- Misje pełne radości
-
Brazylijczycy to naród o ogromnej religijności. Misje prowadzone w tym kraju potwierdzają, że potrzeba Boga i świętości jest tutaj ciągle żywa. Praca misjonarzy to trud, ale i radość. Opieka duchowa nad wiernymi, pomoc w rozwiązywaniu problemów, troska o chorych i potrzebujących - to dla nich codzienność. Cieszy zaangażowanie w pracę parafialną także rdzennych mieszkańców. Raduje...więcej »
- Pielgrzymka w Afryce
-
W Polsce pielgrzymi chodzą do Częstochowy, Lichenia lub innych sanktuariów (nie tylko) Maryjnych. Klerycy Seminarium Misyjnego "Redemptoris Mater" w Zambii postanowili pójść pieszo... na cmentarz. Dlaczego? W Zambii praktycznie nie istnieją sanktuaria, do których można by było pielgrzymować. Kościół jest tu bardzo młody. Na teren obecnej diecezji Ndola w środkowej Zambii pierwsi...więcej »
- Po trzykroć Słowianie
-
Darewo to bardzo stara wieś, która pojawiła się jeszcze w czasach świętego Franciszka. Tędy przechodziła granica pierwszej ewangelizacji, dalej szły już tylko niezmierzone błota. Dwieście lat temu na drugim brzegu rzeki stał klasztor unicki. Teraz znajduje się tam kościół prawosławny. Tak tu żyją ludzie: tu katolicy, tam prawosławni. Tak się złożyło, że przez tę wieś...więcej »
- Polski czas w tropiku
-
Ojciec Marian Schwark remontuje w Togo już drugą katedrę. Tę w Kpalime ozdobił zegar wieżowy z poznańskiej firmy - ma ponad 160 centymetrów średnicy, posiada układ wybijania godzin i kwadransów oraz zestaw melodii granych na dzwonach. Kościoły w Togo, choć ustępują niewątpliwie tym europejskim, są nadal najbardziej okazałymi budowlami w państwie. Ten niewielki kraj leżący nad...więcej »
- Widziałem barwy stepu
-
Gdy mówimy o Kazachstanie, na myśl przychodzą nam w pierwszej kolejności bezkresne stepy. Stepy, na które wyrzuceni zostali zesłańcy z wielu krajów jak "pyry z worka". Step w Kazachstanie jest barwny, rośnie na nim trawa z pięknym kłosem, różnorodne kwiaty. Nie takie jak w ogrodach - wymuskane, ukształtowane. To są kwiaty polne. Wśród wielości barw przeważają fiolet i róż,...więcej »
- Padre, maniana…
-
Pracy dla misjonarzy w Boliwii jeszcze długo nie zabraknie. Ci, którzy tu trafili raczej nie mają zbyt wiele czasu dla siebie. Ojciec Eryk zamiast się skarżyć, dziękuje za to Bogu i recytuje jedno ze swoich ulubionych przysłów: kiedy nie ma roboty, rodzą się głupoty. Jego praca i habit pozwoliła mu nigdy nie usłyszeć o sobie - gringo, co w tych stronach chluby nie przynosi. Zdarzało...więcej »
- Seminarium w afrykańskim buszu
-
Formacja seminaryjna, oprócz wykładów z filozofii i teologii, przewiduje także staż duszpasterski. Bywa, że ma on miejsce przy ognisku pośrodku murzyńskiej wioski. To niesamowite! Prawdziwe Seminarium Duchowne pośrodku afrykańskiego buszu. Tak, to nie jest sen, lecz fakt z życia Diecezjalnego i Misyjnego Seminarium Duchownego "Redemptoris Mater" z Kitwe w Zambii. Ale od początku. Kościół...więcej »
- Mały Ojciec
-
