu Marnotrawnym. – Przy okazji objawiły się talenty aktorskie. Choćby Tomek Kajdanowicz – chwali ksiądz Grzegorz. Że można zorganizować koncerty pieśni religijnych, które gra powołany do życia zespół muzyczny ,,W cieniu Józefa’’ ze swoją liderką Asią Flak. Można odwiedzać chorych z opłatkiem i dobrym słowem. Można też w Wigilie poświęcić swój czas, pójść na dworzec kolejowy i w poczekalni zagrać kolędy bezdomnym, którym Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie zorganizował kolację wigilijną. Można też pójść do noclegowni dla bezdomnych, usiąść z jej mieszkańcami przy ognisku i zaśpiewać o tym, że Bóg kocha wszystkich ludzi.
– To było duże przeżycie – wspomina Ania. – Oni byli bardzo życzliwi.
Przyznają jednym głosem, że gdyby nie ich ksiądz, nie byłoby tego wszystkiego.
– W tym roku to poświęcił dla nas cały swój urlop – mówi Grzegorz. – Najpierw na tydzień z dziećmi pojechał do Tarnowa Podgórnego. Potem była pielgrzymka na południe Polski śladami pielgrzymek Jana Pawła II.
W lipcu ksiądz był przewodnikiem naszej grupy pielgrzymkowej – opowiada dalej Grzegorz. – I chociaż raz nas wyprowadzili w zboże i tak było niesamowicie. Wtedy powstał kultowy już dla nas tekst. Ksiądz Grzegorz, gdy już byliśmy bardzo zmęczeni i trochę źli, podchodził i pytał: Czy masz Chrystusa w sercu?
Zaraz po pielgrzymce był rowerowy wyjazd na Kaszuby.
– Na pielgrzymce byłem dumny z nich – mówi ksiądz Grzegorz. – Młodzież z Zatorza stanowiła trzon grupy XVI. Silny trzon.
Jego pragnieniem jest, by zgromadzić jak najwięcej młodzieży przy parafii i „ukazywać im Chrystusa radosnego, którego tak pięknie ukazuje nam Papież, mówiąc do młodych, by się nie lękali”.
– My jesteśmy normalnymi młodymi ludźmi. – Żadni święci, czy nieskazitelni. Ale te spotkania, przebywanie w tej grupie z księdzem Grzegorzem budują nasze fundamenty na całe życie – mówi Piotr.
I dodaje: – A do tego ksiądz wie, że obok duchowości, modlitwy, skupienia, musi być jeszcze kupa dobrej zabawy.
| poprzedni | następny | wróć |
Tematy numeru:
- Aktualności
- Nagroda dla "Przewodnika"
- Społeczeństwo
- Krajobraz po rewolucji
- Cyberkracja
- Książka feministki pomoże w walce z pornografią


drukuj