Pai w języku guarani znaczy Mały Ojciec. Tak mieszkańcy Paragwaju zwracają się do księży. Na tym najbardziej katolickim kontynencie nadal pracuje wielu misjonarzy z Europy, a Stary Kontynent często wciąż nazywa się tu Matką, która z daleka wydaje się znacznie poczciwsza, niż jest w rzeczywistości. Ojciec Andrzej wyjechał na misje jesienią 1991 roku. Kilka miesięcy po przyjeździe...więcej »
- W krainie Inków
-
Peru. Kraj piękny, urzekająco położony w Andach - górach, które wysokością ustępują jedynie Himalajom. Kraj tajemniczy, niemal na każdym kroku kryjący ślady wielkiej cywilizacji Inków, która przed wieloma wiekami stworzyła kalendarz dokładniejszy od tego, którym my posługujemy się do dziś. W tym odległym, tajemniczym kraju znajdziemy jeszcze inne ślady - wiele z nich pozostawili...więcej »
- Betlejem - tam zawsze jest Boże Narodzenie
-
Zatrzymać się w Betlejem więcej niż pół dnia dla wielu turystów nie ma sensu. Znane na całym świecie jako miejsce narodzin Jezusa Chrystusa, Betlejem nie ma zbyt wiele do zaoferowania turyście żądnemu przygód i zwiedzania wspaniałych zabytków. Tłumy wierzących i niewierzących z całego świata przyjeżdżają tu tylko po to, by zobaczyć Grotę Bożego Narodzenia. Pielgrzymi, jeśli...więcej »
dzisiaj jest: czwartek, 24.05.2012 | Imieniny:
Służyć Polakom na Wschodzie |
autor: Michał Gryczyński
Rozmowa z księdzem Ryszardem Bucholcem TChr, wiceprezesem Fundacji im. Kardynała Augusta Hlonda
W tym roku minęło dziesięć lat od chwili powołania fundacji, dzieła pomocy Polakom żyjącym na Wschodzie. Jak doszło do jej powstania?
– Założyciel Towarzystwa Chrystusowego kardynał August Hlond głosił, że „na wychodźstwie dusze polskie giną”. I dlatego już na początku przemian ustrojowych w Polsce utworzyliśmy fundację dla ich ratowania. Inicjatorem był ks. dr Antoni Klein, były rektor poznańskiego seminarium chrystusowców, statut napisał ks. Wojciech Necel, a nasz ówczesny przełożony generalny ks. prof. Bogusław Nadolski zaaprobował dzieło i udzielił mu swego błogosławieństwa. Byłem w tym czasie superiorem Domu Głównego w Poznaniu, toteż mogłem udostępnić Fundacji pomieszczenie na stałą siedzibę. W styczniu 1992 r. odbyło się zebranie założycielskie, podczas którego powołano Zarząd z profesorem Erykiem Wojciechowskim jako prezesem.
Jakie cele stawia sobie Fundacja i w jaki sposób są one realizowane?
– Celem jest wspieranie duszpasterzy polonijnych pracujących za wschodnią granicą, zabezpieczenie materialne formacji kleryków przygotowujących się do pracy wśród Polonii, upowszechnianie problematyki polskiego duszpasterstwa etnicznego, a także popularyzacja postaci i dzieła Sług Bożych Augusta Hlonda oraz Ignacego Posadzego. Pieniądze złożone przez darczyńców przekazujemy również misjonarzom pracującym wśród Polaków na Białorusi, Ukrainie i w Kazachstanie, siostrom Misjonarkom Chrystusa Króla na Białorusi, a także siostrom Od Aniołów Stróżów na Ukrainie oraz w Rosji.
Może Ksiądz wymienić przykładowe inicjatywy sfinansowane przez Fundację?
– Większość zebranych pieniędzy została skierowana na Wschód – zwłaszcza na Ukrainę, Białoruś i do Kazachstanu – a część także do Macedonii i na Węgry. Fundacja przekazywała środki materialnie, np. na.: żywność dla ubogich rodzin, remonty budynków kościelnych, kupno i konserwację samochodów misyjnych, stypendia dla lekarzy z Litwy, Łotwy i Białorusi, odbywających praktykę w poznańskich szpitalach, urządzanie mieszkań i biur parafialnych, zakup paramentów liturgicznych, wydanie i nieodpłatne rozprowadzenie dziesięciu tysięcy katechizmów polsko-rosyjskich. Często nasze pieniądze były adresowane do konkretnej parafii na określony cel. Dzięki temu jesteśmy fundatorami m.in.: krzyża ołtarzowego we Wołoczyskach, żłóbka bożonarodzeniowego w ukraińskim Doniecku, czy tabernakulum w białoruskich Subotnikach. Finansowaliśmy również wakacje dla dzieci i młodzieży z Białorusi organizowane w Polsce, druk broszur dla Ruchu Apostalatu Emigracyjnego czy publikacje i kolportaż rozmaitych materiałów o działalności Fundacji oraz założycielach Towarzystwa Chrystusowego: kardynale Hlondzie i ojcu Posadzym.
Kim są dobrodzieje skupieni wokół Fundacji?
– To indywidualne osoby – sporadycznie także instytucje – bez których dzieło nie mogłoby istnieć. Są to ludzie, którym nie jest obojętny los Polaków żyjących na Wschodzie i dlatego wspomagają ich swoimi ofiarami. Staramy się podtrzymywać łączność z darczyńcami, wysyłając co pewien czas listy, w których informujemy o pracy duszpasterzy emigracyjnych i kolejnych przedsięwzięciach. Fundacja jest naszym wspólnym dziełem.
Już od dwunastu lat pracuję wśród Polaków na terenie Kazachstanu i mógłbym wiele powiedzieć o ich sytuacji na ziemi zesłania. Są oni bardzo wdzięczni za obecność polskich kapłanów. Dobrze, że istnieje Fundacja, która niesie pomoc w zakupie rzeczy potrzebnych do pracy duszpasterskiej czy literatury. (...) Warunki życia Polaków na terenie Kazachstanu są zupełnie inne, aniżeli w Polsce. Chociaż przyjęli już po części styl życia kazachskiego i pogodzili się ze swym losem, to akcja repatriacyjna rozbudziła w nich odczucie polskości. Od czerwca mamy w Czkałowie, czyli mojej parafii, translację TV-Polonia. To dobrze, bo Polonia nieco się ożywiła. Mamy dwóch nauczycieli z Ojczyzny, a w parafii istnieje Dom Polski, ale od trzech lat – z powodu trudności finansowych – nie możemy go wykończyć. (...) Niechaj dobry Bóg wynagradza wszystkim, którzy podtrzymują fundację i tych, którzy nią zarządzają.
Początkowo pracowałem na Podolu, potem w Doniecku i w Mikołajowie, na południu Ukrainy. Często spotykałem starsze osoby, Polki i Polaków, którzy po latach wygnania i tułaczki powrócili na swoje ziemie z lasów Syberii i bezdroży Kazachstanu. Czyż mogłem się dziwić, że tak mało z nich pamięta jeszcze ojczysty język? Jeśli nawet nie udało im się zachować języka w domowym obejściu, to jednak zawsze w modlitwie zanosili swe błagania tylko po polsku. Powracali do zniszczonych domostw, zbezczeszczonych kościołów. (...) Ci, którzy pozostali na ojcowiźnie, nie lżejszą mogli cieszyć się dolą. Prześladowanie polskości było tu bowiem sroższe, niż w Kazachstanie. Za polską książkę, elementarz, katechizm czy modlitewnik wielu przypłaciło życiem. Dlatego po latach świadomość narodowa i życie chrześcijańskie nieomal wymarły. (...) Na zrębach tego, co pozostało, z pomocą Bożą i zapałem zabraliśmy się do odbudowywania wiary w sercach ludzi – szczególnie młodzieży i średniego pokolenia – a także odkrywania korzeni polskich, powrotu do źródeł. Staraliśmy się zarówno o rejestrację nowych parafii i odbudowę kościołów, jak też zakładanie komórek polonijnych i nauczanie języka polskiego. W trudnych warunkach materialnych z pomocą spieszyły nam różne fundacje.
Często korzystaliśmy z tego wspaniałego dzieła, którym była dla nas Fundacja im. Kardynała Augusta Hlonda. Wiele razy otrzymywaliśmy z Fundacji pomoc materialną przy budowie i odbudowywaniu kościołów. Do nowych kościołów potrzebne były szaty, księgi, naczynia liturgiczne, obrazy. Niemałych nakładów wymagały również podejmowane przez duszpasterzy wysiłki misyjne, wydatki związane z utrzymaniem i eksploatacją środków transportu, dojazdy do odległych parafii. O skali tego zjawiska niech świadczy fakt, że w parafiach Donieck i Mikołajów jeden albo dwóch księży obsługiwało katolików z całego województwa, dojeżdżając kilka razy w miesiącu do filii oddalonych nawet o 220 km! Tam bowiem, w takich miastach, jak np.: Makiejewka, Gorłówka, Szachtiorsk, Mariupol, Krzywe Jezioro, Jużnoukraińsk, kilkadziesiąt starszych osób i dzieci oczekiwało z utęsknieniem na katechizację, Mszę świętą i lekcję języka polskiego. Gdyby nie pomoc Fundacji, wielu spośród tych dzieł musielibyśmy zaniechać, gdyż lud na Ukrainie jest zbyt ubogi, aby sfinansować pracę duszpasterza. A przecież każdy rolnik wie, że przyszłe plony wymagają zasiewu. W dziedzinie nauki języka polskiego fundacja często pomagała nam poprzez organizowanie podręczników, elementarzy, przyborów szkolnych, a także pomoc finansową w organizowaniu wakacji dla dzieci w Polsce. Ile tych małych, młodych serc zachwyciło się Polską, uchwyciło się swych korzeni, które w ten sposób ożyły! (...) Pragnę więc podziękować wszystkim dobrodziejom i ofiarodawcom fundacji, którzy przez swoją szczodrość podtrzymują tak wiele niezbędnych inicjatyw. Dzieląc się owocem swojej pracy, uczestniczycie niejako na odległość w pięknym dziele misyjnym. Niech Dobry Bóg stokrotnie wynagrodzi każdemu z Was według miary Jego hojności.
Rozmawiał
Michał GryczyŃski
W tym roku minęło dziesięć lat od chwili powołania fundacji, dzieła pomocy Polakom żyjącym na Wschodzie. Jak doszło do jej powstania?
– Założyciel Towarzystwa Chrystusowego kardynał August Hlond głosił, że „na wychodźstwie dusze polskie giną”. I dlatego już na początku przemian ustrojowych w Polsce utworzyliśmy fundację dla ich ratowania. Inicjatorem był ks. dr Antoni Klein, były rektor poznańskiego seminarium chrystusowców, statut napisał ks. Wojciech Necel, a nasz ówczesny przełożony generalny ks. prof. Bogusław Nadolski zaaprobował dzieło i udzielił mu swego błogosławieństwa. Byłem w tym czasie superiorem Domu Głównego w Poznaniu, toteż mogłem udostępnić Fundacji pomieszczenie na stałą siedzibę. W styczniu 1992 r. odbyło się zebranie założycielskie, podczas którego powołano Zarząd z profesorem Erykiem Wojciechowskim jako prezesem.
Jakie cele stawia sobie Fundacja i w jaki sposób są one realizowane?
– Celem jest wspieranie duszpasterzy polonijnych pracujących za wschodnią granicą, zabezpieczenie materialne formacji kleryków przygotowujących się do pracy wśród Polonii, upowszechnianie problematyki polskiego duszpasterstwa etnicznego, a także popularyzacja postaci i dzieła Sług Bożych Augusta Hlonda oraz Ignacego Posadzego. Pieniądze złożone przez darczyńców przekazujemy również misjonarzom pracującym wśród Polaków na Białorusi, Ukrainie i w Kazachstanie, siostrom Misjonarkom Chrystusa Króla na Białorusi, a także siostrom Od Aniołów Stróżów na Ukrainie oraz w Rosji.
Może Ksiądz wymienić przykładowe inicjatywy sfinansowane przez Fundację?
– Większość zebranych pieniędzy została skierowana na Wschód – zwłaszcza na Ukrainę, Białoruś i do Kazachstanu – a część także do Macedonii i na Węgry. Fundacja przekazywała środki materialnie, np. na.: żywność dla ubogich rodzin, remonty budynków kościelnych, kupno i konserwację samochodów misyjnych, stypendia dla lekarzy z Litwy, Łotwy i Białorusi, odbywających praktykę w poznańskich szpitalach, urządzanie mieszkań i biur parafialnych, zakup paramentów liturgicznych, wydanie i nieodpłatne rozprowadzenie dziesięciu tysięcy katechizmów polsko-rosyjskich. Często nasze pieniądze były adresowane do konkretnej parafii na określony cel. Dzięki temu jesteśmy fundatorami m.in.: krzyża ołtarzowego we Wołoczyskach, żłóbka bożonarodzeniowego w ukraińskim Doniecku, czy tabernakulum w białoruskich Subotnikach. Finansowaliśmy również wakacje dla dzieci i młodzieży z Białorusi organizowane w Polsce, druk broszur dla Ruchu Apostalatu Emigracyjnego czy publikacje i kolportaż rozmaitych materiałów o działalności Fundacji oraz założycielach Towarzystwa Chrystusowego: kardynale Hlondzie i ojcu Posadzym.
Kim są dobrodzieje skupieni wokół Fundacji?
– To indywidualne osoby – sporadycznie także instytucje – bez których dzieło nie mogłoby istnieć. Są to ludzie, którym nie jest obojętny los Polaków żyjących na Wschodzie i dlatego wspomagają ich swoimi ofiarami. Staramy się podtrzymywać łączność z darczyńcami, wysyłając co pewien czas listy, w których informujemy o pracy duszpasterzy emigracyjnych i kolejnych przedsięwzięciach. Fundacja jest naszym wspólnym dziełem.
Ks. Krzysztof Kuryłowicz
z Czkałowa (Kazachstan)
z Czkałowa (Kazachstan)
Już od dwunastu lat pracuję wśród Polaków na terenie Kazachstanu i mógłbym wiele powiedzieć o ich sytuacji na ziemi zesłania. Są oni bardzo wdzięczni za obecność polskich kapłanów. Dobrze, że istnieje Fundacja, która niesie pomoc w zakupie rzeczy potrzebnych do pracy duszpasterskiej czy literatury. (...) Warunki życia Polaków na terenie Kazachstanu są zupełnie inne, aniżeli w Polsce. Chociaż przyjęli już po części styl życia kazachskiego i pogodzili się ze swym losem, to akcja repatriacyjna rozbudziła w nich odczucie polskości. Od czerwca mamy w Czkałowie, czyli mojej parafii, translację TV-Polonia. To dobrze, bo Polonia nieco się ożywiła. Mamy dwóch nauczycieli z Ojczyzny, a w parafii istnieje Dom Polski, ale od trzech lat – z powodu trudności finansowych – nie możemy go wykończyć. (...) Niechaj dobry Bóg wynagradza wszystkim, którzy podtrzymują fundację i tych, którzy nią zarządzają.
Ks. Jarosław Giżycki –
długoletni duszpasterz na Wschodzie
długoletni duszpasterz na Wschodzie
Początkowo pracowałem na Podolu, potem w Doniecku i w Mikołajowie, na południu Ukrainy. Często spotykałem starsze osoby, Polki i Polaków, którzy po latach wygnania i tułaczki powrócili na swoje ziemie z lasów Syberii i bezdroży Kazachstanu. Czyż mogłem się dziwić, że tak mało z nich pamięta jeszcze ojczysty język? Jeśli nawet nie udało im się zachować języka w domowym obejściu, to jednak zawsze w modlitwie zanosili swe błagania tylko po polsku. Powracali do zniszczonych domostw, zbezczeszczonych kościołów. (...) Ci, którzy pozostali na ojcowiźnie, nie lżejszą mogli cieszyć się dolą. Prześladowanie polskości było tu bowiem sroższe, niż w Kazachstanie. Za polską książkę, elementarz, katechizm czy modlitewnik wielu przypłaciło życiem. Dlatego po latach świadomość narodowa i życie chrześcijańskie nieomal wymarły. (...) Na zrębach tego, co pozostało, z pomocą Bożą i zapałem zabraliśmy się do odbudowywania wiary w sercach ludzi – szczególnie młodzieży i średniego pokolenia – a także odkrywania korzeni polskich, powrotu do źródeł. Staraliśmy się zarówno o rejestrację nowych parafii i odbudowę kościołów, jak też zakładanie komórek polonijnych i nauczanie języka polskiego. W trudnych warunkach materialnych z pomocą spieszyły nam różne fundacje.
Często korzystaliśmy z tego wspaniałego dzieła, którym była dla nas Fundacja im. Kardynała Augusta Hlonda. Wiele razy otrzymywaliśmy z Fundacji pomoc materialną przy budowie i odbudowywaniu kościołów. Do nowych kościołów potrzebne były szaty, księgi, naczynia liturgiczne, obrazy. Niemałych nakładów wymagały również podejmowane przez duszpasterzy wysiłki misyjne, wydatki związane z utrzymaniem i eksploatacją środków transportu, dojazdy do odległych parafii. O skali tego zjawiska niech świadczy fakt, że w parafiach Donieck i Mikołajów jeden albo dwóch księży obsługiwało katolików z całego województwa, dojeżdżając kilka razy w miesiącu do filii oddalonych nawet o 220 km! Tam bowiem, w takich miastach, jak np.: Makiejewka, Gorłówka, Szachtiorsk, Mariupol, Krzywe Jezioro, Jużnoukraińsk, kilkadziesiąt starszych osób i dzieci oczekiwało z utęsknieniem na katechizację, Mszę świętą i lekcję języka polskiego. Gdyby nie pomoc Fundacji, wielu spośród tych dzieł musielibyśmy zaniechać, gdyż lud na Ukrainie jest zbyt ubogi, aby sfinansować pracę duszpasterza. A przecież każdy rolnik wie, że przyszłe plony wymagają zasiewu. W dziedzinie nauki języka polskiego fundacja często pomagała nam poprzez organizowanie podręczników, elementarzy, przyborów szkolnych, a także pomoc finansową w organizowaniu wakacji dla dzieci w Polsce. Ile tych małych, młodych serc zachwyciło się Polską, uchwyciło się swych korzeni, które w ten sposób ożyły! (...) Pragnę więc podziękować wszystkim dobrodziejom i ofiarodawcom fundacji, którzy przez swoją szczodrość podtrzymują tak wiele niezbędnych inicjatyw. Dzieląc się owocem swojej pracy, uczestniczycie niejako na odległość w pięknym dziele misyjnym. Niech Dobry Bóg stokrotnie wynagrodzi każdemu z Was według miary Jego hojności.
Fundacja im. Kardynała Augusta Hlonda
ul. Panny Maryi 4, 60-962 Poznań
skrytka pocztowa 23, telefon: (061) 855 10 34
konto: Bank Zachodni S.A. I/O Poznań
nr 11201492-1818-132-3000
ul. Panny Maryi 4, 60-962 Poznań
skrytka pocztowa 23, telefon: (061) 855 10 34
konto: Bank Zachodni S.A. I/O Poznań
nr 11201492-1818-132-3000
Rozmawiał
Michał GryczyŃski
| poprzedni | wróć |
Tematy numeru:
- Aktualności
- Nagroda dla "Przewodnika"
- Społeczeństwo
- Krajobraz po rewolucji
- Cyberkracja
- Książka feministki pomoże w walce z pornografią



drukuj












